Bezpośrednie stosowanie konstytucji a sprawa polska

Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji. — art. 71 ust. 1 konstytucji PRL z 1952 r. (Dz.U. nr 33 poz. 232)

Po niedawnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie „ustawy naprawczej” (K 47/15) pojawiło się tu i ówdzie sporo pytań o bezpośrednie stosowanie konstytucji — począwszy od prostego: po co to? aż do trudniejszego — dlaczego dopiero teraz? A ponieważ ustrój państwa to mój konik (gdzie w poglądach miotam się gdzieś pomiędzy anarcho-kapitalizmem a liberalnym konserwatyzmem…), pozwolę sobie popełnić kilka zdań, które może niekoniecznie rozjaśnią każdemu temat, ale przynajmniej dadzą asumpt do rozważań (na które nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno).


Bezpośrednie stosowanie konstytucji

Konstytucja PRL z 22 lipca 1952 r. została opublikowana w Dzienniku Ustaw już 23 lipca. Rekord ten udało się wyrównać dopiero po 63 latach.


Dla ułatwienia pozwolę sobie wyjść od art. 71 ust. 1 konstytucji obowiązującej w Polsce w latach 1952-1997 (przy czym od 1992 r. była to jedna z dwóch ustaw konstytucyjnych) — czyli przepisu gwarantującego każdemu obywatelowi PRL wolność słowa, wolność druku, wolność zgromadzeń oraz wolność manifestacji. Słowem: solidny liberalny fundament, który w carskiej Rosji obowiązywał od 1905 r. — zachowany także pod rządami komunistów.

No właśnie: czy aby na pewno? Wolność słowa i druku — a mnie się przypomina Kisiel, który nie tylko boksował się z cenzurą, ale pomstował (z ław poselskich, a jakże) na niejawność działań GUKPPiW. Wolność zgromadzeń — a przecież wiemy, że co do zasady w PRL sprzyjano tylko takim formom wyrażania poglądów politycznych, które były zgodne z poglądami władzy (a reszta nie istniała — nb. to samo odnosiło się do prawa zrzeszania się (art. 72 ust. 1 konstytucji PRL), które przecież nie obejmowało organizacji, których „cel lub działalność godzą w ustrój polityczny i społeczny albo w porządek prawny” (art. 72 ust. 3).


Bezpośrednie stosowanie konstytucji


Dla pełnego zrozumienia obrazu: w PRL nie było — aż do schyłkowego czasu (co dziś jest podstawą do rzucania ciężkich kalumnii, jakby grzechem Jaruzelskiego była zgoda na powołanie sądu konstytucyjnego, a grzechem pierworodnym TK — dopisanie go do konstytucji w 1982 r. i start działalności 4 lata później) — organu, w którego kompetencjach leżało badanie zgodności prawa z konstytucją. Komuniści nie potrzebowali weryfikacji konstytucyjności własnych poczynań: po pierwsze władza należała do ludu, który sprawował władzę wyłącznie poprzez swoich przedstawicieli (posłów), a Sejm był „najwyższym organem władzy państwowej”; skoro był on najwyższy, to przecież nikt nie mógł kwestionować jego racji (czy to czegoś P.T. Czytelnikom nie przypomina?).

Z drugiej strony sama treść konstytucji PRL dość wstrzemięźliwie podchodziła do własnej mocy sprawczej (autosugestia?) nie może dziwić, że brak było w niej jakiegokolwiek odniesienia do tego, iż „jest najwyższym prawem” (art. 8 ust. 1 Konstytucji RP) oraz zapewnienia, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” (art. 7 Konstytucji RP). (Stąd też pewnie jeszcze mnie na I roku studiów przyszło uczyć się z podręczników prawa konstytucyjnego, w których jak byk stało, że konstytucja to spis deklaracji, które jednak same w sobie nie mają normatywnego charakteru; na szczęście ćwierć wieku to dostatecznie dużo czasu, by nie tylko Bestie Boys przeszło do klasyki).

Dla lubiących łamigłówki P.T. Czytelników — mała dygresja: wyobraźmy sobie jednak sytuację wprost przeciwną, tj.:

  • Trybunał Konstytucyjny PRL stwierdza (na wniosek jakiegoś szaleńca…), że ustawa o cenzurze lub zakaz organizowania innych manifestacji niż 1 Maja i 22 Lipca (albo karanie mandatami tych, którzy nie zdjęli flagi najpóźniej 2 maja wieczorem) są niezgodne z konstytucją;
  • organ państwowy (inny), powołując się wprost na konstytucję, dopuszcza skorzystanie z formalnie niezakazanej sfery swobód (warto prześledzić batalię o rejestrację NSZ i wyrok SN z września 1989 r.).

Każde z tych rozstrzygnięć było w ówczesnej Polsce zasadniczo niemożliwe: w PRL nie istniało pojęcie niezgodności ustawy z konstytucją (po prostu ustawy nie musiały być zgodne z konstytucją); konstytucja nie była aktem prawnym najwyższego rzędu i nigdy nie była pomyślana jako akt normatywny do normalnego stosowania — była wyłącznie spisem pewnych politycznych deklaracji, które w zależności od woli i aktualnego interesu mogły oznaczać to lub tamto.

