Tak mnie właśnie naszło, a to przy okazji jatki o nadanie przez prezydenta Zełenskiego jakiejś ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” — my chyba znów zapominamy, że Polska ma stałe interesy — nawet jeśli Polska nie ma stałych sojuszników.
Pozytywne odwołanie się przez współczesną Ukrainę do nacjonalistycznych zbrodniarzy spod znaku Bandery to decyzja dla Polaków oburzająca i niezrozumiała. Zupełnie jakby Bundeswehra wystawiła na piedestał Oskara Dirlewangera, a sztandary jednostek wojskowych „chrzciła” nazistowskim „sztandarem krwi”. To jest oczywista oczywistość, której nie trzeba wyjaśniać nikomu, kto wie czym była zbrodnia wołyńska i czym może kończyć się zakłamywanie historii. Kropka.
Jednakże nierzadko słyszy się, że czasem zapominamy, że Polska niekoniecznie ma stałych sojuszników, ale Polska zawsze ma — a przynajmniej powinna mieć — stałe interesy. Że najlepsi jesteśmy w martyrologii i rozdrapywaniu ran, nie bacząc, że może wdać się infekcja i zaszkodzić.
Od przeszło czterech lat ten interes sprowadza się do dość oczywistego założenia: odeprzeć rosyjskiego agresora, postawić Putina przed sądem, przetrącić kark moskiewskiej hydrze (por. „Rosja musi zostać pokonana”). Kropka. Ten cel jest zgodny z ogólnym i wielowiekowym celem polskiej polityki: Polska powinna mieć silnych, demokratycznych i godnych zaufania sąsiadów, a każdy, kto pragnie czegoś innego, na przykład skłócić nas z sąsiadami, działa na rzecz naszych wspólnych adwersarzy. Wszystko co przeszkadza w osiągnięciu tego celu, w tym największa głupota wypowiedziana przez ukraińskiego prezydenta, powinno być odsuwane na bok — właśnie dlatego, że nawet jeśli Polska nie ma stałych sojuszników, to z pewnością ma stałe interesy.
Antagonizowanie się z Ukrainą, podsycanie animozji z przeszłości, choćby podyktowane bolesną pamięcią o pomordowanych Polakach (osobiście nie do końca wierzę w taką motywację w przypadku niektórych decydentów), to młyn na wodę brudnej polityki Putina. Przeszłość należy do historii, co rzecz jasna nie oznacza, że należy o niej zapomnieć — Zełenskiemu trzeba to dokładnie wyjaśnić — natomiast przeszłość nie powinna nam dyktować złych decyzji dotyczących przyszłości.
(Przyznam, że jeszcze niżej postrzegam nawołujących do traktowania sporu w sposób „biznesowy”, czyli jasnego stawiania sprawy komu na czym powinno bardziej zależeć i kto powinien czuć wdzięczność, więc powinien ustąpić: Ukrainie na wstąpieniu do Unii Europejskiej, Ukraina za wsparcie, w tym przyjęcie jej uchodźców? — więc to Ukraina powinna ustąpić. To jest takie słabe, że aż strach.)
Słowem: nie zapominać o ofiarach ukraińskich nacjonalistów, pielęgnować ich pamięć — przypominać, że w dzisiejszej Europie nie ma miejsca na czczenie zbrodniarzy, nawet jeśli kierował nimi jakkolwiek rozumiany „patriotym” — ale też mieć na uwadze, że interes Polski jest niezmienny i nie jest nim kłótnia z największym wrogiem naszego największego nieprzyjaciela.