O tym co ja sobie myślę o pomyśle na zabijanie („depopulację”) dzików (powiedział co wiedział #50: „Z dzikami porządek muszą zrobić myśliwi… Nie zrobi tego wojsko”)

Motto na dziś: „Z dzikami porządek muszą zrobić myśliwi. To oni wiedzą gdzie dziki żyją, gdzie żerują i gdzie śpią. Nie zrobi tego wojsko” — Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa (via portalspozywczy.pl)

Zwróciła się do mnie P.T. Czytelniczka z pytaniem: co ja właściwie myślę o planie zabicia (urzędnicza nowomowa zwie to„depopulacją”) wszystkich dzików w polskich lasach?


depopulacja wybicie dzików

Depopulacja — nie bawmy się w nowomowę: chodzi o wybicie dzików — to chyba najprostszy, a więc najgłupszy sposób na rozwiązanie problemu (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dalej będzie w punktach (i nie będę ukrywał, że nie jestem aż taki mądry, żeby znać się na wszystkim, więc słucham i powtarzam argumenty osób, które uważam za godne słuchania i powtarzania):

  • zacznę z grubej rury: człowiek (im bardziej ze Wschodu, tym bardziej) tak ma, że jeśli powstaje problem, to zamiast go rozwiązać, wybierze wyjście tylko pozornie najprostsze i skuteczne — zakazać, zabić, unicestwić,
  • stąd Polska jest pełna zakazów i nakazów, które i tak ludzie mają w nosie — moje ulubione przykłady to oczywiście ograniczenia z wstępem z psem do parków narodowych (a na Słowacji nie!) oraz zakaz „puszczania psa luzem” w lesie (a w Czeskiej Republice nie) — ale także zakaz wjeżdżania samochodem do lasu lub przejeżdżania autem przez wały przeciwpowodziowe (które akurat są słuszne i logiczne, więc aż przykro, że ludzie tego nie rozumieją);
  • (podobnie jak słuszna i logiczna byłaby sankcja za niszczenie zwierzyny przez psa — ale u nas woli się wylewać dziecko z kąpielą);
  • im bardziej ze Wschodu… za Rewolucji Kulturalnej prowadzono m.in. masowe kampanie wycieńczania (na śmierć) ptaków (które były uznawane za szkodniki, bo zżerały ziarno) — na wezwanie chińskich władz miliony ludzi wychodziły z domów, tak długo strasząc ptactwo, aż te (zmęczone stałym fruwaniem) padało martwe. Były także akcje wyłapywania much, z obowiązkowym zbieraniem ich do słoiczków — pracowników, urzędników, profesorów nie rozliczano za to, co zrobili, lecz za to ile much mają w swoim słoiczku…
  • słyszałem też, że w gruncie rzeczy ASF ma bardzo szybkie działanie („zjadliwość”), przez co chory dzik generalnie i tak długo nie pociągnie… różnica polega na tym, że dzik chory — a władza chce wytłuc dziki na dziko, jak leci…
  • jeszcze inni mówią, że wystraszone akcją „depopulacji” dziki będą uciekać, a uciekając będą migrować — żeby się nie okazało, że nie tylko uda się nam wylać dziecko z kąpielą, ale także dodatkowo rozprzestrzenić ASF tam, gdzie jeszcze go nie ma (zaś zgodnie z zasadą „głupi Polak po szkodzie” winnych będziemy szukać wszędzie indziej — może wówczas oberwie się sarnom i jeleniom?);
  • abstrahując od argumentów natury humanitarnej (w radiu słyszałem, że nawet myśliwi nie są wcale szczęśliwi, że będą zmuszeni strzelać do ciężarnych loch) oraz logicznych (czy należy zabijać dziki ze względu na chorobę, na którą zapadają świnie?): niektórzy mówią, że w gruncie rzeczy najbardziej skutecznym stworzeniem roznoszącym chorobę jest człowiek, który podróżuje, przemieszcza się, przy okazji mogąc przenosić to i tamto — czy zatem nie powinniśmy (wzorem stanu wojennego) ograniczyć możliwości do podróżowania po kraju? prawo do wyjazdu poza województwo tylko za zgodą wojewody, przejście po obowiązkowych matach nasączonych odpowiednią chemią?
  • jeszcze inni mądrzy ludzie przypominają, że dzik to czyściciel lasu, bo zżera wiele rzeczy, których nikt inny nie zeżre — więc czy ktoś przemyślał jakie konsekwencje dla przyrody może mieć eksterminacja całej populacji polskich dzików? (przypominam sobie stary PRL-owski witz: że radzieccy naukowcy już wiedzą jak wybić wszystkie komary na Syberii, ale jeszcze nie wiedzą jakie będzie miało to skutki);
  • (a jakbym chciał kąśliwie odnieść się do argumentów ekonomicznych producentów trzody — oraz zboża, dla których hodowcy wieprzowiny to duży rynek zbytu: mniej ryjów do wyżywienia to mniejszy popyt na owo zboże, więc szansa na spadek cen tych produktów — tańszy chleb, mąka, makaron, czyli dla mnie tylko OK — a rolnik i tak się wyżywi, bo dostanie odszkodowanie z podatniczej kieszeni).

Słowem: cały pomysł na „depopulację” polskich dzików kojarzy mi się z takim głupawym marketingiem — nie wiedzmy co zrobić, to zróbmy chociaż coś, najwyżej się zobaczy co dalej.

27
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
A
Gość

W samo sedno.
Mam jeszcze komentarz do p.1 ale nie bede wtykac kija w mrowisko …. Ten link moze naprowadzic ….
https://m.facebook.com/Ludzie-Przeciw-Myśliwym-325356154277382/?locale2=pl_PL
Pozdrawiamy.

b52t
Gość
b52t

Trzeba pójść dalej, bo jednak dziki, to dziki, ale kto wie co tam jeszcze dzieje się w lasach – trzeba wyciąg wszystkie lasy w pień. Bez lasów nie będzie problemów z dzikami, z lisami (o jakieś to szkodniki), wilki też nie będą straszyć. Słowem będzie plus. No może zostawiłbym jakieś łaty młodników, tak, żeby lasy państwowe mogły zarabiać na wycince i sprzedaży drzew w sposób ciągły. A koniecznie będzie trzeba zalać betonem, asfaltem, zabudować (to jest pomysł, rozrusza jeszcze bardziej branże budowlaną, będą tereny na mieszkania plus).
No i koniecznie trzeba pomyśleć o Banku Zbożowym.

ajax
Gość
ajax

Zboża rosnące na betonie?

b52t
Gość
b52t

To takie nawiązanie do książki Dołęgi – Mostowicza. ;-)

RYBY
Gość
RYBY

„w gruncie rzeczy najbardziej skutecznym stworzeniem roznoszącym chorobę jest człowiek”
– a już szczególnie człowiek z opozycji. ;-)
Proszę nie podsuwać rządzącym takich skojarzeń, bo metodę na dziki można łatwo przenieść na inne gatunki

gordon.shumway
Gość
gordon.shumway

A czy nie jest tak, że cała populacja dzików żyje obecnie w sztucznym środowisku, pozbawiona naturalnych wrogów oraz konkurentów przez co mnoży się to na potęgę i kontrolowany odstrzał jest zwykłą konsekwencją tego i niezbyt szczęśliwą, ale jednak koniecznością. I, że odstrzał ten, liczony w setkach tysięcy sztuk, był od wielu lat wykonywany zarówno w naszym pięknym kraju, jak i cywilizowanych krajach ościennych. A cała afera jest analogiczna np. do afery smogowej – tj. smog w podobnym natężeniu mamy od kilkunastu lat, ale temat dopiero niedawno został nagłośniony przez media? Ardanowski może wypowiada się i argumentuje jak buc, ale to… Czytaj więcej »

mall
Gość
mall

Tak właśnie nie inaczej: – ilość odstrzeliwanych dzików to ca. 100000 sztuk rocznie (do znalezienia dane GUS); więc nihil novi- nagła jatka w mediach to efekt tego, że ktoś gdzieś postanowił użyć wydarzenia do propagandy; – media niespecjalnie wspominają, że na dokarmianie zwierzyny łownej zużywa duże ilości karmy; można znaleźć wywiad z 2016r z kimś z WWF, kto używał liczby 100 tys. ton (!); może jakby nie dokarmiać dzików to byłoby lepiej? Ale gdzie wtedy 100000 myśliwych znalazłoby hobby? Inna rzecz, że obecne działania noszą wszelkie znamiona działań tchórza: – tchórz bał się podjąć decyzję o wybijaniu stad w celu… Czytaj więcej »

Mirosław M. Mączka
Gość

“Dla porównania – Czechy w 2018 r. zamknęły chorobę na kontrolowanym obszarze mniej niż 100 km. kw., bez idiotycznych sentymentów wybiły kilkaset dzików – i w parę miesięcy uwolniły się od ASF.” . “Postulat depopulacji dzików nie jest bynajmniej nowy. Organizacje rolnicze zgłaszają go od 2014 r., kiedy to w Polsce pojawiły się pierwsze ogniska ASF, prawdopodobnie zawleczone przez dziki przechodzące z Białorusi. Historia tej epidemii to pokaz indolencji polityki rolnej, fito-sanitarnej i łowieckiej wszystkich kolejnych rządów w Polsce. Fundamentalny błąd popełniono już w pierwszych tygodniach po wykryciu choroby, w lutym 2014 r. Zamiast w sposób kontrolowany odstrzelić zarażone sztuki… Czytaj więcej »

Mike
Gość
Mike

ja tu widzę pomieszanie z poplątaniem i sprzeczne doniesienia zależnie od punktu siedzenia (pro- i antyrządowe)… znaczy kto za PiSem bije dzika, kto przeciw ten się straszliwie bulwersuje
Co innego, że rząd to wymyślił i ogłosił bez żadnego pomyślunku i w sumie nie wiadomo do końca o co faktycznie chodzi.

PS. ostatnio łoś mi przebiegł przez drogę… nie spodziewałem się łosia tak blisko miasta (4-5km) i w ogóle w moich okolicach.. może też się rozpleniły za mocno? ;-)