Nie będzie opłaty za wjazd do centrów miast… nic nie będzie…

Kuriozalna sprawa: ledwie co skrytykowano pomysł wprowadzenia opłaty za wjazd samochodem spalinowym do „stref czystego transportu” — a już parlament udowodnił, że vox populi vox dei


zakaz wjazdu samochodem spalinowym centrum miasta

Na wieść o elektromobilności pierwsi mieszkańcy naszego kraju zaczęli porzucać stare samochody spalinowe… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Oto w toku dalszych prac nad projektem ustawy o elektromobilności skreślono przepisy o opłacie, przez co… do owych „centrów miast” będą mogły wjeżdżać wyłącznie pojazdy określone w ustawie lub gminnej uchwale.
Zaś samochody spalinowe w „strefach czystego transportu” w ogóle nie będą miały prawa się pojawiać!

Dla porównania (por. druk nr 2147)

  • pierwotny projekt ustawy pozwalał się na wjazd do „strefy czystego transportu” pojazdom samochodowym innym niż elektrycznym, napędzanym wodorem i CNG, a także m.in. samochodom osobowym należącym do mieszkańców stref — jednak pod warunkiem uiszczenia owej max. 30-złotowej opłaty (art. 39 ust. 5-8);
  • podczas gdy w sprawozdaniu komisji (tu projekt ma już druk nr 2176) art. 39 urywa się na ustępie piątym — czyli jest o zapobieganiu negatywnemu oddziaływaniu na ludzi i środowisko, jest o autach elektrycznych, wodorowych i na CNG, jest o samochodach policyjnych, wojskowych, KAS, CBA, autobusach szkolnych i zeroemisyjnych, etc. — nadal jest o tym, że gmina może, ale nie musi — nadal jest 500-złotowa grzywna za naruszenie zakazu (art. 96c kw)…

…ale nie ma nic o tym, że do strefy czystego transportu będzie można wjeżdżać samochodem spalinowym — za opłatą, bez opłaty — słowem: to nie jest tak (jak właśnie trąbią w radiu), że brak opłaty równa się brak zakazu — brak opłaty równa się utrzymanie zakazu wjazdu samochodem spalinowym do centrum miasta (o ile oczywiście gmina uchwali takie regulacje, art. 40).



Trawestując klasyka: nie będzie opłat za wjazd samochodem spalinowym do centrum miasta — bo nic nie będzie.

31 comments for “Nie będzie opłaty za wjazd do centrów miast… nic nie będzie…

  1. 15 stycznia 2018 at 18:02

    Zamiast 30 zł, będzie 500 zł. Czyli opłaty cały czas są zmieniły się jedynie ich kryteria.

    Inna sprawa, sprawa czy ministerstwo zdąży opracować oznakowanie do oznakowania strefy (z zmianami rowerowymi spóźnili się chyba 2 lata) oraz oznakowania pojazdów.

  2. sjs
    15 stycznia 2018 at 18:20

    A co samochodami mieszkańców stref?

    • Borek
      15 stycznia 2018 at 18:36

      W granicach strefy będą poruszane wyłącznie starożytną, ekoprzyjazną technologią pięta-palce. ;)

    • sjs
      15 stycznia 2018 at 18:50

      Już doczytałem, że wyjątek dla mieszkańców pozostał.

  3. sjs
    15 stycznia 2018 at 18:50

    Powoli zaczynam się zastanawiać co jest takiego w tej ustawie, że 4.01 wpłynęła do sejmu, a już 16.01 będzie procedowana przez senat?

  4. Mariusz Herich
    15 stycznia 2018 at 23:22

    Jakoś ekologiczność tych działań mnie nie przekonuje. Samochodów wodorowych i CNG nie ma (te 2 sztuki w PL się nie liczą), z elektrycznych to chyba tylko melexy, chyba, że hybrydowe mają możliwość zablokowania startu silnika spalinowego, nie wiem, nie stać mnie. Tak w ogóle mało kogo stać na taki „ekologiczny” samochód, nie zauważając nawet, że nie jest to ekologia lecz zamiana jednej emisji (co2) na drugą (wydobycie litu + wytworzenie energii elektrycznej). Jakby nie patrzeć to prąd jest droższy od benzyny więc tak naprawdę to gdzie ta ekologia? Dla mnie wygląda to bardziej na skierowanie opłat na inne tory. A twierdzenie, że samochód spalinowy emituje gazy gdziekolwiek jedzie, a elektryczny tylko w miejscu elektrowni to takie trochę mydlenie oczu.

    • 16 stycznia 2018 at 00:05

      A kto mówi o ekologii ;)
      Chodzi o pieniądze dla samorządów.
      A ponieważ do kogoś jednak dotarło, że taka opłata wkurzy całkiem wielu ludzi, więc…
      .
      A poza tym:
      “I słusznie – wszak to auta elektryczne są ulubionymi pojazdami wszelkiej maści prekariatu, salowych, sprzedawczyń z hipermarketów, pracowników nocnej zmiany w warsztatach oraz bezrobotnych itp.
      Jeśli jednak całe to podejrzane towarzystwo nadal upiera się, by nie być eko i tylko z niezrozumiałej głupoty, bo przecież nie z biedy – jeździ zdezelowanymi spalinowcami z importu – to słusznie będzie ponosić koszta łatania dziur w budżetach samorządów (ale raczej nie tych w drogach).”
      Stąd: http://www.prawica.net/9398

    • Borek
      16 stycznia 2018 at 07:42

      Bez obaw! Ludzie nie są idiotami. Jak wspominałem przy poprzednim artykule na ten temat – centra miast których administratorzy wprowadzą takie strefy (zwłaszcza że bez żadnej możliwości wjazdu dla powiedzmy 95% pojazdów) najzwyczajniej upadną, bo upadnie tam większość usług wymagających transportu czegokolwiek poza człowiekiem i może pocztą. Upadnie bo większość ludzi wykalkuluje sobie, że przeniesienie biznesu poza taką ekostrefę (gdzie ucieknie też spora część ich klienteli) jest bardziej opłacalne niż wyciskanie z portfela kilkudziesięciu tysięcy pln na zakup jednego resoraka i potem odpowiednie dbanie o niego.

      Mimo wszystko uważam że im niższy szczebel władzy i administracji tym człowiek ma lepszy kontakt z rzeczywistością. Dlatego ustawa może sobie wejdzie w życie, a włodarze miast wzruszą ramionami – bo mogą, ale przecież nie muszą.

      • b52t
        16 stycznia 2018 at 09:14

        Tzw. zachód pokazuje, że to nie zawsze jest takie proste równanie, czyli brak wjazdu do centrum = brak usług pada. Ale na tzw. zachodzie też są pewne rozwiązania systemowe odnośnie transportu. Inna sprawa, że dość oczywiste wydawać by się mogło konieczność jasnej regulacji takich kwestii.
        W Polsce łatwiej jest zakazać niż, choćby w ramach PPP, wybudować parkingi, które przyjmą sporą ilość samochodów, żeby centra mogły być rzeczywiście puste. Są też sytuacje zdrowotne uniemożliwiające aż tak swobodne poruszanie (ergo podjechanie do centrum, bo na załatwić trzeba kąś sprawę urzędową, które nasz szanowny racjonalny ustawodawca przeoczył.

      • 16 stycznia 2018 at 09:54

        Słowem: nie pozostaje nam nic więcej jak wierzyć w ów rozsądek, bo skoro nie da się na tym zarobić, to pewnie gminy nie będą ustanawiały stref?

        (Osobiście jestem za, ale ograniczone do ścisłego historycznego centrum miasta — we Wrocławiu coś wewnątrz pierścienia Szewska-Grodzka-Białoskórnicza-Kazimierza Wielkiego, plus Ostrów Tumski, bo tam natłok samochodów nie jest potrzebny.)

        • Borek
          16 stycznia 2018 at 13:36

          Ja też jestem za, i to nawet na szerszy obszar. Tylko nie w ten sposób, nie w tym momencie. Zakazywanie napędu spalinowego tu i tam będzie dobre dopiero wtedy gdy znaczący odsetek ludności przesiądzie się na pojazdy elektryczne – choćby i te 10% populacji miejskiej, co przy założeniu jednego pojazdu na co druga osobę dorosłą przekłada się na jakieś 700 tys. pojazdów elektrycznych. Obecnie w kraju w rękach prywatnych znajduje się ich może ze 2 tysiące, a MinErg bardzo optymistycznie zakłada że będzie to milion do roku… 2025. Według mnie ten rok będzie dobrym momentem by na poważnie myśleć o takim zakazie bez większych obaw o negatywne skutki społeczno-ekonomiczne. Może też do tego czasu spełni się mój mokry sen, czyli pojazdy w pełni elektryczne o zasięgu min. 500km na jednym ładowaniu i normalnym czasie ładowania baterii do pełna rzędu 15-30 minut zamiast całej nocy. Wtedy z tych samochodów będzie można korzystać relatywnie wygodnie.

          Poza tym dwa często pomijane fakty:
          – blisko połowa zanieczyszczeń związanych z transportem kołowym to pył i kurz wzbijane przez turlające się opony i sam ruch pojazdu – napęd elektryczny zmienia tylko tyle, że znikają takie słodziaki jak tlenki azotu czy benzopiren (choć ten drugi to również kwestia ogrzewania),
          – dotychczasowa polityka ograniczania ruchu w centrach dużych miast dowodzi raczej, że takie zakazy nie mają większego wpływu na poziom smogu w miastach. W przypadku Meksyku akurat jest to wina dużej liczby możliwych „obejść” zakazu, ale w przypadku Londynu już nie.

          Nigdy jeszcze nie spotkałem się z wypowiedzią na ten temat ze strony ludzi promujących taką formę walki ze smogiem, zupełnie jakby problem nie istniał.

          • 16 stycznia 2018 at 13:41

            Ja raczej takie zakazy (ograniczone do placka o obszarze ok. 1×1 km) widzę raczej jako sposób na spokój, nie na smog, etc.).

            W elektro-pojazdy jednak nadal nie wierzę, tj. jeśli nie będzie tzw. „zachęt” (a właściwie to nakazów i zakazów) prawnych, ludzie to oleją.

            Zasięg do jedno, ale jak to ładować jeśli się nie ma własnego domku (podwórka, garażu)? U mnie pod blokiem jest garaż wielostanowiskowy na 41 aut, nie ma żadnego kontaktu (wiadomo), nie ma punktu ładowania aut — nie wiem czy miałbym ciągnąć przedłużacz z mieszkania?

            • sjs
              16 stycznia 2018 at 14:12

              Tylko takie strefy bez samochodów w historycznych centrach to można robić i teraz bez udawania, że to jest walka ze smogiem.

              • 16 stycznia 2018 at 14:41

                To prawda, wystarcza postawienie paru znaków B-2 :)

              • Borek
                16 stycznia 2018 at 16:12

                Dokładnie tak! Można dodać wyłączenie jak to zwykle bywa – dla służb, komunikacji miejskiej, taxi, melexów. Nie potrzeba nowej ustawy, byłoby to też prostsze dla samych kierowców. Jeżdżę trochę po Niemczech, zwłaszcza w okolicy Berlina i ichnią zieloną nalepkę kupiłem głównie po to, by nie męczyć oczu wypatrywaniem tych umweltzon które są bardzo podobne do wielu innych znaków.

                Dlatego cała ta heca to nie rewolucja ekologiczna tylko narzędzie nacisku politycznego. Pytanie tylko kiedy masy to zrozumieją – przy założeniu że masy cokolwiek rozumieją, bo na całym świecie od dekad pokazują że ni czorta.

              • 17 stycznia 2018 at 03:46

                Niestety, Wojewoda Małopolski twierdził iż coś takiego jest nielegalnej, jak ZIKiT (krak zarząd dróg) chciał wprowadzić taką strefę na części Kazimierza.

              • sjs
                17 stycznia 2018 at 06:21

                Ale jakoś Stare Miasto udało się wyłączyć z ruchu samochodowego (z wyjątkami).

              • 17 stycznia 2018 at 11:33

                Tak, na starym mieście takie rozwiązanie funkcjonuje od 39 lat. Ale po tym jak Woj. Pilch wskazał miastu iż nieprawidłowo wyznaczył miejsca w SPP (brak 2 m dla pieszych), i trzeba było zlikwidować ok. 2500 miejsc. Podniósł się głos, i nagle PiS stwierdził iż nie trzeba likwidować aż tylu miejsc, a do tego tz. strefy zielone (aka strafa B w nowej nazwie) jest niezgodna z przepisami – a chodziło o stworzenie strefy gdzie mogą parkować tylko mieszkańcy.

              • 17 stycznia 2018 at 08:39

                Ciekawe jak będzie wyglądała aktywność nadzorcza wojewodów w przypadku wytyczania owych stref — czy będzie można „pójść szeroko” i czy np. auta rajców będą mogły być dopisywane do listy wyłączeń ;-) (i czy to będzie zależało od sympatii politycznych).

  5. b52t
    16 stycznia 2018 at 07:30

    Czyli będzie wzrost zatrudnienia strażników miejskich, którzy zostaną cieciami miejskimi zakazującymi lub wystawiającymi mandaty za wjazd „niedozwolonym” pojazdem do „stref czystego transportu”. Szmatko bosa.

    • wojakrob
      16 stycznia 2018 at 15:37

      Dodatkowo w art. 39 ust 4 jest zapis:
      4. Rada gminy, w uchwale ustanawiającej strefę czystego transportu, może
      ustanowić wyłączenia od ograniczenia wjazdu do tej strefy inne niż określone w ust. 3.

      I taka RG nap Wrocławia, za wskazaniem prezydenta Du… (nie mylić z „prezydentem” Du…) wprowadzi zapis w prawie miejscowym, że z wyłączenie dotyczy każdego, kto zapłaci 30 zł za dzień lub abonament. I wszyscy będą „zadowoleni”

  6. wojakrob
    16 stycznia 2018 at 15:30

    Art. 2 ust 13:
    pojazd hybrydowy – pojazd samochodowy w rozumieniu art. 2 pkt 33 ustawy z
    dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym, o napędzie spalinowoelektrycznym,
    w którym energia elektryczna jest akumulowana przez podłączenie
    do zewnętrznego źródła zasilania;

    Czyli większość obecnie używanych hybryd (w tym wszystkie Toyoty odpadają spod tej ustawy, bo ładowanie następuje z WEWNĘTRZNEGO źródła ładowania (od silnika spalinowego).

    • 16 stycznia 2018 at 15:44

      To nie ma znaczenia, ale jak sądzę oprócz plug-in:

      https://www.toyota.pl/new-cars/nowy-prius-plug-in/index.json

      • 17 stycznia 2018 at 03:47

        A co powiesz na micro hybrydy – Suzuki i ich system.

        • 17 stycznia 2018 at 08:41

          Nie mam zdania :) niemniej powyższa uwaga odnosiła się do hybryd „z wtyczką”.

    • b52t
      17 stycznia 2018 at 06:48

      rzeczywiście ktoś niefortunnie i już nie-na-czasie uregulował te kwestie, bo systemy wzorowane (czy przeniesione) na KERS (doładowywanie akumulatorów przy wykorzystaniu energii wytwarzanej przy hamowaniu) jest w użyciu w samochodach cywilnych.

      • Borek
        18 stycznia 2018 at 18:45

        Ja wiem czy nie na czasie? Z takich „klasycznych hybryd” bez ładowania z kabla ciekawym przykładem jest Lexus LS600h – 5-litrowy silnik V8 z hybrydową dokładką i skrzynią CVT, generalnie ten sam mechanizm co w Priusie tylko mocniejszy. To chyba w jego przypadku Clarkson się śmiał, że można nim za darmo wjechać do centrum Londynu jako „ekologiczną hybrydą”, gdy ten pojazd naprawdę rzadko jeździ na samym prądzie. ;)
        Tak więc myślę, że ujęcie w przepisie tylko samochodów czysto elektrycznych (albo prawie) ma sens od tej ekostrony.

Dodaj komentarz