Oceniając klauzulę niedozwoloną sąd bada samą umowę, nie jej stosowanie w praktyce (III CZP 29/17)

W podjętej dziś uchwale Sąd Najwyższy musiał zmierzyć się ze starym i dobrym pytaniem — a może właściwie marzeniem — czy ocena klauzuli niedozwolonej powinna skupiać się na treści umowy, czy sąd powinien jednak odnieść się do praktyki, czyli sposobu wykonania umowy, w tym korzystania przez przedsiębiorcę ze spornego postanowienia?


ocena klauzuli niedozwolonej umowy

Ujęcie czysto ilustracyjne (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


uchwała 7 sędziów Sądu Najwyższego z 20 czerwca 2018 r. (III CZP 29/17)
​Oceny, czy postanowienie umowne jest niedozwolone (art. 385(1) § 1 kc), dokonuje się według stanu z chwili zawarcia umowy.

Uchwałę wydano w odpowiedzi na następujące pytanie przedstawione przez Rzecznika Finansowego:

Czy na podstawie art. 385(1) i 385(2) kc, badanie, w kontroli incydentalnej, przesłanek zgodności z dobrymi obyczajami i rażącego naruszenia interesów konsumenta — a więc nieuczciwego (abuzywnego) charakteru postanowienia (warunku) umowy — dokonywane jest według stanu z chwili zawarcia umowy, biorąc pod uwagę jej normatywną treść, uwzględniając okoliczności jej zawarcia oraz z odniesieniem, w momencie jej zawarcia do innych warunków tej umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna, czy też ocena ta dokonywana jest z uwzględnieniem sposobu stosowania (wykonywania) badanego postanowienia i umowy praktyce w okresie od daty jej zawarcia do chwili wyrokowania?​

W bardzo obszernym wniosku Rzecznik Finansowy zwraca uwagę, iż w orzecznictwie budzi duże wątpliwości kwestia jaki okres powinien badać sąd zajmujący się sprawą w trybie kontroli incydentalnej — zwłaszcza w sporach pomiędzy instytucjami finansowymi i konsumentami — czy istotna jest normatywna treść wzorca umowy, z którego wynika klauzula niedozwolona, czy jednak kluczowe jest stosowanie tej klauzuli w praktyce?

Część sądów (w tym także SN) stoi bowiem na stanowisku, że naruszenie art. 385(1) kc polega na samym w sobie ukształtowaniu treści umowy — w taki sposób, że naruszone są interesy konsumenta i dochodzi do nieusprawiedliwionej dysproporcji — zatem brać pod uwagę należy stan sprawy z daty dokonania czynności prawnej (zawarcia umowy). W takim przypadku skutek w postaci abuzywności następuje ex tunc i ex lege, zaś orzeczenie ma charakter wyłącznie deklaratoryjny.
Jednak w części orzeczeń stawia się nacisk na praktykę — wbrew literze art. 385(2) kc — wychodząc z założenia, że niedozwolone postanowienie we wzorcu niekoniecznie musi oznaczać nielegalność jego stosowania. .

art. 385(2) kc
Oceny zgodności postanowienia umowy z dobrymi obyczajami dokonuje się według stanu z chwili zawarcia umowy, biorąc pod uwagę jej treść, okoliczności zawarcia oraz uwzględniając umowy pozostające w związku z umową obejmującą postanowienie będące przedmiotem oceny.

Problem zdaniem RF wynika z błędnego tłumaczenia art. 4 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, która nakazuje odnosić się „wszelkich okoliczności związanych z wykonaniem umowy” — co by oznaczało, że art. 385(2) kc jest sprzeczny z (błędnie przetłumaczoną — we wniosku są przykłady przekładów na inne języki, z którego wynika inna treść normatywna przepisu) dyrektywą.

Konsekwencją przyjętej uchwały (SN nie opublikował jej uzasadnienia) jest teza, iż ocena klauzuli niedozwolonej wymaga analizy treści umowy — czyli klauzula będzie abuzywna przez to, że jest abuzywna, zaś jej abuzywności nie umniejszy sposób stosowania umowy w praktyce.

Osobiście jestem za, a nawet przeciw — za, ponieważ niewątpliwie taka jest litera prawa (chociaż można pogdybać o jakości tłumaczeń aktów EU) — przeciw, ponieważ tak czy inaczej jestem zdania, że kluczowe, zwłaszcza w przypadku oceny konkretnego sporu, powinno się odnosić do tego jak to konkretne zobowiązanie było wykonywane przez przedsiębiorcę.

21 comments for “Oceniając klauzulę niedozwoloną sąd bada samą umowę, nie jej stosowanie w praktyce (III CZP 29/17)

  1. Magic
    20 czerwca 2018 at 16:19

    A jakiś są konsekwencje uznania klauzuli za niedozwoloną, oprócz usunięcia jej ze wzoru umowy i z podpisanych umów?

    • Olgierd Rudak
      20 czerwca 2018 at 17:20

      Bezpośrednich żadnych więcej — chodzi właśnie o to, że jest „gumka myszka”.

      • Magic
        20 czerwca 2018 at 19:08

        To chyba nie problem. No chyba że jeszcze astronomiczne koszty zostaną. Zamiast bronić się – to już usunięto nie rozstrzygać – to powiedzieć – tak zgadzam się ze skarżącym – już usuwam.

        • Olgierd Rudak
          20 czerwca 2018 at 19:13

          Teraz to już się w ogóle pozmieniało, ale generalnie koszty nie były wysokie, nie licząc opłaty za publikację w MSiG (bodajże 70 groszy za 1 znak).

  2. Anonim
    21 czerwca 2018 at 13:03

    Jak w tej sprawie można byc”za, a nawet przeciw”?

    Regulamin restauracji, który pozwala sikać kucharzowi do zupy, nie istnieje z mocy prawa. Sąd nie musi pytać czy kucharz sikał czy nie sikał. A jeśli sikał, to czy nie więcej od innych. I czy aby jednak klientowi trochę ta zupa nie smakowała. Bo przecież tańsza.

    „Z chwili zawarcia umowy”. Kropka!

    • Olgierd Rudak
      21 czerwca 2018 at 13:54

      Można, normalnie — zgadzam się z orzeczeniem, nie zgadzam się z przepisem („powinno” tak być, czyli powinien tak mówić przepis).

      • Daniel Zieliński
        21 czerwca 2018 at 15:11

        No w zasadzie to można negować wszystko….nawet to co jasne i oczywiste

        • Olgierd Rudak
          21 czerwca 2018 at 15:31

          To się nie nazywa „negowanie”, to się nazywa „własne zdanie” — a w ujęciu akademickim mówią na to postulat de lege ferenda.

          • AB
            21 czerwca 2018 at 18:34

            Ale przepis jest wyjątkowo jasny. Nawet dla dychotomicznego akademika.
            „Oceny zgodności postanowienia umowy z dobrymi obyczajami dokonuje się według stanu z chwili zawarcia umowy”. Już nie można jaśniej.

            Dodatkowe zastrzeżenie: „biorąc pod uwagę jej treść, okoliczności zawarcia oraz uwzględniając umowy pozostające w związku z umową obejmującą postanowienie będące przedmiotem oceny.” dotyczy wyłącznie interpretacji, gdyby zapis umowy nie były jasny.
            A nie samego faktu bezsprzecznej, niewątpliwej niezgodności umowy z dobrymi obyczajami.

            • Olgierd Rudak
              21 czerwca 2018 at 20:48

              Ale czy to oznacza, że nie można mieć zdania, że prawo jest złe, więc należałoby je zmienić?

  3. TN
    21 czerwca 2018 at 18:28

    Wątpliwości Autora są pozbawione sensu.
    Przyjęcie konieczności analizy wykonania umowy skutkowało by tym, że ten sam zapis mógłby być raz abuzywny, a innym razem nieabuzywny – w zależnosci od chwili, w której się ocenia. A to już jest alogiczne.

    Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który jeszcze nie oszukuje, ale może, bo umowa daje mu taką szansę. Klient składa sprawę do sądu, a ten stwierdza, że umowa jest OK, bo póki co przedsiębiorca nie oszukuje. Wówczas przedsiębiorca może już w zgodzie z prawem „iść na całość”, bo przecież „powaga rzeczy osądzonej”. Skoro sąd już raz stwierdził, że OK, to nie może być inaczej!

    I właśnie po to, by Sąd nie musiał „miarkować”, ile tego zła jest jeszcze dopuszczalne – mamy jasny przepis.

    • Olgierd Rudak
      21 czerwca 2018 at 20:54

      Zaczynając od końca: powaga rzeczy osądzonej dotyczy relacji między tym przedsiębiorcą, a tym powodem (pomijając powództwo dot. klauzuli, gdzie rzeczywiście prawomocne orzeczenie sądu wiąże tego przedsiębiorcę i każdego innego powoda). Więc tak, jeśli będą 3 indywidualne spory z 3 różnymi klientami, sąd może różnie oceniać ten sam stan prawny i ten sam stan faktyczny (i nie będzie żadnego zarzutu res iudicata, chyba że to sprawa o abuzywność).

      Poza tym jestem zdania, że PRAWO POWINNO — w tym sensie się nie zgadzam, nie w takim, że nie rozumiem przepisu — nakazywać analizę praktyki przedsiębiorcy. Nierzadko się zdarza, że ci ludzie (bezrozumnie) przepisują od innych, ale nie dość, że nie wiedzą co tam mają napisane, to jeszcze tego nie stosują. Zdaję sobie sprawę, że to jego tzw. ryzyko (bo mógł pójść do prawnika, co nb. czasem kończy się podwójnym rachunkiem — najpierw za prawnika, a później za karę), ale jednak uważam, że prawo jest złe.

      • TN
        22 czerwca 2018 at 07:24

        Po pierwsze w powyższym przykładzie sprawa dotyczy tego samego przedsiębiorcy i tego samego klienta. Tłumaczę, ze po uzyskaniu korzystnego orzeczenia przedsiębiorca może „zejść na psy” i nic mu wówczas nie można zrobić. Moze już swobodnie oszukiwać tego samego klienta.

        A po drugie, oprócz tego że Autor wyraził swoją opinię co do potrzeby zmiany prawa, to niczym jej nie uzasadnił.
        Można, ale po co?

        • Olgierd Rudak
          22 czerwca 2018 at 08:58

          Wyobraźmy sobie, że mam umowę ciągłą, kontrahent w czerwcu zaczyna robić mnie w balona, idę do sądu — przegrywam. Później (w listopadzie) kontrahent dalej robi mnie w balona — czyli wskazuję nowy stan faktyczny. Czy sąd oddali powództwo, bo res iudicata? Nie, bo przeczyta art. 366 kpc — że powaga rzeczy osądzonej odnosi się „tylko co do tego, co w związku z podstawą sporu stanowiło przedmiot rozstrzygnięcia”.

          Postulat uzasadniam tym, że prawna ochrona konsumenta idzie zdecydowanie za daleko i nie tam, gdzie iść powinna.

  4. 22 czerwca 2018 at 09:33

    Za a nawet przeciw – już sama możliwość skorzystania z zapisu abuzywnego na niekorzyść konsumenta wystarczy.
    To co jest wiadome od 1993roku u nas musiał potwierdzić SN…

    • Olgierd Rudak
      22 czerwca 2018 at 10:28

      Od 2000 roku.

      Musiał czy nie musiał — były rozbieżności, wypunktował je Rzecznik Finansowy, SN się pochylił.

  5. 22 czerwca 2018 at 21:08

    Nie bardzo rozumiem co ma badanie tego jak bank wykonywał zobowiązanie (umowę kredytową), do oceny treści danego zapisu umowy kredytowej pod kontem badania niedozwolonego charakteru danego zapisu..?

  6. Dagmara
    23 czerwca 2018 at 00:09

    Rozbieżność wykładni pojawiła się, bo polskie tłumaczenie dyrektywy mówi o „okresie wykonywania umowy”. Niektórzy wywodzili z tego, że liczy się nie tylko to, co na papierze, ale też praktyka (http://www.rp.pl/RZECZoPRAWIE/180629798-Bartosz-Wyzykowski—Nieuczciwe-umowy-kredytowe.html)

    • 23 czerwca 2018 at 13:52

      Tak, wiem o tym. Komentarz skierowany był do autora, w kontekście ostatnich zadań wpisu na blogu.

      • Olgierd Rudak
        23 czerwca 2018 at 19:04

        Wyobraźmy sobie, że mam umowę o pracę, w której zapisano 3-dniowy okres wypowiedzenia. Czy mogę pójść z tym do sądu? Mogę. Czy wygram sprawę o odszkodowanie? Przegram.

        Dlaczego w przypadku klauzuli abuzywnej jest inaczej?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.