Czy można żądać usunięcia uli przez sąsiada — bo pszczoły zalatują na moją posesję?

A skoro nadchodzą już święta słodkich ciast, to nadarza się dobra okazja by poświęcić kilka akapitów kwestii: czy żądanie usunięcia pszczół z sąsiedztwa może być może być uzasadnione ryzykiem użądlenia przez pszczołę? Czy jednak jest tak, że pszczoła lata, a Pan Bóg kule nosi? A może istotne w sporze jest to, co było pierwsze — nie tyle jajko czy kura, lecz pasieka czy domostwa sąsiadów? (na przykładzie pszczelarza z Zawoi, nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego w Suchej Beskidzkiej z 20 lipca 2016 r., sygn. akt I C 19/15).


żądanie usunięcia pszczół sąsiedztwo

Żądanie usunięcia pszczół z sąsiedzkiej działki może być uzasadnione prawem sąsiedzkim (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawy miały się następująco: dwie rodziny sąsiadujące z działką, na której buduje się dom (zimą, w obawie przed pszczołami) — i stoją ule z pszczołami — wystąpiły do sądu z powództwem przeciwko sąsiadowi o ochronę przysługującej im własności nieruchomości.
Rzecz w tym, że sąsiad postawił około 20 uli w niedużej odległości od ich działek, co uniemożliwia im swobodne korzystanie z ich własności: byli już wielokrotnie użądleni (jeden z powodów jest uczulony na jad pszczeli), muszą zamykać szczelnie okna, trudno korzysta się z ogrodu. Powodowie prosili sąsiada o przeniesienie uli, ten im obiecywał, że to zrobi (dalej od zabudowań ma inną ziemię), ale na obietnicach się skończyło. Sprawa była nawet zgłoszona policji, która jednak nie znalazła przesłanek do wszczęcia postępowania w kierunku art. 160 par. 1 kk.

Zdaniem pozwanego powództwo powinno zostać oddalone: trudni się pszczelarstwem od 40 lat, przy pszczołach wychował trójkę dzieci, nawet nigdy nie było żadnych problemów, aż w 2009 r. sąsiad stwierdził, że został użądlony przez pszczołę z ula pozwanego. Tymczasem hodowla prowadzona jest zgodnie ze sztuką pszczelarską — posiada stosowne zabezpieczenia, zaś ukształtowanie terenu i nasadzenia sprawiają, że pszczoły (łagodny gatunek) nie mają czego szukać u sąsiadów. Jednorazowe ukąszenie przez pszczołę nie może być uznane za zakłócenie możliwości korzystania ponad miarę z sąsiedzkiej nieruchomości, zwłaszcza, że powodowie nie wykazali, że sprawcą dolegliwości była jego pszczoła. W dodatku sąsiedzi nigdy nie prosili go o przeniesienie pasieki, więc niczego nie mógł im obiecać.

art. 144 kc
Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

Sąd I instancji powództwo uwzględnił nakazując pozwanemu usunięcie wszystkich uli z działki, wydając zakaz stawiania nowych uli w przyszłości, a także zasądził od niego: 600 złotych opłaty od pozwu, 3 tys. złotych z tytułu wyłożonej zaliczki na opinię biegłego oraz 2,4 tys. złotych kosztów zastępstwa procesowego.

O tym, że w sprawę był zaangażowany biegły (dwóch biegłych, z czego jeden głównie przepisywał z internetu), przekonuje treść uzasadnienia: na pasiekę składa się 15 uli poszerzonych typu warszawskiego, co daje 3,4 rodziny na 1 km kw. efektywnego lotu pszczół. Ule postawione są w centrum działki, ale z wylotami na każdą stronę, dzięki czemu te pracowite owady mogą podnieść trajektorię lotu w kierunku sąsiadujących działek („Zagęszczenie pszczół w powietrzu jest duże. Wylatują one do góry i udają się na pożytek”). Teren jest ograniczony m.in. ekranami i żywopłotem, do wysokości 2,2 m — przepisy mówią, że ekran powinien mieć 3 m, „natomiast dobra praktyka pszczelarska wskazuje na 3,5 metra” — ale biegły podkreślił, że takie ekrany dobrze spełniają swoje funkcje, chroniąc okolicę przed nalotami pszczół strażniczek, zaś wysoko unoszące się pszczoły wskazują, że nauczyły się one podnosić tor lotu ponad żywopłot i domy powodów.


żądanie usunięcia pszczół sąsiedztwo

Pszczoła to owad, owad to zwierzę, zwierzę to art. 431 kc — nie widzę przeszkód, by odpowiedzialność cywilna za użądlenie przez pszczołę opierała się na tym właśnie przepisie (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Na ogrodzeniu działki pozwanego brak jest tablic ostrzegawczych z napisem UWAGA PSZCZOŁY! i numerem telefonu; poza tym każdy pszczelarz powinien mieć na wyposażeniu przeciwwstrząsowy zestaw na ukąszenie pszczół.
Pszczoły faktycznie są łagodne, ale dwie rodziny potrafiły nawet — w reakcji na stukanie młotkiem i błysk flesza — ścigać intruza przez 25 metrów od ula i ukąsić intruza. Pozwany ma dobry warsztat i rzemiosło, ale słabe rozeznanie co do cech pszczół z różnych ras i linii; większość jego pszczół to mieszańce pszczoły ukraińskiej z niekontrolowanych kojarzeń, co nie gwarantuje, że wszystkie sztuki będą łagodne.

W takim stanie faktycznym — i wbrew stanowisku biegłego (profesora), którego zdaniem usunięcie pasieki, która jest starsza niż budynki powodów, jest środkiem za daleko idącym — sąd przyjął, że utrzymywanie przez pozwanego kłopotliwych pszczół stanowiło naruszenie prawa sąsiedzkiego (art. 144 kc). Przepis ten chroni prawo sąsiadów do korzystania ze swojej własności — chroni przed takimi działaniami, które wykraczają „ponad przeciętną miarę”, co powinno odnosić się do obu „skonfliktowanych” działek. Z tego względu nie można korzystać z jednej nieruchomości w sposób ograniczający w zasadniczy sposób nieruchomość sąsiadującą.

Oczywiście nie można kwestionować znaczenia pszczół dla środowiska przyrodniczego i wpływu na rozwój roślin, ale konsekwencje immisji oraz skutki użądlenia sprawiają, że żądanie jest uzasadnione (zwłaszcza dlatego, że pszczoły najchętniej fruwają w ciepłych miesiącach, kiedy ludzie też najchętniej korzystają z ogrodów).
Nie ma też znaczenia, że pasieka jest starsza niż okoliczna zabudowa — pszczelarz musi brać pod uwagę także późniejszą zmianę ukształtowania terenu, zarazem przebywanie w pobliżu ludzi jest także niekorzystne dla samych owadów. Istotnym faktem jest natomiast zagrażające życiu i zdrowiu ludzkiemu oddziaływanie — skoro zatem jad pszczeli może spowodować poważne konsekwencje, zaś jeden z powodów jest nań uczulony, to żądanie usunięcia uli z posesji jest zasadne.

37
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
RYBY
Gość
RYBY

To mi wygląda na typową walkę nowych (miastowych, co się budowali na wsi) z tubylcami.
Znam kilka takich przypadków – a to traktor za bardzo kurzy, jak jedzie po polu, a to kombajn za bardzo hałasuje.
Ale po miodek i jajeczka wiejskie to pierwsi w kolejce ;-)
Dziwi mnie tylko decyzja sądu.
Przecież jak kupowali działkę, to chyba widzieli, że sąsiad hoduje pszczoły? A gdyby obok był zakład kamieniarski albo warsztat mechaniczny – też trzeba byłoby zamknąć, bo hałasuje i nie można wypoczywać na ogrodzie?
Wesołych Świąt!!!

mall
Gość
mall

Z tekstu wynika, że pszczelarz nie informował na posesji o prowadzeniu działalności pszczelarskiej. Nie można więc mieć szczególnie dużych pretensji wobec kupujących nieruchomość.

Olgierd Rudak
Gość

Jeśli przyszli zimą, jesienią, faktycznie mogli nie zauważyć pasieki — często ule wyglądają jak zwykłe śmietnisko.

Szukałem przepisów o tych tabliczkach, nie znalazłem, być może są to jakieś zwyczajowe lub klubowe reguły. Mam wrażenie, że osobiście widziałem coś takiego 1-2 razy w życiu (vide fotka powyżej), ale na kilku znanych mi pasiekach nie ma żadnych oznaczeń.

Olgierd Rudak
Gość
Maho
Gość

ale jeżeli nei zauważyli – to czy to nie powinno świadczyć przeciwko mnie?

W końcu, jeżeli kupię dom się przy stadionie poza sezonem na mecze, to mogę potem żądać zamknięcia? Obczajenie okolicy to chyba jest taka podstawa podstaw przy decyzjach dot. nieruchomości.

b52t
Gość
b52t

We Wrocławiu ludzie kupili masę mieszkań, pobudowali się, na terenach zalewowych, a później mieli pretensje do miasta, że pozwoliło się budować. Jednocześnie mapy są powszechnie dostępne, dzisiaj nawet jeszcze bardziej.
Tak samo jest z budowaniem się w okolicy gdzie planowane jest budowanie obwodnic dróg szybkiego ruchu – to da się wcześniej sprawdzić.
Wydaje się, że ludziom się nie chce.

Olgierd Rudak
Gość

Bo to zwykle jest taka kolejność, że najpierw jest tanio, bo jest kiepsko, więc ludzie się wprowadzają, a później próbują ulepszyć swoje otoczenie — i wyrugować to, co im kiepściło okolicę…

mmm777
Gość

Motywy różne bywają: https://forumprawne.org/hydepark/730736-sponsoring-pomoc.html
;)
———————————————–
Wesołych Świąt :)

b52t
Gość
b52t

Powódź czy planowana od lat obwodnica kiepści okolicę? ;-)

Czy może przykład paru wykładowców z WPA(iE) UWr i mostem i obwodnicą wschodnią?

Olgierd Rudak
Gość

Obwodnicy, która już jest, nie usuną, ale zawsze są bobry, dziki (pszczoły).

Maho
Gość

może też jeszcze być tak, że pszczelarz rozszerzył działalność jak raz wtedy kiedy miastowi się wprowadzili.

Olgierd Rudak
Gość

Prawda: większy popyt, to i podaż warto dostosować.

No i pszczoły mogły się zmienić (bez żartów, w uzasadnieniu jest dużo z opinii biegłego).

Leon
Gość
Leon

Jak sobie hodujesz pszczółki, to wykup sobie działeczki dookoła i niech sobie latają, to twój prywatny biznes i nie życzę sobie żeby twoje pszczoły zasrywały mój spokój na mojej działce, bo ty jesteś wieśniak pszczelarz i od lat wykorzystujesz całą okolicę, żeby sobie miodek produkować. Ogrodź działkę na wysokość której nie pokonają, zapewnij im warunki i sobie zarabiaj, ja Ci swoich „świń” na działkę nie wysyłam, a po „mięsko” to ty pewnie pierwszy w kolejce stoisz.
Alleluja

mmm777
Gość

“nie można korzystać z jednej nieruchomości w sposób ograniczający w zasadniczy sposób nieruchomość sąsiadującą”
– np. domagając się usunięcia z tej drugiej pasieki?

mall
Gość
mall

Zawsze miałem nieodparte wrażenie, że cała ta konstrukcja „moja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego” to fałsz z faktycznym stanem rzeczy na zasadzie „silniejszy emanuje wolność dalej niż słabszy”.

A co do meritum: w moim mieście był bardzo podobny przykład swego czasu. Ktoś kupił ruinę z chęcią zrobienia z niej hotelu. Tuż obok działała firma zajmująca się przetwarzaniem stali- niespecjalnie uciążliwa dla okolicy ale w bezpośredniej lokalizacji hotelu byłaby kłopotem. I co? Ano ostatecznie istniejąca wcześniej firma musiała się wynieść ze względu na uciążliwość.

mmm777
Gość

Przykładów jet więcej.
Ci, co to wybudowali się przy lotnisku, i teraz chcą ograniczenia hałasu…
.
Tutaj nie podoba mi się to: “muszą zamykać szczelnie okna”.
Znaczy, o siatkach nie słyszeli?

Olgierd Rudak
Gość

Czekaj, czekaj — pobudowali się 40 lat temu przy lotnisku, na którym raz na rok lądował Breżniew i raz na kwartał 1 sekretarz. A dziś? Byle przydupas sobie będzie fruwał tu i tam, slotów brakuje, podchodzą z każdej możliwej strony.

Dlaczego lotnisko ma więcej zarabiać, dodatkowymi kosztami obciążając sąsiadów?

mmm777
Gość

A dawniej samoloty były głośniejsze…

Olgierd Rudak
Gość

Nie znam się, ale zdaje się 40-50 lat temu były cichsze, bo na liniach krajowych latały głównie Antki, dopiero później pojawiły się jakieś turbodrzutowce. Nawet 3 Iliuszyny w tygodniu do USA tak nie irytowały.

Myślę, że łatwiej znieść jeden 10-sek głośny huk dziennie niż 10 nieco mniejszych.

Cichsze to dopiero kwestia ostatnich lat, te wszystkie Drimlinery, etc., ale zdaje się tylko w porównaniu do Dżambo, nie do Antków.

mmm777
Gość

Olgierdzie, dopóki nie pokażesz konkretnie ile średnio (na wszelki wypadek ;) ) dziennie odbywało się tam *wtedy* startów i lądowań – to dyskusja jest bezprzedmiotowa…
(Duże tłokowe silniki są *** głośne…)

Olgierd Rudak
Gość

Myślę, że jest notoryjnie znaną okolicznością, że w Polsce lotów przybyło skokowo najpierw po 2004 r., a później jeszcze troszkę — rejsowe, czartery, tanie linie.

Wcześniej było więcej lotów wojskowych, ale te po części z lotnisk położonych na kompletnym odludziu. Aczkolwiek zabudowa podeszła i pod nie.

mmm777
Gość

No, nie chodzi o to ile przybyło ogólnie, tylko ile przybyło tam :)

Olgierd Rudak
Gość

Na Balicach na pewno więcej niż średnio w Polsce :)

Olgierd Rudak
Gość

To zdanie jest częściowo prawdziwe — oczywiście chętny musi chcieć zrealizować swą chęć, no i jeszcze musi znaleźć pod to przepis.

Z drugiej strony takie są naturalne koleje rzeczy, bodajże że w 1975 r., po dołożeniu 32 miast wojewódzkich zakazano w nich pędzenia bydła przez ulice. I co ludzie mogli powiedzieć: zawsze można było pędzić bydło, a tu raptem nie można.

Analogiczne problemy są zawsze z masztami BTS, spalarniami śmieci, autostradami, etc. etc.

mmm777
Gość

“zawsze z masztami BTS”
Jak się wydaje, problem jest głębszy – ludzie *chcą* się sprzeciwiać. Chyba *coś* to wyraża, coś co niekoniecznie jest wyrażane w inny sposób. (Gdzieś czytałem, że w Niemczech taka negacja od jakiegoś czasu się ujawniła, zaskakując polityków…)

Olgierd Rudak
Gość

To też prawda, Polak — konserwatywna dusza rogata w kontuszu i rogatywce — lubi stać w opozycji do wszystkiego innego, nowego, etc.

ajax
Gość
ajax

Olgierdzie poczepiam się – pszczoła nie ukąsi, bo nie ma czym. To nie osa. Pszczoła może jedynie użądlić. A i to tylko 1 raz w życiu. A to co jest na ładnej foci, to ani pszczoła ani osa tylko jakaś „podszywająca się” (mimikra) inna istotka.
A tak w ogóle to sąsiedzi do bani
I wszystkim życzę Wesołych Świąt

Olgierd Rudak
Gość

Słuszna racja, na swoją obronę mam, że w uzasadnieniu też pojawia się „ukąszenie” (ale więcej tam „użądlenia”).

Popodmieniam troszkę w tekście, żeby było ładniej.

ajax
Gość
ajax

Nie mam pojęcie kiedy Wysoki Sąd był w szkole, ale albo miał kiepskiego nauczyciela biologii w podstawówce,albo już w tych nowomodnych szkołach kończył, co to miały tylko „przyrodę”, gdzie nic nie nauczyli (pół biedy) lub bzdur uczyli i uczą dalej. Mnie porządnie nauczyli za czasów nieświętej pamięci PRL-u czym różni się pszczoła od osy. Nauczyli mnie także, że sarna to nie „żona” jelenia oraz czym różnią się od siebie ogier i wałach a także byk i wół. Tak trochę na marginesie – pono prawo wymaga precyzyjnego języka. A tu takie knoty? Rozumiem w zeznaniach świadka „miastowego” co to sroki od… Czytaj więcej »

Mike
Gość
Mike

Imho to nie jest w porządku. To, że zakazli mu posiadania pszczół i uli to jeszcze od biedy można zrozumieć, ale obciążenie go kosztami procesowymi, kiedy poniósł już szkodę?
Na moje, skoro już sąsiedzi sądownie zmusili go do likwidacji hodowli, to powinni chociaż zapłacić koszty procesu. A tak facet stratny jest podwójnie, choć w zasadzie nawet nie zawinił.

Olgierd Rudak
Gość

Ale przecież to wynika z prostej zasady, że przegrywający płaci wygrywającemu. Nieliczny wyjątek to sytuacja, w której pozwany (wcześniej nie wezwany do polubownego załatwienia sprawy) przy pierwszej czynności uznaje powództwo.

Maho
Gość

A czy w ogólności sąd może w takiej sytuacji wydać wyrok w którym nakazuje powodom uczestniczyć finansowo bądź organizacyjnie w wykonaniu wyroku?

Powiedzmy – słusznie mają prawo nie mieć pszczół w okolicy granicy działki, ale słusznym by było żeby pszczelarz nie ponosił całego kosztu przenosin więc mają się z nim zrzucić po połowie.

Albo – staruszka ma prawo żyć w ciszy, ale jej sąsiad muzyk też ma prawo rozwijać swoją pasję – dorzuca mu się powiedzmy 1/10 kosztu wygłuszenia ścian.

Olgierd Rudak
Gość

Jeśli chodzi o koszty to art. 102 kpc pozwala na orzeczenie — w wyjątkowych przypadkach — innego rozkładu kosztów.

Gdyby sprawa dotyczyła deliktu, art. 440 kc pozwala — w wyjątkowych przypadkach — na ograniczenie wysokości odszkodowania ze względu na różnicę stanu majątkowego poszkodowanego i osoby wyrządzającej szkodę.

Natomiast w przypadku tego art. 144 kc zapewne sąd bierze takie rzeczy pod uwagę już na etapie rozstrzygania sporu sąsiedzkiego, ale czy może kazać partycypować w kosztach operacji, wątpię.

Denca
Gość
Denca

Sluchajcie uwielbiam miodek i warzywka bez chemii ale dzis sie poryczalam z nerwow bo ktos postawil ok 70 uli ok 10 metrow od mojej dzialki. Najpierw pszola wplatala mi sie w koka ale sie uwolnila . Poczekalam do 19 zrobilam warkocza i po ok 40 min.pszczola znow wplatala sie we wlosy i tym razem mnie urzadlila. Nie winie pszoly bo ona bronila uli . A ja spocona bylam zagrozeniem. Ale jak sie bronic tesciowa ma 82 lata jest uczulona coreczka 4 latka we wrzesniu skonczy nie wiem czy uczulona. Poryczalam sie z nerwow i nie wiem co robic jak sie… Czytaj więcej »

Maciek z Radomia
Gość
Maciek z Radomia

Mamy za plotem 60 uli . Pszczoly gryza moje psy , moja rodzine i czesto odwiedzjacych nas znajomych . Nie mozna spokojnie latem posiedziec pod drzewem , butelki z napojami trzeba po lyknieciu od razu czyms przykrywac bo zostawienie na pol godziny nie przykrytej puszki z cola , to na 80% ze w srodku bedzie pszczola . Wypicie napoju z pszcola moze sie skonczyc zejsciem z tego swiata .Zona kiedys prowadzila ogrodek , ale od kilku lat przestala bo ma uczulenie na pszczeli jad , wiec kazde ugryzienie to dla nas wielki problem … TERROR . Sasiad ktory ma pszczoly… Czytaj więcej »

maria
Gość
maria

Kupiłam w maju dom od rodziny mającej za domem ule. Około 80 uli. Wprowadziłam się a były właściciel miał stopniowo przenosić ule. Oczywiście się na to zgodzilam bo do tej pory lubiłam pszczoły i miód. Na początku był spokój, ale po dwóch dniach gdy były właściciel zabrał miód z uli nastąpiły ataki pszczół niczym nie spowodowane, za dom gdzie były ule nawet nie chodziliśmy. Ataki były przed domem i tak jak piszcie, głównie wplątywanie się we włosy. Mnie ugryzła w głowę, męża w szyję, rodzinę w rekę i ucho. Koszmar. Ciągła ucieczka przed goniącymi pszczołami. Pytałam byłej Włascicielki jak żyli… Czytaj więcej »

Denca
Gość
Denca

No mi pan dal kapelusz pszczekarski i prosil zeby pszczoly zostaly na rzepak. Rzepak sie skonczyl a pszczoly stoja teraz jest ponad 100 uli. Ale atakuja tylko na ogrodzie bo tam otwarta przestrzen. Maz kosil trawe i dziably go dwie w szyje. Mam nadzieje ze zabierze niedlugo ule bo w imie czego mam w kapeluszu pracowac na dzialce a pszczoly obijaja mi sie od niego.