Czy bank odpowiada za transakcję dokonaną wskutek podrobienia podpisu klienta?

Czy bank odpowiada za transakcje dokonane na podstawie podrobionej dyspozycji, jeśli nie udowodniono, że to jego pracownik podpisał się pod przelewem — więc właściwie nie wiadomo kto zlecił wykonanie transakcji? A przy okazji: czy klient, który sprzedaje kupiony na podstawie podrobionej dyspozycji instrument finansowy, pośrednio potwierdza jego nabycie?


Odpowiedzialność banku podrobienie podpisu klienta

Odpowiedzialność banku za podrobienie podpisu klienta wynika z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa zgromadzonych środków (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 5 czerwca 2017 r. (sygn. akt VI ACa 1842/15)
Bank ma powszechny i pozakontraktowy obowiązek zapewnienia posiadaczowi rachunku bankowego dostatecznego bezpieczeństwa jego środków pieniężnych znajdujących się na tym rachunku w sposób uniemożliwiający przestępczą działalność własnych pracowników. Zaniechanie tego obowiązku skutkuje odpowiedzialnością banku na podstawie art. 415 kc za czyn własny.

Spór dotyczył odpowiedzialności banku za przelewy, pod którymi podrobiono podpisy klienta: pierwszy był transfer 754 tys. dolarów na rachunek złotowy, a dzień później poszło 2,1 mln złotych na zakup produktu strukturyzowanego („certyfikaty powiązane z indeksem…”). Pół roku później klient sprzedał część jednostek uczestnictwa w funduszu za 437 tys. złotych — a ponieważ jego zdaniem dyspozycje złożyła inna osoba, złożył reklamację, żądając zwrotu 754 tys. dolarów, 400 tys. dolarów odszkodowania i 300 tys. złotych zadośćuczynienia (finalnie żądanie powództwa obejmowało 1,1 mln dolarów, w tym zwrotu utraconych korzyści).

W ocenie banku nie powinien ponosić odpowiedzialności za operacje, ponieważ posiada pisemną dyspozycję przelewu, na której jest podpis klienta, zaś zgodnie z regulaminem bank nie odpowiada za transakcje zrealizowane zgodnie z treścią dyspozycji. Skoro przestępstwa dopuściła się inna osoba, to poszkodowanym jest bank, a nie powód.

art. 65 prawa bankowego
Bank dokonujący wypłat z rachunku bankowego jest obowiązany sprawdzić autentyczność i prawidłowość formalną dokumentu stanowiącego podstawę do wypłaty oraz tożsamość osoby dającej zlecenie.

Sąd I instancji uwzględnił roszczenia w całości: skoro biegły ustalił, że podpisy pod zleceniami przelewu zostały podrobione przez naśladownictwo (o przestępstwo został oskarżony pracownik banku, ale sąd go uniewinnił), to bank, który dopuścił do realizacji transakcji ponosi odpowiedzialność za niezapewnienie bezpieczeństwa środków pieniężnych znajdujących się na rachunku. Na banku spoczywa powszechny i pozakontraktowy obowiązek zapewnienia właścicielowi konta dostatecznego bezpieczeństwa zgromadzonych pieniędzy, w tym poprzez weryfikację podpisu pod zleceniem (art. 65 pr.bank.).
Niedopełnienie tych powinności skutkuje zarówno odpowiedzialnością deliktową (art. 415 kc), także w zakresie lucrum cessans (art. 361 par. 2 kc).

W apelacji od orzeczenia bank wskazał, że dyspozycja została wykonana zgodnie ze zleceniem klienta, który skutecznie je kupił w sposób zgodny ze swoją wolą, a w dodatku był obecny przy składaniu spornej dyspozycji, na podstawie której nabył certyfikaty. Pracownik banku został uniewinniony od zarzutów podrobienia podpisów, nie można więc mówić, że doszło do jakiegokolwiek przestępstwa — zaś zgodnie z zasadą volenti non fit iniuria bank nie może ponosić odpowiedzialności za rzekome zagarnięcie 754 tys. dolarów. Równocześnie zarzucono błędne wyliczenie szkody, bo powód nie zainwestował całości środków w struktury (część trafiła na lokatę, kupował obligacje, etc.), a sąd nie pomniejszył wysokości szkody o to, co klient odzyskał po sprzedaży certyfikatów.

Przedstawione argumenty zostały uwzględnione po części: bank nie przestawił dowodu potwierdzającego, że to powód podpisał się pod dyspozycjami przelewów — zaś zgromadzone dowody (opinia biegłego) zdecydowanie temu przeczą. Co więcej powód wskazuje, że owszem, doradca zaproponował mu operacje tego rodzaju, ale wówczas miał kategorycznie odmówić ich przeprowadzenia. Dowodów tych bank nie kwestionuje — ba, w toku postępowania złożył wniosek o przeprowadzenie dodatkowej opinii, ale wniosek ten został cofnięty. Nie ma także dowodów, by powód otrzymał z biura maklerskiego informację o nabyciu certyfikatów, zatem należy przyjąć, iż o transakcji dowiedział się kiedy chciał wypłacić pieniądze (po kilku miesiącach).
Bank nie może domniemywać zgody klienta na transakcję zakupu produktu z faktu, że po kilku miesiącach klient składa dyspozycję jego sprzedaży — to, że powód postąpił jak właściciel certyfikatów nie oznacza, że potwierdził ich nabycie (art. 103 kc).

Bank nie może zwolnić się z odpowiedzialności wskazując na to, że jego pracownik został uniewinniony od zarzutów — zwłaszcza, że cały czas podkreślał, że to on jest poszkodowany wskutek przestępczych działań własnego doradcy finansowego — owszem, sąd cywilny jest związany tylko wyrokiem skazującym (art. 11 kpc), ale w przypadku innego wyroku może poczynić własne ustalenia.

Umowa rachunku bankowego (art. 725 kc) polega na obowiązku przechowywania środków pieniężnych i przeprowadzania rozliczeń na zlecenie posiadacza rachunku. Właścicielem zgromadzonych pieniędzy jest bank, ale klient ma roszczenie o zwrot zdeponowanej kwoty, zatem niezapewnienie bezpieczeństwa pieniędzy — choćby przez umożliwienie zagarnięcia przez pracownika banku — uzasadnia odpowiedzialność deliktową banku za czyn własny (art. 415 kc), co nie wyklucza przyjęcia odpowiedzialności umownej (art. 471 kc). W przypadku banku jako profesjonalisty można mówić o podwyższonym mierniku staranności (art. 355 par. 2 kc) — dotyczy to także obowiązku weryfikacji tożsamości osób składających zlecenia.

W sprawie nie budzi wątpliwości, że to nie powód podpisał się pod dyspozycjami przelewów, co pozwala przyjąć, iż uczynił to któryś z pracowników banku (gdyby przy okienku była inna osoba, bank powinien to wyłapać i zareagować) — albo (uniewinniony) doradca finansowy, albo jego asystent — zaś podrobionymi dokumentami posłużono się w celu otrzymania prowizji od sprzedaży produktu strukturyzowanego.

Oznacza to, że bank ponosi odpowiedzialność za szkodę, która pozostawała w adekwatnym związku przyczynowym ze zdarzeniem (art. 361 par. 1 kc), jednak nie w tak szerokim zakresie jak przyjął sąd I instancji. Nie można bowiem żądać równocześnie i odsetek, i utraconych korzyści, bo sposób obliczenia szkody musi uwzględniać korzyści, które mimo powstania szkody klient uzyskał (compensatio lucri cum damno), a zalicza się do nich zarówno powiększenie majątku, jak i zaoszczędzone wydatki. Taką korzyścią są właśnie odsetki, które pomniejszają wartość szkody wynikającej z utraconych korzyści — bo równoczesne zasądzenie i odsetek, i lucrum cessans powodowałoby bezpodstawne wzbogacenie.
Skoro więc powód za sprzedaż certyfikatów uzyskał 519 tys. dolarów, to jest to korzyść, która podlega odliczeniu od wartości szkody; druga sprawa to przyjęcie założenia, iż powód inwestowałby swoje pieniądze w sposób obarczony wysokim ryzykiem, ale też generujący wysoki zysk (z dowodów wynika, że raczej inwestował w sposób bezpieczny, czyli mniej zyskowny).

Stąd też wyrok został zmieniony: bank musi zwrócić klientowi 252 tys. dolarów oraz odsetki od określonych kwot — ale klient musi zwrócić bankowi 80 tys. złotych kosztów za postępowanie apelacyjne.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.