O tym, że SN uchwalił, że KRS mogła łamać prawo, ale tylko kiedyś

Analizując ubiegłotygodniową uchwałę połączonych izb SN poświęconą skutkom procesowym wadliwej obsady sądu, w którym orzeka sędzia powołany przy udziale neo-KRS (por. „Wszystkie orzeczenia wydane *od jutra* przez sędziów powołanych przez neo-KRS będą nieważne”) po raz n-ty przyszedł mi do głowy dawny felieton Stanisława Podemskiego (nie wiem czy  choćby najstarsi P.T. Czytelnicy niniejszych łamów pamiętają tego felietonistę prawnego „Polityki”?), który uchwałę TK w/s odwołania przez Lecha Wałęsę ówczesnego szefa KRRiTV (W 7/94) skwitował zdaniem „Trybunał orzekł, że prezydent może złamać prawo — ale tylko raz”. Nie mam bowiem wątpliwości, że ciężar stosowanych przez obecną władzę — wspólnie i w porozumieniu (dla porównania: prezydent Wałęsa zwykle musiał borykać się z poważną krytyką parlamentu) — kruczków, przy których ówczesne pojęcie „falandyzacji prawa” wydaje się być niewinną zabawą, wymagałby środków nieco bardziej radykalnych, niż przyjęcia, iż KRS mogła łamać prawo, ale tylko kiedyś, zaś nieprawidłowości w nominacjach sędziowskich mogą mieć skutek procesowy tylko na przyszłość (w dodatku nie wiadomo czy rozumiany kategorycznie, jak wykładni przywołanej w pkt. 1 uchwały, czy jednak pozostawiając stronom i sądowi pewną możliwość manewru, jak w pkt. 2).

Osobiście (jako niepraktykujący teoretyk, w dodatku zawsze nieprzepadający za procedurą; kpc był jedną z dwóch repet, które zaliczyłem na całych studiach) nie mam bowiem wątpliwości, iż nie ma podstaw, by analizować skład sądu „sprzeczny z przepisami prawa” (art. 379 pkt 4 kpc) przez pryzmat niezawisłości i bezstronności sądu i to „w konkretnych okolicznościach”. Nie dość, że owe konkretne okoliczności wymagają przeprowadzenia jakiegoś dowodu przez stronę (co może być bardzo trudne — a znając praktykę wręcz niemożliwe), to przecież należy pamiętać, że konstytucja gwarantuje każdemu prawo do rozpatrzenia jego sprawy przez „właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd” niezależnie od jakichkolwiek okoliczności faktycznych. Wystarczającą przesłanką jest niewłaściwa obsada składu, którą sąd odwoławczy bierze pod uwagę z urzędu (uchwała nie zakazuje stosowania art. 378 par. 1 kpc, zaś mimo braku tego sformułowania art. 439 par. 1 kpk rozumiany jest analogicznie).

Rozumiem, że Sąd Najwyższy doskonale wie, że opadnięta przez aktualną władzę Krajowa Rada Sądownictwa uczestniczyła w powołaniu kilkuset sędziów, każdy z nich mógł orzekać w kilkuset sprawach; zagrożenie wynikające z możliwości podważenia wszystkich tych orzeczeń jest olbrzymie — ale czy jest mniejsze, jeśli strona pójdzie dalej i w swojej sprawie uzyska orzeczenie TSUE lub ETPCz piętnujące stan uchybień? Pamiętając, że głośny wyrok TSUE dotyczył tylko przełożenia wadliwości powołania członków KRS na powołania sędziów Izby Dyscyplinarnej SN nie można zapominać, że wcześniejsza opinia rzecznika generalnego oceniała to gremium znacznie bardziej surowo (por. „Krajowa Rada Sądownictwa może nie dawać „rękojmi niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej”) — i nikt nie może obiecać, że w razie kolejnego sporu taka wykładnia jednak nie przeważy.
To się tak czy inaczej może skończyć: podważaniem orzeczeń (których będzie jeszcze więcej), odszkodowaniami, jeszcze dłuższym ględzeniem o suwerenności, etc., etc. — stąd też uważam, że ograniczenie skutków uchwały tylko do orzeczeń wydanych w przyszłości jest generalnie niezrozumiałe.

Tyle uzasadnionej krytyki motywowanej interesem społecznym; odnosząc się natomiast do pozostałych wątków jakże chętnie podnoszonych tu i ówdzie:

  • czy Sąd Najwyższy miał prawo podważyć nominacje sędziowskie, czy aby uchwała nie jest ingerencją w kompetencje prezydenta? — moim zdaniem ten zarzut jest oczywiście absurdalny: uchwała ma charakter wyłącznie procesowy (nieprzypadkowo odnosi się do dwóch norm proceduralnych), jej skutkiem nie jest usunięcie sędziów powołanych przez neo-KRS z urzędu lub podważenie uprawnień głowy państwa (ale jest sygnałem, że na gruncie procesowym dalsze powołania będą odpowiednio traktowane);
  • czy prawo może działać wstecz? — nie powinno, ale może (por. „Lex czasem retro agit”), jednak przecież nie w tym rzecz, ile w tym, że uchwała nie jest aktem prawotwórczym, lecz wykładnią prawa, które napisał parlament — o tym, że każdy ma prawo do sprawiedliwego sądu przed prawdziwym sędzią, a każda próba sądzenia przez nie-sędziego oznacza nieważność postępowania. O tym, że orzeczenia sądowe jak najbardziej mogą skutkować wstecz nie trzeba chyba nikogo przekonywać;
  • czy to oznacza, że SN wydał zakaz orzekania przez tych sędziów lub usunął ich z urzędu? — uchwała nie mówi nic o skutkach dla samych sędziów (z pewnością nie jest podstawą do jakichkolwiek ruchów kadrowych), literalnie owi nominaci mogą orzekać, ale muszą się liczyć z tym, że ich orzeczenia mogą być podważane ze względu na nieważność (orzekać jako tako nie mogą sędziowie ID SN — tu niewątpliwie rozróżnienie w pkt 4 jest istotne także z tego względu, że nie ma instancyjnej kontroli nad orzecznictwem SN); z pewnością uchwała SN nie dotyka kwestii statusu takich sędziów (nawet sędziów ID SN); jednak subiektywnie powiem, że chyba nie chciałbym zajmować się działalnością, która genetycznie może być uznana za wadliwą.

Jak rzekł Maks w „Seksmisji”: „ja tu widzę niezły burdel!” — i nie mam najmniejszych wątpliwości kto ten bajzel spowodował i kto przez to najbardziej cierpi (i to już się dzieje, bo oto „Sędzia powołany na wniosek nowej KRS zawiesił postępowanie w związku z uchwałą SN”).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze