Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta. Nowe wydanie” — Bóg, przyroda, zwierzęta

Diskjalmer: niniejsza recenzja, choć pozory mogą mylić, nie wpisuje się w jakikolwiek etap czyjejkolwiek kampanii wyborczej.
Czy można pogodzić wiarę chrześcijańską (w dodatku w wydaniu rzymsko-katolickim) z humanistycznym podejściem do przyrody? Czy jednak skoro ziemię należy czynić sobie poddaną, to należy? Na takie (i nie tylko takie) pytania możemy sobie poodpowiadać czytając książkę „Boskie zwierzęta. Nowe wydanie” autorstwa Szymona Hołowni. (Dodałbym jeszcze: Czy ukazanie trzody chlewnej w obozowych pasiakach może naruszać dobra osobiste ofiar Holokaustu? — ale Hołownia o tym akurat nie pisze.)


szymon holownia boskie zwierzeta nowe wydanie recenzja

Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta. Nowe wydanie”, wyd. SIW Znak, na papierze 320 stron


Zaczynając od końca: książka jest nieco opasła, myślę, iż gdyby owe 320 stron udało się skomasować o ½, nie utraciłaby nic na rzeczowości, a raczej zyskała na przejrzystości — jeśli będzie kiedyś „jeszcze nowsze wydanie”, można pomyśleć nie tyle o dopisywaniu, ile skracaniu (usunąć można zwłaszcza wielokrotne powtórzenia i piętrzące się wewnętrzne odesłania — bo bez dwóch zdań nie mam na myśli uniesień religijnych autora, które nie każdemu muszą wydawać się obce).

Niemniej mimo pewnego przegadania książkę na pewno warto przeczytać, a to choćby po to, by pomyśleć o tym, że:

  • chociaż może się nam wydawać inaczej, świat to jednak przede wszystkim przyroda — Szymon Hołownia (cytując) zauważa, że w samej Warszawie żyje 4,5 tys. „gatunków (nie osobników!)” wolno żyjących zwierząt, ale przeciętny człek umie wyliczyć ich znacznie mniej niż marek samochodów, kosmetyków i logotypów;
  • ciekawy jest rys historyczny, np. zwierzęta (np. szczury czy szarańcza) podlegały jurysdykcji sądowej, jeśli dokonały czynu, który średniowieczna społeczność uważano za przestępczy, zaś największą wątpliwość budziło to czy powinien być to sąd kościelny czy jednak świecki; dywagacje o prawnej odpowiedzialności zwierząt za akty przemocy prowadzono ponoć jeszcze u schyłku XIX wieku — stąd chyba grasujące nadal u niektórych ludzi stwierdzenia, iż „to pies był winny” pogryzienia);
  • praprzyczyną destrukcji przyrody ma być natomiast przeistoczenie się gatunku ludzkiego — od zbieractwa i łowiectwa do rolnictwa, co wymagało nie tylko kumulacji dóbr (ziemi), ale też pociągnęło za sobą olbrzymie i negatywne skutki dla bioróżnorodności (wiadomo, że niektóre „gorsze” odmiany zbóż i innych roślin nieśmiało wracają do łask dopiero dziś);
  • Hołownia-polityk? to brzmi jak truizm, ale jednak ciekawie brzmi (retoryczne) pytanie: dlaczego właściwie stereotypy nakazują nurtom prawicowym (ja osobiście nazywam je „prawicawymi”) domagać się eksterminacji przyrody, od lewicy natomiast oczekują jej ochrony? (mnie od razu przypominają się niegdysiejsze dyskusje o nurcie ekologicznym wewnątrz idei liberalno-konserwatywnych — i naprawdę mało kto uważał, że jest to nie do pogodzenia…);

W Polsce co minutę zabija się ponad dwa tysiące kurczaków (trzydzieści sześć w każdej sekundzie doby), czterdzieści dwie świnie i trzy krowy.

  • z natury rzeczy w książce sporo uwagi poświęca się mięsobójstwu i mięsożerstwu, począwszy od prostego przeliczenia, że tylko 3% masy kręgowców zasiedlających naszą planetę to wolno-żyjące zwierzęta — zaś 30% to ludzie, 67% to zwierzęta hodowlane, w tym od 17 do 24 mld kurczaków (Hołownia sprytnie nazywa to „cywilizacją drobiu”), zaś w rzeźni rokrocznie kończy ok. 70 mld stworzeń; cierpienie tych zwierząt generujemy od samiuśkiego początku: od przemysłowego zniewolenia w ciasnych klatach, aż do horroru podróży na przemysłową rzeź (polecam dość obrazowy opis jagniąt-niemowlaków, które w okolicach Wielkanocy jadą z ziemi polskiej na italskie stoły);
  • co gorsza hodowla zwierząt makabrycznie niszczy naszą planetę przez konieczność utrzymania całego otoczenia przemysłowego, począwszy od utrzymania upraw na paszę (zdaje się, że przeszło 3/4 powierzchni uprawnych przeznaczonych jest pod produkcję żywności, którą później zjada „wieprzowina” i „wołowina”), aż do prozaicznej konieczności uporania się z całym tym szambem, które owe zwierzęta produkują (tu polecam niezły, nawet jeśli kontrowersyjny film „The Game Changers”), hekatomby żyjątek, które zasiedlały tamte rewiry (m.in. ptaszków), etc., etc.;
  • nawet jeśli konsumentów nie interesuje dobrostan bydła i trzody, to warto wziąć pod uwagę, że przekłada się on nie tylko na jakość pożywienia, ale też na ich zdrowie — „pomimo tego, że u 22% wysłanych na ubój krów i 35% świń stwierdzono choroby, zmiany chorobowe i inne przyczyny mogące uczynić mięso niezdrowym do spożycia przez ludzi, 99,9% z nich zostało dopuszczone do spożycia” (Hołownia cytuje Greenpeace, która dotarła do danych Inspekcji Weterynaryjnej — ja odszukałem źródło czyli raport „Mięso poza kontrolą”);
  • wielkie przemysłowe farmy hodowlane to także idealne miejsce na rozwój chorób i patogenów — gigantyczne skupiska organizmów pozwalają na błyskawiczny rozwój, mutację i ekspansję najbardziej zwariowanych wirusów (świńskie grypy, ptasie grypy — warto wiedzieć zanim zaczniemy się domagać wymordowania wszystkich dzików, które oczywiście mają zginąć dlatego, że hodowcy świń nie chce się myć gumiaków); mało tego: połową produkowanych na świecie antybiotyków faszerowane są prosiaki i cielaki, co nie tylko „wzbogaca” ich skład, ale też prowadzi do coraz lepszego uodpornienia drobnoustrojów (na razie głównie słyszymy o salmonellozie);
  • sumarycznie prowadzi do do olbrzymiej nadprodukcji żywności: światowe rolnictwo jest w stanie wyżywić blisko 16 mld osób (dane FAO za 2014 rok), przy czym samego białka przeszło dwukrotnie więcej, niźli człowiek potrzebuje („zamiast wędliny eko za prawie dwadzieścia złotych muszą kupić tę za 9,95, a różnicę w cenie i tak zwrócą za jakiś czas, i to wielokrotnie, w rachunkach za lekarza”);
  • od Hołowni dostaje się też myśliwym — nie dość, że 0,003% populacji dyktuje warunki jak gospodarować dziką zwierzyną (która jest dobrem ogólnym), to w dodatku zamierza decydować o tym kto i kiedy może pójść do lasu (strzelać na prywatnych polach rzecz jasna też chcą), a wszystko oparte jest na ciekawym założeniu, że oni najbardziej kochają zwierzęta, więc najbardziej mogą decydować, które ma prawo żyć, a które nie…
  • skoro to Hołownia, to powinno być więcej o religii? no dobrze, niech będzie cytat z Jasia Kapeli (!), który miał napisać, że post wymuszał na chrześcijanach wegetarianizm przez przeszło połowę dni w roku oraz weganizm przez kolejne dwa miesiące (Hołownia-katolik dużo pisze o prawosławnych, np. w ich monasterach generalnie jada się wegańsko);
  • (jest też sporo nawiązań ściśle biblijnych, odniesień do mniej lub bardziej błędnych przekonań papistów, cytatów z mniej lub bardziej niemądrych kapłanów — jeśliście ciekawi, odsyłam do źródła).

Książka naprawdę warta przeczytania (choć przydałaby się jej nieco bardziej skondensowana wersja) — nawet jeśli nie wpłynie na zmianę poglądów i podejścia do życia, to odkąd myślenie i zwątpienie nie szkodzi, pomyśleć można.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

8 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze