O (przeszłym) przepisie zezwalającym na strzelanie przez myśliwych do psów w lesie (art. 33a ustawy o ochronie zwierząt)

Wśród różnych pytań do redakcji dość często pojawiają się te związane z psim życiem — a jednym z wątków jest głośny i niesławny art. 33a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, który… no właśnie, zacznę może od łopatologicznego wyjaśnienia — nie ma już przepisów pozwalających na swobodny odstrzał przez myśliwych psów biegających w lesie!


Pies Kuata w lesie

Pies w lesie to nie tylko szajba i zgroza. To także gra pozorów (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Przez długie lata w ustawie o ochronie zwierząt szokował art. 33a ust. 3, który interpretowany był jako dość swobodne zezwolenie na strzelanie przez myśliwych do psów biegających po lesie.
Niby prawo „zwalczania” psów (i kotów) uzależnione było od tego, że zwierzę jest zdziczałe, że przebywa w lesie bez opieki przewodnika (i to nie w każdym lesie — chodziło o obwody łowieckie), a także — wszystkie te warunki należało spełnić łącznie — że pies zagrażał dzikiej zwierzynie — jednak najczęściej rzucały się w oczy mrożące krew w żyłach opowieści o zabijaniu psów bez smyczy, na oczach właścicieli.

art. 33a ust. 3 (w brzmieniu do 31 grudnia 2011 r.)
Zdziczałe psy i koty przebywające bez opieki i dozoru człowieka na terenie obwodów łowieckich w odległości większej niż 200 m od zabudowań mieszkalnych i stanowiące zagrożenie dla zwierząt dziko żyjących, w tym zwierząt łownych, mogą być zwalczane przez dzierżawców lub zarządców obwodów łowieckich. Art. 33 ust. 4 stosuje się odpowiednio.

Na szczęście to już przeszłość — od kilku lat obowiązuje znowelizowane brzmienie art. 33a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt: obecnie mowa jest wyłącznie o łapaniu wałęsających się psów (ale już nie kotów). W takim przypadku dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego ma prawo wyłącznie:

  • pouczyć właściciela szwendającego się czworonoga o tym, że „noga!” i „nie ma gonienia!”;
  • względnie można psa złapać i oddać go właścicielowi — a dopiero gdyby nie było to możliwe (por. Nawet 5 tysięcy grzywny lub areszt za brak adresówki dla psa) należy psa odtransportować (na koszt właściciela zwierzaka) do schroniska dla zwierząt.

art. 33a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt (w brzmieniu od 1 stycznia 2012 r.)
Dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego może podjąć działania zapobiegające wałęsaniu się psów na terenie obwodu poprzez:
1) pouczenie właściciela psa o obowiązku sprawowania kontroli nad zwierzęciem;
2) odłowienie psa i dostarczenie go właścicielowi, a jeżeli ustalenie tej osoby nie jest możliwe dostarczenie do schroniska dla zwierząt; odłowienie i dostarczenie psa odbywa się na koszt właściciela.

Na marginesie: powyższa sytuacja nie zmienia nic jeśli chodzi o odpowiedzialność wykroczeniową przewodnika za puszczanie psa luzem w lesie (art. 166 kw), o obowiązku poszukiwania właściciela zagubionego psa (art. 125 kw) oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez zwierzę (art. 431 kc).

Q.E.D.

19 comments for “O (przeszłym) przepisie zezwalającym na strzelanie przez myśliwych do psów w lesie (art. 33a ustawy o ochronie zwierząt)

  1. Wieśniak
    25 kwietnia 2016 at 08:30

    Byłem zagorzałym zwolennikiem tego przepisu. Pozwalał on _tanio_ eliminować napastliwe czworonogi na wsiach. Chłopy wiedziały, że trzeba karmić, a nie wypuszczać do lasu, bo będzie bam i po najtańszym (auto)alarmie zostanie sztywne truchło do zakopania za stodołą. A teraz ma być zabawa w łapanie na lasso i odwożenie pod dom, z którego znowu ucieknie, lub zostanie wypuszczony. Kto się będzie chciał w to bawić?

    • 25 kwietnia 2016 at 09:03

      Czyli była dobra zabawa z fujarką ale już nie ma.

      • Pan Trol, w dodatku Wieśniak
        25 kwietnia 2016 at 16:44

        PT redaktor pewnie wie, że wiele to nie zmieniło. Nadal w ramach zabawy fujarką wolno wiele np. w stanie wyższej konieczności.

        • 25 kwietnia 2016 at 19:48

          Każdy kij ma jednak dwa końce, natomiast raczej nie wyobrażam sobie SWK bo pies biegał.

          • Pan Trol, ten z fujarką
            26 kwietnia 2016 at 08:31

            Zdaje się, że samo bieganie do zaliczenia do zdziczałych psów, zagrażających ekosystemowi, nie wystarczało. Każdy ma swoją mrożącą krew w żyłach opowieść i własne strachy związane z innymi ludźmi, jak sam PT redaktor raczył zauważyć.

    • b52t
      25 kwietnia 2016 at 09:17

      sądząc po tym co tu i ówdzie, co jakiś czas, można przeczytać w mediach – prawo może i się zmieniło, ale nastawienie takie jak (zdaje się) Pana Trolla, nie zmieniło się nic a nic.
      Troll czy prawdziwy „łowca”, a oby broń wybuchła podczas próby ustrzelenia.

      • Pan Trol, w dodatku Wieśniak
        25 kwietnia 2016 at 16:43

        Każdy, kto ma inny pogląd to albo trol, albo przynajmniej PT myśliwy. Ja po prostu mam dosyć oganiania się od napastliwych „pan się nie boi, nie gryzie” piesków.

        • 25 kwietnia 2016 at 19:50

          Każdy ma swoje strachy. Ja się np. najbardziej boję ludzi, którzy zawsze wiedzą, że mają rację i nie omieszkają innych do tego przy każdej okazji (usilnie) przekonać.

          • Pan Trol, ten z fujarką
            26 kwietnia 2016 at 08:25

            Napisałem czego jestem zwolennikiem i co mi przeszkadza, gdy włóczę się polami i lasami. Na tym poprzestałem. Jeden PT czytelnik mi pojechał od troli, a sam PT redaktor twierdzi, że się mnie boi i że usilnie go przekonuję do odstrzału bezpańskich psów. Ciężkie jest życie wyważonego pragmatyka na blogu przewodnika psa. Wracam zatem do biernego czytelnictwa lub-czasopisma.

            • b52t
              26 kwietnia 2016 at 08:50

              Pan mię wybaczy, tego Trolla, ale początkowo za taką akcję wziąłem wypowiedź w tym wątku.
              Czy innym jest zdziczały pies lub ich sfora, która istotnie zagraża innym istotom (w tym ludziom), a czym innym pies, który został akurat spuszczony ze smyczy.

            • 26 kwietnia 2016 at 08:59

              Mnie nie przeszkadza żadna wypowiedź — najwyżej pozwolę się do niej odnieść (czasem krytycznie).

              Więc w ramach tej krytyki wypowiem się, że nauczanie chłopów, że psy się karmi (zamiast puszczać do lasu) to jedno, a odstrzeliwanie tych biednych psiaków to drugie.

              A ew. zabicie psa zagrażającego otoczeniu to trzecie (z tym, że nie każdy hasający po lesie pies jest takim zagrożeniem).

              Natomiast z komentarza przebijała nieskrywana lubość. I to trzecie.

        • b52t
          25 kwietnia 2016 at 20:27

          Czyli „mam dość oganiania się” ma być usprawiedliwieniem dla ewentualnego zabijania, czy nawet jego możliwości? No cóż, każdy ma swoje skrzywienie.

        • Adam314
          25 kwietnia 2016 at 23:51

          A czy gaz pieprzowy nie działa na takie pieski? Są też odstraszacze ultradźwiękowe. Glany też mogą być skuteczne.

          Sam się nieco boję psów, ale jestem przeciwny robieniu im krzywdy.

          • Pan Trol, ten z fujarką
            26 kwietnia 2016 at 08:38

            Gdyby ręczny miotacz gazu był skutecznym narzędziem obrony wszystkie uzbrojone formacje świata staczałyby potyczki na kapsaicynaowe dezodoranty, ultradzwiękowe odstraszacze i wojskowe laczki. Jednak tego nie robią.

            I tu za stodołą, jest pies pogrzebany. Większość ludzi nie ma problemu ze zrobieniem krzywdy innym organizmom żywym w samoobronie lub SWK. Czuła mniejszość, która chętnie umrze za wzniosłe idee, musi jakoś z tym żyć.

            • 26 kwietnia 2016 at 09:07

              Aczkolwiek cytowany przepis, którego odejście w niebyt wzbudziło taką nostalgię, nie oznaczał SWK lub OK. I jego uchylenie (zmiana) nie uchyla regulacji „nadzwyczajnych”.

              Dodam, że za często słyszało się właśnie o myśliwych, którym jak nie szło z dziczyzną, to sobie chociaż przy wiosce psiaka odstrzelili.

    • Anonim
      6 czerwca 2018 at 00:47

      ,mmm

  2. Staszek
    29 kwietnia 2016 at 12:28

    Widzę tu pewien problem. Obok 33a w ustawie jest jeszcze art. 6.1.5. Wszystko zależy od tego, jak interpretować owo „bezpośrednie zagrożenie”, i ową „niemożliwość” usunięcia zagrożenia. Wychodzi na to, że za pogonienie sarenki (albo zajączka – a może samo ryzyko znalezienia małego zajączka w krzakach, albo jakiegoś gniazda) to jednak kula w łeb. Lege artis.

    • 29 kwietnia 2016 at 12:54

      Racja, z tym, że art. 6 ust. 1 jest odesłanie do art. 33 UOZ — a tam najpierw cała procedura, dopiero w ust. 4 jest ta „bezpośredniość” zagrożenia (co generalnie odpowiada SWK lub OK).

      Natomiast art. 33a pozwalał na nieco więcej — a przynajmniej tak go interpretowano.

      Inna sprawa, że nawet wczoraj usłyszałem, że ustawa była tak często nowelizowana, że nie jest już szczególnie zgodna sama ze sobą :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.