„Blade Runner 2049” — nawet replikant by tego nie wymyślił

Jest dżdżysty listopad 2019 roku, Rick Deckard — rozprawiwszy się ze złymi (bo uczłowieczającmi się?) replikantami (lecz ocalony przez jednego z nich) — umyka w siną dal z kruczowłosą Nexuską… tak kończy się fabuła filmu Ridleya Scotta „Łowca androidów” z 1982 r.
Gdzieś tam mija kolejnych — wcale niespokojnych — 30 lat, aż przenosimy się do Roku Pańskiego 2049, o czym opowiada film „Blade Runner 2049”.


Blade Runner 2049 recenzja

„Blade Runner 2049”, Deckard odnaleziony i wspierany przez replikanta, który myśli, że jest pół-człowiekiem… Nie wiem czy nie za dużo na raz.


Nie paląc zanadto: najnowsze dzieło Denisa Villeneuve nieco mnie rozczarowało, chyba głównie przez to, że brak jej prostoty klasyka. Rozumiem, że powrót do motywu sprzed 35 lat mógłby być niestrawny dla współczesnej publiczności — skoro wszystko już było, to scenarzyści muszą coraz bardziej się wysilać aby rzeczywiście zaskoczyć publikę.

Tym razem zaskoczenie opiera się na jednak banalnym schemacie: K, łowca androidów ustala, że jednej z ukrywających się androidek udało się zajść w ciążę i powić dziecię (zgadnijcie kto jest ojcem i matką?). Ujawnienie tego faktu groziłoby zachwianiem porządku społecznego — rozmnażający się niewolnicy mogliby wywołać bunt — zatem K (sam będący pełnym rozterek replikantem) dostaje kolejne zadanie: znaleźć owego potomka oraz niezwłocznie „wysłać na emeryturę”. Nie jest mu łatwo, bo nie dość, że w sprawę wplątuje się demoniczny biznesmen i jego koleżanka od mokrej roboty, życia nie ułatwia mu najlepsza (holograficzna) przyjaciółka, która mówi to, co najbardziej chcesz usłyszeć — no i wychodzi, że K lubi słyszeć, że jest kimś szczególnym
Replikant by tego nie wymyślił…

Cóż, wychodzi na to, że powrót do przeszłości nie zawsze jest dobrym wyborem na przyszłość (stąd chyba dość słaby odbiór „T2 Trainspotting” ale cóż — może będziemy niedługo klonować ludzi, ale nie wrażenia i emocje). Gorzej jeśli chyba nieco na siłę chce się zrobić dzieło wiekopomne, głębokie, przemawiające, poruszające — wówczas film trzyma w kinie przez trzy godziny bez kwadransa (!), co wydaje się wynikiem dość przytłaczającym.

Reasumując: film „Blade Runner 2049” na pewno warto zobaczyć, warto jednak najsamprzód odświeżyć „Łowcę androidów”, bo w przeciwnym razie mogą gubić się wątki (na szczęście zrobiliśmy to kilka dni temu) — ale lepiej oceniać go w oderwaniu od obrazu Ridleya Scotta (i miejmy nadzieję, że „v. 2079” sobie darują).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze