O tym dlaczego nie wszystko w internetach jest za darmo

Coraz częściej trafiają do mnie z prośbą o poradę osoby prowadzące działalność gospodarczą, które właśnie dostały fakturę lub nawet wezwanie do zapłaty za usługi oferowane w internecie — no właśnie: ich zdaniem za darmo, zdaniem usługodawców wcale niekoniecznie. A to jakiś branżowy katalog czy inny portal komunikujący biznes z klientami, albo po prostu reklamówka. Dodał, dopisał, zaakceptował — zdziwienie, że jest należność, faktura, roszczenie.

Najpierw zaczyna się od niedowierzania: „przecież ja nic nie podpisywałem!” No tak, ale jak świat światem — nie mogę uwierzyć, że ludzie tego nie czują — na oko w życiu podpisujemy może 0,1% wszystkich umów, które zawieramy (por. O rzekomej powinności zawierania pisemnych umów „na wszystko”). Jeszcze nigdy nie miała formy pisemnej żadna moja czynność prawna odnosząca się do przysłowiowych bułek, masełka i czegoś do popicia. To samo z rowerami, odzieżą, materiałami budowlanymi, etc. etc.
Nie rozumiem dlaczego zatem oczekiwać zachowania formy pisemnej w przypadku umów świadczonych na odległość, przez internet — a nie żądać tego samego w odniesieniu do niekiedy nawet bardziej doniosłych (materialnie) czynności.

Druga sprawa to dominujące przeświadczenie, że jeśli coś jest „w internecie”, to na pewno jest za darmo. Rozumiem, że przyzwyczajenie może wynikać z faktu, że większość portali można czytać gratis (a jaki robi się raban jeśli wydawca wprowadzi opłaty!), że blogi, że fora, że inne pundelki i takie tam.
Ale przecież u licha nikogo nie dziwią opłaty w: restauracjach, zakładach fryzjerskich, u prawników, malarzy i blacharzy, u krawców i na kolei. Nikomu raczej nie zdarza się przyjść do fryzjera, dać się ostrzyc — a następnie wyrazić zdumienie, że usługodawca oczekuje zapłaty. Nikt nie zje golonki licząc na to, że będzie za darmo (mój ulubiony przykład to jakieś serwisy rowerowe, które liczą 2 złote za… dopompowanie kółek w rowerach dam…)

Dlaczego zatem za darmo ma być w internetach? Czy dlatego, że jest jakaś niepisana reguła, że usługi w internecie są nieodpłatne? Moim zdaniem nawet jeśli taka reguła faktycznie istnieje, to jest ona wyłącznie wyjątkiem ;-) A na pewno nie można domniemywać, że jeśli jakiś katalog oferuje możliwość dodania danych firmy, to przecież oczywiście, że jest to kompletnie nieodpłatne i zawsze będzie nieodpłatne.

Na gruncie kodeksu cywilnego są przecież przepisy o dziele i zleceniu, w których wyraźnie jest powiedziane, że z defaultu należy szukać cennika, a nawet jeśli go nie ma, to nie będzie oznaczało, że wszystko jest za free.

art. 628 kc
§ 1. Wysokość wynagrodzenia za wykonanie dzieła można określić przez wskazanie podstaw do jego ustalenia. Jeżeli strony nie określiły wysokości wynagrodzenia ani nie wskazały podstaw do jego ustalenia, poczytuje się w razie wątpliwości, że strony miały na myśli zwykłe wynagrodzenie za dzieło tego rodzaju. Jeżeli także w ten sposób nie da się ustalić wysokości wynagrodzenia, należy się wynagrodzenie odpowiadające uzasadnionemu nakładowi pracy oraz innym nakładom przyjmującego zamówienie.

art. 735 kc
§ 1. Jeżeli ani z umowy, ani z okoliczności nie wynika, że przyjmujący zlecenie zobowiązał się wykonać je bez wynagrodzenia, za wykonanie zlecenia należy się wynagrodzenie.
§ 2. Jeżeli nie ma obowiązującej taryfy, a nie umówiono się o wysokość wynagrodzenia, należy się wynagrodzenie odpowiadające wykonanej pracy.

Proszę czytać ze zrozumieniem: w przypadku umowy o dzieło wykonawcy należy się „zwykłe wynagrodzenie”, chyba że strony ustaliły jakąś wysokość wynagrodzenia (na przykład „0 złotych” albo „1 zł netto”). W przypadku zlecenia natomiast podstawy do założenia, że można je wykonać bez wynagrodzenia są nieco poważniejsze, aczkolwiek i w tym przypadku musi to wynikać z umowy lub z okoliczności.

Reasumując — w każdym przypadku: sprawdzać, czytać, szukać. Nie ma znaczenia czy usługodawca „podstępnie i wykorzystując” wysyła nam linka do swojego serwisu, czy też sami trafiliśmy na stronę jego serwisu, gdzie przy uzupełnianiu danych w formularzu nie było niczego o cenie.
Zgadzam się, że kawa na ławę — jednoznaczne wskazanie ceny przy składaniu zamówienia — jest rozwiązaniem stuprocentowo eleganckim, także dlatego, że nie będzie nigdy budziło wątpliwości kontrahenta (to coś nazywa się etyką, a w oparciu o nią buduje się reputację), jednak z punktu widzenia odpowiedzialności za zapłatę należności nie zmienia to szczególnie wiele.

PS Dziękuję za komentarz: powyższy tekst kieruję oczywiście do P.T. Czytelników „firmowych” — konsumenci mają swoje „zamawiam z obowiązkiem zapłaty.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

13 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze