Jeśli przed drugą turą wyborów prezydenckich zadajesz sobie pytanie na kogo głosować? — odpowiadam klasycznym pytaniem z historii polityki: czy kupiłbyś używany samochód od Karola Nawrockiego?

Chociaż pierwszą turę wyborów prezydenckich opuściłem, w najbliższą niedzielę do urny oczywiście pójdę i poprę — z pewnością niewymarzonego i dalekiego od doskonałości, ale jedynego możliwego do wyobrażenia — kandydata. Jak zatem będę głosować?
Zacznijmy od krótkiej analizy aktywów i pasywów. Po jednej stronie mamy faceta z przyklejonym — sympatycznym choć nieco syntetycznym — uśmiechem (tak, „debatę” kandydatów oglądałem, chyba pierwszy raz od dwudziestu lat — mózg się lasuje do dziś). Człowiek-ogólnik, najwyraźniej nieortodoksyjnie przywiązany do wcześniej prezentowanych pryncypiów, którego sporą przywarą może być brak niezależności od swojego środowiska politycznego. Wykształcony, wyluzowany, ogładzony, znający języki obce, z doświadczeniem (ponoć to wszystko dla niektórych oznacza wadę). Nic wielkiego, nic przełomowego, nic szokującego — typowo centrowolewicowopragmatycznoidealistycznomerytoryczny kandydat środka — czyli dla każdego coś miłego, byle łatwo było przełknąć.
Trzaskowskiemu bez większych obaw pożyczyłbym pieniądze (nawet niewypłacalny stanąłby na głowie, żeby oddać — za dużo ma do stracenia), gdybym szukał używanego auta, mógłbym je od niego odkupić. Mógłbym pójść z nim na piwo i jestem pewien, że nie zanudzalibyśmy się opowieściami o polityce.
Alternatywa… Karol Nawrocki jest wyrazisty, nawet wówczas kiedy kłamie, krytykuje „dorobek” PiS lub gada od rzeczy (najsamprzód zahacza Trzaskowskiego o sytuację w stolicy, po czym ripostuje „ale pan nie kandyduje na prezydenta Warszawy!”). Gorzej, że Nawrocki ma problem nie tylko z prawdomównością, ale po prostu z prawem, i to nie na poziomie „prezydenckim” (piję np. do „ułaskawienia” Kamińskiego i Wąsika i pozostałej falandyzacji prawa w wykonaniu Andrzeja Dudy), lecz zwykło-przyziemnym. Jakieś kibolskie ustawki, dla niepoznaki nazywane „aktywnością sportową”, jakaś bandyterka wśród kumpli, jakaś garsoniera w muzeum, a jak to z tym przejęciem mieszkania było, wie pewnie tylko Tadeusz Batyr. Ba, podczas kluczowej dla jego kariery politycznej dyskusji ujawnił także problem z folgowaniem swojemu nikotynowemu nałogowi. Bez doświadczenia politycznego i publicznego — w sumie więcej pytań niż odpowiedzi, a te, które znamy, zaufania nie budują — taki bad guy udający badass’a, nieciekawa postać z nieciekawego thrillera…
(Dla mnie to niesamowite, że w ogóle musimy rozważać przymioty takiego jegomościa — i że jest on o pół kroku od pałacu… taka kompromitacja.)
Czy kupiłbyś używany samochód od Karola Nawrockiego? Ja bym się pieruńsko obawiał, że będzie jumany, z przebitym numerem VIN i na lewych papierach. Na pewno jest to też gość, z którym nie chciałbym napić się piwa, choćby dlatego, że nie miałbym pewności, kto się do nas mógłby dosiąść (jakiś bandzior? czy raczej kobieta lekkich obyczajów?).
Ja sam nie mam wątpliwości, że osobie, która na potęgę mija się z prawem i prawdą nie można powierzyć najwyższego urzędu w państwie. Dlatego w najbliższą niedzielę głosuję na Trzaskowskiego — bo nadal wolę się złościć niż wstydzić.