Tatry Słowackie i pies (Jalovecká dolina, Brestová)

A skoro to niedziela, to czas na troszkę rozrywki — a przy okazji kilka zdań o tym, że planując wyjście z psem w Tatry nie ma co planować za wiele, bo nigdy nie wiadomo co pokrzyżuje nam szyki. Raz będzie to źle wybrana trasa, innym razem dadzą nam w kość niewygodne buty (polecam te wygodne) — jeszcze innym razem popalić (dosłownie) da nam pogoda.


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka

Szlak prowadzący Doliną Jałowiecką zaliczyłbym do najpiękniejszych w Tatrach — tu nie ma nudnych szutrów i dróg rozjeżdżonych przez drwali — za to jest wąska ścieżka biegnąca tuż przy potoku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka

Idąc z psem w Tatry trzeba pamiętać o wodzie; w dolnej części Doliny Jałowieckiej pamiętać o niej nie trzeba, bo pod dostatkiem zapewni jej Jałowiecki potok (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zaczynając od prapoczątku wszystkiego: wyciosana przez lodowce Dolina Jałowiecka (Jalovecká dolina) położona jest w zachodniej części Tatr Zachodnich. Nieszczególnie długa (8,5 km), w górnej części przechodzi w Dolinę Bobrowiecką (Bobrovecká dolina — jak uprzejmie podpowiada Wikipedia jest to jedna z dwóch dolin noszących tę nazwę), łączy się też z Doliną Parzychwost (Parichvost). Jej głęboki jar podprowadza aż pod główną grań Tatr, na tym odcinku, gdzie linia ta rozmija się z przebiegiem granicy z Polską (jak wiadomo od Wołowca grań główna odchodzi na południowy zachód, jak szlak czerwony — granica zaś idzie ku północy).
Przeraźliwie przepiękna — bez grama przesady przyznam, że Dolina Jałowiecka okazała się jedną z piękniejszych tatrzańskich dolin jaką miałem przyjemność zobaczyć. Szlak prawie cały czas lawiruje przy samiuśkim Jałowieckim Potoku — jest wąsko, kręto, zielono, momentami bardzo mokro.


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka brestowa

Bobrowiecka Polana umożliwia przyjrzenie się — nieszczególnie imponującemu z tej perspektywy — Siwemu Wierchowi. Nadal idzie się nieźle, chociaż robi się coraz cieplej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka brestowa

Kilka kwadransów (i odpoczynków) dalej, tuż pod Brestową prawie mamy pewność, że z Salatyna nic już nie będzie: godzina jest dość późnawa, psina jest potężnie wypompowana — zaś tam i nazad mielibyśmy przeszło godzinę… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Wstępnie rozrysowana marszruta na ten dzień była dość prosta i pozbawiona szaleństw: dolinami Jałowiecką i Bobrowiecką pójść aż na Palenicę Jałowiecką (sedlo Pálenica), stamtąd przez wierzchołki Brestowej oraz Salatyn (Salatín) zejść do Doliny Parzychwost.
Pierwszą zmianę wymusiła na nas tabliczka informacyjna zawieszona przy rázcestiu pod Lyscom: planowany przez nas szlak powrotny (właśnie przez Parichvost) został zamknięty ze względów bezpieczeństwa (później nam podpowiedziano, że być może nie tyle jest to skutek lipcowych mocnych opadów deszczu, ile… prac przy zrywce). Dla nas detour oznaczać będzie konieczność zejścia tą samą ścieżką, w dodatku po wdrapaniu się na Salatyn będziemy mieli w nogach dodatkowe 5 km.


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka brestowa

Tak wygląda pierwsza reakcja psiaka, który wdrapał się na Brestową — schować się w cień, wyżłopać pół litra wody, złapać oddech. Jak na złość pogoda zaczęła się nieco poprawiać (przyszły chmury, zrobiło się wyraźnie chłodniej, gdzieś tam nawet zaczęło padać) — a chociaż ścieżkę na Salatyna doskonale stąd widać, za późno, za późno już… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka brestowa

Widok z Brestowej w kierunku południowo-wschodnim — po prawej nieszczęsny Salatyn, w głębi… w głębi naprawdę przepiękne Tatry Zachodnie (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Reszta jest historią, bo (powtarzam się, a jakże) ten sierpień był historycznie najbardziej gorący na Słowacji (por.: „Tatry: Upalna pogoda przyczyną zasłabnięć” opublikowany w „Naszym Dzienniku” — naprawdę warto kliknąć ;-) a schody zaczęły się już na podejściu na Palenicę Jałowiecką. Co pięć minut krótszy, co kwadrans dłuższy odpoczynek (cały czas szukanie cienia) i pojenie psinki — cóż, nie można zapominać, że tam gdzie turysta może rozpiąć koszulę, futrzak nadal dźwiga swoje futerko…
Pieruńsko słabe tempo sprawia, że na Brestową (z której mamy jeszcze jakieś trzy kwadranse na Salatyna) podchodzimy grubo po południu, co gorsza Kuata jest autentycznie padnięta, jak tylko potrafi być padnięty zgoniony pies w duszny i słoneczny dzień. Znów szukanie kosówki, pojenie psinki, odpoczynek…


Tatry Słowackie pies brestowa

Po odpoczynku można udokumentować zdobycie szczytu o dźwięcznej Brestová. I teraz pierwsza z dygresji (kolejna będzie za parę dni): polska Wikipedia podaje, że Brestowa ma wysokość 1934 m n.p.m., słowacka mówi o 1902 m (vide tabliczka) — dodając, że wyższy punkt to tylko jakaś pobliska kota (czasem nazywana Brestową). Kuata żadnego kota i tak nie widziała… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sivý vrch i Ostrá

Sivý vrch (po prawej) i Ostrá (po lewej, w głębi) widziane z okolic Pálenicy, w dole Bobrowiecka Polana — tędy podchodziliśmy, tamtędy będziemy też wracać (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Wynikającą z tego decyzję trudno nazwać dylematem: w tych warunkach nawet nam niespecjalnie dobrze chodzi się po górach (osobiście marzę już o listopadzie), zaś od patrzenia na męczącą się psinkę mam coś w rodzaju wyrzutów sumienia (które odganiam myśląc o tym, że psy na łańcuchach lub te niczyje i tak mają gorzej).
Tak czy inaczej postanawiamy, że celem naszej wycieczki na ten dzień była właśnie Brestowa; niewątpliwy sukces uczciliśmy kubkiem herbaty z termosu oraz bułką wyciągniętą z plecaka, psinka dostała michę — i można było wracać na dół.
(I tak do następnego razu, o czym już wkrótce.)


Tatry Słowackie pies dolina jałowiecka brestowa

To jeszcze familijna fota na czymś co albo jest wierzchołkiem Brestowej, albo li tylko zwykłą kotą w pobliżu Brestowej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dla tych, którzy lubią spędzać czas na szlaku, link do Mapy.cz: parking za wsią Jalovec — Jalovecká dolina — Bobrovecká dolina — sedlo Pálenica — Pálenica (1753 m n.p.m.) — Brestová (1934 m n.p.m.?) — powrót tą samą trasą.

 

10 comments for “Tatry Słowackie i pies (Jalovecká dolina, Brestová)

  1. pachworked
    16 września 2018 at 08:20

    Mało jest komentarzy pod tymi górskimi wpisami, więc dorzuce jeden od siebie, czyli osoby która czyta je regularnie – fajnie się to czyta, fajnie ogląda, w efekcie chyba coraz bardziej nakręcam się na wizytę u południowych sąsiadów :)

    Dobra robota, tak trzymaj ;)

    • Olgierd Rudak
      16 września 2018 at 10:04

      Heh, moje założenie i tak było tego rodzaju, że ja te opowiastki piszę bardziej dla siebie (taki pamiętniczek — żeby mieć do czego wracać).

      Niemniej zarówno Czeska Republika jak i Słowacja bez dwóch zdań są godne uwagi i odwiedzin — nie tylko miłośników gór (chociaż wystarczy popatrzeć na mapę hipsometryczną i unaocznić sobie ile tego oferuje Słowacja), ale po prostu ciekawostek. (Nb. Słowacy są bardziej podobni do nas, np. na drodze częściej przekracza się dozwoloną prędkość, a 50 km/h w zabudowanym trzyma się może 1/2 kierowców… to chyba i tak o 48 p.p. więcej niż u nas ;-)

    • 18 września 2018 at 11:02

      Hej, warto odwiedzić naszych sąsiadów – i czeskich i słowackich. My obeszliśmy Wielką i Małą Fatrę, Beskid Śląsko-Morawski, trochę Tatry (Banikov, Rohacze, Jagnięcy) i jesteśmy pod wrażeniem gór, ludzi, atmosfery.

      • Olgierd Rudak
        18 września 2018 at 11:22

        Z tym, że jak sama nazwa wskazuje Beskid Śląsko-Morawski (Moravskoslezské Beskydy) nie leżą w Czechach ;-)

  2. Aga
    17 września 2018 at 21:31

    Z przyczyn technicznych mój wcześniejszy komentarz chyba nie dotarł 😖 czy macie paszport dla psa czy tylko zaświadczenie o szczepieniu przeciwko wciekliznie podczas wyjazdu za granicę? Pozdrawiamy.

    • Olgierd Rudak
      18 września 2018 at 09:39

      Paszport, oczywiście, że przy wyjeździe z psem poza granice RP paszport. Zaświadczenie „nie chodzi”.
      Inna sprawa, że paszport w życiu sprawdzano mi dosłownie raz — było to jeszcze przed EU i przed Schengen, z poprzednim psem, w Górach Orlickich — a porwała się na to… polska SG (podczas rutynowej kontroli, jakie wówczas były jeszcze na granicach).
      Niemniej bez paszportu wolałbym nie jechać.

      (W spamie komentarza nie było, ale fakt, że ostatnio zdarza się Wordpressowi po prostu nie zapisać komentarza… nie wiem dlaczego.)

      • Aga
        18 września 2018 at 14:05

        Pytam o wasze doświadczenia (my mamy podobne tyle ze bez przygód ze SG) ponieważ znalazlam taki oto wpis na stronie corki przewodniczacego UE i dało mi to do myślenia:
        „Zaświadczenie o szczepieniu przeciwko wściekliźnie. Na terytorium Unii Europejskiej nikt nie będzie sprawdzał naszego psa na granicy, ale ten papier jest naprawdę bardzo przydatny w razie jakichkolwiek przykrych sytuacji. Zaświadczenie można dostać od weterynarza, u którego pies był szczepiony.“
        Nie ma tam nic o paszporcie.

        • Aga
          18 września 2018 at 14:11

          Zakładam, że córka wysokiego urzędnika EU powinna znać wszystkie info z pierwszej ręki. ☺️

          • Olgierd Rudak
            18 września 2018 at 15:28

            Cóż, córka czy nie córka, w rozporządzeniu nr 576/2013 w sprawie przemieszczania o charakterze niehandlowym zwierząt domowych nadal idzie tak:

            artykuł 6
            Zwierząt domowych należących do gatunków wymienionych w załączniku I część A nie przemieszcza się do państwa członkowskiego z innego państwa członkowskiego, chyba że spełniają poniższe warunki:

            a) są one oznakowane zgodnie z art. 17 ust. 1;
            b) zostały poddane szczepieniu przeciwko wściekliźnie spełniającemu wymogi dotyczące ważności określone w załączniku III;
            c) zastosowano wobec nich wszelkie profilaktyczne środki zdrowotne dotyczące chorób lub zakażeń innych niż wścieklizna przyjęte zgodnie z art. 19 ust. 1;
            d) towarzyszy im dokument identyfikacyjny należycie wypełniony i wystawiony zgodnie z art. 22.

            Napisane troszkę po chińsku, ale chyba nie ma wątpliwości o co chodzi. Dla jasności:
            – gatunki wymienione w zał. I cz. A to „psy, koty, fretki”,
            – oznakowanie to „wszczepienie transpondera” lub wyraźnie czytelny tatuaż, byle wykonany przed lipcem 2011 r.,
            – dokument identyfikacyjny to paszport wystawiany przez lekarza weterynarii.

            O paszportach pisałem tutaj https://czasopismo.legeartis.org/2015/11/paszport-dla-psa.html tam też jest link do rozporządzenia.

            Słowem: może córka przewodniczącego podróżuje na kartę rowerową, ale każdy inny pies musi mieć paszport :)

            • Aga
              18 września 2018 at 20:22

              Dziękuję za informację. Do zobaczenia na szlaku.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.