Nieuzasadniona odmowa sprzedaży towaru (art. 135 kw)

A skoro jakiś czas temu było o tym, że spekulacja biletami na imprezy sportowe czy rozrywkowe jest wykroczeniem (art. 133 kw), dziś musi być o tym, że po gospodarce niedoboru pozostała nam też karalność nieuzasadnionej odmowy sprzedaży towaru w sklepie (art. 135 kw).


Mówcie co chcecie ale dla mnie to niebywałe, że w 2016 r. nadal obowiązuje przepis zakazujący ukrywania towaru w sklepie przed klientami (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


art. 135 kw
Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru,
podlega karze grzywny.

Ściśle rzecz ujmując zgodnie z art. 135 kw zakazane jest całe spektrum zachowań niegodnych przedstawicieli handlu detalicznego, a mianowicie:

  • ukrywanie sprzedawanego towaru przed klientami — uzasadnieniem zapewne było ryzyko spekulacji, zwłaszcza w gospodarce, w której wartość niektórych towarów zaraz po opuszczeniu sklepu szybowała (i nie chodzi tylko o małe fiaty);
  • odmowa sprzedaży posiadanego towaru, oczywiście pod warunkiem, że odmowa następuje bez uzasadnionej przyczyny — dziś tą uzasadnioną przyczyną może być (wynikający z ustawy) zakaz sprzedaży alkoholu pijanemu (art. 15 ust. 1 pkt 1 uwtpa);
  • przy czym wykroczenie popełnić może zarówno osoba pracująca w sklepie jak i w gastronomii.

Warto zauważyć, że przepis dorobił się nawet uchwały Sądu Najwyższego, w której powiedziano, iż:

uchwała Sądu Najwyższego z 17 marca 2015 (I KZP 3/05)
Wykroczenie określone w art. 135 kw może popełnić każda osoba zajmująca się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub przedsiębiorstwie gastronomicznym, przy czym nie ma znaczenia czy jest to właściciel przedsiębiorstwa, osoba pełniąca w nim funkcję kierowniczą, pracownik, wreszcie osoba, która wykonuje pracę w formie „grzecznościowej”, sprawując obowiązki sprzedawcy na podstawie umocowania udzielonego przez właściciela lub kierownika przedsiębiorstwa. Nie ma przy tym również znaczenia forma własności przedsiębiorstwa oraz jego status prawny (spółka, spółdzielnia itd.).

Moim zdaniem to dość zabawne, że przepis, który najprawdopodobniej powinien odejść do lamusa najpóźniej w chwili startu planu Balcerowicza funkcjonuje nadal — chociaż w tym przypadku można zacząć dywagować co właściwie należy rozumieć przez „funkcjonowanie” przepisu…

53 comments for “Nieuzasadniona odmowa sprzedaży towaru (art. 135 kw)

  1. b52t
    20 czerwca 2016 at 14:26

    Moglibyśmy wrócić do dyskusji na temat kiedy prawo obowiązuje, a kiedy nie.
    Nie mniej spotkałem się parę razy z sytuacją, że sprzedawca nie chciał mi sprzedać towaru (pamiętam jak nic jeden taki przypadek) i w cale nie chodzi o alkohol czy papierosy niepełnoletniemu szczylowi mnie.

  2. 20 czerwca 2016 at 17:01

    “po gospodarce niedoboru ”
    Akurat.
    Olgierdzie, zainteresuj się raczej tymi, co niespodziewanie tanio coś wylicytowali na Allegro…

    • 20 czerwca 2016 at 19:59

      Tak, tak, wiem, na Białorusi jedzą więcej mięsa, ludzie są bogaci — u nas tylko miraż, że w sklepach wszystko… ;-)

      • 20 czerwca 2016 at 20:55

        Olgierdzie, bardzo mnie cieszy że tak uważnie czytasz, to co piszę :)
        .
        ‘Wolny rynek’ to twór sztuczny, utrzymywany naciskiem prawa.
        I tak, spryciarza z Allegro, który uznał ze z licytacji wyszło mu za mało można prawnie zmusić do wydania towaru.
        A to prawo, które Tobie tak się nie podoba – mówi że *wszyscy* klienci mają być traktowani jednakowo. Ot, takie wymuszenie równości…

        • 20 czerwca 2016 at 21:12

          Staram się uważnie czytać wszystkie komentarze :) i mam nadal całkiem niezgorszą pamięć (do słowa pisanego!).

          Wolny rynek to naturalny twór, który właściwie powinien sam się umieć „wyżywić” ale… doszło do tego, że trzeba go ew. ustawowo przywracać, wprowadzać (ograniczać…).

          Co do Allegro: zakładam, że masz na myśli jakiegoś rodzaju błąd w transakcji (art. 83 kc). Wiem o jednej takiej sprawie, ku mojemu pewnemu zdumieniu — wygranej przez niespostrzegawczego sprzedającego (szczegółów już nie pamiętam).

          • 20 czerwca 2016 at 21:19

            Nie błąd – po prostu sprzedający mówi, że towaru nie ma (czy coś takiego), bo cena mu nie odpowiada…
            .
            Wolny rynek to twór sztuczny, realizacja abstrakcji. Naturalne to są monopole i oligopole…

            • b52t
              21 czerwca 2016 at 07:44

              Trudno się z tym nie zgodzić. Inaczej nie byłby potrzebny i aprobowany nawet przez bardzo-liberałów UOKi jako rozbijacz monopoli, oligopoli, karteli i zmów między przedsiębiorcami.

              • 21 czerwca 2016 at 09:05

                Akurat w tym UOKiK jest (niestety) najsłabszy.

                Uważam, że nawet monopol (oligopol) jako rezultat czystych gier rynkowych jest niemożliwy — jeśli nie istnieją bariery wejścia na rynek (lub ułatwienia dla konkurenta), zawsze pojawi się ktoś z boku.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 09:22

                Mowa o koncepcji, a nie o wykonaniu (dot. UOKiK).
                Jeśli jest przedsiębiorą-monopolista, który zdążył zgromadzić wystarczające środki ($), ma oszczędności lub jest w stanie wytrzymać przez jakiś czas mając obniżone dochody, to nowo wchodzący gracz, który zostanie rozpoznany i uznany za potencjalną konkurencję może trafić na kilka scenariuszy działania ze strony monopolisty: (i) najkorzystniejszy dla niego – wykupienie/przejęcie; (ii) wojna cenowa; (iii) wykupienie pracowników; (iv) „przekonanie” dostawców konkurenta, że współpraca z tym konkurentem może nie być korzystna dla tych dostawców. A to tylko najbardziej oczywiste scenariusze. Żuczek mający nawet kilka milionów nie podskoczy tak łatwo gigantowi mającemu miliardy (i ich krotności).
                Oczywiście gigantem jak tankowce trudno się steruje i to jest pewna szansa dla żuczka, ale to wszystko teoretyzowanie.

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 10:06

                To wszystko prawda, tylko w czym problem? W tym, że ktoś trafił złotą żyłę?
                Monopole się nie utrzymają w nieskończoność choćby z powodu postępu technologicznego, istnienia dóbr substytucyjnych i naturalnej degeneracji molochów z czasem.

                Generalnie największą przyczyną monopoli jest samo istnienie systemu patentowego i całe copyrights. A my zamiast oczywiście usunąć to dziwactwo hamujące postęp, to powołujemy urzędy do regulacji kto może kogo przejąć i z kim się połączyć.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 10:13

                Trudno rozmawiać, gdy ktoś nie widzi problemu z monopolami, która w piękny sposób tłamszą konkurencję (i nie ma moim zdaniem znaczenia czy monopol może się utrzymać 15 czy 80 lat), ale widzi, gdy idzie o ochronę wytworów myśli ludzkiej, która często zabiera czas i środki na ich stworzenie (to, że szczególnie dzisiaj widać, że jest to miejscami bardzo wadliwe i nie tyle hamujące jakiś tam postęp, ale przede wszystkim hamujący konkurencję, to inna sprawa). Taka rozmowa jest w gęstych oparach iluzji, ideologii i abstrakcji oderwanej od rzeczywistości – trochę trudno się oddycha.

              • 21 czerwca 2016 at 10:20

                Ale pomijając, że się nie zgadzam, że „przyczyną monopoli jest samo istnienie systemu patentowego i całe copyrights”, to niewątpliwie wypaczony system patentowy — taki jaki znamy (z mediów) z U.S.A. — może wpływać na ograniczenie konkurencyjności.

                Może i mogłoby powstać tam nowe Apple, ale co z tego, skoro być może Apple ma na to patent, a nawet jeśli nie ma, to zajedzie konkurenta w sądzie na śmierć. (Przypominam, że ichniejsze lobby prawnicze bardzo sprzeciwia się zasadzie zwrotu kosztów przez przegrywającego! — to jeden z dodatkowych bodźców.)

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 10:29

                „Może wpływać?” to bardzo łagodne określenie. :-)
                Jeśli zabraniasz komuś wykonywać jakąś działalność tylko dlatego, że nie on to wymyślił… to jest to oczywisty przyczynek do monopolu.
                Naprawdę, nie uważam, że każdy kto coś wynajdzie ma wszystkim to ogłaszać wszem i wobec. Niech sobie trzyma w tajemnicy jak długo chce i mu się uda, i niech na tym korzysta. Ale jak ktoś inny to wymyśli też, to dlaczego i on nie może korzystać? Przecież jeśli jeden lab jest w stanie coś wynaleźć, to na pewno inny też potrafi, ale ten drugi mimo to, nie może użyć swojego wynalazku właśnie z powodu patentów.

              • 21 czerwca 2016 at 10:40

                No dobrze: wpływa. Niemniej na szczęście nie udaje się zabetonować rynku w 100%, dzięki czemu nie tylko schemat „Google kupi Motorolę, wyciągnie patenty, a resztę sprzeda do Lenovo” obowiązuje w tym biznesie.

                Zresztą mam wrażenie, że problem ten dotyczy najbardziej właśnie tych innowacyjnych branż (to naturalne). W innych kontrolę sprawują władze… i chyba bywa gorzej…

              • b52t
                8 lipca 2016 at 08:54

                Dodatek do dyskusji:
                forsal.pl/artykuly/957270,przelomowe-innowacje-pojawiaja-sie-tam-gdzie-prawa-jest-malo-wywiad-z-alberto-mingardi.html

              • 8 lipca 2016 at 09:13

                Mógłbym się pod tym podpisać wszystkim co mam :)

              • b52t
                8 lipca 2016 at 11:26

                Nie do końca mogę ze wszystkimi tezami, argumentami i receptami.
                Choć z jednym na pewno: idiotyzmem jest konieczność prowadzenia każdego biznesu z znajomością ciągle rozrastających się i pączkujących ustaw; Względnie opłacając prawników i wierząc, że to prawo znają i rozumieją.

              • 8 lipca 2016 at 15:50

                Względnie kupując w ten sposób (nieuzasadniony) spokój duszy :)

              • b52t
                8 lipca 2016 at 17:06

                Dokładnie.

              • 21 czerwca 2016 at 10:32

                Ale jedno Apple już jest, po co drugie – przynajmniej warto by było nazwę zmienić ;)

                .

                Jak ktoś zdecydował się sprzedawać swoją ropę przez Rockefellera to miał problemy z głowy: ekipa przyjeżdżała, podłączała go – pozostawało mu tylko liczyć zyski. Oczywiście, mógłby to robić samodzielnie, bardzo możliwe że korzystniej – ale miałby też więcej problemów.
                Więc na pewno monopole są takie złe?

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 10:34

                Tak rozpatrując monopol nie jest zły, a to, że może niemal swobodnie narzucić cenę też jest pozytywem.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 10:33

                Toż jasno napisałem, że obecnie mamy karykaturę tego po co zostało stworzone prawo patentowe (własności intelektualnej) i widzę, że to realnie ogranicza konkurencję.
                Natomiast sama idea nie jest zła o tyle, że skoro ktoś wymyślił jakieś rozwiązanie, urządzenie, to może mieć określony czas (może nie koniecznie 20 lat), na ochronę i czerpanie procentu od głowy.

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 10:23

                To, że coś uważasz za oderwane od rzeczywistości jest Twoją opinią. Opartą właśnie na tym, że obecna rzeczywistość tak bardzo odbiegła od innych możliwości, że wydaje Ci się abstrakcją niemożliwą do spełnienia.
                Co z tego, że dało się tak działać przez tysiące lat zaś. Teraz się nie da i koniec, bo nie. A kto się nie zgadza, ten żyje w oparach absurdu i ideologii.

                Szkoda dyskusji.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 10:42

                Alternatywa to założenie, że będzie dobrze, bo założenie zakłada, że musi znaleźć się rozwiązanie. W końcu tak się stanie, a że do tego czasu będzie ktoś czerpiący zyski z powodu swojej pozycji, to inna sprawa. Swoją drogą, to co to za różnica, czy ktoś za pomocą patentów, które będą udzielane na, powiedzmy, 45 lat, czy przez to, że wykorzystuje swoją faktyczną pozycję będzie tłamsił konkurencje – rezultat ten sam. A to, że mityczny postęp będzie zahamowany – co to za różnica, skutek jest ten sam.

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 10:48

                1. Nie uważam istnienia monopoli za korzystne, ale też nie uważam, że trzeba to koniecznie regulować.
                2. Różnica jest taka, że prawnie aprobujemy i stymulujemy tworzenie monopoli. Przecież jeśli nie chcemy monopoli, a zgadzamy się, że raczej nie są korzystne,* to dlaczego tworzymy zachęty do ich istnienia w postaci systemu patentowego? A potem znowu tworzymy urzędy do ich zwalczania. Nie widać tu pewnej sprzeczności?

                *Choć i tu można użyć argumentu, że monopol to wyzwanie dla
                przedsiębiorczości ludzkiej i tym samym zmusza do wynalezienia sposobu
                na jego ominięcie.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 11:16

                Ale ochrona patentowa wywodzi się wprost z ochrony prawa własności, i o ile dobrze pamiętam ma być swoistą nagrodą za trud złożony w wynalazek.

                Ochrona przed molochami, którzy mając pozycję mogą narzucać swoją wolę odbiorcom, to inne. Patenty mogą pomóc molochom w osiągnięciu pozycji monopolistycznej, ale molochy nie potrzebują patentów, żeby stać się monopolami.
                To nie są punkty zawsze styczne, więc ochrona jednego nie wyklucza zwalczania drugiego.

              • 21 czerwca 2016 at 11:33

                Z drugiej strony patenty mogłyby chronić drobnych wynalazców przed korpo — co z tego, skoro prawa z patentu można sprzedać… Zatem zanim biedny wynalazca zainwestuje, jakaś Wielka Firma Inc. odkupi od niego patent … i temat z głowy.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 11:43

                Ale to wielkie korpo mają środki na lobbowanie, więc musiałaby się znaleźć spora grupa szaleńców-idealistów, którzy zmieniliby zasady w kwestii prawa patentowego.

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 12:41

                „Ale ochrona patentowa wywodzi się wprost z ochrony prawa własności, i o
                ile dobrze pamiętam ma być swoistą nagrodą za trud złożony w wynalazek.”

                Ale dlaczego tylko pierwszy włożony trud ma być nagrodą? A co z niezależnymi wynalazcami, którzy „spóźnili się”* o dzień czy tydzień czy miesiąc albo są na innym kawałku świata i okazuje się, że ktoś już w USA to wymyślił i jemu nie wolno? Oni za swoją pracę dostają figę z makiem w obecnym systemie. Dlaczego nie pozwolić rynkowi (czyli konsumentom) zdecydować?

                *jak w ogóle mówić o spóźnieniu się w przypadku wynajdywania czegoś nowego?

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 13:12

                Nie powiem, słuszna uwaga.
                W historii oczywiście znamy przypadki, że czasem było spóźnienie się o dłuższy okres (radio), czy wręcz brak środków na uzyskanie ochrony patentowej (niebieski laser), tego nie sposób pominąć, ale moim zdaniem jest to wynik patologii samego prawa patentowego.

              • 21 czerwca 2016 at 13:30

                monopol to wyzwanie dla przedsiębiorczości ludzkiej i tym samym zmusza do wynalezienia sposobu na jego ominięcie

                Tudzież patent może zmuszać do szukania własnego rozwiązania — czasem lepszego. Może w ten sposób pośrednio wymusza dalszy postęp?

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 14:22

                Takoż wynika.
                Co prawda Edison nie opatentował telefonu, ale ulepszenia już tak.

                Niemniej jednak clue stanowi unikanie monopoli, a przynajmniej nie stwarzanie zachęt do ich powstawania.

              • 21 czerwca 2016 at 11:07

                Na szczęście patenty są udzielane zaledwie na 20 lat… ;-)

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 11:13

                Co, powinno zostać zrewidowane, ale obawiam się, że tendencje są raczej odwrotne.

            • mall
              21 czerwca 2016 at 08:04

              Otóż to! :) Wolny rynek jest dobry dopóki nie szkodzi firmom :)

            • Mike
              21 czerwca 2016 at 10:16

              Wolny rynek jest naturalnym stanem rzeczy, który w sytuacjach nadmiernej regulacji po prostu przechodzi do szarej strefy albo zupełnie do podziemia gdzie nazywany jest czarnym rynkiem.

              A oligopole czy monopole są jakby nie patrzeć częścią wolnego rynku, choćby z tego względu, że każdy przedsiębiorca najchętniej wyciąłby cała konkurencję i wywindował ceny. To zupełnie naturalne zachowanie człowieka.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 11:03

                Tak rozpatrując temat nie trudno się z tym nie zgodzić. Każdy chce mieć najwięcej tortu, najlepiej cały dla siebie.

                Tylko, że znów, czy w związku z tym, że wydaje się, że większość ludzi jest chciwa, względnie: kieruję się maksymalizacją zysków, to czy powinno się dopuszczać do tego, że jedni wykorzystując swoją pozycję działać będą ze szkodą dla innych. I tak wiem, może się pojawić konkurencja.

              • 21 czerwca 2016 at 11:59

                czy w związku z tym, że wydaje się, że większość ludzi jest chciwa, względnie: kieruję się maksymalizacją zysków, to czy powinno się dopuszczać do tego, że jedni wykorzystując swoją pozycję działać będą ze szkodą dla innych

                Teoria Wielkich Kwantyfikatorów powiada, że należy się ich wystrzegać — hint: jestem chciwy, więc zakładam konkurencyjne przedsiębiorstwo, na szkodę ustabilizowanego rynku ;-)

                Wyłącznie chciwość ludzka (czyt.: przedsiębiorczość) sprawia, że ludziom cokolwiek się chce robić — jeden jest chciwy pieniędzy, inny łasy na pochwały i opinię publiczną (jeszcze innego nakręca samozadowolenie).

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 12:56

                A nie czasem mus? Bez pracy nie ma kołaczy? Tylko, że znajduje się odsetek, którym chce się bardziej.

              • 21 czerwca 2016 at 14:33

                Opisywanych wcześniej cech (chciwość, wykorzystywanie pozycji ze szkodą dla innych) nie przypisywałbym osobom pracującym na etacie (bo z tym kojarzy mi się „bez pracy nie ma kołaczy”).

                I od razu mówię, że nie wywyższam (moralnie) etatowców nad przedsiębiorcami — ani (stopniem przedsiębiorczości) osób prowadzących działalność gospodarczą nad etatowcami.

                Niemniej uważam, że wyłącznie osoba idąca na swoje może być posądzana o tego rodzaju chciwość, antykonkurencyjne zapędy, wycinanie w pień konkurencji, etc.

              • b52t
                21 czerwca 2016 at 15:11

                Nie, przecież i w korpo są korpo szczury, który gotowe są wygryźć wszystkich i wszystko, byle awans, byle podwyżka.

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 15:26

                Widać znajomość pracy etatowej nie jest RedNaczowi aż tak dobrze znana. ;-)
                Osobiście znam „ludzi-psów”, którzy dla przedsiębiorstwa są gotowi zrobić więcej niż sam właściciel i posiadają właśnie te cechy. Nie mówię, gdybym ja był właścicielem też chciałbym takich menadżerów. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, który być może po prostu nie ma smykałki, odwagi albo interesu by pójść na swoje.

              • 21 czerwca 2016 at 15:33

                Z tym, że to jest działanie „na zewnątrz” i tu owo wyżywanie się menedżera-etatowca jest li tylko działaniem w interesie chlebodawcy.

                Mi natomiast chodzi o sytuację działania na własny rachunek, tj. czy można pracę na etacie (która w tym sensie jest działaniem na własny rachunek) świadczyć w sposób „zbójecko-kapitalistyczny”.

                Podpisano: etatowiec do 29 lutego 2016 r. ;-)

              • Mike
                21 czerwca 2016 at 17:14

                A to nie zrozumiałem :-)
                Acz zgadzam się z przedmówcą, że są typy które współpracownikom będą szkodzić dla kariery. Co gorsza potem faktycznie awansują i promują takie zachowania.

    • Mike
      21 czerwca 2016 at 09:59

      „Nie chcem, ale muszem” się wtrącić
      Wolny rynek reguluje takie sytuacje w prosty sposób: reputacja sprzedającego leci na pysk i ma coraz mniej klientów. I nie jest to aktualnie jego problem, tylko głupków, którzy nadal u niego kupują. Co komu do tego?
      Allegro ma system ocen po transakcji, jaki jest taki jest, ale jeśli ktoś nie czyta to niech ponosi konsekwencje, jeśli coś wydaje się być za tanio to coś musi być nie tak.

      • 21 czerwca 2016 at 10:22

        A co do tego ma reputacja? Korzyści z monopolu są finansowe, a nie reputacyjne. A monopol nie musi mieć złej reputacji, jemu się tylko interesy bardziej opłacają.

        • Mike
          21 czerwca 2016 at 10:50

          Jeśli ludzie są zadowoleni z istnienia monopolu i mu napędzają finanse to w czym problem?

          • maho
            21 czerwca 2016 at 13:13

            W tym samym że ludzie są zadowoleni że władza goni kurwy i złodzieje, a potem trzeba żyć ze skutkami tej pogoni.

  3. RYBY
    21 czerwca 2016 at 08:15

    Mało to razy „miła Pani” w sklepie lub markecie nie sprzeda towaru według ceny z półki, bo „się pomyliła” albo „błąd w systemie”.
    Dzięki za info, teraz zacznę skutecznie dochodzić wywiązywania się z oferty ;-)

    • RYBY
      21 czerwca 2016 at 08:18

      Sam sobie odpowiem – przecież odmowa nie jest nieuzasadniona, bo przecież „Pani się pomyliła” albo „błąd w systemie”.
      ;-)

      • 21 czerwca 2016 at 09:06

        No właśnie :)

        Mnie się zdarza też następująca odmowa: przychodzę do spożywczaka, proszę o pierogi, a pani zza lady mówi (szeptem) „nie, proszę dziś nie brać”.

        • RYBY
          22 czerwca 2016 at 09:09

          Ja mam tak w mięsnym ;-)

          • 22 czerwca 2016 at 09:15

            I to się nazywa „chody”, i na to też pewnie znajdzie się paragraf :)

Dodaj komentarz