Jak to było z tym sędzią, który ukradł banknot 50 złotych klientce na stacji benzynowej?

A skoro wczoraj postąpiono pierwszy krok dla odzyskania Sądu Najwyższego, dziś akapitów o tym jak to było, że sędzia ukradł banknot 50 złotych — wydanych klientce jako resztę na stacji benzynowej — i dlaczego finalnie SN uniewinnił go od zarzutów? (wyrok Sądu Najwyższego — Sądu Dyscyplinarnego z 20 lutego 2018 r., SNO 37/17).


Sędzia ukradł banknot 50 złotych?

Sędzia ukradł banknot 50 złotych? To nie takie proste… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sędzia został obwiniony o kradzież 50 złotych na szkodę klientki stacji benzynowej — płacąc za butelkę mineralnej zgarnął banknot i schował do portfela (razem z wydaną mu resztą) i pojechał dalej. Co ciekawe temat zniknięcia pieniędzy pojawił się w momencie odchodzenia sędziego od lady, nawet współpasażerka (która robiła zakupy zaraz po obwinionym) rzuciła w aucie, że szukają kogoś, kto zabrał 50 złotych, „może to sędzia zabrał pieniądze”. Całość została zarejestrowana przez kamerę monitoringu, a do sprawcy trafiono o tyle łatwo, że podróż odbywała się służbowym samochodem prokuratury (sędzia jechał na słuchanie świadka incognito).

Wykroczenie kradzieży (art. 119 par. 1 kw) stanowi w przypadku sędziego przewinienie dyscyplinarne, toteż sprawa trafiła przed sąd dyscyplinarny, który w I instancji uznał, że to niemożliwe, żeby roztrzepany sędzia („zapominam różne rzeczy, ciągle zabieram współpracownikom długopisy, klucze”) wziął banknot przez pomyłkę, nieświadomie, automatycznie, lub przez roztargnienie. Osoba praworęczna raczej nie wykonuje ruchów machinalnych wobec przedmiotów leżących po lewej stronie, zaś cała operacja obejmowała zespół ruchów (obwiniony banknot podniósł, włożył do lewej kieszeni kurtki, po chwili z kieszeni kurtki do portfela — wszystko to cały czas przy ladzie, pod obserwacją kamery). Błąd wykluczała także duża różnica w kwocie — za mineralną płacił drobną kwotę bilonem, trudno, by oczekiwał reszty w 50-złotowym banknocie.
W ocenie sądu rozmiar przewinienia i stopnia społecznej szkodliwości był tak znaczny, że dalsza służba byłaby nie do pogodzenia z dobrem obywateli, zatem wymierzył sędziemu karę złożenia z urzędu.

Od orzeczenia wpłynęły cztery odwołania (obwinionego i 3 obrońców): w sprawie brak logicznego motywu dla zaboru mienia o wartości 50 złotych, zaś w świetle ustalonych okoliczności (m.in. miejsce zdarzenia, zajmowanego stanowiska i wynagrodzenia sędziego, znanego roztargnienia, przemęczenia pracą, etc.) nie można mu zarzucać działania umyślnego w zamiarze bezpośrednim. Co więcej wszystkie wątpliwości sąd wziął pod uwagę na niekorzyść sędziego, naruszając tym fundamentalną zasadę procesu karnego (art. 5 par. 2 kpk).

Rozpatrując odwołania SN podkreślił, że czyn opisany w art. 119 kw wymaga świadomego i celowego działania sprawcy („w celu przywłaszczenia”) — motywowanego chęcią uzyskania korzyści majątkowej. Uznanie sprawcy wykroczenia kierunkowego winnym zarzucanego mu czynu wymaga zatem wykazania elementów subiektywnych (woli sprawcy) — zaś jeśli tego elementu brakuje, czyn traci swój bezprawny charakter (nie można go popełnić w zamiarze ewentualnym lub nieumyślnie).

Obowiązkiem sądu jest zatem ustalić zamiar sprawcy na podstawie zebranego materiału dowodowego. „Rekonstrukcja procesu motywacyjnego zachodzącego w psychice konkretnego sprawcy określonego czynu powinna opierać się przede wszystkim na analizie jego osobowości, a więc cech charakteru, usposobienia, poziomu umysłowego, reakcji emocjonalnych, stosunku do otoczenia i zachowania się w różnych sytuacjach życiowych”. Jednym z dowodów służących do ustalenia tych okoliczności są wyjaśnienia sprawcy — z których wynika, że zabrał banknot nieświadomie, nawet nie zarejestrował tej czynności, ba, wychodząc ze stacji usłyszał nawet o zdarzeniu, rozmawiał o nim w samochodzie — ale nie odniósł go do siebie. Zabierając banknot świadomie, wiedząc, że stacja najeżona jest kamerami, oddałby pieniądze i przeprosił — co zakończyłoby sprawę.

Z opinii biegłego psychologa oraz zeznań świadków wynika, że obwiniony jest osobą społecznie odpowiedzialną, nieskłonną do naruszania prawa, ale roztargnioną i roztrzepaną („roztrzepany w sprawach życia codziennego, gubi portfel, klucze, co rusz czegoś szuka, jest roztargniony” — to opinia żony, która miała dodać, że „o ile na początku naszego wspólnego życia nie było to męczące, to teraz jest”). Roztargnienie to ma źródło w tendencji do „tworzenia psychologicznej bariery chroniącej jego myśli przed zakłócającym wpływem bodźców zewnętrznych” — sędzia tak się skupia na pracy, że wszystkie bodźce go rozpraszają, zatem w warunkach silnej koncentracji bodźce uznane za zakłócające (spostrzeganie, pamięć, funkcje motoryczne) są eliminowane i nie rejestrowane w pamięci.
Wynika to także z warunków pracy — sędzia jest bardzo przemęczony, ma mnóstwo pracy w wydziale (w którym na 7 przewidzianych etatów pracuje 4 sędziów), zaś tego dnia jechał na pierwsze w życiu przesłuchanie świadka incognito — bardzo groźnego przestępcy (ileś lat wcześniej mafia pruszkowska pobiła jego żonę-sędzinę).

Sumarycznie pozwala do na konstatację, iż

Dokonanie w tych warunkach kradzieży zuchwałej, kradzieży stanowiącej przykład rażącego, wręcz demonstracyjnego, lekceważenia obowiązującego porządku prawnego, musiałoby oznaczać, że obwiniony jest osobą całkowicie zdemoralizowaną, świadomie łamiącą nie tylko normy prawne, ale także wszelkie przyjęte społeczne kanony zachowania, nieodpowiedzialną oraz ryzykującą dla 50 złotych całą swoją dotychczasową, nienaganną karierę zawodową, los swój i swojej rodziny.

Sprawca takiego wykroczenia musiał mieć świadomość, że ze względu na permanentną rejestrację przez kamery nic się nie uchowa, a konsekwencje czynu będą drakońskie („nie wyobrażam sobie, żebym świadomie ryzykował wszystko stracić dla 50 złotych”).

Stąd też zdaniem Sądu Najwyższego nie można uznać, iżby sędzia dopuścił się wykroczenia z art. 119 kw, a to ze względu na brak wykazania znamion podmiotowych czynu — nie można przypisać mu umyślnego zamiaru bezpośredniego. A skoro w polskim prawie nie ma kradzieży nieumyślnej, to oznacza, że czyn sprawcy nie realizuje znamion czynu zabronionego — zatem należy go uniewinnić.

Do zaboru banknotu doszło nieumyślnie, najprawdopodobniej w wyniku pomyłki, błędu wywołanego wysokim stopniem roztargnienia i skoncentrowania uwagi oraz myśli obwinionego na czekających go czynnościach służbowych.

Zwłaszcza, że sędzia oddał banknot pokrzywdzonej podczas rozprawy dyscyplinarnej (chciał wcześniej, a nie znał adresu), a wówczas kobieta powiedziała „nie wiedziałam, że z takiej sprawy wyjdzie coś takiego. Pewnie wcale bym tego na policję nie zgłaszała, ja nie wiem, czy pan celowo czy niecelowo wziął te pieniądze”.

Tytułem komentarza: na kanwie tej sprawy jakiś głupi polityk partii rządzącej miał powiedzieć (mniej-więcej) coś takiego, że znów wiadomo dlaczego trzeba było rozwalić tę klikę (pod to puszczano chyba celowo dobrany fragment wypowiedzi orzekającej sędziny, która mówiła, że zwykły człowiek nie byłby tak surowo oceniany). Tymczasem z orzeczenia wychodzi, że rzecz nie w łagodniejszym traktowaniu sędziów — rzecz w tym, że każdemu taki niefart mógłby się zdarzyć, a jednak robienie z tego kradzieży jest troszkę szukaniem afery na siłę…

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

47 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze