Krótko i na temat, bo przecież taki nadmiar liberalizmu i tak nie przejdzie: oto do laski marszałkowskiej wpłynął projekt zmian w prawie legalizujący posiadanie na własny użytek 15 gramów konopi oraz uprawę w domu jednego krzaczka (poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii)
A mianowicie, w pewnym skrócie:
- co do zasady posiadanie środków odurzających lub substancji psychotropowych jest zabronione i penalizowane (chyba że produkty lecznicze); niewielki wyjątek w ustawie obejmuje posiadanie na własny użytek sprawcy „ilości nieznacznej” preparatów, który pozwala umorzyć postępowanie nawet przed jego wszczęciem… w praktyce nie wiadomo ile dokładnie, więc prokuratura niechętnie korzysta z tego przepisu (por. wyrok TK z 4 listopada 2014 r., SK 55/13);
- tymczasem, jak podpowiada uzasadnienie, w Czeskiej Republice legalne jest posiadanie 100 g suszu marihuany w domu i 25 g w miejscach publicznych, w Niemczech odpowiednio 50 g / 25 g oraz uprawa 3 roślin, podobny trend widać w innych państwach;
- zdaniem autorów jedynym sensownym rozwiązaniem jest legalizacja posiadania — na własne cele konsumpcyjne — niewielkich ilości ziela konopi, tj. do 15 gramów;
art. 62ab ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii [projekt]
Nie popełnia przestępstwa [posiadania środków odurzających lub substancji psychotropowych], jeżeli przedmiotem czynu zabronionego są środki odurzające w postaci ziela konopi innych niż włókniste, w jednorazowej ilości nieprzekraczającej 15 gramów, przeznaczone wyłącznie na własny użytek.
- legalizacja i depenalizacja ma sens, ponieważ zamiast ścigać za „zachowanie konsumenckie” policja będzie mogła przekierować swe zasoby na poważniejsze przestępstwa;
- zwłaszcza, że momentami wykładnia aktualnego stanu prawnego idzie w kierunku absurdu — na przykład odmowę umorzenia postępowania ze względu na „hedonistyczną motywację” sprawcy, który palił jointa i choćby się nie zaciągał, to przecież nie był uzależniony, więc na upodobanie do trawki nie można patrzeć w kategoriach schorzenia (w uzasadnieniu projektu przywołuje się wyrok SA w Krakowie z 24 maja 2021 r., II AKa 364/20);
- a przecież każda prohibicja pociąga za sobą uboczne skutki negatywne: to, że narkotyki są nielegalne, wcale nie oznacza, że ich nie ma — co najwyżej rynek przejmuje światek przestępczy;
- dla jasności: skoro legalizacja ma dotyczyć posiadania 15 gramów konopi na użytek własny, to nadal zakazany i karalny będzie handel, choćby i marihuaną — aby więc przepis nie był li tylko czczym absurdem, należy także zezwolić na uprawę jednego krzaczka, też na własny użytek;
art. 63a ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii [projekt]
Nie popełnia przestępstwa, kto uprawia jedną roślinę konopi innych niż włókniste, przeznaczoną na własny użytek.
- pod warunkiem jednak, iż uprawa nie będzie prowadzona w miejscu publicznym lub w warunkach pozwalających osobie trzeciej mieć swobodny dostęp do roślinki;
- (uprzedzając podchwytliwe pytania: jeden krzaczek na głowę, nie na parapet lub pomieszczenie w mieszkaniu, etc.);
- po co komu taki liberalizm? penalizacja palenia gandzi może skutkować niechęcią do terapii uzależnień — bo żeby się uzależnić, trzeba było mieć — a więc poniekąd prokurator i odsiadka na karku (por. „„Znaczna ilość” narkotyków zależy od tolerancji organizmu — czyli im więcej palisz, tym mniej ryzykujesz”);
- zaś możliwość przejścia na produkcję własną daje też pewność jakości: nie dosypią chemii, nie skażą nawozem, etc.;
- od kiedy ta zmiana? ano już po 14-dniowym vacatio legis… licząc od nie wiadomo kiedy, a właściwie to nie wiadomo czy w ogóle, bo przecież jakiś palant zawsze powie, że to pobłażanie kryminalistom jest.
Tytułem komentarza: oczywiście popieram, bo liberalizmu nigdy dość — a wolność ludzką popieram nawet wówczas, gdy sam nie skorzystam. (Ale będzie trzeba jakieś przepisy o emisji smrodu wzmocnić, bo od niektórych skunów dobiegających z krzaków robi się naprawdę niedobrze.)