O tym, że głosowałem za — ale bardziej przeciw

Dzień po wyborach samorządowych muszę (z ubolewaniem) przyznać się do smutnej przypadłości: coraz mniej emocjonuje mnie bieżąca polityka — natomiast staję się coraz bardziej wyrachowany. Stąd też — skoro wolę się ewentualnie denerwować, niż wstydzić — moje głosy oddałem zdecydowanie przeciw. Przeciw PiS.


wyniki wyborów samorządowych 2018

Wyniki wyborów samorządowych z 2018 roku to pstryczek w nos PiS — nawet jeśli część głosujących (podobnie jak ja) głosowała zdecydowanie przeciw (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zaczynając od końca: nie emocjonowały ani nawet niespecjalnie nie interesowały mnie sondaże przedwyborcze. A dokładnie: interesowały mnie o tyle, by wiedzieć kto ma największą szansę przeszkodzić w ewentualnym opanowaniu Wrocławia przez partię rządzącą Polską.
Dlatego w wyborach na włodarza mojego miasta oddałem swój głos na nieszczęsnego Jacka Sutryka — traktując go jako tzw. mniejsze zło; jest on z ekipy Dutkiewicza, co traktowałbym jako wystarczający deal-breaker; ale też był on jedynym kandydatem gromiącym (i to dosłownie!) Mirosławę Poraj-Różecką); w wyborach do rady i sejmiku poparłem listy KO (krzyżyk stawiając przy nazwiskach kobiet z końca tabelki, nazwisk i tak nie pamiętam).

Mój sposób głosowania traktować należy oczywiście nie jako wyraz poparcia dla Platformy Obywatelskiej lub .Nowoczesnej — kierowała mną tylko i wyłącznie przemożna chęć przeszkodzenia w dojściu do władzy PiS, która to partia została obsadzona u mnie w dyżurnej roli tych, na których na pewno nie! (kiedyś zajmował ją SLD, nie wiem co bym zrobił, gdybym stał przed alternatywą SLD vs. PiS…). Właśnie z tej okazji ukułem swoje własne porzekadełko, które zamierzam lansować przy każdej nadarzającej się okazji — obecnie brzmi ono, iż LEPIEJ SIĘ DENERWOWAĆ, NIŻ WSTYDZIĆ z poczynań władzy, a że obecnych rządów się po prostu wstydzę, rachunek był prosty.
(Oczywiście pomijając walory estetyczne istotne są dla mnie też programowe — jeśli mam do wyboru z jednej strony quasi-liberałów (a może nawet łże-liberałów), a po przeciwnej czają siły jawnie anty-liberalne głoszące jawny socjalizm (acz w prawicawym przebraniu), w gruncie rzeczy ugrupowanie czysto lewicowe w treści — to wybieram rządy prawa, jakkolwiek były one ułomne — ale na pewno nie rządy Prawa i Sprawiedliwości.)

Przechodząc do ogółu (w chwili kiedy piszę te słowa nie znam jeszcze wyników wyborów): bez dwóch zdań to jest sukces PiS, bo jak inaczej oceniać 33-proc. poparcie partii, która od trzech robi z Polski pośmiewisko (dowodami niechaj będą dwa niedawne orzeczenia TSUE — wstrzymujące „dobrą zmianę” w SN oraz de facto podważające niezawisłość polskiego wymiaru sprawiedliwości), i to przy wysokiej, bo ok. 54-proc. frekwencji. Dowodzi to, że jednak ludzie lubią mieć nawijany makaron na uszy, a kupowanie poparcia (bo jak inaczej ocenić program 500-plus?) nadal zdaje egzamin.
Nie dziwi mnie natomiast to, że władzy PiS wyparły się tzw. duże miasta, nawet jeśli jakaś inteligentna inaczej publicystka potrafi to skwitować wyłącznie tłitem o utrwalaniu „najgorszego stereotypu Polaka – cwaniaka, złodzieja i kombinatora” (ROTFL).

PS media podają, że Jacek Sutryk może mieć przeszło połowę głosów już w pierwszej turze — i to mnie całkiem cieszy.

Q.E.D.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

28 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze