Kůatá na výletě — Labské pískovce

A skoro kilka dni temu było o tym co robiliśmy w Saskiej Szwajcarii i dlaczego jest tam superfajnie, dziś czas na kilka akapitów o tej części Gór Połabskich, która jest położona po przeciwnej stronie granicy — czyli co w Czeskiej Szwajcarii może robić pies i jego przewodnik.


Kirnitzsch / Křinice

Křinice widziane tak: lewe oko w Niemczech, prawe w Republice Czeskiej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zadní Doubice, Hraniční most

Zadní Doubice, Hraniční most. W takich miejscach nie potrafię sobie wyobrazić tzw. minionej rzeczywistości — strzeżonych granic, patroli… Wolność, w tym wolność podróży i przemieszczania się, jest chyba największą wartością dzisiejszych czasów (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Na początek tradycyjny łyk teorii: České Švýcarsko (właściwie Labské pískovce) to pasmo górskie leżące na granicy Czeskiej Republiki i Republiki Federalnej Niemiec), część Gór Połabskich (Děčínská vrchovina). Aczkolwiek szufladkowanie jest chyba o tyle trudne, że niemieckie określenie Elbsandsteingebirge odnosi się zarówno do całych Gór Połabskich, jak i do Saksońskiej Szwajcarii…

..mniejsza z podziałami, bo przecież góry jakie są, każdy widzi — a dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności od 10 z górką lat możemy wędrować nie przejmując się granicami, strefami, kontrolami, strażnikami. Doceniają to łaziki (zwłaszcza pamiętający WOP-ików z kałachami, choćby obstawiających grzbiet Karkonoszy): planując trasę wycieczki nie trzeba już sprawdzać przebiegu granicy, dumać, którędy będzie można przejść, a gdzie konieczny będzie odwrót.


Křinice

Jedna z wielu formacji skalnych opływanych przez potok Křinice (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Pravčická brána

Pravčická brána — żelazny punkt programu… chociaż z bliska nieco zbyt betonowy (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zaraz po przyjeździe decydujemy się na rekonesans wzdłuż potoku Křinice. Auto parkujemy na niewielkim parkingu we wsi Brtníky, stamtąd początkowo łąką, a następnie przez piękny las iglasty dochodzimy do zabudowań pozostałych po pałacu Šternberk. Dalej robi się coraz ciekawiej, bo szlak nas wiedzie ku (niestety zarośniętej) vyhlídce przy ruinach zamku Brtnický hrádek, a następnie schodzimy w ocienioną dolinkę Wilczego potoku, wzdłuż którego dochodzimy do Křinic.
Tu już zaczyna się bajka, bo Křinice meandrują bardzo malowniczą dolinką — skały, woda, zieleniąca się roślinność — zaś zawijas z charakterystycznym głazem (jeszcze przed Brtnickim mostem) jest niesamowity. Wzdłuż rwącej wody dochodzimy do pozostałości przysiółka Zadní Doubice — okolica piękna, ale obciążona przeszłością, o której wspomina pomnik ofiar marszu śmierci.

Po krótkim odpoczynku przeprawiamy się na przeciwną stronę granicy (służy do tego, a jakże, Hraniční most), aby po pętli wokół wzgórza Klause wejść na szlak powrotny — dla niepoznaki prowadzący niemiecką stroną Křinic. A później już tylko pod formacjami skalnymi o charakterystycznych nazwach Obří hlava, Kráva, Sojčí věž, Ježibaba, przez wieś Kopec — tak malowniczą ścieżką aż chce/nie chce się (skreślić niepotrzebne) wracać do auta…


Pravčická brána

Od samej Pravčickiej brámy znacznie ciekawsze są vyhlídki położone nad nią (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dlouhodolské stěny

Najlepszy widok z punktów widokowych — Dlouhodolské stěny (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Drugi dzień to żelazny punkt programu bodajże 4/5 turystów odwiedzających Czeską Szwajcarię, czyli Pravčická brána. Wiedząc jak popularne jest to miejsce biłem się nieco z myślami — mało jest rzeczy gorszych, niż władowanie się w dzikie tłumy — ale trafne okazało się założenie, że skoro to poniedziałkowy poranek, to można podjąć ryzyko. Parking we wsi Mezni Louka — pusty (nie było nawet obsługi, więc zaoszczędziliśmy 100 koron), Gabrielina stezka — pusta (widoki ciekawe, sama ścieżka raczej zryta jakby stada koni tamtędy przepędzano); tak dochodzimy pod cel naszej wędrówki.

Teraz czas na kilka obrazoburczych zdań. Otóż Pravčická brána, nie będę owijał w bawełnę, na kolana nas nie rzuciła: podchodząc pod budynek restauracji czuć szambem (!), wstęp kosztuje aż 75 koron (przypominam, że za możliwość wielogodzinnego obchodu Skalnego Miasta płacimy 70 koron), pod samym (imponującym) łukiem skalnym witają nas biesiadne ławki ustawione na wylanym betonie; cudem w ten poniedziałkowy poranek jesteśmy tam kompletnie sami.
Fajniej jest nieco wyżej, bo trzy vyhlídki pozwalają przyjrzeć się temu bajzlowi z odpowiedniej odległości — ale i tak najciekawszy widok jest na położone po przeciwnej stronie Dlouhodolské stěny.
W zejściu odwiedzamy jeszcze Jaskinię Českých bratří, która jest świetna, z tym, że jej pech polega na tym, że jest po drodze na Pravčicką brámę, więc niemała ilość turystów korzysta z jej okolic celem ulżenia swoim potrzebom… Przykro o tym mówić, ale takiego syfu w górach dawno nie widziałem… (Powrót do szosy, a następnie leśną drogą do Mezni, skąd asfaltówką do Mezni Louki; całe kółko, naprawdę niespiesznie, zajęło nam 5 godzin.)


Pravčická brána

W takich miejscach Kuata robi tak: szybko wchodzi po schodkach, patrzy dokąd dotarła — i jeszcze szybciej zwiewa na dół (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jeskyně Českých bratří

Jeskyně Českých bratří — naprawdę bardzo ładne miejsce, ale feler, że położone po drodze do Pravčickiej brámy, więc jej otoczenie jest ździebko… zanieczyszczone (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Przechodząc do (krótkiego) podsumowania: Czeska Szwajcaria, tak dla wędrujących w psim towarzystwie, jak i wyłącznie w kompanii Homo sapiens, to rewelacyjny rewir na aktywne spędzenie czasu na łonie natury. Křinice i okolice są naprawdę zachwycające, Zadní Doubice czy Zadní Jetřichovice przywołują niejasne obrazy przeszłości, Černá brána (byliśmy tam jesienią) jest po prostu genialna.

Jednak subiektywnie — łącznie w życiu spędziliśmy tylko 8 dni na szlakach w tych pięknych okolicach, po równo na Czeską i Saską Szwajcarię, więc stać mnie tylko na subiektywną opinię — część niemiecka wydaje mi się wyraźnie ciekawsza, szlaki ambitniejsze (także widokowo; cóż z tego, że część z nich poza zasięgiem czterech łapek).
(Aczkolwiek pogląd ten może być błędny, toteż obiecuję nie ustawać w poszukiwaniach — jest przecież cała okolica na północny zachód od Děčína — Děčínský Sněžník,Tiské stěny, etc. — tam nas jeszcze nie było.)


czeska szwajcaria pies

Kuata uwielbia piasek w każdej postaci, więc piaskowiec też przypadł jej do gustu (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


czeska szwajcaria pies

Pamiątkowy familijny strzał w Czeskiej Szwajcarii (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tradycyjne namiary dla chętnych (wraz z odnośnikami do serwisu Mapy.cz):

Co do mapy w plecaku: krytyczne uwagi wyrażone pod adresem Českosaské Švýcarsko / Šluknovsko (Shocart, 1:40000) nie odnoszą się do wędrowania po Czeskiej Szwajcarii. Każdy szlak jest dostępny dla psich łap, nie grożą nam przejścia po drabinkach lub klamrach — nie trzeba kombinować, można po prostu ustalić azymut i przeć. (Natomiast Elbsandsteingebirge 761 wydawnictwa Kompass (1:25000), za bardzo się nie przyda, bo generalnie poświęcona jest Szwajcarii Saksońskiej.)

19 comments for “Kůatá na výletě — Labské pískovce

  1. Patrycja
    1 maja 2018 at 19:19

    Przepiękne widoki i jakże aktywna majówka!

