Krótko i na temat, bo to też nie przejdzie: oto grupa posłów PiS przedstawiła projekt, by dwukadencyjność w samorządach dopisać do Konstytucji (projekt ustawy o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej).
Dalej będzie w punktach, jak zawsze:
- przypomnijmy, że nad samorządami jak miecz Damoklesa wisi dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast (literalnie: utrata biernego prawa wyborczego po dwukrotnie wygranych wyborach) — już w najbliższych wyborach nie będzie mógł się ubiegać o reelekcję ten włodarz gminy, który sprawował funkcję przez dwie kadencje (licząc od wyborów w 2018 r.);
- oto jednak kilkanaście dni temu pojawił się senacki projekt uchylenia owego zakazu (literalnie jest to projekt nowelizacji ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych); jego autorzy w uzasadnieniu słusznie zauważają, że przesłanki utraty biernego prawa wyborczego zostały określone art. 62 ust. 2 Konstytucji RP i brak tam zakazu sprawowania urzędu burgermajstra przez trzy lub więcej kadencji;
- stąd riposta posłów PiS: dwukadencyjność w samorządach należy wpisać do Konstytucji;
art. 169 ust. 1a Konstytucji RP (projekt)
Organ wykonawczy gminy jest wybierany na pięcioletnią kadencję i może być ponownie wybrany tylko raz.
- ciekawsze: żeby nie resetować licznika drugi raz, pomysłodawcy chcą, by nowelizacja ustawy zasadniczej dotyczyła także wójtów i burgermajstrów wybranych przed wejściem w życie nowelizacji;
- interesująco jest też w uzasadnieniu, które zaczyna się oczywiście od wyborów prezydenta, po czym projektodawcy gładko stwierdzają, iż ograniczenie ma dotyczyć „dwóch następujących po sobie kadencji”, bez możliwości ponownego kandydowania — a ja się zastanawiam, czy aby rzeczywiście propozycję można interpretować dokładnie w ten sposób?
- (tłumacząc z niejasnego na zawiłe: gdyby to były U.S.A. — czy Donald Trump mógłby startować ponownie w wyborach prezydenckich?);
- poza tym oczywiście stara śpiewka: że trzeba zapewnić „rotację” na stanowiskach wykonawczych gmin, przeciwdziałać monopolizacji władzy lokalnej, a także ograniczać zjawiska korupcjogenne i klientelizm;
- zauważyli to Włosi i Portugalczycy, podobna reguła pojawia się także w niektórych państewkach wchodzących w skład U.S.A. — zauważyli też politycy PiS, których zdaniem ograniczenie powinno zostać podniesione do rangi regulacji konstytucyjnej.
Zamiast komentarza: ogólnie jestem przeciw: wójt / burgermajster jest wybierany w wyborach powszechnych, przeto vox populi vox dei. Dlaczego nie postuluje się podobnego zakazu w przypadku starostów czy marszałków województw, którzy są wybierani przez rajców, co ze zwiększeniem udziału obywateli w procesie wybierania decydentów ma niewiele wspólnego? Dlaczego nie dopisać zakazu sprawowania urzędu premiera przez przeszło osiem lat? Dlaczego posłowie nie zaczną świecić dobrym przykładem i nie zaproponują podobnego rozwiązania w kontekście sprawowania mandatu parlamentarnego?