Seramaris Vermentino Terre Siciliane 2018 — skok w bok

Myśleliście kiedyś o małym skoku w bok? Ja mam już to za sobą, a to za sprawą odcięcia od winopoju, przez co po kolejny trunek, którego recenzja pojawia się na tutejszych łamach — włoskie białe wytrawne wino Seramaris Vermentino Terre Siciliane 2018 — musiałem wyskoczyć do pobliskiego spożywczaka.


Seramaris Vermentino Terre Siciliane 2018

Seramaris Vermentino Terre Siciliane 2018 to taki mój relaksacyjny skok w bok, zaś ten nastrój starałem się dodać na niniejszym ujęciu fotograficznym (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Przechodząc do krótkiej dygresji: rozbawił mnie wiceminister Andrzej Gut-Mostowy, który w wywiadzie dla „Rzepy” miał powiedzieć, że jeśli gdzieś pojeździmy w te wakacje, to najwyżej „do państw Grupy Wyszehradzkiej Czech, Słowacji i Węgier. Zachorowalność w tych państwach, podobnie jak w Polsce, jest niska, więc ryzyko zachorowania nie jest tam dziś tak duże jak na zachodzie Europy czy w Stanach Zjednoczonych”. Raz, że wcale nie ma pewności, czy oni przyjmą nas z otwartymi rękoma (Czechom i Słowakom koronawirusa udało się już prawie zdusić, zaś w czasie, kiedy wino to piłem, w „polskiej Katandze” krzywe szybowały). Dwa, że nie mam pojęcia jak oni chcą sprawdzać czy aby nie wymknę się dalej, na przykład na ten zgniły Zachód — będą wydawać wkładki paszportowe, ważne wyłącznie na byłe demoludy i weryfikować pieczątki przy powrocie? Dogadają się z ichnimi pogranicznikami, żeby nie wypuszczali nas dalej („pane Rudaku, máte povolení pouze pro Českou republiku, nemůžete jít do Rakouska”)?
No chyba że ktoś się zdecyduje na mały skok w bok przez granicę, bo przecież nie ma bata, żeby przypilnować każdej ścieżynki i każego zakamarka (bajdełej ciekaw jestem czy dane o lokalizacji komórek, już po ich zdeanonimizowaniu, mogłyby posłużyć do przyczepienia się do kogoś, że polazł w szkodę — czy rzeczywiście służą tylko do wysyłania przez RCB esemesów na telefony, które zalogowały się do zagranicznych sieci)…

Takim moim małym prywatnym skokiem w bok jest właśnie dzisiejsze wino (wypite tydzień temu). Wbrew niepisanej tradycji — acz zgodne z zasadą, że pisanie o winach niszowych, choćby i hipermarketowych, głębszego sensu nie ma — włoskie, z Sycylii, prosto z Lidla. Białe, wytrawne, naprawdę niezłe (kosztowało kilkanaście złotych), świetnie podpasowało pod kilkudniowy relaksacyjny wyjazd.

Co będzie dalej, zobaczymy, niemniej coraz wyraźniej widzę, że te nasze władze są zakręcone jak kij w przeręblu — decyzja o odmrażaniu trzy dni po największej dziennej liczbie pozytywnych wyników testów (w momencie zamrażania łączna liczba przypadków była prawie 6-krotnie mniejsza niż stwierdzonych 12 maja — wot logika) — więc wcale się nie zdziwię jeśli za jakiś czas nie tylko zaczną rozdawać po tysiaku na wakacje (do wydania w Polsce), ale na przykład dodawać każdemu po butelce madziarskiego wina.
Cóż, wychodzi na to, że każdy ma prawo do swojego skoku w bok.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

7 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze