Kiper herbaciany: dzieło czy zlecenie?

Czy szkolenie młodych adeptów zawodu, przekazywanie wiedzy i doświadczenia, to dzieło czy zlecenie? A tworzenie nowych smaków herbat? Czy kiper herbaciany, człowiek o unikalnych umiejętnościach, cechujący się wyjątkowym zmysłem smaku, może komponować mikstury na dzieło? Jeśli w umowie pojawia się także „ocena”, „opiniowanie”, „testowanie”, „szkolenie” i „doradztwo”? (wyrok Sądu Najwyższego z 16 kwietnia 2025 r., II USKP 1/24).


Andreas-Maurer-Brücke
Andreas-Maurer-Brücke na Dunaju, ujęcie czysto ilustracyjne (fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)

opis stanu faktycznego:

  • sprawa dotyczyła mężczyzny, który po wieloletniej pracy w pewnym przedsiębiorstwie doszedł do stanowiska kierowniczego i tak aż do emerytury… po której nadal pracował dla tej samej firmy, z tym że już na zlecenie;
  • jednak po kilku latach ograniczył swoją aktywność zawodową — do roli doradcy, konsultanta i kipera herbacianego, na trzy kolejne roczne umowy o dzieło; w ramach tych obowiązków wyszukiwał odpowiednie rodzaje herbaty, podpowiadał jak je mieszać i jak utrzymać wysoką jakość produktów, szkolił, nauczał, kształcił następców — ogólnie rzecz ujmując był sensejem smaku dla młodych kiperów;
  • taka praktyka została zakwestionowana przez ZUS, który uznał, że w istocie była to umowa o świadczenie usług;

wyrok sądu:

  • badając odwołanie spółki sąd stwierdził, że tworzenie nowej receptury, poszukiwanie nowych smaków mieszanek herbat może stanowić dzieło w rozumieniu art. 627 kc: sęk w tym, że mężczyzna posiadał unikalne zdolności i doświadczenie, zaś w ramach swoich obowiązków przekazywał niepowtarzalną, niestandardową, twórczą i indywidualną wiedzę; nie jest to praca mechaniczna i powtarzalna (nie można jej porównywać z pracą „robotników zatrudnionych przy taśmie produkcyjnej”), albowiem jej efektem jest uzyskanie niepowtarzalnego smaku napoju;
  • skoro więc receptura herbaty jest działaniem twórczym, to umowa oczywiście miała charakter nieoskładkowanej umowy o dzieło; nie ma przy tym znaczenia, że umowy nie przewidywały możliwości weryfikacji efektu — bo ten efekt na tyle zależał od kubków smakowych i zmysłu kipera, że nie można jej pomierzyć obiektywnymi kryteriami;
  • biorąc pod uwagę taką wykładnię sąd prawomocnie uchylił decyzję ZUS;

wyrok Sądu Najwyższego:

  • odnosząc się do wniesionej przez ZUS skargi kasacyjnej SN przypomniał, iż w orzecznictwie utrwalił się pogląd, że wykonanie określonej czynności, w tym szeregu powtarzających się czynności, jest cechą umowy zlecenia lub o świadczenie usług;

Tam, gdzie zleceniobiorca ma pracować, najczęściej wykonując powtarzalne, podobne i takie same, z reguły proste czynności, tam co do zasady chodzi o umowę o oświadczenie usług. Cechą istotną umowy jest wówczas samo wykonywanie czynności

  • sęk w tym, że chociaż każda umowa może nieć za sobą określony skutek — wszakże „każda czynność człowieka rodzi następstwa i prowadzi do zmiany rzeczywistości, w której następuje” — zleceniobiorca nie bierze na siebie ryzyka uzyskania wcześniej założonego rezultatu, lecz jego odpowiedzialność sprowadza się do zachowania należytej staranności;
  • można zatem przyjąć, iż rezultat umowy zlecenia nie jest elementem istotnym więzi prawnej wiążącej zleceniobiorcę ze zleceniodawcą — takie znaczenie ma on wyłącznie w przypadku umowy o dzieło;
  • jednym z kryteriów pozwalającym odróżnić dzieło od zlecenia jest oznaczenie dzieła będącego przedmiotem umowy jako konkretnego i indywidualnie oznaczonego, z góry przewidywalnego i weryfikowalnego rezultatu ludzkiej pracy (np. wytworzenia nowej rzeczy lub dokonania zmian w rzeczy już istniejącej, etc.);
  • a więc dzieło czy zlecenie? zdaniem SN żadna z zakwestionowanych umów nie spełnia tego warunku: przede wszystkim nie określono jakiegokolwiek rezultatu pracy kipra herbacianego, nie sprecyzowano kryteriów oceny efektu jego pracy, a nawet nie określono terminu, w którym owo dzieło miało powstać; ba, treść umowy wprost mówiła, że przedmiotem zadań jest „ocena”, „opiniowanie”, „testowanie”, „szkolenie” i „doradztwo” — czyli określone rodzajowo czynności; natomiast wymyślone przez mężczyznę autorskie kompozycje smakowe były niejako tylko „dodatkiem” do jego zadań;
  • chociaż więc judykatura przyjmuje niekiedy, że wygłoszeniu monograficznego cyklu wykładów na konkretny temat może mieć charakter utworu, a więc być przedmiotem nieoskładkowanej umowy o dzieło (por. „Czy wykład o prawie to utwór — a więc można go wygłosić na umowę o dzieło?”) — to jednak „zwykłe” szkolenie to nic innego jak zlecenie, bo edukacja słuchaczy dziełem nie jest;

Jako zasadę można przyjąć, że w procesie dydaktyki wymagane jest staranne działanie, to zaś nie prowadzi do osiągnięcia określonego, indywidualnego rezultatu.

  • nie ma przy tym znaczenia, że nestor zawodu cechował się unikatową wiedzą, doświadczeniem i kubkami smakowymi — bo w wykonaniu dzieła generalnie nie chodzi o unikatowe umiejętności (artystyczne, twórcze), bo przecież dziełem może być tak prozaiczna rzecz jak „stół wykonany na zamówienie, wyremontowany lokal, wyczyszczona odzież czy przepalenie złomu” (por. „Czy szycie odzieży — dla firmy, we własnym domu, na własnej maszynie — to dzieło czy zlecenie?”);
  • a w rozstrzygnięciu na korzyść firmy nie pomaga także sposób określenia wynagrodzenia: była to stała kwota, wypłacana co miesiąc, a więc zależna od samej gotowości do świadczenia usługi, a nie od skomponowania konkretnej mieszanki herbat czy przygotowania konkretnego wykładu.

I tak od rzemyczka do prządniczka — SN uchylił zaskarżony wyrok i zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania w drugiej instancji.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

7 komentarzy
Oldest
Newest
7
0
komentarze są tam :-)x