James Wyllie, „Żony nazistów. Kobiety kochające zbrodniarzy” — gdy twoje żony piłują szpony…

Co łączy lub różni takie kobiety jak Magdę Goebbels, Emmy Goering, Gerdę Bormann, Evę Braun, Linę Heydrich, Margaret Himmler, Ilsę Hess oraz Emmy Goering? Czy tylko to, że lubiły plotkować, piłować pazurki i najeżdżać jedna na drugą? Czy raczej to, że były żonami swoich mężów, a więc bezkrytycznie akceptowały (lub nawet całym sercem popierały) „dokonania” dostojników, z którymi dzieliły alkowę, przy okazji korzystając z przynależności do elit Trzeciej Rzeszy? O takich historiach można się dowiedzieć z książki „Żony nazistów. Kobiety kochające zbrodniarzy” autorstwa Jamesa Wyllie.


Wyllie Żony nazistów recenzja

James Wyllie, „Żony nazistów. Kobiety kochające zbrodniarzy”, (‚Nazi wives. The Women at the Top of Hitler’s Germany”), tłum. Janusz Ochab, wyd. Agora, na papierze 368 stron


Przecież to jasne, że w świecie nazistów nie brakowało kobiet — żon i kochanek — a skoro o hitlerowskim reżimie zostało powiedziane już prawie wszystko, trudno, żeby nie dopowiedzieć mniej lub bardziej ciekawych (a czasem pikantnych!) szczegółów.
Na przykład o tym, że:

  • do udanego (i wcześniejszych nieudanych) prób samobójczych Geli Raubal, doszło przez to, że stała się ofiarą niezbyt zdrowych uczuć (a na pewno zazdrości i osaczenia) swego wujka (swoją drogą ciekawe na ile samobójstwo ukochanej mogło ukierunkować psychikę Hitlera — przecież taki wątek pojawia się w kontekście pogłębiającego się szaleństwa Stalina po samobójstwie Nadieżdy Alliłujewej);
  • autor podaje, że przypadek Geli wcale nie nauczył Hitlera zbyt wiele — związawszy się już z Evą Braun traktował ją dość podobnie, co wywołało i u niej dwie próby samobójcze (tak, w książce nawet na zająknięcie nie pojawia się wątek rzekomego homoseksualizmu Hitlera);
  • status członka elity pozwalał (jak zawsze) na więcej: chociaż narodowosocjalistyczny wzorzec Frau wykluczał używanie utensyliów w rodzaju szminki, etc., Magda Goebbels pachniała perfumami Elisabeth Arden i ukazywała się na okładkach magazynów o modzie (co musiał wyciszać jej małżonek, który przecież odpowiadał za promocję „właściwego” wizerunku nazistowskiej kobiety);
  • relacje Magdy Goebbels z Hitlerem były na tyle niejasne, że właściwie można mówić o trójkącie: jeszcze jako Magda Quandt była zdecydowanie bardziej zainteresowana samym Führerem, któremu znów zależało na opinii faceta, który poświęcił wszystko dla dobra Niemiec. Wyjściem było małżeństwo z jednym z przybocznych, co wcale nie zmieniło faktu, że dla żony późniejszego ministra propagandy przewidywano rolę nieformalnej pierwszej damy;
  • konsekwencją takiej roli Frau Goebbels było to, że nawet największy kryzys małżeński — wywołany jawnym romansem ministra z Lídą Baarovą — nie uprawniał jej do rozwodu bez zgody Führera (co ciekawe nazistowski reżim wcale nie sprzeciwiał się rozwodom jako takim — nieszczęśliwe małżeństwo oznaczało brak dzieci, a płodność była istotnym wyznacznikiem dorobku niemieckiej kobiety, mierzonego nie tylko kolorem przyznanego Mutterkreuza); pamiętajmy też, że rolą żony zmarłego esesmana było dalej rodzić (Lebensborn);
  • (Magda Goebbels wcale nie była mu dłużna — przecież jej półoficjalnym kochankiem był Karl Hanke, późniejszy ostatni Gauleiter w oblężonym Breslau, ten sam, który jako jedyny uciekł aeroplanem startującym ze specjalnie utworzonego lotniska);
  • przy okazji dowiadujemy się, że Himmler miał takiego hopla na punkcie okultyzmu i antychrześcijaństwa, że nie tylko w ramach całej SS skłaniał się ku pogaństwu (runy SS nie były jedynym odniesieniem do Odyna et consortes), ale też nakazał powołanej przez siebie organizacji Ahnenerbe prowadzenie całkiem na poważnie badania naukowe nad paleniem na stosie czarownic (por. recenzja książki „Boginie z Žítkovej” Kateřiny Tučkovej);
  • natomiast Gerda Bormann była tak nakręcona — ideologicznie, ale też osobowościowo — że była w stanie nie tylko zaakceptować mężowskie skoki w bok, ale nawet zaproponowała życie z kochanką Martina w oficjalnym trójkącie;
  • Rzesza dysponowała także importowanymi idiotkami, których czołowym przykładem może być Unity Valkyrie Mitford — tak bardzo zafascynowana Führerem, że na wieść o wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Wielką Brytanię strzeliła sobie w głowę (Diana, siostra Unity, była natomiast żoną Oswalda Mosleya — niezła rodzinka…);
  • ciekawe są też informacje o podejmowanych przez Ilsę Hess próbach uwolnienia jej męża — do końca, czyli do jego śmierci w 1987 r. — zarówno odwołując się do ONZ, powołując na Europejską Konwencję Praw Człowieka (!), jak i po prostu na zły stan zdrowia.

A poza tym rzeczywiście: niektóre się lubiły, inne ze sobą gryzły maksymalnie, część wierzyła w nazizm od początku do końca, inne jakby nieco mniej (Emmy Goering), jeszcze inne właściwie były od początku odstawione na boczny tor (Margaret Himmler; a wiedzieliście, że córka Himmlerów zmarła wcale nie tak dawno?).
Muszę przyznać, że zabierając się za „Żony nazistów. Kobiety kochające zbrodniarzy” nie miałem zbyt wielkich oczekiwań — ot, będzie troszkę ploteczek, informacji poprzepisywanych z dziennika Goebbelsa, spekulacji autora. Tymczasem rozczarowałem się bardzo pozytywnie, bo nawet jeśli nie wszystkie podane informacje zasługują na miano nowości (co nie jest zarzutem, trudno przecież odkrywać cały czas nowe rewelacje), to ich uwypuklenie i pokazanie z nieco innej perspektywy na pewno pozwala na lepsze zrozumienie istoty nazistowskiego reżimu.
Warto sięgnąć po tę książkę, ot co.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze