A skoro niedawno minęło pięć lat odkąd gra Radio 357, co wówczas okazało się dobrą przyczyną do tego, by własnoręcznie zbudować streamer mediów, zaś przez ten czas sporo się pozmieniało, czas chyba na krótkie odświeżenie tematu, czyli kolejnych kilka uwag jak pożenić mikrokomputerek Raspberry Pi z przetwornikiem DAC, żeby cieszyć się cyfrowym dostępnem do zasobów muzyki (ówczesny „niekoszerny” tekst okazał się najczęściej poruszanym w korespondencji kierowanej do redakcji, więc zamiast pisać za każdym razem to samo, będę mógł linkować).

Dla przypomnienia: wszystko zaczęło się od zejścia do internetów ekipy dziś znanej jako Radio 357, a na początku była Motorola G3 podpinana z gniazda słuchawkowego do stareńkiego amplitunera Diora, szybko zamienionego na nieco młodszy wzmacniacz Yamaha AX-550. Namówiony przez P.T. Czytelnika (por. komentarze pod tamtym tekstem) wkrótce zdecydowałem się połączyć Raspberry Pi 4B z najtańszą nakładką DAC HiFiBerry i… dalej już poszło. Najsamprzód służyło to jako odtwarzacz multimediów (radio internetowe, Tidal1, jakieś netfliksy, etc.,etc.), jednak dość prędko okazało się, że przecież chodzi mi o słuchanie muzyki, więc zainstalowałem Volumio OS i tak już zostało.

Jedyną stałą rzeczą jest permanentna zmiana: ten pierwszy zestaw poszedł do ludzi, a ponieważ z tego wszystkiego przestałem słuchać płyt kompaktowych (kilka miesięcy temu pozbyłem się nawet odtwarzacza CD!), zainwestowałem w prawie najdroższą nakładkę HiFiBerry DAC2 Pro… a nawet dwie, bo z niejasnych przyczyn pierwsza pieprznęła (być może wskutek jakiegoś wyładowania elektrostatycznego), po czym umarła i druga — przeto finalnie postawiłem na tańsze, „fabryczne” rozwiązanie: za przetworzenie sygnału cyfrowego na analogowy odpowiada przetwornik analogowo-cyfrowy Raspberry Pi DAC+ (wcześniej znane jako IQaudio DAC+, ale fundacja Raspberry Pi przejęła tego producenta.

Aha, jeszcze jedną drobną nowością w tym zestawie jest wzmacniacz zintegrowany Rotel A10. Naprawdę drobną, bo wysokość jego panelu to zaledwie 60 mm (całkowita 72 mm), więc przy gigantycznej Yamasze AX-550 wygląda on jak zabawka — ale jak dla mnie mimo „zaledwie” 40 W mocy gra idealnie. Jakby ktoś pytał: na końcu są kolumny Teufel Ultima 40, które są tanie, bo dobre, a wszystko od stoner-rocka, poprzez funkowe klimaty, aż do starego Lady Pank i Johnny’ego Casha brzmi (jak dla mnie) znakomicie.

Ile kosztuje taki własnoręcznie zbudowany odtwarzacz mediów? Licząc po aktualnych cenach:
- mikrokomputer Raspberry Pi 4B RAM 2 GB (link) — ok. 230 zł (przy czym do instalacji i korzystania z Volumio OS wystarczy wersja z 1 GB pamięci operacyjnej za ok. 170 zł, a zapewne nawet Raspberry Pi Zero WH za stówkę z haczykiem),
- przetwornik analogowo-cyfrowy Raspberry Pi DAC+ (link) — ok. 100 zł (w sklepach można jeszcze znaleźć go w poprzednim wcieleniu, tj. jako IQaudio DAC+),
- przezroczysta, akrylowa obudowa mieszcząca powyższy osprzęt — ok. 25 zł,
- Volumio OS — gratis, acz korzystanie z ekstra usług, w tym serwisu Tidal wymaga wykupienia usługi Volumio Premium za ok. 65 € rocznie (dla jasności: konfiguracja i obsługa Volumio to pryszcz, w przeciwieństwie do LibreELEC/Kodi, przy którym przydaje się jakieś pojęcie o Linuksie),
- do tego potrzebny jest oczywiście zasilacz, którym napędzimy „malinkę”, przy czym do dostarczenia prądu „czwórce” wystarczy przyzwoity zasilacz z wtykiem USB-C o stabilnym napięciu 5 V (warto pamiętać, że Pi 4B nie posiada własnego włącznika, więc albo trzeba się szarpnąć na kabel z przełącznikiem, albo całość podpiąć do osobnej listwy),
- a także karta micro-SD, na której instalujemy wybrane oprogramowanie (np. Volumio OS), kable RCA, którymi podłączymy całość do wzmacniacza…
- …a także jakiś sprytfon, tablet czy po prostu komputer do sterowania Volumio (i do zainstalowania aplikacji Tidal).

Jakie są plusy takiego rozwiązania? Pomijając niską cenę — jak widać grający Raspberry Pi z bardzo fajnym przetwornikiem DAC można mieć już za dwie stówki — będzie to elastyczność rozwiązania: bezbolesne eksperymenty z innym oprogramowaniem (np. HiFiBerryOS) to kwestia jeszcze jednej karty micro-SD, a jak coś się znudzi albo pójdzie nie tak, odpalenie innego softu trwać będzie tyle, co uruchomienie Windowsa XP.
Minusów nie dostrzegam, przy czym oczywiście otwartość na modyfikacje i „samoobsługowość” rozwiązania traktuję jako zaletę, nie wadę.
(wszystkie zdjęcia fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)
- przepraszam, w Kodi/LibreELEC nie było (nie ma?) możliwości uruchomienia Tidala, i to był właśnie powód, dla którego przesiadłem się na Volumio. ↩︎