Mawiają, że jeden obraz wart jest tyle co tysiąc słów — ile zatem wart jest jeden obraz, na którym jest tysiąc słów?
Ilekroć piszę coś o ruchu drogowym, zawsze chce mi się dodać „a poza tym uważam, że znaków na naszych ulicach jest za dużo”. Myślę, że więcej powinno być w przepisach — pomijając, że inwencja zarządców dróg nie zna granic, to przecież czasem trudno ogarnąć wzrokiem i umysłem tę kolorową kakofonię.

Wracając wczoraj wieczorem z Festiwalu Dobrego Piwa aż musiałem przystanąć; nie wiedząc czy obraz mi się multiplikuje od nadmiaru trunku, czy też znów popisał się ZDiUM wolałem cyknąć fotę i zbadać rzecz nieco później…
Moje najgorsze przypuszczenia się potwierdziły: oto jest skrzyżowanie (zjazd z ronda), na którym widzimy dwa znaki drogowe (B-5 „zakaz wjazdu samochodów ciężarowych” oraz D-6b „przejście dla pieszych i przejazd dla rowerzystów”) — oraz 5 (słownie: pięć) tabliczek z cyklu A WEŹ SIĘ ZATRZYMAJ I TO POCZYTAJ — a także nie widzimy (!) jednego znaku drogowego.
Pomijając oczywisty błąd w sposobie powieszenia tych wszystkich znaków i tabliczek — jakby na to nie patrzeć wynika z nich, że do przejścia i przejazdu nie muszą stosować się wskazani tam budowlańcy (a zakaz wjazdu ciężarówek „nie dotyczy obsługi bytowej mieszkańców”, a ponadto „nie dotyczy obsługi bytowej mieszkańców” — a może należy to traktować jako podwójną negację?) — zacząłem się zastanawiać ile znaków drogowych może być na jednym skrzyżowaniu i czy są jakieś ograniczenia jeśli chodzi o litanię wyjątków — oraz ile czasu można poświęcić na czytanie znaków drogowych na jednym skrzyżowaniu?
Dość pobieżna lektura rozporządzenia o szczegółowych warunkach technicznych znaków drogowych podprowadziła mnie pod konkluzję następującą:
- na słupku lub wysięgniku mogą być maksymalnie 3 znaki drogowe w układzie pionowym lub poziomym (pkt 1.5.2) — no ale tabliczka „nie dotyczy” nie jest znakiem drogowym;
- napisy na tabliczkach „powinny być tak „skomponowane, aby szerokość tabliczki nie była większa od średnicy znaku„ (pkt 3.1.2.1) — super, szkoda, że rozporządzenie nie mówi nic o sumie szerokości tabliczki (lub sumie powierzchni tabliczek);
- nie ma przepisów, które by mówiły jak szybko kierowca musi umieć czytać — ani też czy można się zatrzymać przed skrzyżowaniem (na ile szacujecie czas niezbędny do przeczytania ze zrozumieniem wszystkich tabliczek? zwłaszcza, że po lekturze pierwszej i drugiej można zacząć zabawę „znajdź 7 różnic”…) bez ryzyka mandatu za tamowanie ruchu.
Reasumując: mniej znaków drogowych to chyba nie tylko mniejsze wydatki na ich obsługę, ale też mniej niepotrzebnych kolorowych świecidełek rozpraszających kierowców (ponoć doświadczenie podpowiada, że ruch w miastach, w których zdjęto większość znaków jest spokojniejszy i bezpieczniejszy).
Czego sobie i P.T. Czytelnikom serdecznie oraz z całego serca życzę.