Zámecké Vinařství Bzenec Víno Morava Classic Svatovavřinecké 2016 — pasuje jak ulał na Wszystkich Świętych

Wino odmiany Svatovavřinecké było już okazją do rozważań o ateizmie mieszkańców państwa zwyczajowo (i nadal błędnie) nazywanego „Czechami” — wino Zámecké Vinařství Bzenec Víno Morava Classic Svatovavřinecké 2016 też będzie przyczynkiem do okazjonalnych rozważań, na które zapraszam zaraz po przerwie na ilustracyjne zdjęcie.


Zámecké Vinařství Bzenec Víno Morava Classic Svatovavřinecké 2016

Zámecké Vinařství Bzenec Víno Morava Classic Svatovavřinecké 2016 (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Patronem wina jest Święty Wawrzyniec — a skoro wkrótce Wszystkich Świętych (nie tylko Wawrzyńca), a wino pochodzi z Czeskiej Republiki, to chyba nadarza się niezła okazja, by wspomnieć (bazując na świetnej książce „Zrób sobie raj” Mariusza Szczygła) o różnicach kulturowych między Polakami a Czechami w odniesieniu do chowania zmarłych.
Otóż Szczygieł pisze, że „w Pradze połowa zmarłych nie ma żadnego pogrzebu”, bo nawet ci (jeszcze) religijny Czesi nie wierzą, iżby sposób pożegnania miał na cokolwiek wpływ (ale dotyczy to także 1/4 zmarłych Morawian — i to już w 2006 r.) — zatem po likwidacji zasiłku pogrzebowego motywacja spadła (co jednak nie przeszkadza Cyganom nadal wyprawiać hucznych ceremonii pogrzebowych).
Coraz częściej zatem sytuacja kończy się następująco: po kremacji zwłok firma pogrzebowa dzwoni, że będzie można odebrać urnę (i coraz częściej rodziny nawet nie fatygują się po prochy); można też wybrać pogrzeb zbiorowy, gdzie równocześnie zawartość kilku urn wsypuje się do „dołków wsypowych” („dziura na metr głęboka” na łączce); w niektórych przypadkach urny lądują na parapecie lub obok telewizora; czasem w ogródku. Dochodzi do tego, że jest problem z nieodebranymi urnami — dziesiątkami, setkami stoją na regałach, pewnie problem byłby wieczny, gdyby na szkoleniu nie przekazano informacji, że zmieniło się prawo i teraz trzeba czekać tylko 1 rok, po czym zakład może pochować prochy we własnym zakresie.
(A zwróćcie uwagę, że „Zrób sobie raj” ma już ładnych parę lat — przez które troszkę mogło się pozmieniać nawet w Czeskiej Republice…)

O takich — doczesnych i nieszczęsnych — sytuacjach po-życiowych można sobie pomyśleć także przy lampce tego świetnego wina, które jest dokładnie tym, co najbardziej lubię w morawskich czerwonych winach morawskich: ma ciekawy, „jesienny” smak (może nawet bardziej niż jakaś frankovka); jest niedrogie — ta butelka kosztowała mnie 119,90 koron (a producent sugeruje cenę 99 koron); no i świetnie nadaje się na ukoronowanie kolejnego dobrego, ciekawie przeżytego dnia — czego sobie i P.T. Czytelnikom z całego serca życzę!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.