Jak to było z tym sędzią, który ukradł banknot 50 złotych klientce na stacji benzynowej?

A skoro wczoraj postąpiono pierwszy krok dla odzyskania Sądu Najwyższego, dziś akapitów o tym jak to było, że sędzia ukradł banknot 50 złotych — wydanych klientce jako resztę na stacji benzynowej — i dlaczego finalnie SN uniewinnił go od zarzutów? (wyrok Sądu Najwyższego — Sądu Dyscyplinarnego z 20 lutego 2018 r., SNO 37/17).


Sędzia ukradł banknot 50 złotych?

Sędzia ukradł banknot 50 złotych? To nie takie proste… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sędzia został obwiniony o kradzież 50 złotych na szkodę klientki stacji benzynowej — płacąc za butelkę mineralnej zgarnął banknot i schował do portfela (razem z wydaną mu resztą) i pojechał dalej. Co ciekawe temat zniknięcia pieniędzy pojawił się w momencie odchodzenia sędziego od lady, nawet współpasażerka (która robiła zakupy zaraz po obwinionym) rzuciła w aucie, że szukają kogoś, kto zabrał 50 złotych, „może to sędzia zabrał pieniądze”. Całość została zarejestrowana przez kamerę monitoringu, a do sprawcy trafiono o tyle łatwo, że podróż odbywała się służbowym samochodem prokuratury (sędzia jechał na słuchanie świadka incognito).

Wykroczenie kradzieży (art. 119 par. 1 kw) stanowi w przypadku sędziego przewinienie dyscyplinarne, toteż sprawa trafiła przed sąd dyscyplinarny, który w I instancji uznał, że to niemożliwe, żeby roztrzepany sędzia („zapominam różne rzeczy, ciągle zabieram współpracownikom długopisy, klucze”) wziął banknot przez pomyłkę, nieświadomie, automatycznie, lub przez roztargnienie. Osoba praworęczna raczej nie wykonuje ruchów machinalnych wobec przedmiotów leżących po lewej stronie, zaś cała operacja obejmowała zespół ruchów (obwiniony banknot podniósł, włożył do lewej kieszeni kurtki, po chwili z kieszeni kurtki do portfela — wszystko to cały czas przy ladzie, pod obserwacją kamery). Błąd wykluczała także duża różnica w kwocie — za mineralną płacił drobną kwotę bilonem, trudno, by oczekiwał reszty w 50-złotowym banknocie.
W ocenie sądu rozmiar przewinienia i stopnia społecznej szkodliwości był tak znaczny, że dalsza służba byłaby nie do pogodzenia z dobrem obywateli, zatem wymierzył sędziemu karę złożenia z urzędu.

Od orzeczenia wpłynęły cztery odwołania (obwinionego i 3 obrońców): w sprawie brak logicznego motywu dla zaboru mienia o wartości 50 złotych, zaś w świetle ustalonych okoliczności (m.in. miejsce zdarzenia, zajmowanego stanowiska i wynagrodzenia sędziego, znanego roztargnienia, przemęczenia pracą, etc.) nie można mu zarzucać działania umyślnego w zamiarze bezpośrednim. Co więcej wszystkie wątpliwości sąd wziął pod uwagę na niekorzyść sędziego, naruszając tym fundamentalną zasadę procesu karnego (art. 5 par. 2 kpk).

Rozpatrując odwołania SN podkreślił, że czyn opisany w art. 119 kw wymaga świadomego i celowego działania sprawcy („w celu przywłaszczenia”) — motywowanego chęcią uzyskania korzyści majątkowej. Uznanie sprawcy wykroczenia kierunkowego winnym zarzucanego mu czynu wymaga zatem wykazania elementów subiektywnych (woli sprawcy) — zaś jeśli tego elementu brakuje, czyn traci swój bezprawny charakter (nie można go popełnić w zamiarze ewentualnym lub nieumyślnie).

Obowiązkiem sądu jest zatem ustalić zamiar sprawcy na podstawie zebranego materiału dowodowego. „Rekonstrukcja procesu motywacyjnego zachodzącego w psychice konkretnego sprawcy określonego czynu powinna opierać się przede wszystkim na analizie jego osobowości, a więc cech charakteru, usposobienia, poziomu umysłowego, reakcji emocjonalnych, stosunku do otoczenia i zachowania się w różnych sytuacjach życiowych”. Jednym z dowodów służących do ustalenia tych okoliczności są wyjaśnienia sprawcy — z których wynika, że zabrał banknot nieświadomie, nawet nie zarejestrował tej czynności, ba, wychodząc ze stacji usłyszał nawet o zdarzeniu, rozmawiał o nim w samochodzie — ale nie odniósł go do siebie. Zabierając banknot świadomie, wiedząc, że stacja najeżona jest kamerami, oddałby pieniądze i przeprosił — co zakończyłoby sprawę.

Z opinii biegłego psychologa oraz zeznań świadków wynika, że obwiniony jest osobą społecznie odpowiedzialną, nieskłonną do naruszania prawa, ale roztargnioną i roztrzepaną („roztrzepany w sprawach życia codziennego, gubi portfel, klucze, co rusz czegoś szuka, jest roztargniony” — to opinia żony, która miała dodać, że „o ile na początku naszego wspólnego życia nie było to męczące, to teraz jest”). Roztargnienie to ma źródło w tendencji do „tworzenia psychologicznej bariery chroniącej jego myśli przed zakłócającym wpływem bodźców zewnętrznych” — sędzia tak się skupia na pracy, że wszystkie bodźce go rozpraszają, zatem w warunkach silnej koncentracji bodźce uznane za zakłócające (spostrzeganie, pamięć, funkcje motoryczne) są eliminowane i nie rejestrowane w pamięci.
Wynika to także z warunków pracy — sędzia jest bardzo przemęczony, ma mnóstwo pracy w wydziale (w którym na 7 przewidzianych etatów pracuje 4 sędziów), zaś tego dnia jechał na pierwsze w życiu przesłuchanie świadka incognito — bardzo groźnego przestępcy (ileś lat wcześniej mafia pruszkowska pobiła jego żonę-sędzinę).

Sumarycznie pozwala do na konstatację, iż

Dokonanie w tych warunkach kradzieży zuchwałej, kradzieży stanowiącej przykład rażącego, wręcz demonstracyjnego, lekceważenia obowiązującego porządku prawnego, musiałoby oznaczać, że obwiniony jest osobą całkowicie zdemoralizowaną, świadomie łamiącą nie tylko normy prawne, ale także wszelkie przyjęte społeczne kanony zachowania, nieodpowiedzialną oraz ryzykującą dla 50 złotych całą swoją dotychczasową, nienaganną karierę zawodową, los swój i swojej rodziny.

Sprawca takiego wykroczenia musiał mieć świadomość, że ze względu na permanentną rejestrację przez kamery nic się nie uchowa, a konsekwencje czynu będą drakońskie („nie wyobrażam sobie, żebym świadomie ryzykował wszystko stracić dla 50 złotych”).

Stąd też zdaniem Sądu Najwyższego nie można uznać, iżby sędzia dopuścił się wykroczenia z art. 119 kw, a to ze względu na brak wykazania znamion podmiotowych czynu — nie można przypisać mu umyślnego zamiaru bezpośredniego. A skoro w polskim prawie nie ma kradzieży nieumyślnej, to oznacza, że czyn sprawcy nie realizuje znamion czynu zabronionego — zatem należy go uniewinnić.

Do zaboru banknotu doszło nieumyślnie, najprawdopodobniej w wyniku pomyłki, błędu wywołanego wysokim stopniem roztargnienia i skoncentrowania uwagi oraz myśli obwinionego na czekających go czynnościach służbowych.

Zwłaszcza, że sędzia oddał banknot pokrzywdzonej podczas rozprawy dyscyplinarnej (chciał wcześniej, a nie znał adresu), a wówczas kobieta powiedziała „nie wiedziałam, że z takiej sprawy wyjdzie coś takiego. Pewnie wcale bym tego na policję nie zgłaszała, ja nie wiem, czy pan celowo czy niecelowo wziął te pieniądze”.

Tytułem komentarza: na kanwie tej sprawy jakiś głupi polityk partii rządzącej miał powiedzieć (mniej-więcej) coś takiego, że znów wiadomo dlaczego trzeba było rozwalić tę klikę (pod to puszczano chyba celowo dobrany fragment wypowiedzi orzekającej sędziny, która mówiła, że zwykły człowiek nie byłby tak surowo oceniany). Tymczasem z orzeczenia wychodzi, że rzecz nie w łagodniejszym traktowaniu sędziów — rzecz w tym, że każdemu taki niefart mógłby się zdarzyć, a jednak robienie z tego kradzieży jest troszkę szukaniem afery na siłę…

47 comments for “Jak to było z tym sędzią, który ukradł banknot 50 złotych klientce na stacji benzynowej?

  1. b52t
    4 kwietnia 2018 at 08:02

    art. 1 § 2 KW. Nie popełnia wykroczenia sprawca czynu zabronionego, jeżeli nie można mu przypisać winy w czasie czynu.

    Niech będzie i tak. Konstrukcje złożone, ale od tego są (ponoć) prawnicy.

  2. RYBY
    4 kwietnia 2018 at 08:14

    Niby logicznie. Tylko czemu nie stosuje się tego wobec innych?
    Mało jest spraw, że osoba z ograniczoną poczytalnością bierze rower, lizak, chleb, cokolwiek „bo leżało i po co się ma marnować”, a potem spędza kilka miesięcy/lat w więzieniu, dopóki media nie zainteresują się sprawą?
    A całkiem z innej beczki – pan sędzia miał trzech obrońców??????

    • b52t
      4 kwietnia 2018 at 08:17

      Za lizak, chleb czy inne rzeczy niskiej wartości do więźnia nie wsadzą (chyba, że multiredycywa, ale i tu pewności nie mam).

    • 4 kwietnia 2018 at 08:32

      Przecież nie wiesz jak wygląda przeciętne orzecznictwo w takich sprawach. Są przypadki karygodne, ale myślę, że to wyjątki, które co najwyżej potwierdzają regułę.

      Miał 3, to jest max. z kpk.

  3. mmm777
    4 kwietnia 2018 at 09:43

    “brak logicznego motywu dla zaboru mienia o wartości 50 złotych, zaś w świetle ustalonych okoliczności”
    .
    W dawnych czasach pewien pan w GPW wyjechał windą na najwyższe piętro, zablokował drzwi koszem na śmieci, podbiegł do alarmu pożarowego, wcisnął go, i pobiegł do windy.
    Skąd wiadomo, że tak było? Bo robił to pod sporą kamerą na korytarzu.
    Chyba jednak niesłusznie go wywalono… Skoro nie miał logicznego motywu…
    .
    Poza tym, warto by było się zastanowić, czy ktoś aż tak roztargniony powinien być sędzią… Te notorycznie gubione dokumenty…

    • Olgierd Rudak
      4 kwietnia 2018 at 09:55

      Cóż, kiedyś pewien poseł skakał do rytmu na mównicy sejmowej, później powiedział, że mu UOP coś dosypało do herbaty. On miał motyw, oni mieli motyw.
      Ale jaki motyw ma sędzia, by zwinąć pięć dyszek? Żeby mieć te pięć dyszek?

      PS „Te notorycznie gubione dokumenty” to kolejne pomówienie wytoczone przez jakiegoś literata? Bo akurat wychodzi na to, że to bzdura:

      Mam świadomość swojego roztrzepania, na sprawach zawodowych, a zwłaszcza aktach bardzo się koncentruję, nigdy nie zgubiłem akt sądowych.

      • b52t
        4 kwietnia 2018 at 10:13

        Złośliwa odpowiedź: jeszcze nie wyszło, żeby zgubił akta sądowe (całe bądź ich część).

      • mmm777
        4 kwietnia 2018 at 10:24

        “Żeby mieć te pięć dyszek?”
        Nie, żeby wyrazić swoją wyższość, większy spryt, itd. To psycholog rozwinie. Takie zachowania nie są wcale rzadkie.
        .
        Trochę trudno wyobrazić sobie roztargnienie ograniczone tylko do spraw pozasłużbowych :)

        • Olgierd Rudak
          4 kwietnia 2018 at 10:53

          To wszystko jest rozkminione w bardzo obszernym uzasadnieniu, które wspomina tylko o bardzo obszernej (77-stronicowej) opinii biegłego psychologa. Także o tym, że osobowość nieskłonna do ryzyka, zaś o tym, że monitoring to świetny dowód sam wiedział ze 1001 rozpraw, które prowadził, etc.
          Niemniej przeniosłem istotne sprawy do tekstu — tak, facet bardzo się w pracy skupia, właśnie dlatego reszta mu lata. Nie raz słyszy się o lebiegach, które jak wejdą w swój „kokpit” (czy cokolwiek) przechodzą przemianę — wcale nie rzadziej niż o tych uroczych szalonych naukowcach, którzy parzą herbatę w menzurkach, a kwasy mieszają nausznikami okularów.

          • Olgierd Rudak
            4 kwietnia 2018 at 10:54

            Poza tym sędziów się nie ruguje za to, że są roztrzepani — ruguje się za dyscyplinarkę, nie za charakter.

          • mmm777
            4 kwietnia 2018 at 12:14

            “bardzo obszernej (77-stronicowej) opinii biegłego psychologa”
            .
            Mam nadzieję, że robił go inny psycholog niż ten poniżej :)
            .
            “Nawet bez takiej „fachowej” pomocy wielu przestępców potrafi bez większego trudu fałszować wyniki testów psychologicznych. Pewien więzień, który niedawno uczestniczył w moim projekcie badawczym, miał w swoich aktach trzy zupełnie różne profile MMPI uzyskane w odstępach roku: pierwszy profil sugerował, że mężczyzna wykazuje skłonności psychotyczne, drugi – że jest całkiem normalny, trzeci – że jest lekko niezrównoważony. Podczas naszej rozmowy więzień oświadczył, że psychologowie i psychiatrzy to „ciemniacy”, którzy wierzą we wszystko, co im się mówi. Wyjaśnił, że przy pierwszym teście symulował chorobę umysłową, aby załatwić sobie przeniesienie na oddział psychiatryczny, gdzie spodziewał się „łatwego życia”. Kiedy stwierdził, że oddział nie bardzo mu odpowiada („za dużo czubków”), napisał kolejny test MMPI, tym razem okazując się psychicznie zdrowy, i wrócił do głównego więzienia. Wkrótce potem znów zmienił swoją testową osobowość: chciał wydawać się niespokojny i przygnębiony. Stworzył więc profil MMPI sugerujący niewielkie problemy i zaczął otrzymywać valium, które następnie sprzedawał współwięźniom. Ironia sytuacji polegała na tym, że psycholog więzienny traktował każdy z tych profilów jako solidny wskaźnik rodzaju i stopnia jego zaburzeń psychicznych.”

            • Olgierd Rudak
              4 kwietnia 2018 at 12:24

              Ech, na pewno biegły psycholog czy tam psychiatra wziął łapówkę, co przyszło mu o tyle łatwiej, że przecież już na studia dostał się za łapówką (takoż je ukończył, inaczej by nie ukończył, bo jest debilem). Wziątkę dostali też sędziowie SN, ale to jest oczywista oczywistość.

              • gordon.shumway
                4 kwietnia 2018 at 19:35

                Ale mmm777 nie chodziło o łapówkę tylko wątpliwą wiarygodność wszelakich opinii psychologicznych z trudem łapiących się do kategorii „oparte o wiedzę specjalistyczną”. Tego typu biegły zwykle opiera się o krótkie spotkanie z badanym i/lub o jakiś test kwestionariuszowy, dość łatwy do do zmanipulowania.
                Wspomnieć jeszcze można o tym że wg obowiązującej ustawy o wykonywaniu zawodu psychologa, to obecnie w Polsce nie ma ani jednej osoby uprawnionej do wykonywania badań psychologicznych i wydawania opinii.

              • Olgierd Rudak
                4 kwietnia 2018 at 19:56

                Myślę, że pogłoski o nielegalności zawodu w świetle tego co dzieje się z ustawą o zawodzie psychologa są zdecydowanie przesadzone.

              • gordon.shumway
                4 kwietnia 2018 at 21:19

                A co się dzieje szczególnego z ustawą o wykonywaniu zawodu psychologa?
                Bo wg mojej wiedzy weszła w życie w 2006r, a sądy są zobligowane do jej stosowania.
                A ponieważ środowisko „psychologów” do tej pory nie powołało samorządu, to i prawa do wykonywania zawodu (uzyskiwanego z chwilą dokonania wpisu na listę psychologów Regionalnej Izby Psychologów) nie posiada żaden z nich.
                Nawet MPiPS to potwierdza (minister właściwy do nadzoru nad wykonywaniem ustawy).

  4. Anonim
    4 kwietnia 2018 at 10:14

    Sędzia to osoba o najwyższym stopniu zaufania publicznego ( tak powinno być) i jeżeli taka osoba w jakikolwiek sposób narusza prawo powtarzam jakikolwiek sposób ( czy to przekraczając prędkość na drodze czy biorąc cos komuś ) nie ma już moralnego prawa osądzac innych i z automatu powini zostawac pozbawieni prawa wykonywania zawodu. To oni powinni byc straznikami prawa i jego przestrzegania a jeżeli tak nie jest to sa inne zawody np. prokurator lub adwokat nie mówiąc o np. ochroniarzach
    M.

    • Olgierd Rudak
      4 kwietnia 2018 at 10:56

      Oczywiście, chociaż z tym „w jakikolwiek sposób narusza” to lekka przesada — wkrótce nie mielibyśmy w ogóle sędziów (albo samych niedowarzonych ludzi w zawodzie).

      Niemniej należy przeczytać jeszcze raz tekst, żeby zrozumieć, dlaczego w ocenie SN ten sędzia nie złamał prawa.

      • b52t
        4 kwietnia 2018 at 11:37

        Sędzia nie złamał prawa, bo nie chciał, bo jest roztrzepany; jest roztrzepany więc nie chciała, a skoro nie chciał, czyli nie miał woli, a do tego zwrócił pindzisiąt złotych, to nie jest winny, bo nie można mu przypisać winy. Ot, cały wywód.

      • nie@bo.pl
        4 kwietnia 2018 at 11:41

        Zgadzam się z RedNaczem, że wyrzucanie za jakąkolwiek przewinę to przesada. Każdy kilometr na drodze ponad normę, to byłaby granda, szczególnie, że są odcinki, że co 150 metrów może się zmienić prędkość z 120 km/h na 80 km/h. Podobnie jak i każdemu zdarzy się przejść na czerwonym świetle późno w nocy, gdy nie ma żadnego samochodu z każdej strony.
        Ale i pendrajw kunsztownie pożyczony i 50 zł (co do zasady) są podstawą do wyrzucenia. Jednak powinniśmy wymagać więcej. Sędzia, jak policjant czy prokurator, to nie polityk.

        • Olgierd Rudak
          4 kwietnia 2018 at 12:00

          Mamy w kodeksie karnym może 7 (może więcej) różnych kwalifikacji na pozbawienie człowieka życia, sąd się czasem głowi czy zabił, czy może jednak nieszczęśliwy wypadek, a może pobił, ale zabić nie chciał? — ale w przypadku machinalnego zgarnięcia banknotu mamy przyjąć jedną, jedynie słuszną kwalifikację — było i nie ma, czyli UKRAD!!!
          ?

          To tak jakby jechał autem, zasłabł, stracił przytomność, spowodował wypadek — 3 ofiary wśród przechodniów. Prosta kwalifikacja (ale to nie jest połowa 18 wieku, bo tak prosto chyba wówczas przestali to traktować) oczywiście mówi — jest trup, czyli zabił. Ale na szczęście prawo poszło nieco dalej niż „confessio est regina probationum” lub test pływającej wiedźmy (bo z drewna), etc.

          • mmm777
            4 kwietnia 2018 at 12:22

            “To tak jakby jechał autem, zasłabł, stracił przytomność”
            Olgierd sugeruje, że był on w gruncie rzeczy nieprzytomny, biorąc banknot?

            • Olgierd Rudak
              4 kwietnia 2018 at 15:14

              Sugeruję, że było tak jak napisali:
              – jechał na poważną czynność,
              – jest nieco gapciem,
              – zatrzymali się na chwilę, kupował picie, zapłacił, dostał resztę,
              – zgarnął kasę z lady,
              – jeszcze się pośmiali, że pewnie on zwinął te pieniądze,
              – pojechał na słuchanie tego swojego zbira.

              W dodatku facet, który zarabia nienajgorzej, ale ma huk roboty — naprawdę miałby robić taki numer, publicznie, przy kamerze, za 50 złotych?

            • Olgierd Rudak
              4 kwietnia 2018 at 15:28

              Swego czasu w sklepie zapomniałem wyjąć karty z terminala (jeszcze czasy płatności stykowych).

              Pytanie:
              – czy dopuściłem się karygodnej prowokacji wobec sprzedawczyni (która mnie zawołała)?
              – czy naruszenia zasad bezpieczeństwa bankowości (regulamin zabrania mi zostawiania kart w terminalach)?
              – a może chciałem, by kartę zabrał bojownik ISIS, więc można mówić o finansowaniu międzynarodowego terroryzmu?
              – czy po prostu się zagapiłem?

          • b52t
            4 kwietnia 2018 at 12:39

            Kluczowe dla wymiany poglądów jest to wtrącenie w nawiasie – co do zasady. Co do zasady tak być powinno, że za kradzież sędzia powinien utracić możliwość wydawania wyroków w imieniu państwa i na rzecz społeczeństwa, ale są okoliczności, które powinno się, ba! trzeba zbadać z każdej strony. Tutaj ocena wyszła jaka wyszła. Będę sobie drwił i szydził, bo taki mam charakter, ale przyjmuje to, tym bardziej, że mogę sobie tylko postukać w klawiaturę – tyle mojego.

            • Olgierd Rudak
              4 kwietnia 2018 at 15:11

              Oczywiście, bo taka powinna być zasada i taka zasada jest. I w opisywanym przypadku, 100% zgodnie z tą zasadą — skoro czyn nie podchodzi pod normę, to nie jest zabroniony. A nie podchodzi, bo nie było celowego zaboru mienia, lecz zwykłe „przejęzyczenie” manualne.

              • b52t
                5 kwietnia 2018 at 07:50

                Widać mentalnie co raz bardziej odlatuje od prawa, bo „przejęzyczenie” manualne zalatuje „pomrocznością jasną”(*). Nie, żebym nagle stał się zwolennikiem sprawiedliwości ludowej, ale przeginanie w drugą stronę, zabawa w sofizmaty i chwyty erystyczne, sprawia, że nie dziwię się tym, którzy mają alergię na prawników.

                (*) rozumiem, że to licentia poetica RedNacza, a nie fragment wyroku. ;-)

  5. Anonim
    4 kwietnia 2018 at 13:09

    Ja nie na temat. Czy tylko mi się wszystkie wpisy w RSS ściągnęły jeszcze raz?

    • Olgierd Rudak
      4 kwietnia 2018 at 14:49

      Mi nie, ale przyznam, że wczoraj wieczorem były przeprowadzone pewne prace rekonstrukcyjne, które może i zaskutkowały takimi perypetiami (jest już SSL, ale żeby mógł być, trzeba było coś pozmieniać w bazie WordPressa — może duplikacja RSS to efekt „nowej” bazy).

    • 4 kwietnia 2018 at 15:04

      U mnie, podobnie jak u Olgierda, nie ściągnęło.

  6. 4 kwietnia 2018 at 15:33

    Wpis nijak nie wyjaśnia „jak było naprawdę”, a już na pewno nie zwraca uwagi, że to sprawa w typie „plują, a mówimy, że deszcz pada”. Co do zawodu sędziego – wypadałoby wymagać od niego więcej niż od zwykłego obywatela, a tymczasem zastosowano taryfę ulgową. Powoływanie się na zaburzenia psychiczne to przekręt grubymi nićmi szyty, choćby dlatego, że dwa niższe sądy nie uznały tego tłumaczenia za prawdziwe. Ręka rękę myje, a potem płacz, że „rozwalajo niezależny sąd najwyższy”

    • Olgierd Rudak
      4 kwietnia 2018 at 15:42

      LOL, teraz to popłynąłeś — nie wyjaśnia „jak było naprawdę”. Więc może wyjaśnisz jak było NAPRAWDĘ? ;-) a zwłaszcza skąd WIESZ, że to właśnie ten „deszcz”? ;-)

      (nie było dwóch instancji niżej, była jedna; nikt się nie powoływał na żadne zaburzenia psychiczne, to tak w kontekście prawdy)

      • 4 kwietnia 2018 at 15:46

        Wiem jak było naprawdę, bo widziałem nagranie. Sprawa oczywista, a wyrok to wynik „prawniczego piep***nia” i wykręcania kota ogonem, coś w stylu pomroczności jasnej itp. Dlaczego to zrobił? Bo jest zachłannym małym człowieczkiem, który jak zobaczy, że mu kasjerka wydała 10zł za dużo, to zamiast zwrócić uwagę, to przytuli do kieszeni. Tylko tyle.

        • Olgierd Rudak
          4 kwietnia 2018 at 16:16

          Wiem jak było naprawdę, bo widziałem nagranie.

          No nie, obejrzenie nagrania nie oznacza jeszcze, że wiesz jak było. Wiesz co widziałeś (jak to wyglądało), ale nie wiesz w jakim stanie/jakim człowiekiem jest ten sędzia, a tym bardziej, że jest „zachłannym małym człowieczkiem”.
          Wręcz nieprawdopodobne, że możesz ot tak sobie pisać o człowieku takie rzeczy (chyba że go znasz, ja np. swego czasu „poznałem” pewną sędzinę z wrocławskiego IV Wydziału Pracy i mogę powiedzieć, że nienawidziła powodów — zwykle pracowników).

          • Magic
            4 kwietnia 2018 at 16:48

            Jak było na prawdę to nie wiem. Ale nie chciałbym być sądzony przez człowieka któremu się 50zł przykleja do palców. Adwokat – niech będzie, prokurator trochę gożej – ale też ujdzie.
            Ale sędzia jak żona Cezara- powinien być poza wszelkim podejżeniem.

          • mall
            5 kwietnia 2018 at 11:18

            Widzę, że Szanowny RedNacz doświadcza rozczarowania jakością wdrożenia etyki katolickiej w polskiej kulturze. Łączę się w bólu.

            • 5 kwietnia 2018 at 12:02

              Chodzi o boskość natury ludzkiej? Że skoro człowiek jest na obraz i podobieństwo Stwórcy, a Stwórca jest wszechwiedzący, to P.T. Czytelnicy pozwalają sobie wiedzieć jakie emocje i motywacje kierowały owym sędzią? ;-)
              Tak, to mi się też wydaje jakieś takie… protestanckie (i to nie jest przejęzyczenie).

              • mall
                5 kwietnia 2018 at 12:39

                Wydało mi się oczywistym, że chodzi o przyjęcie założenia ułomności człowieka i przebaczania przewin. :) Jak widać średnio się to przyjmuje ;/

              • 5 kwietnia 2018 at 12:42

                @Mall – ależ instytucja katolicyzmu jak najbardziej przebacza, ale nie oznacza to braku odpowiedzialności. Jako że jedyną różnicą pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem jest bycie na podobieństwo Boga, co objawia się między innymi posiadaniem wolnej woli (nawet jeśli to jest fikcja, to cała nasza cywilizacja oparta jest o to założenie). Tutaj sędziego z posiadania wolnej woli wyzuto, co nie tylko powinno wykluczać go z zawodu, ale i z człowieczeństwa.

              • 5 kwietnia 2018 at 13:06

                (Kończy się choinka komentarzy, więc odpowiadam sam sobie) — przecież nawet niechwilowy brak wolnej woli nie oznacza, że tracimy przymiot osobowości. To byłby dobry argument dla zwolenników przymusowej eutanazji ciężko leżących — skoro i tak nie wie co mu jest i nie ma nic do gadania, to… nie ma nic do gadania.

          • horst-sz
            6 kwietnia 2018 at 12:17

            Ale te nagranie bardzo wiele wyjaśnia – facet stał i obserwował co się dzieje. Banknot wsadził bardzo szybkim ruchem do kieszeni – działając w roztargnieniu, wkładałby go zwyczajnie do portfela. Ponadto – zakładając, że to jakieś „odruchy bezwarunkowe” , tym bardziej eliminuje go coś takiego z zawodu.

            • Olgierd Rudak
              6 kwietnia 2018 at 12:24

              Wsadził do portfela, najpierw do kieszeni, później do portfela.

              Ale ciekawsze: dlaczego roztargniony musi wsadzić pieniądz do portfela, nie może do kieszeni?

              • horst-sz
                6 kwietnia 2018 at 13:31

                Odpowiedź jest prosta: w odruchu kopiujemy czynność, którą wykonujemy również świadomie – musiałby więc za każdym razem tak robić, że wkłada do kieszeni a potem do portfela…. nie słyszałem, żeby jego obrona coś na ten temat wspominała. Notabene tych trzech adwokatów to faktycznie jakieś kuriozum. Z kolei argumentacja „po cóż miałby to robić” też jest mało przekonująca, bo „łakomym na cudze” można być niezależnie od stanu majątkowego i w odniesieniu do „zwykłego śmiertelnika” nikt by tego tak nie analizował (z wyjątkiem choroby psychicznej). Potem pan sędzia mógł się faktycznie zorientować, że się wsypał na obiekcie monitorowanym – stąd ta cała strategia procesowa „o roztargnieniu”. Sam często szukam klucza po całym mieszkaniu – w życiu nie przywłaszczyłem niczyich pieniędzy. Przypadek z długopisem to co innego, bp „przywłaszczenie” jest powiązane z jego uprzednim użyciem – czyli mam go w ręku i potem następuje czynność pod wpływem roztargnienia.

              • Olgierd Rudak
                6 kwietnia 2018 at 16:34

                Te argumenty z kopiowaniem czynności i użyciem długopisu wyglądają rozsądnie, fakt, aczkolwiek mam nadzieję, że przemawia za tym jakieś konkretne doświadczenie (choćby teoretyczno-naukowe).

                Trzech obrońców to prawo każdego oskarżonego, nie w takich sprawach angażuje się takie zestawy.

  7. mmm777
    5 kwietnia 2018 at 18:46

    “nawet niechwilowy brak wolnej woli nie oznacza, że tracimy przymiot osobowości”
    Ależ oznacza… Stwierdzenie śmierci mózgowej, wyciągniecie wtyczki, rozparcelowanie na części zamienne.
    Standard.

    • b52t
      6 kwietnia 2018 at 13:16

      Taaak, tylko w opisanej sytuacji, gdyby nie medycyna i technologia, to gdyby nie „wtyczka” problem ” przymiotu osobowości” byłby równie teoretyczny jak rozpatrywanie kwestii posiadania broni atomowej przez neandertalczyków.

  8. horst-sz
    8 kwietnia 2018 at 01:24

    Odpowiadając na twoje wątpliwości:
    Doświadczenie życiowe przede wszystkim -:), które zresztą sędzia również jest zobowiązany uwzględniać przy ocenie dowodów.
    Co do odruchów – to już z eksperymentów Pawłowa wynikało, że wywołanie odruchu wynika z powtarzania pewnych czynności.
    Co do długopisu – chodziło mi bardziej o to, że nie można tutaj w ogóle stosować analogii, bo „złodziej” długopisu wchodzi w jego posiadanie legalnie, a dopiero potem – tj. po użyciu – go przywłaszcza. To nijak ma się do zgarnięcia 50 zł.
    Co do 3 adwokatów – ja mu tego prawa nie odbieram… wyraziłem jednak zdziwienie, dość jednak niecodzienna sytuacja w przypadku pospolitego wykroczenia.
    Reasumując – podtrzymuję myśl, że nawet gdyby uznać, że facet kradnie „odruchowo” – sorry Winnetou – z takim defektem nie można pełnić takiej funkcji a zwłaszcza w sądzie karnym.

  9. Żuraw
    8 kwietnia 2018 at 10:13

    W 2009 roku, w wiosenną, weekendową noc policja drogowa w jednym ze środkowych stanów USA przeprowadziła spontaniczną, masową kontrolę kierowców na autostradach. Spośród kilku tysięcy kierowców poddanych badaniu trzeźwości ponad dwustu miało zbyt wysoki poziom alkoholu we krwi. W tej grupie znalazła się stanowa wiceprokurator wracająca z suto zakrapianej imprezy. Dyżurny sędzia nakazał natychmiast zatrzymać urzędniczkę i zabezpieczyć dowody oraz zakazał jej pełnienia funkcji do czasu wyroku sądowego. Wszyscy kierowcy zatrzymani na „podwójnym gazie” otrzymali mandaty w wysokości od 100 do 500 dolarów, jednak pani wiceprokurator – jako osobie pełniącej funkcję zaufania publicznego – urządzono proces sądowy. W trakcie jednej rozprawy przesłuchano świadków (policjantów prowadzących akcję), a biegli zapoznali się dodatkowo z wynikami badania alkomatem. Ława przysięgłych jednogłośnie uznała wiceprokurator za winną jazdy po pijanemu, a sędzia prowadząca sprawę wymierzyła jej najsurowszą możliwą karę – dziewięć miesięcy bezwzględnego więzienia.

    W uzasadnieniu stwierdziła, że społeczeństwo obdarzyło oskarżoną szczególnym zaufaniem, powierzając jej stanowisko wiceprokuratora, czyli osoby zajmującej się wyciąganiem konsekwencji wobec tych, którzy prawo łamią. Oskarżona, która sama musiała świecić przykładem, zdaniem sędzi zaufanie to zawiodła i dlatego musiała ponieść karę najcięższą z możliwych. Jeszcze na sali sądowej policja zakuła panią byłą już wiceprokurator w kajdanki i odwiozła do aresztu. Sędzia penitencjarny nakazał umieścić ją w najgorszej celi i poddać szczególnej, wymagającej więziennej dyscyplinie, przewidzianej dla osób najbardziej niebezpiecznych. Swoją decyzję uzasadnił tym, że los skazanej ma być przestrogą dla wszystkich osób piastujących funkcje publiczne. Dwie prośby skazanej o wcześniejsze zwolnienie nie zdały się na nic. Łzy nic nie pomogły. Była prokurator odsiedziała wyrok do ostatniego dnia i do ostatniej godziny, co podkreślały lokalne media, regularnie śledzące przebieg jej kary. Do zawodu już nie wróciła. Argumenty o tym, że popełniła życiowy błąd, sąd oczywiście przyjął, jednak przysięgli byli zgodni, że za ten błąd pani wiceprokurator powinna odpokutować. Sędzia Mirosław T., którego właśnie uniewinniono od zarzutu kradzieży 50 złotych, tłumaczył się również „błędem”. Różnica polega na tym, że to tłumaczenie przekonało jego kolegów w togach, którzy oczyścili go z zarzutu. Druga różnica polegała na tym, że nie przyszło mu do głowy, aby po całym skandalu honorowo podać się do dymisji i odejść z sądownictwa.

    Żródło – http://nczas.com/2018/04/07/szymowski-temida-przed-temide-sedziowie-i-prokuratorzy-pod-wymiarem-sprawiedliwosci/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.