Karę za celowe zniszczenie drzew — wlanie środka chwastobójczego przez otwory w pniach — ponosi ich właściciel

A teraz coś z jeszcze innej beczki: czy za zniszczenie drzew (poprzez środek chwastobójczy wlany w otwory w pniach) odpowiadać może wyłącznie bezpośredni sprawca? Czy jednak kara pieniężna może być nałożona na właściciela nieruchomości, który dopuścił do celowego podania toksycznej chemii? (nieprawomocny wyrok WSA w Gdańsku z 30 czerwca 2021 r., II SA/Gd 234/21).

Sprawa dotyczyła skargi na nałożenie na spółkę będącą właścicielem działki kary za zniszczenie rosnących na niej drzew. Zaczęło się od oględzin, które wykazały, że w pniach 41 spośród 42 drzew na działce wykonano nawierty w pniach, w otwory zaaplikowano substancję chwastobójczą o dużym stężeniu (najprawdopodobniej był to glifosat), czego skutkiem jest ich obumieranie.

Spółka wyjaśniła, że ogrodzenie terenu jest regularnie przecinane, a na działce pomieszkują bezdomni. Kilka miesięcy później wysłała pismo w sprawie zagrożenia powodowanego przez drzewa, zatem przeprowadzono kolejną kontrolę, która stwierdziła, że niektóre drzewa jeszcze rokują, ale części już nie ma, zaś reszta została po prostu zniszczona. Powołany biegły w zakresie dendrologii i aborystyki wykluczył, by drzewa umierały wskutek wody stojącej na sąsiedniej działce, gdzie był kemping (wilgoć spowodowałaby komplikacje także w przypadku innych roślin), zaś niedaleka budowa kompleksu hotelowego mogła być skutkiem co najwyżej odwodnienia terenu — ale przecież nie wywiercenie dziur w pniach. W ocenie urzędników doszło do celowego zniszczenia drzew, zatem na ich właściciela nałożono karę w wysokości 214 tys. złotych (sprawą zajmował się także prokurator w kierunku art. 181 par. 1 kk, który potwierdził, że miała miejsce celowa interwencja człowieka, ale postępowanie karne zostało umorzone ze względu na niewykrycie sprawców).

W skardze do WSA spółka zarzuciła, że nakładając karę organ nie ustalił wszystkich okoliczności sprawy, a zwłaszcza przyczyny obumierania roślin, zwłaszcza, że drzewa identycznie wyglądają na nieruchomości obok, co oznacza, że sporne jest, że stało się tak za sprawą człowieka — a zamiast ustalić czy i jaka substancja została zastosowania, oparto się wyłącznie na hipotezach przedstawionych przez biegłych.

art. 88 ust. 1 pkt 3 i ust. 2 ustawy o ochronie przyrody
1. Wójt, burmistrz albo prezydent miasta wymierza administracyjną karę pieniężną za:
3) zniszczenie drzewa lub krzewu;
2. Kara, o której mowa w ust. 1, jest nakładana na posiadacza nieruchomości, albo właściciela urządzeń, o których mowa w art. 49 § 1 Kodeksu cywilnego, albo na inny podmiot, jeżeli działał bez zgody posiadacza nieruchomości.

Wojewódzki Sąd Administracyjny nie podzielił tych zastrzeżeń: co do zasady obowiązkiem właściciela nieruchomości jest uzyskanie pozwolenia przed wycięciem drzewa (art. 83 uop), właściciel, który decyduje się usunąć drzewo bez zezwolenia ryzykuje sankcją. Do nałożenia kary za samowolne usunięcie lub zniszczenie drzewa wystarczy bezprawność działania rozumiana jako jego sprzeczność z przepisami prawa . Zobiektywizowany charakter odpowiedzialności administracyjnej oznacza, że nie mają znaczenia pobudki i motywy działania, nie ma też znaczenia czy właściciel wyciął drzewa osobiście, czy zlecił działanie osobie trzeciej, a zwolnienie się z odpowiedzialności wymaga udowodnienia, że nie wiedział o zniszczeniu drzewa przez osobę trzecią i nie mógł temu zapobiec.

W toku postępowania jednoznacznie ustalono, iż w pniach drzew wykonano nawierty, w które wprowadzono substancję chwastobójczą, czego pierwotnym skutkiem było zatrzymanie wzrostu, procesów metabolicznych i fizjologicznych drzew, a objawami m.in. pozostałości po otworach (w postaci „piórek”), zamarcie jemioły, opadanie kory, brak obecności „dendrojadów” i grzybów. Związek między śmiercią drzew a uczynionymi ręką ludzką nawiertami w pniach został potwierdzony przez biegłych także w postępowaniu karnym, a próba podważenia genezy problemu jako niejasnego jest o tyle niemożebna, że tylko człowiek może stać za wywierceniem w 41 rosnących obok siebie drzewach regularnych otworów i podaniu substancji toksycznej, czego skutkiem jest ich usychanie.
Owszem, spółka twierdziła, że drzewa mogli podtruwać nieznani sprawcy (mieli oni kilkakrotnie niszczyć kłódkę i wchodzić na posesję, jednak żadne włamanie nigdy nie było zgłoszone policji) — a skoro dochodzenie zostało umorzone ze względu na nieustalenie sprawców, a ukarany podmiot nie wykazał żadnej przesłanki egzoneracyjnej, należy przyjąć, iż prawidłowo stwierdzono obiektywną odpowiedzialność właściciela za zniszczenie drzew na jego działce.

Tytułem komentarza: sama w sobie zasada, że odpowiedzialność za zniszczenie drzew ponosi ich właściciel, bo jest właścicielem (chyba że udowodni, że zamachu dokonał ktoś inny, wbrew jego woli) wydaje się mocno horrendalna, już choćby dlatego, że ani z ustawy o ochronie przyrody, ani z kodeksu cywilnego nie wynika obowiązek pilnowania swoich rzeczy i odpowiedzialność za ich stan (jako właściciel mogę odpowiadać za szkodę wyrządzoną wskutek zaniedbania mej własności), a już obowiązek dbałości o przyrodę (art. 4 uop) ma charakter górnolotnej deklaracji, w sam raz w stylu rozważań SN o czystym powietrzu. Rzecz jasna, kiedy się okazuje, że zniszczenie kilkudziesięciu drzew nastąpiło poprzez podany w wywiercone otwory środek chwastobójczy, można sobie podarować głębszą analizę cui prodestI? — część posiadaczy nieruchomości uważa rosnące drzewa za dopust boży — więc rzeczywiście trudno przypuszczać, żeby ktoś na złość spółce zakradał się i regularnie wiercił dziury i wlewał toksyczną chemię… ale może jednak wcale niekoniecznie?

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

17 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
17
0
komentarze są tam :-)x