No dobra — wracając zatem do możliwości jakie daje bezpośrednie stosowanie konstytucji — zmierzam właśnie do tego, że być może staliśmy się świadkiem dość ciekawego precedensu (nie lubię tego słowa w odniesieniu do polskiego porządku prawnego…). Wreszcie jeden z segmentów władzy (chyba ten najbardziej uprawniony) rzucił iście rewolucyjne hasło: konstytucja jest „zwykłym” aktem prawnym, zwykłym w tym sensie, że można i należy ją stosować „po ludzku” — a już obowiązkowo jeśli inna stosowanie innej normy prawnej prowadzi do skutków wprost przeciwnych konstytucji (nie od dziś drażniło mnie dość wstrzemięźliwe korzystanie przez sądy powszechne z tej możliwości „bo dopóki TK nie orzeknie, dopóty…”).

Do tego trzeba było chyba pewnej odwagi, pewnego pójścia pod prąd utartym szlakom; krytycy powiedzą: szkoda, że dopiero „przeciwko PiS”; sceptyczny optymiści (to ja) powiedzą: szkoda, że dopiero teraz — ale przecież u licha trudno wyobrażać sobie lepszy moment jak przygotowanie przez parlament ustawy idealnie zaklejającej Trybunał — i to właśnie w momencie, kiedy poszło parę dość kontrowersyjnych (i być może sprzecznych z konstytucją) ustaw (np. nowelizacja inwigilacyjna, ustawa o prokuraturze, ekstra-podatek od odpraw, podatek bankowy).

Ja jednak jestem pełen optymizmu, bo nie od dziś uważam, że niezależnie od tego czy krytyka ustawy fundamentalnej dla naszego ustroju jest zasadna (por. moje teksty sprzed lat, których się nie wyprę: 10 lat Konstytucji RP (naprawdę warto przeczytać) czy też Art. 32 konstytucji samoistną podstawą skargi konstytucyjnej lub Konstytucja VI RP (to już 9 lat!), ustawę zasadniczą warto traktować jak żywy mechanizm, a nie ołtarzyk lub spluwaczkę.

  • Czyli nie istnieje cos takiego jak domniemanie konstytualnosci ustaw?

  • b52t

    W teorii istnieje i ulega ono upadkowi przy stwierdzeniu niekonstytucyjności ustawy.
    Ale (Konstytucji RP):
    Art. 7. Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.
    Art. 8. 1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.
    Podkreślone stanowi jedną z kontrowersji, bo nie ogranicza w stosowaniu Konstytucji jedynie przez TK, ale też nie można wnioskować, że jeśli coś jest w Konstytucji to jest to ostateczna wersja, ustawy mogą doprecyzować prawa, wolności i obowiązki określone w Konstytucji.

  • robal_pl

    Mam wrażenie, że Jarosław K., prawnik, stosuje się do tej Konstytucji, którą mu wbijano partyjną pałą do głowy, czyli tej z PRL. Gdzie władza ma zawsze rację bo jest władzą. Idealnie mi to pasuje.

  • b52t

    My to sobie gadu – gadu, a w obowiązującej Konstytucji uregulowano, że:
    Art. 4. 1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
    2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.
    Tak więc przedstawiciele Narodu mogą robić co im się podoba, bo mają mandat Narodu wyrażony w wyborach (borach-borach). Czyli jednak – cała władza w ręce ludu (który działa przez swoich przedstawicieli, bo przecież inicjatywa obywatelska to pic na wodę).

  • robal_pl

    Jak nie ?!? Inaczej nie mógłbyś żadnego prawa stosować. Zakładasz, że ustawy są zgodne z Konstytucją i musisz do nich się stosować. Jeżeli masz wątpliwości to składasz skargę do TK. Jeżeli TK orzeknie, że ustawa jest niezgodna to występujesz o odszkodowanie (jeśli ci się należy).

  • Patrząc dogmatycznie nieszczęsny ust. 2 mógłby prowadzić do skutków sprzecznych z ust. 1 — i na tym chyba opiera się cała koncepcja „Trybunał złamał konstytucję”.

  • Z art. 7 w zw. z art. 8 ust. 1 wynika nawet coś więcej; ot wczoraj usłyszałem w radiu, że ustawa metropolitarna weszła w życie, ale nie można jej wykonać, bo nie ma rozporządzeń.

    Więc bazując na tych przepisach organ, który ma ją wykonać, ma ją wykonać — a to co miało być w akcie wykonawczym, może sobie dośpiewać.

  • b52t

    Kwestia wydawania aktów wykonawczych to odwieczna bolączka. Zdarza się za często. Ot, ostatnimi czasy problem ze zdawaniem egzaminów prawa jazdy, bo upłynął termin do jakiego obowiązywało poprzednie rozporządzenie, a nie wydano nowego.

  • b52t

    Jak dogmatycznie? 1) Konstytucja to najwyższe źródło prawa (dla wierzących: prawa ziemskiego) 2) Konstytucja jest przepisem stosowanym, chyba, że są przepisy, które to ograniczają, ale w związku z ust 1 przepisy ograniczające bezpośrednie stosowanie Konstytucji, można dokonać oceny tych przepisów czy są one zgodne z Konstytucją.

  • Ale PiSoludy patrzą na to w ten sposób: skoro sama konstytucja mówi, że organizację TK określa ustawa, to z mocy art. 8 ust. 2 bezpośrednie stosowanie konstytucji jest niedopuszczalne.

    Prowadzi to do nieco dziwnej konstatacji, że jednak czasem ustawa ma priorytet nad konstytucją — bo sama konstytucja tak chciała.

    Ja zaś odpowiadam: ale jeśli owa ustawa z art. 8 ust. 2 jest sprzeczna z konstytucją, to jednak priorytetu nie ma. I art. 7 uprawnia KAŻDY ORGAN do pominięcia ustawy, która jest jego zdaniem niezgodna z konstytucją.

    Gorzej, że w naszym modelu badania konstytucyjności ustaw rzeczywiście mogłoby to prowadzić do chaosu. I dlatego uważam, że na dłuższą metę przerzucenie kompetencji do postępowania zwykłego — gdzie np. w apelacji można byłoby powołać się na sprzeczność (a wyrok sądu II instancji mógłby ją stwierdzać, z możliwością skargi kasacyjnej od tego orzeczenia do SN) byłby lepszy.

    http://czasopismo.legeartis.org/2015/12/sedziowie-trybunalu-konstytucyjnego.html

  • b52t

    Prawo to, jak każda nauka humanistyczna, to pole ścierania się poglądów, nie ma empirii jako takiego, jest różna interpretacja. I tylko tyle, i aż tyle. Ale tutaj, moim zdaniem, wyraźnie da się odczytać zamysł ustrojodawcy. Inna wykładnia prowadziłaby do sprzeczności z ust. 1 art. 8 Konstytucji. Taka interpretacja powodowałby, że ustawa może nie tylko pomijać prawa, obowiązki wynikające z Konstytucji, ale mogłaby być sprzeczna z zapisami Konstytucji. Czyli zasadniczo mielibyśmy do czynienia z tym co mamy teraz.

  • Oczywiście :-)

    Dodam, że paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że są pretensje do TK, że nie zastosował się do ustawy, która okazała się sprzeczna z konstytucją.

    Kropka.

  • b52t

    Czyli w gruncie rzeczy mamy spór o coś co tylko pozornie jest sporem, a w istocie, jednak, nie jest niczym innym niż próbą wyłamania zębów (obecnego) TK.
    Prawdę mówiąc to nie miałem specjalnie ochoty i siły na jakąś analizę, wychodząc z założenia, że tak czy siak stękania nic nie dadzą, a na barykady nie pójdę. Nie czytałem więcej niż to co tutaj. Ale jak tak człek doszedł do pewnych konkluzji sam, czytając Konstytucję, to jasno widzi bezczelność tej sytuacji.

  • > a na barykady nie pójdę

    Pipes pisze (ale nie o PiS), że właśnie „dzięki temu” bolszewikom udał się pucz i umocnienie władzy :) Rozpędzenie Zgromadzenia Konstytucyjnego zaprotokołowano, była jedna manifestacja w jego obronie, została rozpędzona — a później inteligencja nie ruszyła palcem w bucie (nawet w onucy, pod komendą Sawinkowa, Korniłowa, etc.). Czekali na Kiereńskiego, który już był tak skompromitowany, że znów jego wojsko olało…

    Kurdę, czytanie książek historyczne jest szkodliwe, zawsze można dojść do wniosku, że wszystko już było…

  • b52t

    Bo większość, zdecydowana większość historii już była.
    Na szczęście teraz jest KOD i niech się tłuką, a ja kupie sobie lody i jedząc je będę patrzył. Nie lubię tłumów i stadnego zachowania mas, poza koncertami. Choć nie wykluczam zmiany w tym punkcie. Ale podchodzę z dużym sceptycyzmem do tego co widzę.

  • Bodajże KOD w większości stanowią ludzie starsi (tak przynajmniej czasem podaje np. Gazeta.pl, nigdy nie wiem czy to dobrze czy źle). A ludzie starsi zwykle nie mają czasu ani ochoty na barykady.

    Znaczy się powstania nie będzie, PiS może robić co chce :)

  • Niby dywagacje ogolne a jak zwykle sie pojawia Straszliwy Kaczor w tle. Skomciowam ten text na blogu zanim powstal. Czy chodz o to, ze Mazowiecki to komuch?

  • Paweł

    Niestety na protesty trzeba mieć czas. Praca się sama nie zrobi, a nie każdy sobie może na protesty podjechać jak stoczniowcy czy górnicy.

  • b52t

    Kredyty hipotetyczne i na samochody i za wakacje na Teleneryfie trzeba spłacać.

  • Kaczor albo Cyrankiewicz — dla mnie jedna ptica :)

  • Manify KOD jako sposób na spędzanie czasu przez emerytów i rencistów :)

  • b52t

    A tak na poważnie, to chciałem zobaczyć jak to wygląda i byłem przez chwilę na pierwszej zbieraninie we Wrocławiu. A i owszem, miło, przekrój wiekowy różny. Oceniając po ubraniach tak średnia, a i może nawet i lekko powyżej. Selfki, hasztagi i inne takie. Ale poważnie tylko na koncertach mogę krzyczeć to samo co inni. Na ulicy jakoś za mocno włącza mi się janerkowszczyzna („chować się, bo nadbiega tłum, chyba, że ktoś chce się z tego pośmiać”).

