O tym, że niechby dziennikarz muzyczny z „komunistycznej Trójki” puszczał farbę… byle też puszczał dobrą muzykę

cytat na dziś: „Człowiek, który przychodził do komunistycznej Trójki w czasie Stanu Wojennego, jest ostatnią osobą, która będzie mówiła o wolności mediów” — Janusz Kowalski, wiceminister w Ministerstwie Aktywów Państwowych (via WP.pl)


Janusz Kowalski Marek Niedźwiedzki

Wiceminister Janusz Kowalski jest jak zdarta płyta… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tak mnie właśnie naszło, po tym jak usłyszałem jak to wiceminister Janusz Kowalski zarzuca Markowi Niedźwiedzkiemu coś w deseń niedźwiedziej przysługi w/s kolejnego (lub kontynuacji poprzedniego, jak kto woli) sporu o Trójkę: nie, nie będę pytał kimże u licha jest wiceminister Kowalski — po prostu zapytam: a kimże u licha jest Marek Niedźwiedzki, żeby wiceminister zajmował się jego przeszłością i przyszłością?!
Dla przypomnienia: Marek Niedźwiedzki jest radiowym dziennikarzem muzycznym, zaś historia polskiego eteru na zawsze będzie wiązała jego nazwisko z Listą Przebojów Trójki. Dla osób średniego pokolenia (nawet dla niżej podpisanego, niezależnie od odmiennych preferencji muzycznych) człowiek-instytucja, na czele listy-instytucji — w przeciwieństwie do wiceministra Kowalskiego, który zapewne nawet dla najgorętszych akolitów władzy jest tylko jakimś Januszem Kowalskim, akurat wysuniętym z ramienia na czoło w resorcie wicepremiera Sasina (tego od wywalenia grubych milionów na pseudo-wybory). Kowalski et consortes obsobaczają Niedźwiedzkiego ze względu na epizod z przeszłości — otóż jako młody redaktor lokalnego radia miał przyjść na wezwanie policji politycznej, chyba coś tam opowiedział, coś tam podpisał, co ma kwalifikować go jako tajnego współpracownika ubecji.

Odniosę się do tego najprościej jak potrafię: a kimże u licha jest Marek Niedźwiedzki, żeby ktokolwiek mu wypominał błędy z przeszłości?! Jest tylko dziennikarzem muzycznym, który miał swoje audycje, swoją listę, nie uzurpował sobie statusu mędrca, wzorca moralnego, nie ubiegał się ani nie kandydował na żadne stanowisko publiczne. Nie zapraszał do swoich audycji żadnych gwiazd z firmamentu politycznego, nie angażował w bieżące pyskówki — po prostu puszczał muzykę. A może chodzi o tę muzykę, może ktoś słyszał, żeby Marek Niedźwiedzki jak ten śpioch-nielegał, podstępnie korzystając z czasu antenowego i sącząc słuchaczom do uszu „Międzynarodówkę”, pochwalał ustrój totalitarny lub realizował inne interesy jego mocodawców? Bo jeśli nie, to proszę wybaczyć, ale regularnie wisi mi co kiedyś tam zrobił lub podpisał Marek Niedźwiedzki i czy zatrudnił się w Trójce w czasie stanu wojennego (i dziwię się, że wiceministrowi to nie wisi).

Reasumując: na jakim ze światów my żyjemy, że jakiś polityk na posadzie w ministerstwie czuje się uprawniony do tego, by — w dość prymitywny sposób — suflować takie bzdury o „wolności mediów”? Ano dokładnie na takim samym, z którym tak mocno zżymał się Kisiel, kiedy politbiuro opracowywało życie kulturalne w Polsce — z tym, że wiceminister Kowalski to taki Kliszko, który chciałby być Tejchmą…

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

23 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze