Jacy są Czesi i co Polacy myślą o Czechach? (Wiadomo, por. „O tym dlaczego nie warto emigrować „do Czech””). A ile z tego sterotypów, mitów, uprzedzeń, pobieżnych obserwacji? O tym pisze Jakub Medek w swojej książce „Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach”, którą właśnie przeczytałem, tylko po to, żeby i Was do jej lektury ze szczerego serca zachęcić.

Tytułem krótkiego wstępu: Jakub Medek to polski dziennikarz czeskiego pochodzenia (pół-Czech, pół-Polak, mówiąc wprost), aktualnie reporter radia Tok FM w Pradze, a poza tym… a poza tym napisał naprawdę fajną książkę.
A mianowicie, na chybcika wynotowane:
- po pierwsze czeski ateizm to ździebko mit; owszem, w sposobie manifestowania religijności Czesi nie są tak ostentacyjni Polacy (Czesi! — ta uwaga nie dotyczy to Morawian) i nawet Církev československá husitská trendu tego nie przełamuje… przeważa model nieortodoksyjny, nieszablonowy, po części kulturowo-społeczny; ciekawe, bo pono jeszcze na początku XX wieku prawie 90% Czechów było członkami kościoła katolickiego — odejście od wiary rzymskiej było wynikiem czeskiego narodowego przebudzenia;
- po drugie śmieszny język, przy czym dla Polaków śmieszna jest češtnina, a dla Czechów — polszczyzna; ta miękkość, te rzekome zdrobnienia, ta odmiana nazwisk kobiet; ale przecież czeski tradycje ma dawniejsze, bo pisownię, te hački, kroužki, etc., wymyślił sam mistrz Jan Hus, a nawet jeśli później troszkę przygasł, to przecież dziewiętnastowieczne odrodzenie narodowe oparło się właśnie na języku — i na tym, że przeciętny kmieć z Wysoczyzny potrafił czytać i pisać, i to był znów wpływ protestanckiego podejścia do życia i rzeczywistości (aż wstyd pomyśleć, gdzie wówczas był pańszczyźniany chłop polski);
- kolejny mit: tchórze z upodobaniem do kolaboracji (w książce są to dwa odrębne rozdziały); to prawda, rok 1620 dość dokumentnie wytrzepał z czeskich głów chęć do porywania się z motyką na słońce, ale przecież trzy stulecia później nikt nie był bliższy przetrącenia kręgosłupa bolszewii, jak Legion Czechosłowacki; taką samą prawdą jest, że Protektorat Czech i Moraw miał swój rząd i swojego prezydenta (nad którymi czuwał Protektor), a celem zamachu na Heydricha było przeszkodzenie w jego polityce „małej stabilizacj” — syty lecz spokojny robotnik miał wydajniej pracować w zakładach Škody, rzecz jasna na rzecz przemysłu wojskowego Trzeciej Rzeszy, więc Alianci postanowili troszkę zamieszać… (prawdą też jest, że Gabčik i Kubiš zostali zdradzeni przez innego konspiranta) — ale znów: to co Polacy traktują jako miękkość, z punktu widzenia mniejszego narodu może być tylko przystosowaniem i chęcią pracy u podstaw;

- (z trzeciej strony Jakub Medek sugeruje, że przeciętny Czech, choć nie będzie manifestował swojej narodowej duszy tak jak Polak i nie będzie czuł się potomkiem rycerstwa Žižki, to jednak historię swojego narodu będzie znał lepiej — także dlatego, że zapalczywie oddaje się turystyce ogólnokrajowej, poznawaniu pięknych i znaczących miejsc);
- Czesi jako egalitarne społeczeństwo oligarchów… z jednej strony 1% najbogatszych mieszkańców Czeskiej Republiki kontroluje 36% prywatnego majątku, a 1/5 majątku narodowego należy do 85 osób — pod tym względem mniejsza koncentracja panuje w U.S.A.; z drugiej nikt zanadto swego bogactwa nie manifestuje: profesor pije piwo z hydraulikiem w jednej hospůdce, prywatne szkoły dla dzieci to biznes prawie nieznany, prywatne lecznictwo jest znacznie mniej popularne niż w Polsce (jeśli ktoś kojarzy brak ich zamiłowania do przedsiębiorczości, to trzeba pamiętać, że pod względem wydajności pracy, PKB, etc., Czesi nadal nas wyprzedzają, i to o więcej niż grubość opony rowerowej), a grodzone osiedla mogą sobie pooglądać… jak przyjadą do Polski;
- (aczkolwiek pamiętajmy, że zwykłym oligarchą jest premier Babiš, który kontroluje przeszło połowę produkcji żywności kupowanej w czeskich potravinach — tej, która, nie ukrywajmy, jest dość fatalna);
- dlaczego tak? po części wynika to z odrzucenia koncepcji kultury szlacheckiej jako narodowotwórczego fundamentu („wykluczenie warstw uprzywilejowanych … ze wspólnoty narodowej”, cytat za „Praskim elementarzem” Aleksandra Kaczorowskiego) — bo szlachta i arystokracja po Białej Górze była niemiecka lub zniemczona, zawsze prohabsburska — a mieszczaństwu i mieszkańcom wsi wywyższanie się w głowie nie było;
- jeśli ktoś przypuszcza, że czeskie życie to jedna wielka sranda: owszem, jednym z największych Czechów wszechczasów wielokrotnie został obwołany Jára Cimrman (swego czasu unieważniono nawet plebiscyt, w którym wyprzedził on Karola IV, TGM i Václava Havela, został unieważniony), a„Czesi to śmiejące się bestie” (hmm, trzy czwarte internetu traktuje tego bon-mota jako po prostu cytat z Hrabala, ale to chyba rzeczywiście słowa Heydricha);
- pohoda (nie mylić z počasi!): stereotyp jest taki, że Czech ma luz i na wszystko wywalone, żyje bezstresowo, a jedyna rzecz, która zaprząta jego uwagę, to czy w piątek zdąży na chalupě; lecz taki stan duszy ma też odpowiadać za pewien chłód, dystans i obojętność indywidualistycznego społeczeństwa — ma być dobrze, więc nie będziemy się wtryniać w cudze, choćby ciężkie, sprawy (chyba że hokej, wiadomo — i… Cyganie);
- pivo; ciekawostka: być może nie byłoby owego czeskiego odrodzenia narodowego, gdyby nie hospoda, która służyła nie tylko jako miejsce spożycia, ale też pewnego rodzaju miejsce spotkań, dom kultury, etc.; ale przecież też vino, i tu zasadnicza różnica: piwo to domena czeska, ale wino rzecz jasna morawska (więc nie nazywajmy, na litość boską, całego kraju „Czechami”!); i tu autor zmienia nieco ton, bo oto choć na czeskich ulicach pijaństwa nie widać, to model spożycia prowadzi do zwiększającego się, lecz ukrytego alkoholizmu;

- kolejna ciekawa teza: Czesi to konserwatyści, tyle, że wyzwoleni: z jednej strony nie ma wstydu na basenie czy kąpielisku, a biznes filmów porno trzyma się świetnie (12% produkcji światowej powstaje za naszą południową granicą), seksualność nie jest tematem tabu, a liczba zawieranych małżeństw spada szybciej, niż w Polsce — z drugiej strony rodzina i życie prywatne są naj-najważniejsza — acz szanse kobiet na karierę zawodową są relatywnie niewielkie.
I tak dalej, i temu podobne — a ja już nie zanudzam, zaś książkę zdecydowanie polecam, nie tylko domorosłej bohemie, bo czyta się ją naprawdę nieźle.
(Jakub Medek, „Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach”, wydawnictwo MANDO, na papierze 352 strony; wszystkie fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)