    • Olgierd Rudak
      1 maja 2018 at 19:52

      To była kwietniówka jeszcze, ale fakt — widoki naprawdę świetne :)

  2. 6 maja 2018 at 20:36

    Witam przypadkiem trafiłam na Pana stronę szukając informacji o psie w Tatrach Słowackich. Także podróżujemy z suczka z azylu i prowadzimy strony do nauki języków obcych oraz z naszymi zdjęciami. Miło poznać kogoś via internet przyjaznego zwierzętom. Pozdrawiamy i zapraszamy na nasze strony.

    • Olgierd Rudak
      6 maja 2018 at 20:37

      Bardzo mi miło (i błagam, proszę, w komentarzach, zwłaszcza okołopsich, nie „Pan(i)ujmy” sobie).

      • 6 maja 2018 at 20:41

        Oczywiście ☺️

      • 6 maja 2018 at 20:43

        Polecam Magorski Park Narodowy przyjazny psom w przeciwieństwie do reszty parkow w poludniowej Polsce.

    • 6 maja 2018 at 20:39

      Strona ze zdjeciami collurio.pl zapraszamy

  3. 21 maja 2018 at 11:26

    jakiś sprawdzony nocleg możesz polecić? :) przymierzam się do czeskiej lub saskiej szwajcarii na przyszłą majówkę lub tydzień z obecnych wakacji, chociaż z racji upływających lat czworonoga wolę ciągać go po góry poza upalnymi miesiącami :)

    • Olgierd Rudak
      21 maja 2018 at 11:43

      Nie wiem jakie masz potrzeby i oczekiwania :) Mnie przy 2-3 noclegach to generalnie wisi, ma być tanio i blisko w teren.

      Ostatnim razem padło na Penzion Křinice w Krásnej Lípie (via Bóking.com), żona pochwaliła podłogę, bo z linoleum, więc nie miała stresu, że psinka coś naniesie lub poniszczy. Warunki dość spartańskie, ale wychodzimy kole 8.00 i wracamy po prawie 12 godzinach, więc niczego nie oglądam. (Właściciel jest b. sympatyczny, zwłaszcza dla psów — sam ma młodego pieska z útulku.)

      Poprzednim razem był to http://salmov.cz/ — było drożej, a wcale nie było lepiej (ale położony lepiej jeśli chcesz iść w niemieckie strony).
      Kwater w DDR nie testowałem, a teraz w ogóle kupiłem tarpa i zamierzam mieć wszystko gdzieś :)

      • 21 maja 2018 at 12:03

        oczekiwania mam dokładnie takie same – tanio i w miarę blisko :) potrzeby żony też spełnione – łazienka w pokoju ;) dzięki za fajną miejscówkę, teraz tylko muszę poczekać aż zaktualizują kalendarz rezerwacji o przyszły rok. Jakbyś potrzebował coś nad Bałtykiem to służę pomocą :)

        • Olgierd Rudak
          21 maja 2018 at 12:10

          Dzięki, ostatnio nad Bałtykiem byłem prawie ćwierć wieku temu, sądząc po metryce psa może postaram się tam zajechać w okolicach 2025 r. (miałem być wcześniej, ale poprzednie psisko mając 11 lat jeszcze parło w góry…) — więc obiecuję się odezwać ;-)

          Ja chyba mało wodny jestem, a jeśli już to raczej takie klimaty:

          Jeziorka koło Wrocławia

          Stawy Milickie

          • 21 maja 2018 at 12:44

            hehehe też tak mówiłem – teraz mając prawie 34 lata na karku przez ostatnie 3 lata nad Bałtykiem byłem więcej razy niż przez pozostałe 30 lat ;) wszystko przez adoptowanego cielaka w typie goldena :) oczywiście wyjazdy tylko poza sezonem, bo tylko wtedy jest przyjemnie i pogoda często jest ładniejsza niż w wakacje :) w tym roku na jesień pakujemy toboły i jedziemy na Korsykę, mnie się marzy zdobycie Monte Cinto i łażenie po górach, ale druga połowa tonuje zapał i zwraca uwagę na kiepską nawierzchnię dla psich łap, a niestety butów, które by się sprawdzały w górach jeszcze dla niego nie znalazłem…

            • Olgierd Rudak
              21 maja 2018 at 13:26

              https://ruffwear.com/collections/boots

              (na własne oczy tego nawet nie widziałem, więc się nie wypowiem, ale firma jest niezła; buty robi też Trixie, ale o tym w ogóle już nic więcej nie wiem)

              A przyznać trzeba, że nawet kilkanaście godzin na granitach potrafi już ciężkiemu psiakowi dać po łapach… pamiętam jak w Niżnych Tatrach wracaliśmy po łażeniu, psica z auta na kwaterę chodziła dookoła, po trawniczku — byle nie żwirową ścieżką.

              • 21 maja 2018 at 14:09

                o ile szelki robią całkiem przyzwoite, chociaż w naszych po niecałych dwóch latach w niektórych miejscach puszczają szewki (a używamy ich tylko na wyjazdach), to o butach słyszałem kilka niepochlebnych opinii (może to kwestia źle dobranego rozmiaru?) internety też mają podzielone opinie, doszedłem do wniosku, że te 350-360zł można lepiej wydać :) zdecydowałem się na wariant butów z zooplusa, taniocha – 29,90 na wyprzedaży za 4 sztuki w rozmiarze goldena – na posolonych ulicach zimą i ewentualne skaleczenia są jak znalazł, chociaż nie ma wyjścia, żeby nie trzeba było ich poprawiać lub szukać ;)

              • Olgierd Rudak
                21 maja 2018 at 14:45

                Buty butami, mnie Małżonka nakazuje przed wakacjami poszukać dzwonków na niedźwiedzie, bo znudziło ją śpiewanie i pogwizdywanie jak w ubiegłym roku.

                http://www.zvonkov.cz/home/rolnicky-prodej-vyroba-mosazne/rolnicky-pro-turisty-na-medvedy

                U nas tego jak na lekarstwo, mam nadzieję, że uda się znaleźć w jakimś stacjonarnym sklepie już na Słowacji :)

              • 22 maja 2018 at 00:27

                coś mi przeglądarka nie wyrabia i nie mogę kliknąć odpowiedz pod ostatnim komentarzem :) albo już nie ta pora… podobne dzwonki kolega kupił sobie w sporej ilości na ebay, jeśli dobrze pamiętam to cena nie była wiele większa niż w Polsce… a ja naiwnie noszę na niedźwiedzie scyzoryk i gaz pieprzowy ;) swoją drogą ciekawe, czy ktoś reklamował wadliwe działanie dzwonka ;)

                nawet wygrzebałem – https://www.ebay.pl/itm/Ultimate-Survival-Technologies-Hear-Me-Bear-Bell-w-Magnetic-Silencer-Assorted/262337434985?hash=item3d14879569:g:1kUAAOSw3W5atMPQ

              • Olgierd Rudak
                22 maja 2018 at 08:45

                Wiem, że są w internetach, ale liczę na to, że uda mi się kupić na miejscu. A jak nie, to może zrobię sam (kawałek blachy, do środka parę monet).
                Gaz na niedźwiedzia zdaje się słabo działa, bo i tak jesteś w zasięgu łap i pazurów ;-)

                A komentarze, wszystko prawidłowo — jest ograniczona ilość „w choince”, żeby te na końcu nie były wąskie na 5 literek :)

              • 22 maja 2018 at 09:32

                Mam nadzieję, że gaz w razie czego zadziała ;) przynajmniej jest przeznaczony na niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta (liczę, że dziki też, bo na śląsku mamy ich pełno i chyba prędzej na nich przetestuję gaz) – niestety swoje kosztował… zasięg według producenta to 10,5 metra, więc realne 8 też będzie ok, pytanie, czy zdążę sięgnąć do plecaka – obym nie musiał tego sprawdzać… inna sprawa, że podstawowym sygnałem ostrzegawczym jest zachowanie psa, który zwierzynę zauważa zdecydowanie wcześniej niż ja. Niemniej jak dotąd dziki mijają nas łukiem, a niedźwiedzia mam nadzieję nigdy nie spotkać :)

              • Olgierd Rudak
                22 maja 2018 at 09:42

                Dziki spotykam dość często, jak dotąd 100% uciekało, nawet te przysłowiowe lochy z warchlakami.

                Co do psa, to ciekawą sytuację miałem kilka lat temu, zimą: szedłem z Bossem (który był b. cięty na zwierzynę, ale dziki… dziki dla niego nie istniały) na przełaj przez duże pole. W pewnym momencie patrzę, wali na nas dzik; my na środku tego pola; dzik nas mija w odległości ok. 20 m (nawet ja b. dobrze czułem jego zapach) — a pies cały czas patrzy w zupełnie inną stronę, jakby ten dzik był powietrzem ;-)

Dodaj komentarz