Czy aranżacja piosenki to wykonawstwo, czy współautorstwo utworu? Czy instrumentalista, który dokłada określone partie instrumentalne do kompozycji powinien być traktowany podmiot praw autorskich? Czy producent utworu muzycznego to funkcja techniczna, a więc przysługiwać będą mu prawa pokrewne — czy raczej prawa zależne? Czy jednak nie każde twórcze przyczynienie się do powstania dzieła oznacza jego autorstwo, choćby i w 5 procentach? (wyrok SO w Warszawie z 15 stycznia 2026 r., XXII GW 845/21).
opis stanu faktycznego:
- sprawa dotyczyła powództwa o ustalenie współautorstwa piosenki — przysługiwania części autorskich praw majątkowych i osobistych do nagranego i wydanego utworu słowno-muzycznego;
- roszczenia powoda opierały się na tym, że piosenkarka stworzyła tekst i skomponowała muzykę w zakresie partii wokalnej, pianina i mandoliny — ale powód, jako producent utworu, dodał ścieżki dźwiękowe (linię dęciaków, organów, perkusji, smyczków i „subbasu” (?)) — a mimo to kobieta odmówiła uznania współautorstwa i zarejestrowała utwór w ZAiKS tylko na siebie;
art. 9 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Współtwórcom przysługuje prawo autorskie wspólnie. Domniemywa się, że wielkości udziałów są równe. Każdy ze współtwórców może żądać określenia wielkości udziałów przez sąd, na podstawie wkładów pracy twórczej.
art. 85 pr.aut.
1. Każde artystyczne wykonanie utworu lub dzieła sztuki ludowej pozostaje pod ochroną niezależnie od jego wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.
2. Artystycznymi wykonaniami, w rozumieniu ust. 1, są w szczególności: działania aktorów, recytatorów, dyrygentów, instrumentalistów, wokalistów, tancerzy i mimów oraz innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania.
- zdaniem pozwanej żądania były o tyle bezzasadne, że owe ścieżki zostały skomponowane według jej precyzyjnych wytycznych, więc powód był raczej „mechanikiem” wykonującym prace techniczne, co wyklucza uznanie go za współtwórcę utworu;
sąd ustalił:
- że powód jest uznanym w branży muzycznej kompozytorem, producentem i didżejem, tworzył do filmów i dla teatru, wykonywał muzykę elektroniczną w (zanonimizowanym) zespole;
- pozwana jest uznaną piosenkarką, tekściarką, kompozytorką, wykonuje muzykę folk i pop, a debiut płytowy ukazał się w roku 2019;
- (dla mnie to żadne okruszki…);
- współpraca przy drugim albumie zaczęła się od tego, że kobieta zaproponowała powodowi współpracę w charakterze producenta, włącznie z nagraniem partii kilku instrumentów oraz postprodukcję materiału; ten się nie zgodził, więc zaproponował ubogacenie piosenek w elektronikę i aranżację; stanęło na tym, że producent otrzymał część ścieżek i notację akordów, do czego na komputerze dograł syntetyczne brzmienia imitujące „organy, instrumenty dęte, w tym brzmienia burdonowe, waltornie o niestabilnym stroju, saksofon basowy, ale również brzmienia instrumentów smyczkowych pizzicato; perkusję w postaci brzmienia bębnów, grzechotek oraz talerzy; brzmienie instrumentów strunowych, dętych o niestabilnym stroju oraz innych syntetycznych brzmień oraz subbas”;
- czasem coś dorzucił, czasem coś poprawił, niemniej każda jego modyfikacja była akceptowana lub odrzucana przez piosenkarkę i zespół (zażyczyli sobie m.in. stopę — szkoda, że nie double bass drum ;-)
- jeszcze przed premierą nagrań powód próbował negocjować udział we wspólnie stworzonych utworach, jednak bazując na trzech opiniach (wynik 2:1 dla kobiety, bo „przebiegi akordowe i melodyczne powielone”, więc brak ingerencji powoda w „melodię tematu, harmonię, rytmikę czy formę kompozycji” — autorka opinii korzystnej dla producenta później weszła w rolę jego pełnomocniczki w procesie) piosenkarka zaproponowała mu 5% współudziału w zakresie kompozycji (odrzucił)…
