Czy można przerzucić na adwokata odpowiedzialność za przegrany proces?

Dawno nic nie było o tym czy po przegranej sprawie w sądzie można dochodzić odszkodowania od pełnomocnika procesowego. Dziś zatem krótkie pytanie: jak wygląda odpowiedzialność pełnomocnika za przegrany proces? Czy uchybienia mogą być podstawą do zasądzenia odszkodowania na rzecz klienta — zwłaszcza jeśli się okaże, że klient po prostu nie miał racji i sprawa była obiektywnie nie do wygrania? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 16 lutego 2016 r., sygn. akt I ACa 1528/15).

Spór dotyczył odpowiedzialności pełnomocnika procesowego za nienależyte wykonanie umowy o zastępstwo procesowe w procesie o rozliczenie inwestycji, na której spółka z o.o. była podwykonawcą (art. 647(1) kc). Sprawa została przegrana wskutek sporządzenia przez pełnomocnika niestarannego pozwu i niewskazania istotnych faktów i wniosków dowodowych (co skończyło się prekluzją dowodoponową) — po jakimś czasie spółka cofnęła mu pełnomocnictwo, jednak nowy prawnik nie doprowadził do pozytywnego zakończenia sprawy, ani nawet na czas nie cofnął powództwa — zatem budowlańcy wystąpił z powództwem o 1,2 mln złotych odszkodowania.

Zdaniem pozwanych powództwo powinno zostać oddalone, ponieważ pełnomocnik nie ponosi odpowiedzialności za wynik procesu, a także spółka nie wykazała związku przyczynowo-skutkowego między działaniem pełnomocnika a powstałą szkodą — w szczególności, że złożenie innych wniosków dowodowych pozwoliłoby na wygranie tamtej sprawy, zaś oddalenie powództwa nie było spowodowane prekluzją dowodową.

Sąd I instancji zasądził na rzecz spółki… 3660 złotych: owszem, pozew został sporządzony przez pełnomocnika w sposób niedbały (prawidłowe wnioski dowodowe złożył, dopiero w toku postępowania, jego następca) — ale pełnomocnik procesowy, któremu klient cofnął pełnomocnictwo, także nie może ponosić odpowiedzialności za przebieg całej sprawy. Co więcej do uwzględnienia roszczeń nie wystarczy stwierdzenie niedbałości prawnika — konieczne jest wykazanie, na ile w zakładanym stanie faktycznym sprawa byłaby do wygrania. Tymczasem z uzasadnienia wyroku w przegranej sprawie wynika, że nawet prawidłowo napisany pozew i terminowo zgłoszony dowód nie zmieniłby finalnego rozstrzygnięcia. (W dodatku po części szkoda mogła powstać za sprawą prezesa spółki, który nie zaakceptował propozycji inwestora zapłatę 40-60% długu w zamian za zrzeczenie się reszty roszczeń — a za to znów odpowiedzialności nie może ponosić prawnik.)

Stąd też pełnomocnik nr 1 został zobowiązany wyłącznie do zwrotu wynagrodzenia za prowadzenie procesu oraz opłaty skarbowej od pełnomocnictwa — bo należność za niedbałe prowadzenie procesu mu się nie należy.
Powództwo wobec jego następcy oddalono, albowiem nie może ponosić konsekwencji niewłaściwego prowadzenia sprawy przez poprzednika (art. 471 kc) — i nie może odpowiadać za brak decyzji o cofnięciu pozwu.

Apelacje od wyroku wniosła spółka oraz „przegrywający” adwokat. Ponownie jednak odmówiono uwzględnienia argumentów budowlańców: sprawa została przegrana nie ze względu na prekluzję dowodową, lecz dlatego, iż „niezbędnym warunkiem solidarnej odpowiedzialności inwestora jest wyrażenie przez niego zgody na konkretną umowę o podwykonawstwo bądź brak oświadczenia inwestora przy spełnieniu warunków z art. 647(1) § 2 kc, gdyż samo tolerowanie przez inwestora faktu, że podwykonawca wykonuje prace na budowie, nie jest tożsame z wyrażeniem zgody”. Słowem: inwestor nie mógł odpowiadać za zobowiązania wobec podwykonawcy tylko dlatego, że wiedział o jego istnieniu — musi się zgodzić na prowadzenie przezeń prac — i nawet brak uchybień pełnomocnika nie odwróciłby losów procesu.

Pełnomocnik nie ponosi odpowiedzialności za wynik procesu — jako zleceniobiorca odpowiada wyłącznie za należytą staranność (art. 734 kc) — skoro zatem nawet w przypadku braku błędów wynik sprawy nie byłby inny, nie może ponosić tego konsekwencji błędów w biznesie (por. „Adwokat odpowiada za przegrany proces klienta tylko jeśli można mu zarzucić brak należytej staranności”).

Uzasadniona natomiast okazała się apelacja… prawnika: skoro nie brak należytej staranności pełnomocnika był powodem przegranej, to nie istnieje związek przyczynowy pomiędzy jego działaniem a szkodą poniesioną przez spółkę. Tymczasem wynagrodzenie za zlecenie zasadniczo płaci się z dołu (art. 744 kc), zatem skoro strona wynagrodzenie zapłaciła — nie może później domagać się jego zwrotu, zwłaszcza, że spółka nie twierdziła, że pełnomocnik nie wykonał zobowiązania i że wynagrodzenie mu się nie należy.

Przegrana dodatkowo kosztowała spółkę 6043 złotych kosztów postępowania apelacyjnego dla pozwanego prawnika oraz 5400 złotych dla jego ubezpieczyciela (po pierwszej instancji płacili po 7217 złotych dla każdego z trzech pozwanych oraz 77699 złotych na rzecz Skarbu Państwa).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

16 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze