Za awanturę na Facebooku — przeprosiny na Facebooku

Ważny wyrok dla tych internautów, którzy mają w zwyczaju załatwiać swoje porachunki na Fejsbóku: sąd prawomocnie orzekł, że publiczna połajanka może skończyć się publicznymi przeprosinami (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 19 września 2014 r., sygn. akt I ACa 284/14).

Sprawa miała następujący obrót: człowiek (pozwany w sporze sądowym) kupił w sklepie spodnie, po jakimś czasie poszedł je reklamować na podstawie przepisów o rękojmi i zażądał natychmiastowego zwrotu gotówki. Sprzedawca poinformował go, że jego reklamacja podpada pod sprzedaż konsumencką, a więc stosuje się tzw. niezgodność towaru z umową, o której mowa w ustawie o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. (Dla pewności: pojęcia te od blisko miesiąca mają charakter wyłącznie historyczny, albowiem ustawa o prawach konsumenta wywróciła wszystko o 180 stopni).
W końcu nieszczęsny klient przekonał ekipę sklepu, by przyjęła jego reklamację tak jak on ją widział; reklamacja została dość prędko rozpatrzona i zwrócono mu pieniądze.

Traf chciał, że tego samego dnia (zapewne po powrocie do domu) ów człowiek pożalił się publicznie na Fejsbóku:

„kiedy dzisiaj próbowałem reklamować zakupioną w sklepie (…) w Złotych T. rzecz usłyszałem od sprzedawczyni a następnie kierowniczki sklepu, że mogę zgłosić reklamację wyłącznie z tytułu gwarancji a nie mogę z tytułu rękojmi bo: >>po pierwsze nie przyjmujemy reklamacji z tytułu rękojmi; po drugie przepisy o rękojmi już nie obowiązują<<… Oczywiście po awanturze wymusiłem to co chciałem ale zapewne dziennie setki innych klientów tej nieuczciwej sieci (nie posiadającej wykształcenia prawniczego lub odpowiedniej wiedzy w tym zakresie) jest nabijanych butelkę. Jestem w szoku, że można prowadzić biznes w tak bandyckim stylu i bezczelnie oszukiwać klientów w biały dzień w centrum miasta w jednej z najmodniejszych galerii handlowych.”

Pod wpisem wywiązać się miała zażarta dyskusja, a kilka dni później pełnomocnik powoda zwrócił się do niezadowolonego klienta z wezwaniem do usunięcia naruszenia dóbr osobistych (czyli przeprosin). Pozwany odmówił, zatem stosowny pozew został skierowany do sądu, który przyjął, że użyte sformułowania w bezprawny sposób naruszyły dobra osobiste przedsiębiorstwa, głównie przez to, że sugerowały sprzeczną z prawem i dobrymi obyczajami praktykę sprzedawcy, co narażało go na utratę niezbędnego zaufania — w konsekwencji czego mogły ucierpieć jego interesy.
Pozwany został zobowiązany do trzykrotnego opublikowania na własnym profilu w Fejsbóku przeprosin: za bezpodstawne zarzucanie personelowi niekompetencji w przyjmowaniu reklamacji, sprzedawcy — nieuczciwości; oraz ogólnie za brak racji co do przepisów przysługujących konsumentom („oświadcza ponadto, iż został prawidłowo pouczony przez pracowników wskazanego wyżej sklepu o nieobowiązywaniu w chwili zakupu przez niego towaru przepisów Kodeksu cywilnego dotyczących rękojmi w odniesieniu do konsumentów, które to przepisy zostały w tym zakresie zastąpione przepisami ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego z dnia 27 lipca 2002 r.” — przepisuję za wyrokiem SO Warszawa-Praga z 5 grudnia 2013 r., sygn. akt I C 260/13).

Od wyroku pierwszej instancji apelował krewki klient, podnosząc, że wypowiedź mieściła się w granicach dozwolonej racjonalnej krytyki oraz że odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych powoda wyklucza istnienie uzasadnionego interesu społecznego (sic!). Ponadto pozwany miał twierdzić, że wskazany w wyroku sposób usunięcia naruszenia dóbr powoda jest nieadekwatny do stopnia naruszenia (sic!) — jednak na nic się to nie zdało.

Sąd Apelacyjny stwierdził, że owszem, pozwanemu przysługuje swoboda wypowiedzi, jednak nie ma ona charakteru nieograniczonego — a wolność tę limitują właśnie dobra osobiste innych osób. Przesłanką znoszącą odpowiedzialność byłoby prowadzenie przez niezadowolonego klienta rzeczowej krytyki, taka krytyka nie może być jednak napastliwa, naruszać godności krytykowanego albo też być podyktowana osobistą animozją. Takie działania nie zasługują na ochronę prawną, zarazem sposób naprawienia szkody — właśnie poprzez publiczne przeprosiny na Facebooku, czyli tam, gdzie się to wszystko zaczęło — są akuratnym sposobem zadośćuczynienia stronie pokrzywdzonej.
(Od siebie dodałbym dodatkową okoliczność: wywołując całą aferę pozwany kompletnie nie miał racji co do meritum sprawy, więc tym bardziej mu się należało; ciekawe czy dał posłuch jakiemuś trollowi z pl.soc.prawo, czy też po prostu to kolejny domorosły profesjonalista?)

Zamiast podsumowania: P.T. Czytelniku, pamiętaj, zanim zaczniesz aferę, sprawdź zaplecze. A jeśli chcesz się pieklić o nową ustawę konsumencką, to nie miej do mnie pretensji, że to częściowo bubel jest.

PS zabawne: animizując dane w opublikowanym orzeczeniu sąd pisze m.in. o „serwisie społecznościowym F.” oraz o „Złotych T.” — modnej galerii handlowej… ;-)

  • Waldemar Bulkowski

    „domorosły profesjonalista?”… Ech, dwa lata temu kłóciłem się z panią z wykształceniem prawniczym o to, że
    konsumentowi nie przysługuje rękojmia… Nie dała sobie tego wytłumaczyć.
    Ostatecznie dyskusja skończyła się tym, że zostałem zgaszony argumentem „Wykładam
    prawo na uczelni i tego uczę studentów!”. O niezgodności towaru z umową nie słyszała… Współczuję tym studentom…

    Więc skoro wykładowca nie słyszał o ustawie obowiązującej od 10 lat… W tym momencie przestałem dziwić się „zwykłym” osobom, które np. chcą zwrócić towar do sklepu bo im się nie podoba…

    No, ale żeby aż do Sądu Apelacyjnego doszła powyższa sprawa? :)

  • Pingback: Post na Facebooku, nawet o małym zasięgu, może naruszać dobra osobiste | Prawo Nowych Technologii()

  • Maciej Bebenek

    Wykładnia sądu, jak działa Facebook, rozczuliła mnie. Widać, że Wysoki Sąd nie powołał biegłego :-P

  • Maciej Bebenek

    też miałem parę dyskusji z prawnikami na ten temat :-)

  • Masz na myśli ową dostępność treści „nawet dla niezalogowanych w portalu osób, zbliżając dostępność zawartych informacji do dostępności na zwykłej stronie internetowej”? Nieszczególnie znam się na Fejsbóku, ale widzę, że czasem tak, a czasem tak :)

    Biegły z zakresu fejsbókologii, dobre :)

  • … aaa, bo to się może pomieszać. Kiedyś była rękojmia, później niezgodność, teraz znów jest rękojmia…

  • Maciej Bebenek

    Czasem tak, czasem inaczej – w zależności od tego, jak sobie pan mecenas ustawi zasięg danej informacji. Mogę do znajomych, do znajomych swoich znajomych czy do wszystkich – to ustawienia standardowe. Poza standardem jest możliwość ustawienia własnych grup i dystrybuowania informacji tylko do osób w tych grupach.
    Dlatego szkoda, że sąd nie powołał biegłego :-P
    A tak poważnie, na takie orzeczenie mogą się teraz powoływać wszelkiej maści oszołomy. Skoro Sąd Apelacyjny z siedzibą w Warszawie coś takiego napisał…

  • Maciej Bebenek

    10 lat działania ustawy to rzeczywiście zbyt krótko, żeby o niej usłyszeć :-P

  • No wiesz, nie będę ukrywał, że niektórzy prawnicy mają pojęcie o niektórych dyscyplinach — tych, którymi mniej się parają — powiedzmy okołostudyjne ;-) Ja tak mam np. jeśli chodzi o procedurę karną, która nie interesowała mnie nawet wówczas, kiedy powinna, więc tym bardziej nie interesuje mnie dziś :)

  • A, co do tego, to z całą pewnością: jak znam życie codziennie na Fejsbóku jest 101 afer, z których pewnie 10 ludzie chętnie załatwiliby w sądach. Teraz będą mieli oręż.