wyrok:
- …co oznacza, że powód jest tylko i aż artystą wykonawcą — a przecież aranżacja piosenki, jej artystyczne wykonanie, to wykonawstwo, które — choć podlegające ochronie prawnej — nie oznacza współtwórstwa utworu;
- twórcą utworu jest jego autor, czyli osoba, która przy procesie twórczym wykazała się odpowiednią dozą „iskry bożej” (tej, o której mowa w art. 1 ust. 1 pr.aut.); i chociaż niekiedy dzieło może być uznane za dzieło sztuki, chociaż utworem nijak nie jest — to dokładanie pewnych partii instrumentalnych do istniejącej kompozycji nie oznacza współautorstwa, lecz właśnie wykonawstwo, czyli prawo pokrewne;
- (i tu garść rozważań historycznych, jak to tworzące się prawo autorskie próbowało kwalifikować aranżerów i wykonawców fonogramów jako twórców utworów zależnych (w/g niemieckiego prawa z 1910 r. opracowaniem utworu było jego przeniesienie na instrumenty mechaniczne, czytaj: patefon; to prawo zmieniono już w 1932 r.); w Polsce sanacyjnej także uważano, że prawo autorskie powinno przysługiwać „osobie śpiewającej „do gramofonu””; i tak aż do konsensusu, którym jest Konwencja Rzymska o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych z 1961 r.;
- w prawie polskim rzecz jest opisana dość jednoznacznie: działania instrumentalistów, ale też dyrygentów i wokalistów, a także „innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania” — w tym aranżerów, producentów — stanowią artystyczne wykonanie utworu (art. 85 ust. 2 pr.aut.);
Wykonawcy – instrumentaliści – nawet jeśli wpływają na koloryt utworu muzycznego a nawet jeśli wpływają znacząco – to są kwalifikowani właśnie jako artyści wykonawcy a nie jako współtwórcy.
- analogicznie wykonawcy cudzych piosenek, nawet jeśli w coverze można wychwycić ich charakterystyczny rys brzmienia, i nawet jeśli odbiorcy są w stanie wychwycić kto zrobił to lepiej, a kto gorzej, są traktowani jako artyści wykonawcy, wykonujący czyjeś kompozycje; (dopiero radykalne, istotne zmiany tempa, melodii, jakieś uzupełnienia, pozwala mówić o opracowaniu utworu muzycznego, por. „’Papa Was a Rolling Stone’„);
- biorąc więc pod uwagę, iż porównanie publicznie dostępnych nagrań koncertowych (bez partii zagranych przez powoda) z wersją powstałą przy jego współudziale podpowiada, że się „nic nie zmienia w jego ontologicznym bycie” — jest to ten sam utwór — więc aranżacja piosenki (nagrania utworu) nie dołożyła niczego, co można by potraktować jako 5% współtwórczości;
- i nie ma znaczenia, że wkład instrumentalisty można rozpisać na nuty — bo przecież wszystko można opisać znakami, a gdyby od tego zależała kwalifikacja pracy jako utworu, pojęcie artystycznego wykonania nie miałoby szans w ogóle zaistnieć;
- sęk w tym, że artystą wykonawcą jest jedynie ten, kto wykonuje „bez żadnych możliwości twórczych wyborów – algorytm zadany przez autora muzyki” — „zadaniem wykonawcy jest uzupełnianie miejsc niedookreślonych przez twórcę” — lecz wcale nie czyni go to współautorem utworu wykonywanego;
- (a ponieważ w muzyce popularnej aranżacja piosenki jest niezwykle istotna, doszłoby do swoistego paradoksu: każde wykonanie koncercie stanowiłoby odrębne opracowanie utworu, do którego 5% praw przysługuje instrumentaliście — co wprost prowadziłoby do kaskadowej multiplikacji jednego utworu w niezliczoną ilość utworów zależnych);
- a jeśli kogoś boli taka koncepcja, bo przecież nagrany utwór nie zaistniałby w określonym kształcie bez wkładu instrumentalisty, proszę zwrócić uwagę, że aktor to też artysta wykonawca, i to mimo tego, że nie wykonuje on uprzednio istniejącego filmu lub spektaklu — i mimo tego, że niekiedy wkład aktora jest tak potężny, że to jego postać „robi” dzieło.
Więc — oddalono.