Krótko i na temat, bo chociaż do wakacji pozostało sporo czasu, to jednak planować wojaże trzeba z głową (i z tym co w głowie ma zaszumieć): jakbym miał trafić na bezludną wyspę, i jakbyście mnie zapytali jaką odmianę wina chciałbym tam ze sobą zabrać, niewątpliwie mój wybór padłby na frankovkę — przy czym nie jestem szczególnie wybredny, może przybrać miano kékfrankos, lemberger, blaufränkisch czy frankovka modrá.
Dobrym przykładem takiego dobrego wina jest Víno Nitra Frankovka tradition — czyli kolejne świetne czerwone wytrawne wino zza naszej południowej granicy (ale zza tej bardziej wschodniej części tej granicy).

Na początek krótka dygresja: wino słowackie, ale frankovka? Mnie nadal nieco dziwi, bo przecież w języku słowackim ta odmiana nazywa się frankovką modrą — ale z drugiej strony nie powinno to stanowić aż takiego zaskoczenia, bo przecież recenzowane pół roku temu wino ze szczygłem (Szczygieł, Mariusz Szczygieł na tutejszych łamach pojawi się już jutro z rana) też nosiło zgoła czeskie miano.
Poza tym to oczywiście kolejny przykład świetnego trunku — to czerwone wytrawne wino pasuje dosłownie do wszystkiego. Lubię takie sączyć i przy ruskich pierogach, i przy potrawach makaronowych, a nawet wyłącznie ku prostej rozrywce, którą oczywiście jest lektura dobrej książki. Przeto niezależnie od tego gdzie nas wakacyjne oczy poniosą — wszędzie będzie dobrze, byle nie zabrakło frankovki!
Czego sobie i P.T. Czytelnikom z całego serca życzę.