O tym, że na razie żadnych gór nie będzie — ale 11 dni po TPLO stawu kolanowego psinka ma się zaskakująco dobrze :-)

Taki już jest los samozwańczego eksperta od górskiej włóczęgi z psem: opisze człowiek kilka wycieczek z przeszłości, pokaże parę rajcownych zdjęć — już sypią się listele, im bardziej czas wakacyjny, tym więcej ich w skrzynce — dokąd wybrać się z psem? gdzie są najlepsze szlaki górskie? którędy mamy pójść, żeby było najpiękniej? i moje ulubione: gdzie oczy Was poniosą w tym roku?
Niestety, w tym roku zaplanowanego wypadu wakacyjnego (miała być Šumava aka Bayerwald) nie będzie — jednak 11 dni po TPLO stawu kolanowego wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa jeśli chodzi o psie wędrówki!


pies TPLO stawu kolanowego

Kwietniowy wypad do Saskiej Szwajcarii — dopiero miesiąc później udało się prawidłowo zdiagnozować przyczyny kulawizny u Kuaty… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0


Zaczynając od początku: niecały rok temu Kuata zmieniła nieco krok, a zwłaszcza zaczęła siadać w nieco inny sposób. Podejrzewając dysplazję poszliśmy na badanie do dobrego weterynarza, jednak RTG nie wykazało niczego niepokojącego w stawie biodrowym, natomiast jakiś mikro-problem ujawnił się w kręgosłupie (z tych co to „nie wiadomo dlaczego taka drobnostka powoduje takie objawy, ale na pewno pies ma chodzić”). Po kilkunastu tygodniach trafiliśmy do neurologa (nie ma mielopatii, nie ma toksoplazmozy i jeszcze paru innych rzeczy); finalnie psinka dostała skierowanie na badanie rezonansem magnetycznym, który potwierdził niezwykle niewielki defekt kręgosłupa („ma się ruszać, bo jak stanie, będzie gorzej”).
Przewijając do przodu: w końcu maja udało się nam trafić do właściwego lekarza. Tym razem diagnoza była błyskawiczna, lecz dość dołująca — zaawansowane (i zabagnione) zapalenie lewego stawu kolanowego. Niestety, mimo zastrzyku „ze złota” oraz kilkunastu seansów laseroterapii kolana uratować się nie dało — doszło do zerwania więzadła… (Niestety, nie umiem wytłumaczyć dlaczego w renomowanych wrocławskich gabinetach weterynaryjnych nie słyszano o tym, że psy miewają zapalenia kolan — i że objawem jest właśnie silne kulenie!?!)



Dotąd było dość posępnie, czas na tony nieco bardziej optymistyczne: dokładnie 1 sierpnia Kuata przeszła zabieg TPLO stawu kolanowego (upraszczając: ma w łapie tytanowy implant umocowany 7 śrubami — zobaczcie poglądowy filmik na YT). Nastawialiśmy się na dwa tygodnie masakry (ona w tej chwili waży 38 kg, więc już choćby wejście po schodach na nasze 2. piętro może być kłopotliwe) — a tymczasem psiapsiółka 24 godziny po operacji wparadowała na kontrolę na czterech łapach, po trzech dniach poruszała się znacznie lepiej niż trzy dni wcześniej (a po tygodniu było naprawdę świetnie — powyżej krótki filmik nakręcony wczoraj).
W szoku są nawet doktory, bo zwykle najwcześniej jakieś efekty widać po 2-3 tygodniach (ale też zdarza się, że pies wraca do ruchu po 2-3 miesiącach), tymczasem u niej wygląda to na tyle dobrze, że być może uda się uniknąć terapii na bieżni wodnej (niestety Kuata jest bardzo płochliwa i lękliwa — chyba sobie nie wyobrażam jej marszu w akwarium…)

Rzecz jasna cały czas musimy się oszczędzać: łącznie w ciągu dnia przechodzimy nie więcej niż 800-1000 metrów, a dzisiejsze dwie godzinki siedzenia na trawce były pierwszym w tym miesiącu wypadem ambitniejszym niż na sikundę. Cały czas prowadzimy też terapię laserem (obecnie kolana prawego, być może zastrzyk „ze złota” będzie ponowiony w lewy staw kolanowy; przez ostatnie 2,5 miesiąca psica odwiedzała częściej gabinet weterynaryjny niż przez poprzednie cztery lata).
Grunt jednak, że błyskawiczne postępy i brak komplikacji rokują bardzo pomyślnie, a to przecież jest najważniejsze.

Q.E.D.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

13 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze