Sztafety ochronne wicepremiera d/s bezpieczeństwa i porządku publicznego

„(…) musimy bronić kościołów. Za wszelką cenę. Wzywam członków PiS i tych, którzy nas wspierają (…)” — Jarosław Kaczyński w swoim orędziu o stanie swoich emocji

Gdybym chciał publicznie ośmieszyć Jarosława Kaczyńskiego, postarałbym się go pokazać w pozie lalkarza, który nieudolnie próbuje manipulować swoimi marionetkami i kazać wygłaszać niedorzeczne słowa, które można skwitować krótkim: wróg ante portas! zwołujcie sztafety ochronne! Można też dać mu do pomocy mędrców w rodzaju marszałka Terleckiego oraz odgrodzić od kilku kobiet drużyną rosłych facetów w mundurach.


Sztafety ochronne Kaczyńskiego

Lalkarz czy marionetka? Tytan czy gnom? Geniusz czy pajac? Do czego mają służyć „sztafety ochronne” Kaczyńskiego?


Zaczynając od początku i bez owijania w bawełnę: niezależnie od oceny tego, co zostało wykoncypowane przy herbatce i ciasteczkach, nie do końca rozumiem ideę protestowania przeciwko jakimkolwiek poglądom, nawet jeśli dotyczą one prawa (ale też zdrowia, religii — jak też sportu, mody, etc.). To tylko poglądy, które każdy może mieć jakie chce, a że akurat mocą umowy społecznej postanowiliśmy (jako Suweren), że pewna grupka ludzi będzie miała możliwość przekuwania swoich poglądów na prawo — np. sędziowie TK w ramach władzy oceny aktów normatywnych

W szczególności musimy bronić polskich kościołów, musimy ich bronić za każdą cenę.

Oczywiście nie oznacza to, że odmówiłbym komukolwiek prawa do protestowania — które też polega na wygłaszaniu poglądów — przeciwko czemukolwiek; z wolności słowa powinien móc korzystać każdy, nawet jeśli tkwi po uszy w mylnym błędzie (stąd też zastrzegam sobie prawo protestowania przeciwko ograniczania swobody ekspresji antycovidowcom lub zwolennikom spiskowych teorii dotyczących „zamachu smoleńskiego”). Rzecz jasna protestuję też przeciwko przeradzaniu się manifestacji w burdy, bo tak oceniam zarówno rzucanie kamieniami w policjantów, jak i robienie szopki w kościołach (zawsze w takich momentach zastanawiam się na ile jest to efekt nieuniknionego podpinania się pod tłum jednostek, które szukają okazji do awantury i bijatyki — no i nie sposób też pominąć możliwości, że za pewnymi zdarzeniami stoją inspirowani cyrylicą prowokatorzy…).
(Dla jasności i uproszczenia: jajakoliberał życzę sobie prawa każdego do manifestowania, protestowania lub popierania czegokolwiek — nawet jeśli osobiście nie zgadzam się z głoszonymi tam poglądami — bo „nie rozumiem” oznacza tylko i wyłącznie to, że nie rozumiem. Takie są przykre konsekwencje płynącego we krwi i osadzonego głęboko w szarych komórkach liberalizmu — którego właśnie dlatego nikt nie lubi, bo polega na wyjściu poza proste dychotomie.)

Czymś innym jest natomiast wczorajsze orędzie Jarosława Kaczyńskiego (o stanie jego umysłu, chciałoby się rzec). Było nie było wicepremiera w rządzie Mateusza Morawieckiego (niektórzy żartują, że Morawiecki jest premierem w rządzie wicepremiera Kaczyńskiego), w dodatku umocowanego do kierowania sprawami związanymi z bezpieczeństwem państwa (nominalnie jest to Komitet Rady Ministrów d/s Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych, M.P. z 2020 r. poz. 918; wcale niegłupie jest pytanie jak postrzegać taką rolę Kaczyńskiego w świetle ustrojowego umocowania MON?). Jeśli bowiem wicepremier d/s bezpieczeństwa i porządku publicznego jest zdania, że podczas protestów łamane jest prawo, powinien skorzystać z kompetencji nadanych mu literą prawa — a nie wzywać do tworzenia jakichkolwiek oddziałów samoobrony, pospolitego ruszenia czy sztafet ochronnych.

Wzywam wszystkich członków PiS i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła, w obronie tego, co dziś jest atakowane, atakowane nieprzypadkowo. Bardzo często w tych atakach widać elementy przygotowania, być może wyszkolenia.

Czemu mają służyć wezwane do ochrony kościołów sztafety ochronne? Czy to przejaw słabości państwa i jego najwyższych władz? Biorąc pod uwagę uliczne pokazówki Jarosław Kaczyński na brak posłuszeństwa służb nie może narzekać; może przeto chodzi o wzmożenie poczucia zagrożenia ze strony inspirowanych przez wiadome siły kręgów lejących wodę na młyn czegoś, co szefowi PiS śni się po nocach? Mówiąc prościej: jak się ludzi solidnie przestraszy (sam Kaczyński musi bać się solidnie — obrazki ze Strażą Marszałkowską chroniącą jego majestatu powinny śnić mu się miesiącami…), łatwiej nimi manipulować — a jeśli coś się urwie spod kontroli, zawsze można wskazać jako odpowiedzialnego kogoś innego (w ostateczności zrzuci się na Bormanna, ludzie jego pokroju zawsze są dobrzy w rolach tego złego).
Mleko się rozlało, wicepremier Kaczyński powiedział co wiedział, sztafety ochronne ruszyły z domowych pieleszy (a koronawirus, Sire?) — szkoda jednak, że po raz kolejny wyszło na to, że w PiS-ie nikt nie myśli o strategii kryzysowej w kategoriach szerszych niż kij i marchewka (lub chleb i igrzyska) — bo kiedyś nawet kasy na rozdawnictwo socjalne może zabraknąć, i co wówczas?
(Z mojej strony podpowiem: zostańcie w domu, nie idźcie tą drogą, nawet jeśli na dziś wydaje się słuszna choćby ze względu na pokazanie się we właściwych kręgach — zaś protestujące upraszam o należyte zachowanie się.)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

23 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze