Czy właściciel wychodzącego kota może ponosić odpowiedzialność wykroczeniową za brak zachowania środków ostrożności? Jeśli swobodnie wałęsający się po okolicy kot coś narozrabia? Czy jednak kot to nie pies, więc zasady bezpieczeństwa też są inne?

wyrok Sądu Okręgowego w Legnicy z 1 lipca 2025. (IV Ka 307/25)
Wychodny tryb życia kota, zwłaszcza na obszarach osiedli domów jednorodzinnych, nie jest zakazany.
opis stanu faktycznego:
- sprawa dotyczyła kota domowego — domowego, acz od lat swobodnie hasającego po osiedlu domów jednorodzinnych — zapędził się do należącej do sąsiadów przyczepy kempingowej (otwartej na czas sprzątania)…
- …a że został tam przypadkowo zamknięty na kilka dni — skończyło się to małą dewastacją („zniszczenie firanek, materacy, pozostawienie odchodów”);
- mało tego: do takiego wypadku doszło dwukrotnie;
art. 77 § 1 kodeksu wykroczeń
Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.
- toteż sąsiad (znający kota i nawet czasem go dokarmiający) poskarżył się gdzie trzeba, przeto kto trzeba wniósł o ukaranie właścicieli kota za brak zachowania środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia;
- zatem sąd I instancji wydał wyrok nakazowy, w którym uznał małżeństwo winnym zarzucanego wykroczenia;
wyrok sądu odwoławczego:
- skuteczny okazał się sprzeciw obwinionego: kot jaki jest, każdy widzi — ten kot był powszechnie znany w sąsiedztwie, także pokrzywdzonym, z tego, że jako „dachowiec” jest kotem prowadzącym swobodny tryb życia;
- owszem, istnieje pogląd, że „kot, aby być zdrowym i szczęśliwym zwierzęciem, nie potrzebuje wychodzenia na dwór” — aczkolwiek zdaniem sądu tezę tę można odnosić co najwyżej do jego dobrostanu, nie do zachowania środków ostrożności przy trzymaniu kota;
- w przypadku kotów „wychodny” tryb życia nie tylko nie jest zakazany, ale wręcz „takie zjawisko jako leżące w naturze kota, jest w naszym kręgu kulturowym akceptowane” — a więc nie da się go traktować jako wykroczenia (por. „Czy właściciel kota może dostać mandat za to, że „kot biegał luzem po drodze” — i gonił go pies?”);
- a jeśli luźny kot wyrządzi jakąś szkodę, to można co najwyżej rozważać odpowiedzialność cywilnoprawną;
- mało tego: w ocenie sądu nie sposób pomijać okoliczności, iż pokrzywdzony niejako przyczynił się do zdarzenia: zwykła ostrożność — wszakże wiedział, że inkryminowany kot swobodnie chodzi po okolicy — podpowiada, by po sprzątaniu przyczepy kempingowej sprawdzić, czy aby zwierzak się nie zawieruszył, a jednak kota wypuścił dopiero po kilku dniach;
- bo przecież trudno wymagać, by właściciel czworonoga myślał za innych i przewidział, że sąsiad będzie sprzątał przyczepę i na ten czas zabezpieczał kota;
- gdyby zatem pokrzywdzony ową ostrożność zachował, nie tylko uniknąłby szkód, ale też uchronił kota przed niewątpliwym cierpieniem wynikającym z kilkudniowego zamknięcia bez jedzenia i picia;
- co w sumie oznacza, że obwinionym trudno zarzucać winę i przypisać odpowiedzialność wykroczeniową za swobodnie wychodzącego kota;
- (na marginesie: obwinionych było dwoje (mąż i żona), prawidłowy sprzeciw wniósł tylko on, ona po terminie — jednak sąd odwoławczy uznał, że wyrok nakazowy wydany wobec kilku osób obwinionych o ten sam czyn ma charakter „kumulatywny”, zatem orzeczenie korzystne jest skuteczne wobec wszystkich, nawet jeśli nie wnieśli środka odwoławczego, art. 435 kpk).
Zamiast komentarza: z ogólną tezą orzeczenia się zgadzam, choć na gruncie normatywnym troszkę zgrzyta mi założenie, że art. 77 kw może być interpretowany inaczej w przypadku psa i kota. Natomiast konkluzja, że sam sobie winien, bo nie obadał, czy aby kot mu się nie zaplątał, jest paradna.