  • Minister Ziobro pół godziny temu w Trójce:

    – skoro konstytucja mówi, że TK orzeka wg ustawy, to ustawa ma priorytet i ma ją stosować,
    – „co innego gdyby posłowie przegłosowali ustawę, że TK zbiera się co 30 lat” (bo to by konstytucję naruszało), ale wówczas — autentycznie, to Minister Sprawiedliwości powiedział! — „posłowie stanęliby przed Trybunałem Stanu”.

  • Paweł

    Prawnikiem nie jestem, ale czy to nie jest tak, że konstytucja jest ważniejsza?

    A tą drugą część to nawet ciężko skomentować….

  • Prawnikiem jestem, podobnie jak obecny Prokurator Generalny — no i właśnie uważam, że jest ważniejsza.

    A poseł, MS i PG powinien wiedzieć, że deputowany może stanąć przed TS za jedną jedyną rzecz… Po prostu nie zna się a zabiera głos.

  • b52t

    Jest politykiem, a to oznacza, że to iż się nie zna, nie wie nie jest w żadnym wypadku okolicznością zwalniając z obowiązku zajęcia stanowiska i wyrażenia opinii, zdania na ten temat.

  • Paweł

    Uważam niestety, że to nie chodzi o to, że się nie zna. Raczej manipuluje. Zwolennicy nie zapytają czy to nie odwrotnie z tą konstytucją. W końcu minister, prawnik, to się zna na pewno.

    I jeszcze przyznał, że gdyby to było coś na prawdę niezgodnego z konstytucją, to by sami siebie posłowie przed Trybunałem Stanu postawili. (; Ciekawe tylko gdzie przebiega ta granica, jak bardzo może być ustawa niekonstytucyjna według pana ministra. (;

  • Żeby poseł stanął przed TS za przegłosowanie ustawy niezgodnej z konstytucją — najpierw musiałby zmienić tę konstytucję.

  • Paweł

    Ale kto broni komuś powiedzieć, że jest inaczej? Może osoba piastująca takie stanowiska nie powinna tego robić, ale robi i nic się chyba z tym nie da zrobić.

    I ciekawie wyglądałaby taka procedura. Większość sejmowa głosuje nad wnioskiem o postawienie swoich posłów przed TS.

  • b52t

    Każdego posła z osobna. ;-)

  • Myślę, że w takim przypadku parlament nie zajmowałby się prawie niczym innym — uchylenie immunitetu i myk do Trybunału Stanu.

    PS za parę godzin będzie kolejny tekst o Ziobro, miał iść po świętach, ale co tam.

  • b52t

    Może i ludzie po prawe z UJ są na wysokich stanowiskach (pełnią funkcje) – min. sprawiedliwości, Prezydent – ale coś jakby rzucają złe światło na pozostałą grupę prawników.

  • Rzondamy dopuszczenia do waadzy ludzi po Uniwersytecie Wroc-love :)

  • b52t

    Bacia Kempa skończyła UWr WPiA (jeszcze tedy bez „E”).

  • Nie jest bo odsyła. Natomiast konstrukcja Konstytucji umożliwia takie postępowanie po to, żeby mogło być przeprowadzone. Pytanie tylko: przez kogo?

  • Ty jesteś, Kaczor jest, Prezydent Duda jest, prezes Rzepliński jest i dobrze się to dla nas nie skończy.

  • Co do istoty rzeczy to taka ustawa nie stanowi innej jakościowo chamówy niż działania Rzeplińskiego.

  • No i słusznie. Rzepliński przestał zachowywać pozory i to go dyskwalifikuje.

  • Czyli przez to, że konstytucja odsyła do ustawy, to traci (w tej części) prymat nad ustawą?!

    To jakim cudem TK jednak może badać zgodność takiej ustawy z konstytucją? Bo skoro fakt odesłania do ustawy wystarczy, żeby „zapomnieć” o konstytucji, to po co przejmować się konstytucyjnością „ustawy wykonawczej”?

  • Dajżeż pokój temu Rzeplińskiemu… To już jest naprawdę nudne i niesmaczne.

  • b52t

    Jest proponowane ćwiczenie w odpowiedzi na gadanie pani red. z TV Republika, wątpię, ale chcę sobie zrobić ostatnią nadzieję, że może rozjaśni o co chodzi:

    „Katarzyna Gójska-Hejke pokazała w telewizji Republika, że nie może rozumem ogarnąć tego co tłumaczył jej prof. Rzepliński. Szczególnie trudno było jej zrozumieć fakt, że Trybunał Konstytucyjny nie mógł procedować na podstawie pisowskiej ustawy o Trybunale, którą oceniał. Dlatego sędziowie orzekali na podstawie Konstytucji. Mamy dla redaktor Hejke proste ćwiczenie, które pozwoli jej to zrozumieć.

    Zabawny się w taką oto symulację:

    A. Piszemy Konstytucję. Ujmujemy w niej jeden punkt, który brzmi: „Redaktor Hejke jest mądra”.

    B. Teraz piszemy ustawę, która będzie miała dwa punkty:

    „1. Redaktor Hejke jest idiotką.

    2.Redaktor Hejke może badać tę ustawę tylko wtedy, gdy jest idiotką”.

    Ustawa wchodzi w życie natychmiast.

    Mamy więc Konstytucję i mamy ustawę. Pozwólmy teraz redaktor Hejke zbadać czy ustawa jest konstytucyjna.

    Redaktor Hejke, zgodnie z wymogiem ustawy musi przyjąć, że jest idiotką, żeby móc badać ustawę.

    Redaktor Hejke przyjmuje, że jest idiotką i bada zgodność ustawy o sobie z konstytucją.

    Wychodzi jej, że ustawa jest niezgodna z konstytucją. Konstytucja mówi bowiem, że redaktor Hejke jest mądra, a ustawa – że redaktor Hejke jest idiotką. Niezgodność jest więc oczywista.

    Jakie są konsekwencje orzeczenia, że ustawa jest niekonstytucyjna? Otóż, jeśli ustawa jest niekonstytucyjna, to znaczy, że redaktor Hejke jest mądra, a nie idiotka – jak stanowiła ustawa. Jeśli jednak redaktor Hejke jest mądra, to nie miała w ogóle prawa oceniać ustawy, bo ustawa mówi wyraźnie w punkcie drugim, że redaktor Hejke może oceniać ustawę tylko wtedy, gdy jest idiotką.

    Z podobnych względów Trybunał Konstytucyjny nie mógł orzekać na podstawie ustawy, którą oceniał, bo gdy wyszło, że ustawa jest niekonstytucyjna, Trybunał czułby się jak redaktor Hejke.”

  • Źle: po pierwsze za długie, po drugie powinno być „Rzepliński”.

  • b52t

    To, ze za długie to wiem, ale pożyczyłem z fejsika. Czyli pewnie nic z tego nie będzie.

  • No nie może. Nie może być sędzią w swojej własnej sprawie

  • Wszystko jest możliwe. Jest możliwe również to, że nagle przejedzie mnie samochód. Jestem dyskretnie pilnowany przez policję. Pilnowany w sensie chroniony. Tu naturalnie, jak w przypadku pani Blidy – nikt nie wydaje żadnych poleceń, rozkazów. Są wariaci, wykręceni, którzy czują się do tego upoważnieni. Gdybym się bał, to nie byłbym sędzią .

  • Aha.

  • b52t

    Nemo iudex in causa sua – a, że nie ma organu, który może zbadać zgodność z Konstytucją noweli ustawy o TK + ustawa jest ważniejsza niż Konstytucja, to tak ma być, bo tak przegłosował Parlament. Seems legit.

  • Moim zdaniem ta „zasada” odnosi się do każdej ustawy, nie tylko o TK — i nie ma znaczenia czy TK rozpatruje skargę na ustawę o TK (dodam, że być może mogłoby mieć znaczenie gdyby TK mógł zająć się takim tematem z urzędu).

    No ale właściwie to bez znaczenia, ponieważ w uszach kaczystów liczą się tylko argumenty ad czapum.

  • b52t

    Oczywiście, ale tutaj odnosiłem się do tej konkretnej sytuacji. Ale tak, PIS i jego akolici już ukłuli „linię obrony” i nie ważne, że jest wewnętrznie sprzeczna i dziurawa – ważne, że może być podporą dla nich.

  • b52t

    No i? Jaka jest z tego konkluzja dla tego sporu obecnego rządu i partii rządzącej dla sprawy niezgodnej z Konstytucją nowelizacji ustawy o TK?

  • To są słowa Rzeplinskiego. Odmówiłem się do tego na blogu moim zlinkowanym tutaj. Poczytalnosc prezesa Trybunału okazuje się watpliwą.
    Swoją drogą dalej nie wiem o jakie są konkretnie zarzuty w wypadku Blidy: wprost żaden nie ośmieli się powiedzieć, że ją kropnęli. Oficjalnie idą w stronę taką, że zaszczuli i sama się postrzeliła. Ale co ot za problem? Staruch swoje odsiedział, Dobrowolski odsiedział więc i Blida mogła za niewinność. Ostatnio kobitka pół roku odsiedziała bo prokurator zadzwonił nie do tego banku i mu powiedzieli, że nie płaci rat. Nie płaciła rat do tego banku bo w ogóle nie miała tam kredytu.
    Wiec: czy kropnęli Blidę czy też byli zbyt grzeczni i nie rzucili jej od razu na glebę i skuli kajdankami?
    Jeśli Rzepliński ma wiedzę, że kropnęli Blidę to było 8 lat na zbadanie tego i nadanie biegu sprawie. Ale przepraszam – Kaczor rządził wtedy cały czas.

  • b52t

    To, że to są słowa Rzeplińskiego to wiem, ale nie widzę związku ze sprawą. Ale rozumiem, że łatwiej jest jakimiś dziwnymi atakami ad personam niż merytorycznie.

  • Rzepliński zastąpił Tuska jako jakiś przywódca (tym razem opozycji). PiSoludy nie złoszczą się na Petru (bo i nie ma o co) ani na Schetynę (jako na szefa PO, bo i nie ma o co), a że wróg musi mieć imię i nazwisko — to ma.

  • b52t

    No tak, jak poznasz imię potwora, demona, wroga, to łatwo go pokonać, bo można znaleźć jego słaby punkt. Ludzie są cały czas w jaskiniach.

  • Jako funkcyjny platformerskiego ex-rezimu masz pewnie wiadomości z 1 ręki? Rzeplinski był dawno definiowany jako podobny Tobie funkcyjny, ale na odcinku Trybunalskim. Rzeplinski, Petru, Schetyna się kotlina razem w tym całym KODzie.
    https://www.google.pl/search?client=tablet-unknown&hl=pl-PL&oe=utf-8&safe=images&q=rzeplinski+wychodzi+z+sejmu&source=browser-type&qsubts=1458868761397&devloc=0

  • Jaki funkcyjny? Nawet nie dali mi sierżanta, chociaż chciałem być chorążym, dzierżyć chorągiew pod komendą atamana Rzeplińskiego lub chociaż kartacze rychtować do obrony grodu Danzig pod ober-hauptmannem Donaldem von Tuskiem.

  • b52t

    Już formowaliśmy oddziały, odradzaliśmy Volskssturm by odbić Wrocław i zrobić z niego Festung Breslau. A nawet starszego szeregowali poskąpili.

  • Wtedy byś był funkcjonariuszem a nie funkcyjnym. Nie będę się rozpisywał bo trwa jeszcze wścieklizna przedswiateczna i ludzie skaczą sobie do gardeł. Dodam tylko, że w rezimowej TV Red. Ziemkiewicz daje po calosci https://m.youtube.com/watch?v=TblzOf9lT70 .

  • Ale można być funkcyjnym bez przydziału? Chyba że jestem śpiochem (ale mimo wszystko jeszcze nieaktywnym, czekam na sygnał i uruchomienie).

  • b52t

    „smert’ szpionom”

  • b52t

    Dalej nie wiem jak jednoosobowo Rzepliński miałby sterować ciałek kolegialnym. Pewnie się nie dowiem, bo to takie same domniemania jak reszta.

  • Domniemanie jednoosobowego kierownictwa — PiSoludność przekłada PiSowzorce na resztę świata, gdzie nawet premier i prezydent pacynkami raczej…

  • Werwolf…

  • LOL wychodzi na to, że PiSoludy dały się wkręcić w jakąś nie-koleżeńską antypatię sprzed 5 dekad:

    Okazuje się, że Jarosław Kaczyński (67 l.) i prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński (67 l.) znają się od wielu lat. Ich znajomość sięga 1968 roku, kiedy razem służyli w pułku czołgów, a później studiowali prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Panowie nigdy nie pałali do siebie sympatią. (…) Prezes PiS i prezes Trybunału Konstytucyjnego są ze sobą na stopie wojennej nie od dziś! Obaj znają się od dekad. Nigdy jednak się nie polubili. – W 1968 roku służyliśmy razem w pułku czołgów i oczekiwaliśmy decyzji o wysłaniu do Czechosłowacji – powiedział Rzepliński dziennikowi „Sueddeutsche Zeitung”. Obaj studiowali na jednym roku prawo na Uniwersytecie Warszawskim. – Znaliśmy się, ale nigdy nie zaznajomiliśmy się lepiej. Nie było między nami chemii .

    za: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/andrzje-rzeplinski-wyznaje-nie-lubimy-sie-z-kaczynskim-od-40-lat_797610.html (ale jako funkcyjny leming — via Gazeta.pl)

    No dobra, zaraz zobaczę kto z kolegów ze studiów do czegoś doszedł: o kol. Nowackim już pisałem (http://czasopismo.legeartis.org/2015/02/czy-warto-studiowac-prawo.html), właściciel Kruk S.A. (a jakże!), Radek Potrzeszcz napisał komentarz do ksh — reszta niech się tu wpisuje (nie o każdym pamiętam, a pomniejszych adwokatów ;-) w ogóle nie pamiętam ;-)

  • ajax

    A innych to już nie trzeba? ;-) (tylko bez „poważnych” odpowiedzi. Proooooooooooszę)

  • b52t

    Trochę tak to wygląda, ale skoro wypowiada się tutaj osoba, która zdaje się robić takie insynuacje, to może odpowie. Raczej wątpię, bo odpowiedzi są wybiórcze.

  • Tusk był w PiS?

  • Wywód, że Rzeplinski nie kieruje się konstytucja a kaczofobia?

  • Jak trzeba to nie widzisz. W kontekście sprawy je wypowiedział. Więc jak to z tą Blida było?

  • Jak widać na Lege Artis powinność swoją rozumiesz. A tu moj apel:
    Szanowne kaczofoby przestańcie ukrywać waszą obsesję kaczofobiczną bo
    skończy się to ukrywanie poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Wrzody,
    amnezja, depresja, cholesterol, padaczka, pedagra – tak skończycie jak
    się nie poprawicie. Od razu bez krępacji piana na pysku z powodu
    istnienia Kaczora i jego jeszcze straszniejszej działalności.
    Przestańcie udawać, że konstytucje, demokracje, dywagacje. Od razu
    centrujcie, że Kaczor straszny, bo to obecne silenie się na rzekomą
    obronę rzekomej demokracji wygląda żałośnie.

    Środowiska kaczofobiczne próbują kontratakować intelektualnie ale
    wychodzi im ten kontratak tak jak Vaderowi i jego Imperium. Przypominam,
    że wejściowo mieliśmy tezę, że rząd nic nie może sprawdzać i ma drukować
    jak leci.Teza ta jest idiotyczna w sposób oczywisty, co wykazuje
    dowodnie stosowne rozumowanie dowodzące. Stosujemy tutaj tzw. przykłady:
    wystarczy, że znajdziemy jeden przykład obalający tezę i już jest ona
    obalona.

    Ewidentnie rząd musi sprawdzić, czy pismo nie jest czasem fejkowe, czyli
    nie pochodzące z Trybunału. Każdy se może wysłać i co? Jakby rząd nie
    mógł sprawdzać nic, to by musiał to puścić. Widzimy zatem, że rząd musi
    kontrolować, mamy tylko kwestię zakresu tej kontroli. I jakby obóz
    kaczofobiczny tak stawiał sprawę to by było jakieś pole do dyskusji.
    Jakiś prof. Dziadzio twierdzi w „Rzeczpospolitej”, że istnieje Ustawa o
    Ogłaszaniu Aktów Normatywnych i tam są jakieś wymogi. Jakie by tam nie
    były to oczywistym jest, że wyroki Trybunału muszą być drukowane a
    niewyroki Trybunały nie mogą. Podobnie wyroki Nietrybunału nie mogą.
    Kaczyński dając przykład o wyroku Trybunału odłączającego województwo
    czy ja dając przykład kurdupla Rzeplińskiego ogłaszającego się cysorzem
    legislacji zastosowaliśmy metodologię naukową: przykład abstrakcyjny –
    żeby każdy się musiał zastanowić a nie opierać na wyuczonych schematach.
    Przykład modelowy eksponujący istotę rzeczy i eliminujący detale. I
    kwestia jest postawiona jasno i zwięźle. W odpowiedzi obóz kaczofobiczny
    epatuje trolowaniem. A to że jeszcze Trybunał tak nie zrobił. Nie zrobił
    no i co? Nie do każdej dziury w chodniku wpada pieszy i nie każdy od
    razu se coś łamie.

    Pojawił się tu problem jakości działalności ludzkiej i podwójnych
    standardów. Owszem, wytwory ludzkiego działania są zawodne, co nie
    znaczy, że  nie mamy ich udoskonalać. Weźmy taki dom: nikt nie robi go
    na pałę, jakieś projekty są, przewidywanie problemów, itp. Na pewnym
    poziomie oczywiście: ludzie zabezpieczają się antywłamaniowo, montują
    drzwi, okna wzmocnione, kraty ale mało który dom wytrzyma wjazd
    buldożerem. Prawnictwo  wyprawia teraz trolling, opowiadając raz, że jak
    dom nie wytrzyma buldożera to nie ma sensu montować krat ani niczego.
    Dwa: że jeszcze schody się pod nikim nie załamały więc skąd wiadomo, że
    źle zrobione.

    Owszem, sporów kompetencyjnych się nie uniknie co nie znaczy, że można
    nic nie robić z nimi. Przynajmniej na podstawowym poziomie. Przy każdym
    stołku powinna być tabelka, gdzie rozpisać powinni: kto powołuje, kto
    odwołuje, kiedy i jak. I to powinni wpisać do Konstytucji a nie że jest
    tak, że konstytucja nie określa, czy można odwołać sędziego czy nie. Nie
    powinno być tzw ceremonii, a przynajmniej powinny być do obejścia. Czyli
    jeśli prezydent musi powołać ministra i jest to tylko formalność to nie
    powołanie powinno być do obejścia. Czyli np. w sejmie wtedy go
    zaprzysięgają albo coś. Zasada powinna być sztywna i jasna: jeśli
    ktoś coś ma zrobić to wtedy decyduje merytorycznie, a nie
    formalnościowo. Jasne to  jest? Chyba nie bardzo.Płodząc Konstytucję nie
    zrobili nic. Żadnych założeń, badań, ocen. Pewne rzeczy są zostawione,
    bo jeszcze za króla tak było i do tej pory się trzyma. No tak jest.
    A cały ten cyrk z prawem łaski? Przed wojną było, że prawomocny wyrok
    może podlegać łasce. Po wojnie wywalili prawomocność, ale komentarze
    były takie, że w zasadzie nieprawomocnego nie wolno bo nie wolno,
    chociaż skoro zmienili to intencja jest taka, żeby było wolno. I tak se
    dywagują.
    Podobnie w 1997 roku powinni opracować Tablicę Derogacji jako załącznik.
    Tam powinno być, że artykuł 195 deroguje 197, a może 134 deroguje 46 a
    15 deroguje 220? A nie teraz się obudzili i se derogują.
    Mamy też to całe domniemanie konstytucyjności. Zostało ono przyjęte,
    żeby można było robić wałki. Rząd mając większość
    parlamentarną przepuszcza przez sejm wałek, np. ściąga od ludzi 20
    miliardów, Trybunał to rozpatruje i stwierdza niekonstytucyjność, co
    oznacza, że na przyszłość mają tak nie robić. I jeszcze dają vacatio
    legis, czyli że jeszcze drugie 20 miliardów można zachachmęcić. No nie
    po to domniemanie jest? Swoja droga pisiory nie dały vacatio na swoją
    ustawę ale i Trybunał nie dał vacatio na swoje orzeczenie, tak gdzieś 3
    lata mógł dać.

  • b52t

    To proszę mi to wyłożyć, żeby zrozumiał związek między tymi słowami Rzeplińskiego, a tym co PIS zrobił nowelizując ustawę o TK i rząd odmawiając publikacji wyroku TK, bo nie widzę. Jak ma się spór prawny do tej wypowiedzi. Logikiem nie jestem więc nie łapię związku z tą sprawą.

  • Rzepliński wbrew ustaleniom wszelakich sądów i komisji suponuje, że na Blidzie był mord popełnion polityczny. Boi się powiedzieć tego wprost ze względu na konsekwencje. Podważa to jego wiarygodność na zajmowanym stanowisku.

  • Nie, to raczej o tym dlaczego teraz jest takie parcie na zwalczanie Rzeplińskiego — komenda poszła z góry, kaczyzm myślał, że tu jest jakiś spór merytoryczny, a to zwykłe studencko-tankistowskie przysrywanki się kłaniają.

  • Komenda Rzeplinskiemu, aby lazil do sejmu i sadził farmazony w TV? Wszechpotezny Kaczor

  • Ach, czyli teraz przekaz dotyczy wypowiedzi Rzeplińskiego z jakiejś tam telewizorni, nie mówimy już o wyroku, konstytucji, konsekwencjach wyroku…

    Wesołych Świąt!

  • Widzę pewne luki na portalu, w tym przedstawienie działalności prezesa Rzeplińskiego. Uzupełniam zatem i mam przez to moralne prawo do wierszówki. Rezygnuję jednak z niej pro publico bono.
    Przedstawiam przebieg w kilku zwartych punktach:

    1. prezes Rzepliński wysmażył projekt ustawy o trybunale, który zaniósł Bronkowi. Bronek miał go puścić jako prezydencki. Jakoś tak się zrobiło, ze trafił do szuflady.
    2. Po klęsce Bronka odgrzali ten projekt i skierowali do procedowania.
    3. Rzepliński brał udział w przepychaniu go przez sejm współdziałając z ówczesną większością przeciw ówczesnej mniejszości.
    Było tak?

    Sama Hanna Gronkiewicz Waltz stwierdziła, że państwo autorytarne to takie, w którym mniejszość nie ma nic do powiedzenia.
    4. Najważniejsze były tam przepisy przejściowe, umożliwiające wybór pięciu sędziów.
    5. Był zaś tu precedens kiedy Zoll nawoływał schodzące SLD do nie wybierania sędziów, aby nowa kadencja mogła wybrać?

    Było tak czy nie było?

    6. Rzepliński nie zapewnił tam procedur godnego wyboru sędziów, ażeby obywatele mogli ich przeczołgać na publicznych wysłuchaniach itp. Tylko na otrąbiono żeby wyrobić się przed nową kadencją?
    Było tak czy nie?
    7. Nie zapewnił procedowania tak ważnej ustrojowo ustawy w atmosferze konsensusu, czyli zgody wszelakich ugrupowań w sejmie.
    Czy może zapewnił?
    8. Łaził po telewizjach i opowiadał, że wybór owej dwójki to nie złamanie konstytucji, tylko dobrych obyczajów.
    9. A środowisko prawnicze zareagowało jak?
    Czy nie zagotowało się z oburzenia na łamanie dobrych obyczajów i zażądało zmiany takiej, żeby to złamanie owych obyczajów wycofać? Nie widzę wpisów na Lege Artis.
    Nie zażądało. Ucieszyło się, że frajerów się zrobi w trąbę.

    10. Wałek miał wyglądać tak: tych dwóch się wybierze a że prezydent ma obowiązek niezwłocznie zaprzysiąc to nawet jak potem Trybunał orzeknie, że wybrani zostali niekonstytucyjnie nie ruszy ich to i zostaną.
    I Rzepliński to forsował współpracując z platformersami.

  • Przecież on sadził farmazony właśnie o wyroku, konstytucji itp. Dostrzegam tu tez projekcję: To że Ty musisz być instruowany nie znaczy, że każdy.

  • b52t

    Jak rozmowa z kotem – dalej nie dostałem odpowiedzi na pytanie. Nie wiem czy to zostało odnotowane, ale Rzepliński nie wydał samodzielnie wyroku w sprawie nowelizacji ustawy o TK.

  • No i co z tego? Czy ktoś kwestionuje kaczofobicznosc obecnego składu Trybunału?

  • To brzmi nawet zgrabnie. Z tym, że projekt był z lipca 2013 r., ale fakt, że z komisji ruszył dopiero 2 dni po pierwszej turze (maj 2015 r.):

    http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=1590

  • b52t

    Aaa, ale to Rzepliński jest atmanem tych mącicieli, tych węzy w łonie Rzplitej?
    Ok.
    Jak rozmowa z kotem.

  • Patrz punkt 1. Dokladnie to napisalem..

  • No dobrze, tak czy inaczej: ustawę z czerwca 2015 r. mamy zbadaną (nb. w czym głupio przeszkodzić próbowali posłowie PiS wycofując swój wniosek do TK).

    To teraz trzeba po prostu zaorać TK?

  • O masz. Zmiana tematu niezgodna że standardami demokratycznym. Najpierw zdefiniuj cel tych letnich wygibasow i wszystko stanie się jasne.

  • Czyli sam sobie odpowiadam. Rzeplinski zaoral Trybunał a ponieważ już wcześniej zaorany został, przeto pisiory nie mogą tego uczynić. Czy da się zabić nieboszczyka?

  • Pingback: O Trybunale kaczofobicznie | Smocze Opary()