Zalepianie plakatów wyborczych jest wykroczeniem — nawet jeśli niszczone są plakaty kandydata startującego z tego samego komitetu

Lada dzień pełną parą ruszy kolejna kampania wyborcza, to chyba dobry moment na kilka akapitów o tym co grozi za zalepianie plakatów wyborczych kandydatów? A przy okazji: czy odpowiedzialność za niszczenie plakatów dotyczy tylko materiałów konkurencji, zaś zrywając lub zasłaniając plakat „swojego” kandydata brak jest pokrzywdzonego? Czy można się powołać, że ten zalepiany plakat zasłaniał wcześniejszą reklamę innego kandydata, zatem cała operacja miała tylko i wyłącznie na celu przywrócenie stanu poprzedniego?


zalepianie plakatów wyborczych

Zalepianie plakatów wyborczych kandydata PiS plakatami reklamującymi fizys kandydata PiS jest działaniem antypaństwowym, które graniczy z działaniem propaństwowym (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


nieprawomocny wyrok SR w Toruniu z 5 grudnia 2019 r. (II W 993/19)
Ogłoszenia, o których mowa w art. 67 § 1 kw zazwyczaj, żeby nie powiedzieć nigdy, nie są pojedynczymi ogłoszeniami, których zasłonięcie uniemożliwia w ogóle i komukolwiek (od chwili zasłonięcia) zapoznanie się z ich treścią. Zawsze wręcz w grę wchodzić będą nie pojedyncze ogłoszenia. Każde jednak z nich może stanowić przedmiot penalizowanego działania wskazanego w tym przepisie. Aczkolwiek, niewątpliwie gdyby takowe ogłoszenie było jedynym wystawionym z daną treścią, społeczna szkodliwość uniemożliwienia zaznajomienia się z takowym, byłaby wyższa. Komitety wyborcze opisane w art. 84 i nast. kodeksu wyborczego są organizacjami społecznymi o których mowa w art. 67 § 1 kw. To wszak w ich ramach możliwa jest działalność społeczna (a w tym polityczna) zagwarantowana w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej.

Sprawa dotyczyła wyborczych plakatów dwóch — startujących z jednego komitetu wyborczego — kandydatów do Parlamentu Europejskiego (dla uporządkowania nazwijmy ich Gawłem i Pawłem). Akcję plakatową Piotra prowadził pewien wolontariusz, prywatnie zwaśniony z Pawłem (wolontariusza nazwijmy go Szawłem). Jeszcze przed kampanią Gaweł prosił, by konkurować ze sobą zgodnie z zasadami fair-play, a zwłaszcza nie niszczyć żadnych plakatów.
Dokładnie tydzień przed głosowaniem Szaweł zaczął wysyłać do Pawła esemesy, oskarżając go o spowodowanie zrywania lub obniżania i zasłaniania plakatów prezentujących wizerunek Gawła; Paweł nie odpisał, więc Szaweł zapowiedział zdejmowanie jego plakatów; tym razem Paweł odpowiedział „spróbuj”, na co Szaweł odparł „to przyjedź i sam zobacz” — ale Paweł nie przyjechał i nie zobaczył, nawet mimo deadline („będą leciały”) wyznaczonego na godzinę 23.00.
Kolejnej nocy uczynił jak zapowiedział: Szaweł poszedł zaklejać plakaty Pawła wizerunkiem Gawła; Paweł akurat tamtędy przejeżdżał (nie wiadomo czy „z tragarzami”), więc zwrócił wolontariuszowi uwagę, żeby przestał (nb. obok było wolne miejsce, ale Szaweł wolał zalepiać plakaty nielubianego kandydata) — po czym zarejestrował zdarzenie komórką i powiadomił policję. (Szaweł od razu poinformował o zdarzeniu Gawła, który znów zwrócił mu uwagę, by tak nie robił — sąd przytomnie zauważył, że pod koniec kampanii wyborczej praktycznie wszyscy się wzajemnie pozasłaniali; BTW czy to nie o tym było w „Siódmym wtajemniczeniu” Edmunda Nizurskiego?).

(Pozostawione w uzasadnieniu okruszki pozwalają stwierdzić, że frakcyjny spór rozgorzał pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością, zaś obwinionym o niszczenie plakatów wyborczych był ex-radny tej partii z Torunia, por. „Zaklejał plakaty wyborcze kolegi z PiS. Ma zapłacić grzywnę”.)

art. 67 par. 1 kodeksu wykroczeń
Kto umyślnie uszkadza lub usuwa ogłoszenie wystawione publicznie przez instytucję państwową, samorządową albo organizację społeczną lub też w inny sposób umyślnie uniemożliwia zaznajomienie się z takim ogłoszeniem,
podlega karze aresztu albo grzywny.

Sprawa o umyślne uszkodzenie ogłoszenia wyborczego (art. 67 par. 1 kw, bo tak potraktowano zalepianie plakatów wyborczych kandydatów) trafiła do sądu. Szaweł do popełnionego wykroczenia się nie przyznał, ale de facto potwierdził swoje działania — co ciekawe w ostatnim słowie głośno wyraził radość, że niezależnie od wyroku „jego” kandydat zdobył dwukrotnie więcej głosów, niż zalepiany.

Sąd uznał sprawcę winnym zarzucanego czynu: plakat wyborczy jest „ogłoszeniem”, kampanijny plakat był „wystawiony” „publicznie” — zaś komitet wyborczy jest „organizacją społeczną” („epizodycznym bytem prawnym”) w rozumieniu przepisu. Istotą działalności komitetu wyborczego jest prowadzenie gwarantowanej konstytucyjnie działalności społecznej (politycznej). Wynikająca z art. 67 par. 1 kw ochrona prawna plakatów wyborczych nie zależy przy tym od tego kto zniszczone ogłoszenie zamieścił — odpowiedzialność nie dotyczy zrywania lub zalepiania plakatów wyborczych konkurentów politycznych, ale też szkodzenia kampanii prowadzonej na rzecz kandydata z tego samego komitetu.
Owszem, obwiniony powoływał się na to, że działał w celu przywrócenia stanu pierwotnego, ale sąd zauważył, iż restytucja tego rodzaju nie stanowi kontratypu wskazanego w kodeksie wykroczeń (nie można zakwalifikować ani jako obrony koniecznej, ani jako stanu wyższej konieczności). Widząc tego rodzaju naruszenie wolontariusz powinien był powiadomić stosowne organy, ale nie wymierzać prawo i sprawiedliwość na własną rękę.

Uznając lokalnego działacza PiS winnym wykroczenia zalepiania plakatów wyborczych nielubianego kandydata ubiegającego się o mandat z listy PiS sąd wymierzył mu grzywnę w wysokości 300 złotych (oraz dołożył 150 złotych tytułem opłaty sądowej i wydatków).

Zamiast komentarza: nie mam pojęcia czy ten wyrok za zalepianie plakatów wyborczych kandydata PiS dowodzi, że sąd nie przepada czy zgoła poszedł na rękę partii rządzącej — jestem natomiast pewien, że coś się wymyśli, bo w partii rządzącej mamy takie tuzy intelektu, które potrafią usprawiedliwić i uzasadnić dosłownie wszystko.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze