A skoro niedawno gruchnęło o tym, że Zbigniew Ziobro przedłożył Brukselę nad Budapeszt, dziś czas na kilka słów o tym, że jednak wybrałbym Węgry — choćby dla takiego wina jak Teleki Mediterrán Villányi Kėkfrankos 2022.
Podawałem całkiem niedawno na tutejszych łamach, że w chorwackiej drożyźnie zaskakują wysokie ceny wina („Plavac Pelješac 2022 (na miejscu proszę!)”). W kraju, w którym to zielsko rośnie wszędzie (wszędzie tam, gdzie akurat nie buduje się apartament dla turystów), trudno zejść poniżej 5 €, a i tak trzeba uważać, bo w byle spożywczaku asortyment jest przemieszany.
Co innego u Madziarów, gdzie wybór jest podobny, a ceny… w granicach trzech tysięcy forintów można przebierać, wybierać, cudować, odkładać, przekładać, a koszyk przy kasie i tak będzie pełen tego dobra (a i za dwa tysiące da się coś kupić). Na przykład ten kékfrankos wypatrzony w jakimś przydrożnym spożywczaku… nie pamiętam jakim, ale to akurat nie ma znaczenia, bo co jak co, ale na Nizinie Panońskiej jest tak, że nawet jeśli da się kupić wino drogie, to obok będzie pięć win tanich — i dobrych (i nie tylko dlatego, że wino jest dobre jeśli jest tanie).
Kupione, przywiezione, wypite; na jesień, jak każdy kėkfrankos (lemberger, frankovka, blaufränkisch, etc.), idealne — gdyby ktoś poszukiwał trunku do utopienia grudniowych smutków, zdecydowanie polecam!
(Teleki Mediterrán Villányi Kėkfrankos 2022, fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)