Henryk Wereszycki, „Pod berłem Habsburgów. Zagadnienia narodowościowe”

Nie samym winem i górami człowiek żyje, czasem trzeba też coś przeczytać, bo inaczej się udusi w bieżącym sosie… W ostatnim czasie przeczytałem bardzo ciekawą (acz niekoniecznie potoczyście napisaną) książkę Henryka Wereszyckiego „Pod berłem Habsburgów. Zagadnienia narodowościowe”.


Wereszycki berłem Habsburgów recenzja

Henryk Wereszycki, „Pod berłem Habsburgów. Zagadnienia narodowościowe”, wyd. Wysoki Zamek, na papierze 340 stron


Krótko i na temat, wyłapując najciekawsze detale:

  • zaczynając od początku: chociaż dziś Austro-Węgry mogą jawić się jako anarchiczny archaizm (duża w tym zasługa Haška, który sportretował ją w dość specyficzny sposób), to jednak współczesnym jawiły się jako całkiem udana forma państwowości — jeszcze nie tak radykalna jak młode republiki, ale przecież daleka od satrapii Romanowów. Stąd np. Palacký miał powiedzieć, że gdyby to państwo nie istniało, to w interesie całej ludzkości należałoby je natychmiast utworzyć;
  • stąd serca i umysły ówczesnych działaczy targały spory o charakter ustrojowy C.K. monarchii. Okazuje się bowiem, że zarówno w 1848 r. jak i później (także po 1867 r.) dość silne były tendencje federalistyczne, a nawet konfederacyjne; na federację stawiali głównie Czesi, którzy widzieli państwo podzielone na siedem autonomicznych prowincji;
  • prowincje miały być wyodrębnione według kryteriów etnicznych, łatwo policzyć, że w takim państwie dominowaliby oczywiście Słowianie (których było najwięcej nie tylko w całych Austro-Węgrach, ale dominowali nawet w mocno nacjonalistycznie rządzonej Zalitawii) — stąd program ten nazywa się niekiedy austroslawizmem, jego cichym elementem było oderwanie Austrii od germańskiego korzenia;
  • te plany spełzły na niczym, po części wskutek oporu Polaków, którzy widzieli w tym ryzyko wzmocnienia wpływów rusińskich, po części za sprawą mniej lub jawnych tarć na dworze Habsburgów — stanęło na centralistycznym dualizmie z wszystkimi jego plusami dodatnimi i plusami ujemnymi. Tym pierwszym był oczywiście olbrzymi jak na ówczesne czasy poziom liberalizmu politycznego; mniej mówi się o wzroście gospodarczym (z naszej perspektywy pamięta się raczej o galicyjskiej biedzie), ale prawdą jest, że Austro-Węgry w końcu XIX wieku były bardzo bogatym państwem, w którym niekiedy istotne urzędy sprawowali przedstawiciele narodów „rządzonych”;
  • czasy Austro-Węgierskiej świetności to także okres budzenia się świadomości narodowej ludów poddanych władzy habsburskiej: od Czechów, którzy w dość przebiegły sposób postarali się o odtworzenie češtiny, poprzez łączący południowych Słowian iliryzm, aż do wykluwającego się narodu Słowaków — głównie w poczuciu opozycji do brutalnie sprawujących władzę Madziarów; ciekawe są też akapity pokazujące w jaki sposób Serbowie, wcześniejsza podpora władzy habsburskiej, najpierw odwrócili się od tronu, aby później przerzucić swoje sympatie na Rosję (a poszło o brak wyraźnego wsparcia rewolucji 1804-15, kiedy Wiedeń nie chciał ani wzmocnienia słowiańskiego i rewolucyjnego żywiołu u siebie, a jeszcze bardziej antagonizowania St. Peteresburga);
  • ale przecież był to też czas budzenia się narodowej świadomości u Niemców, których państwowości były podzielone w dość skomplikowany sposób; wszakże po rozpadzie Świętego Cesarstwa Rzymskiego powstał Związek Niemiecki o niecodziennym z dzisiejszego punktu widzenia przebiegu granic (przypomnijmy, że pieśń „Deutschland, Deutschland über alles” ma rodowód rewolucyjno-wywrotowy i jako taka przez dłuższy czas była na cenzurowanym) — dość rzec, że proces jednoczenia Niemiec wymagał… wypchnięcia Cesarstwa Austrii (które właśnie wówczas przekształciło się w dwa niezależne państwa złączone wspólnym berłem, armią i polityką zagraniczną — ale o odrębnych rządach, parlamentach i systemach prawnych);
  • im bliżej roku 1914 tym jaśniejsze się stawało, że mozaika narodowościowa C.K. staje się dla niej coraz większym obciążeniem, do czego przyczyniła się zadrażniająca polityka władz węgierskich oraz (niewłaściwa z historycznego punktu widzenia) ekspansja na Bałkany, a także oczywiście budzące się poczucie odrębności narodowej (Czechów, Słowaków, Słoweńców, Chorwatów, Rumunów, etc.). Jedną z ostatnich prób ratowania państwa była demokratyzacja wyborów (czteroprzymiotnikowe głosowanie pojawiło się już w 1907 r.), która miała doprowadzić do przerzucenia uwagi mas na walkę o interesy społeczne, zaś solidarność klas stanąć w poprzek narodowym interesom odśrodkowym, jednak plan się o tyle nie udał, że demokratyczne procedury oznaczały także walkę ze szlachtą, która stanowiła podporę tronu w każdej z części monarchii… wybuch Wielkiej Wojny, wbrew nadziejom, nie podbudował miłości do tronu — i wszystko się skończyło tak, jak się skończyło.

O tym już na tutejszych łamach było, ale będzie jeszcze parę razy: czytajcie, bo czytać warto, a książki historyczne mogą dać dużo do myślenia także o tym co dzieje się dziś.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze