A skoro wczoraj było o tym, że jakoś tak się składa, że lubię jajcarskie covery, dziś czas na kilka słów o madziarskim winie Szent Gaál Szekszard Cabernet Franc 2023 — przy okazji przypadkowo odgrzebanej interpretacji punkrockowego klasyka „Too Drunk to Fuck”, w aranżacji Nouvelle Vague (teledysk na YT ma ograniczenia wiekowe, więc mogę tylko podlinkować, ale zapewniam, że kliknąć warto).
Zanim zgubię wątek w dygresyjnych dyrdymałach: Cabernet franc jest dość popularną odmianą winorośli uprawianą we Francji, rzadziej spotykany w innych częściach Europy, w tym właśnie w winnicach madziarskich — a jednak (cytuję Wikipedię) bywa mylony z Cabernet sauvignon… I tu jest moje największe zaskoczenie, bo to pierwsza enorecenzja takiego wyrobu opublikowana na tutejszych łamach (było kilka butelek Cabernet moravia, czyli lokalnej krzyżówki c.f., ale oryginał jeszcze nie gościł). Wypada więc przyznać, że początkowa ostrożność zmieniła się w może nie entuzjazm, ale na pewno zaakceptowanie: to dość lekkie, łatwe w przyswajaniu, naprawdę wdzięczne wino, które nie powinno odstręczać nawet niespecjalnie pozytywnie nastawionego konsumenta. Jeśli Frankovka może wydawać się zbyt pieprzna, a Zweigelt nader wytrawny — warto wpaść do jednego z węgierskich spożywczaków i się zaopatrzyć.
(Ceny nie pamiętam, aczkolwiek oczywiście szła w tysiące — a i tak było przyjemnie tanio w postaci do win w Chorwacji.)
A korzystając z okazji pragnę życzyć P.T. Czytelnikom — nie tylko w Nowym Roku 2026, ale co najmniej do końca dekady — wszystkiego, czego tylko uczciwy człowiek może życzyć sobie i innym. Nie podaję w detalach, bo przecież #jajakoliberał nie będę narzucał, więc niechaj sobie miasta same wpisują.
(Szent Gaál Szekszard Cabernet Franc 2023; fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)