A skoro Izba Poselska właśnie udzieliła rządowi premiera Donalda Tuska wotum zaufania (większością 243:210 głosów), mnie właśnie naszło rzucić odważne hasło, że wreszcie można powiedzieć, że dzięki bogom mamy rząd jaki powinien być — bo jaki powinien być rząd, jeśli nie właśnie taki?
Zgodnie z teorią wyboru mniejszego zła pozwolę sobie zacząć od wywodu jaki rząd być nie powinien. Otóż #jajakoliberał (z pewnymi inklinacjami anarcho-kapitalistycznymi) uważam, że żadna władza nie powinna się nam narzucać ze swoim istnieniem. Realia prawne i polityczne są jakie są (unijne regulacje vs. odgórne deregulacje), więc wystarczałoby, gdyby rząd nie forsował swojej woli na każdy możliwy temat. W sumie premier/ka jest tylko człowiekiem, ministrowie i posłowie są tylko ludźmi — jest coś bardzo nie w porządku, że od ich mniej lub bardziej przypadkowych słów (napisałbym „myśli”, ale obawiam się, że tego tu brakuje nazbyt często) zależy życie wielu milionów. Nie usprawiedliwia tego fakt, że władza polityczna ma mandat pochodzący z wyborów, ponieważ wybieramy tylko naszych posłańców, a minister to wszakże „sługa” — jest coś gorszącego w tym, że ten ogon miota całym społeczeństwem…
Takie właśnie — nadpobudliwe, ekspansywne, łamiące wszystkie zasady prawne i pozaprawne — były rządy premiera Morawieckiego i premierki Szydło oraz Sejm trzymany za mordę przez polityków PiS. Ogłaszane wieczorową porą sążniste projekty ustaw przepychane w nocy kolanem, poselskie głosowania w Sali Kolumnowej, pałowanie i szarpanie protestujących dziewuch, koronawirusowe bezprawie, „Polski Ład”, rozwalenie sądownictwa i Trybunału Konstytucyjnego, przewalanie publicznych pieniędzy do swoich, etc.,etc… Mnóstwo nadaktywności, dużo obciachu, nawet wstydu, nieskrywanego autorytaryzmu — w dodatku cały czas to niejasne acz oczywiste poczucie, że o wszystkim decyduje stojący z tyłu, nieodpowiedzialny politycznie (co najwyżej sprawujący funkcję wicepremiera w rządzie swojego premiera) Jarosław Kaczyński. Po prostu mafijne państwo PiS, w którym obstawione są wszystkie pozycje, a wola polityczna zrywa wszystkie hamulce, przełamuje wszystkie wątpliwości, rozwala wszystkie przeciwności (w sumie to mafijna międzynarodówka, o czym przekonuje udzielenie przez Orbána azylu politycznego posłowi Romanowskiemu).
W jakim kontraście wobec tego wszechobecnego, załatwiającego wszystko i od razu, tworu politycznego prezentuje się aktualny rząd „cieniasów”? Zacznę od tego, czego nie można przeoczyć: NIE MA BIEGUNKI LEGISLACYJNEJ: rząd pracuje nad tymi swoimi projektami (których mogłoby być więcej, jeśli chcielibyśmy odkręcić choćby część najdurniejszych wymysłów PiS), ale kto obserwuje Dziennik Ustaw, ten zauważa, że dominują jakieś pomniejsze zmiany rozporządzeń i… teksty jednolite ustaw. NIE MA NADPOBUDLIWOŚCI POLITYCZNEJ, ponieważ premier Tusk i jego sojusznicy, choć nie potrafią uwolnić się od współczesnego plotkarskiego sposobu prowadzenia polityki (w którym niusem dnia jest informacja o komentarzu polityka pod adresem innego polityka, a wszystko przebija kolejne szaleństwo Grigorija Rasputina), nie mają ambicji załatwić wszystkich i wszystkiego, od razu i bezapelacyjnie. To daje bardzo dużo komfortu, bo od kilkunastu miesięcy człowiek idąc spać wieczorem wie, że jutro Polska będzie wyglądała mniej-więcej podobnie, a przecież stabilność prawa i przewidywalność polityki jest wartością samą w sobie. (I jeszcze raz podkreślę, że przydałoby się więcej rozsądnej aktywności, bo przecież likwidacją TVP lub obietnicami ministra Bodnara w kontekście wymiaru sprawiedliwości można sobie deliję podbijać…). NIE MA SKANDALI, tj. są skandaliki, ale chyba żaden z nich nie sięga do kolan aferom tkanym przez arywistów od Kaczyńskiego, nie ma inwigilowania opozycji i nieprzychylnych dziennikarzy, etc.,etc.
(etc.,etc.)
To nie jest rząd idealny, a nawet daleki od ideału, ale moim zdaniem to jest właśnie taki rząd, jaki powinien być: „rząd leniów” (rząd-minimum, rząd-stróż nocny powinien być nieco leniwy, panie pośle Mentzen!), lekko wycofany, nawet jeśli przekonany o swojej najmądrzejszości, to nieprzekonujący do tego całego społeczeństwa, pozwalający złapać oddech, nieabsorbujący całym swoim aparatem od rana do wieczora.
Taki właśnie powinien być rząd, który codziennie administruje, wykonuje i kieruje — nie obala, nie kruszy, nie zwalcza i nie reformuje non-stop.
Q.E.D.