Żelazna logika prokuratora Piotrowicza

Czytam właśnie, że przy herbatce i ciasteczkach uchwalono, że przepis przewidujący możliwość sprawowania przez Rzecznika Praw Obywatelskich urzędu po upływie jego kadencji, do czasu powołania nowej osoby na to stanowisko, jest sprzeczny z Konstytucją (tzw. „wyrok” tzw. Trybunału Konstytucyjnego z 15 kwietnia 2021 r., K 20/20) — zaś „w ciągu trzech najbliższych miesięcy powinna zostać uchwalona ustawa regulująca sytuacje, w których urząd Rzecznika jest nieobsadzony przez jakiś czas po upływie kadencji” (cytat za komunikatem prasowym po rozprawie).

Te dwie wypowiedzi to najdoskonalszy dowód jak działa żelazna logika prokuratora Piotrowicza (sprawozdawcy „orzeczenia”) i całej tej czeredy, która udaje Trybunał Konstytucyjny.

art. 209 ust. 1 Konstytucji RP
Rzecznik Praw Obywatelskich jest powoływany przez Sejm za zgodą Senatu na 5 lat.

Zaczynając od początku, tym razem wcale nie w punktach.
To oczywista oczywistość, że osoby sprawujące funkcję organów, których długość kadencji określa Konstytucja, nie powinny zajmować stanowisk dłużej, niż jest to przewidziane w prawie. Skoro zatem ustawa zasadnicza wyraźnie mówi, że ombudsman jest powoływany na lat pięć, to powinno być rozumiane także jako zasada, że dnia następnego do pracy przychodzi ktoś inny, wybrany na kolejną 5-letnią kadencję (pamiętał o tym nawet p. Gowin proponując wydłużenie ad hoc kadencji Andrzeja Dudy, pod pozorem zmian ustrojowych).

art. 3 ust. 6 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich
Dotychczasowy Rzecznik pełni swoje obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez nowego Rzecznika.

Mamy też jednak sytuacje wyjątkowe, kiedy nasza (całkiem upośledzona) zasada check & balances prowadzi do obecnej sytuacji, gdy Adam Bodnar od miesięcy pełni obowiązki RPO, chociaż jego kadencja już upłynęła — a to dlatego, że początkowo Izba Poselska wielokrotnie odmawiała odrzucała jedyną chętną, a jak już politycy partii rządzącej zdecydowali się na wysunięcie swojego („niezawisłego, niezależnego od innych organów państwowych”) kandydata, okazał się nim… poseł Bartłomiej Wróblewski. Więc Senat nie przyklepał — więc Adam Bodnar wciąż, mimo upływu kadencji, sprawuje ten urząd — więc teraz przy herbatce i ciasteczkach uchwalono, że tak nie wolno…

Doktrynalnie można się spierać jakie powinny być konsekwencje braku uzyskania zgody na powołanie określonego kandydata przez obie izby Sejmu RP. Rozwiązaniem „czystym”, bardzo logicznym i racjonalnym jest pogląd wyłuszczony przez prokuratora Piotrowicza: że jeśli konstytucyjnie 5 lat, to 5 lat; Roma locuta causa finita. Można także, nie mniej doktrynalnie — było nie było Rzecznik Praw Obywatelskich jest wartością konstytucyjną, organ ma do wypełnienia określoną rolę, przeto obstrukcja polityków nie może prowadzić do wakatu na tym stanowisku — dostrzec sens w aktualnym modelu. Istniejące dotąd rozwiązanie wydaje się o tyle niedurne, że przecież mówimy o osobie, która na stanowisko została powołana zgodnie z przewidzianą procedurą, więc dalsze sprawowanie przez nią funkcji wobec impotencji parlamentarzystów jest uchybieniem stosunkowo niewielkim.
(Można też powiedzieć, że po to tam są same profesory i doktory habilitowane, żeby ustalili, która z tych wartości jest bardziej wartościowa.)

Do tego momentu wszystko jest w miarę jasne i klarowne — nawet jeśli do dyskusji — ale oto pojawia się żelazna logika prokuratora Piotrowicza, zgodnie z którą skoro ustawowy mechanizm p.o. RPO jest sprzeczny z Konstytucją, to dajmy ustawodawcy czas na opracowanie jakiegoś innego modelu funkcjonowania organu po upływie kadencji.
To jest oczywiście bzdura wierutna, bo przecież: albo parlament jest zdolny do wyboru jakiejś osoby na to stanowisko (większością głosów wcale nie inną, niż wymaga proces ustawodawczy), albo (literalnie) zdecyduje się na ustalenie zasad funkcjonowania urzędu nieobsadzonego — co po prostu będzie oznaczało wygaszenie jego działalności — albo też wybierze ścieżkę, którą gdzieś tam dostrzegam w mediach: że oto władza sobie określi jakieś nowe reguły powoływania p.o. ombudsmana, którym wcale nie będzie Rzecznik odchodzący.
Pierwsze wyjście byłoby najprostsze, ale jak widać miesiącami się to nie udało (bo i jak się ma udać, skoro władza chciałaby być kontrolowana przez aparatczyka z jej matecznika?). Rozwiązanie drugie — wykoncypowane przy herbatce i ciasteczkach — jest oczywiście sprzeczne z art. 208 ust. 1 Konstytucji RP: prawodawca nie może tworzyć modeli prawnych na okoliczność własnej indolencji w powołaniu na urząd.

Rozwiązanie trzecie to humbug do sześcianu, po prostu nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której lepszą protezą ma być powołanie kogoś na zastępstwo, choćby i większością 9/10 w obu izbach, skoro o aktualnym rozwiązaniu powiedziano, że godzi w zasadę legalizmu. Garść pytań, która nasuwa mi się od ręki: na jak długi okres byłby powoływany taki tymczasowy ombudsman? Ustawa zasadnicza mówi, że kadencja trwa 5 lat — czy między wierszami tzw. TK chce powiedzieć, że ktoś na krótszy okres będzie OK? Kto miałby go powoływać? Skoro mechanizm konstytucyjny doprowadził do pata, czy propozycja ma pozbawiać Senat uprawnień kreacyjnych?
Cóż, dość rzec, że taki niedorzecznik — nie będący Rzecznikiem Praw Obywatelskich powołanym przez izbę niższą, za zgodą izby wyższej — byłby tak samo, a nawet bardziej sprzeczny z Konstytucją niż rozwiązanie aktualne, aczkolwiek oczywiście rozumiem, że byłby to miś, który odpowiadałby żywotnym potrzebom władzy, miś na skalę ich możliwości…

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

25 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
25
0
komentarze są tam :-)x