Czy dochodzenie roszczeń z praw autorskich jest nielegalne?

Czy dochodzenie roszczeń z praw autorskich jest nielegalne? — tytuł, przyznaję się bez bicia, w stylu prowokacyjno-jątrzącym, ale chyba sam w sobie prowokacyjny felieton może być okraszony niezłą zajawką? Ale tak się składa, że zachciało mi się zareplikować na skądinąd trafny i wyważony tekst opublikowany w Dzienniku Internautów poświęcony (por. Uważaj ze zdjęciami znanych Polaków. Ktoś może żądać od Ciebie tysięcy złotych).


dochodzenie roszczeń z praw autorskich

Utwór wielokrotnie zależnie złożony: (i) teledysk, (ii) back-stage, (iii) Wasz Redaktor (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


W bardzo dużym skrócie: rzecz dotyczy działań pewnej pani fotograf, która pozywa szkoły i biblioteki, które rzekomo naruszają przysługujące jej prawa do zdjęć sławnych Polaków. Naruszenie to polega na tym, że ktoś ze szkoły lub biblioteki (czasem ponoć robią to same dzieci) pobiera z internetów fotografię jakiejś znanej osoby (na przykład Czesława Miłosza) i wykorzystuje w bieżącej pracy instytucji. Sprawa trafia do sądu i… w znanych i opisywanych przypadkach powództwa są oddalane (por. nieprawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Kaliszu z 11 marca 2015 r., sygn. akt I C 1813/14), gdzie sąd zwrócił uwagę na dwa aspekty:

  • brak oznaczenia utworu, co zdaniem sądu sprawia, że fotografka nie może wykazać autorstwa fotografii (pogląd moim zdaniem nieco kontrowersyjny — por. art. 16 pkt 2 pr.aut., który wręcz sytuuje anonimowe udostępnianie utworów jako prawo osobiste twórcy; zatem domniemanie z art. 8 ust. 2 pr.aut. nie może stać w sprzeczności z fundamentalnym prawem twórcy);
  • dozwolony użytek — tu pełna zgoda, albowiem art. 27 pr.aut. zezwala instytucjom naukowym i oświatowym (na pewno szkołom, a i bibliotekom też — por. art. 18 ust. 1 ustawy o bibliotekach i art. 2 pkt 10 ustawy o systemie oświaty) na bezpłatne korzystanie z rozpowszechnionych utworów w celach dydaktycznych.

art. 27 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia własnych badań, korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i w tłumaczeniu oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów rozpowszechnionego utworu.

I tu jest wszystko (moim zdaniem) jasne: poszedł pozew, pozwany odpowiedział jak należy, powódka nie przekonała sądu do swoich racji, powództwo o odszkodowanie za naruszenie praw autorskich zostało oddalone.
Natomiast wszystko wskazuje na to, że część komentatorów odbiera to wszystko bardzo emocjonalnie, tracąc częściowo z oczu istotę sporu — każdego sporu, dowolnego sporu, który może być rozstrzygnięty przed sądem (i chwała tej pani, że jest rozstrzygany przed sądem!).

Teraz będzie w punktach, dla jasności:

  • czy dochodzenie roszczeń z praw autorskich jest nielegalne? ;-) słowem: czy jeśli twórca uważa, że dzieje mu się krzywda lub szkoda, powinien mieć prawo zwrócić się do sądu ze stosownym roszczeniem? — IMHO jak najbardziej tak, ponieważ (jak czasem mawiam) nawet ja mogę Was, P.T. Czytelnicy, pozwać, że świeci słońce. Grunt przekonać sąd do swojej racji — w czym powinien mi przeszkadzać pozwany;
  • stąd też oczywiście fotografce przysługuje uprawnienie do wniesienia pozwu przeciwko szkole i bibliotece. Oczywiście trzeba się liczyć z tym, że strona pozwana przekona sąd, że instytucja dozwolonego użytku uprawniała ją do takiego korzystania z utworu — ale przecież nawet dozwolony użytek nie jest nieograniczony, ponieważ jego ramy wyznacza najpierw przepis szczególny, a później art. 34-35 pr.aut. Co oznacza, że zawsze można próbować przekonać sąd, że owszem, dozwolony użytek — tak, wypaczenia — nie;
  • czy to oznacza, że takie działanie — wiem, że mogę przegrać, ale decyduję się na ryzyko wniesienia niezasadnego pozwu — jest bezprawne? Oczywiście, że nie: prawo do sądu jest prawem każdego człowieka i korzystanie z tego prawa nie powinno być oceniane jako nadużycie. Tak, piszę o tym celowo, dla wytrącenia argumentu z ręki — przypominam, że pół roku temu „Dziennik Internautów” trafnie pisał o rzekomym nadużyciu prawa do informacji publicznej. Nie można mówić, że jedno z praw człowieka może być nadużywane, a inne nie — albo wóz, albo przewóz;
  • czy wnoszenie pozwów przeciwko szkołom i bibliotekom to copyright trolling? Tu mam najwięcej problemów, ponieważ oczywiście nie mamy definicji copyright trollingu, aczkolwiek na moje własne potrzeby widzę to tak, że na takie miano z pewnością zasługuje tworzenie wydumanych roszczeń (na przykład jakaś mityczna umowa, na podstawie której Lex Superior staje się „pokrzywdzonym posiadaczem majątkowych praw autorskich nabytych na podstawie licencji wyłącznej” — czyli dorabianie zaplecza do sytuacji). Natomiast o ile pani fotografka rzeczywiście jest autorką tych zdjęć (a zakładam, że tak jest) i o ile uważa, że z jakichś tam powodów dozwolony użytek nie ma nic do rzeczy — to nie można powiedzieć, by pozywanie osób, które rzekomo naruszyły jej prawa autorskie było bezprawne, niedozwolone, nielegalne… jak zwał tak zwał;
  • no i nieco z innej beczki: czy fakt, że z danego utworu można korzystać na zasadach dozwolonego użytku oznacza, że nie wolno zapłacić za korzystanie z takiego utworu? Czy zatem ewentualna zapłata honorarium za korzystanie z takiego utworu byłaby bezpodstawnym wzbogaceniem — na przykład świadczeniem nienależnym (art. 410 kc)? Czy można powiedzieć, że szkoła czy biblioteka „nie jest w ogóle zobowiązana” do określonego świadczenia? To są ciekawe pytania…

Reasumując: to chyba nie jest takie proste, tj. jest o tyle proste, o ile będziemy pamiętać, że jednak instytucja pt. dozwolony użytek zezwala na pewne działania — ale jednak działania ten należy prowadzić w sposób zgodny z jej regułami (podpis pod fotografią!) — no a w przypadku wniesienia powództwa (do czego twórca jest uprawniony) trzeba po prostu nie tracić głowy na karku i umieć się bronić.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

15 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze