Tag: Lege Artis

From Wolimierz with Love

Jak nakazuje wieloletnia tradycja od czasu do czasu poświęcam parę linijek na ogłoszenia parafialne, w których załatwiam i wyjaśniam sprawy wewnętrzne. Dziś kilka zdań m.in. mediach społecznościowych wakacjach, które miały się odbyć w Zurychu, ale odbędą się z Kuatą — lecz nie…

Poczytalność ;-)

W korespondencji od P.T. Czytelników (no OK, nie sądzę, by byli to stali Czytelnicy tego lubczasopisma ;-) zaczyna powracać temat poczytalności Lege Artis oraz pytanie: czy tu można zamieścić jakieś ogłoszenie? (czytaj: jakie są statystyki oglądalności; ktoś kto chce monetyzować swój…

Komercjalizacja projektu Lege Artis

Jak zapewne zauważyli najwytrwalsi P.T. Czytelnicy Lege Artis — w czasopiśmie pojawiły się pierwsze reklamy. Na razie są to głównie nieśmiałe formularze produktów finansowych oraz podobne (korzystam z możliwości jakie daje udział w programie partnerskim Money2Money), jednak z czasem pojawią…

Życzenia na Nowy Rok 2015

Będzie krótko, bo pewnie nie każdy będzie miał siły czytać dłuższe teksty, a i okolicznościowe teksty nie są tym, w czym mógłbym się mierzyć z kimkolwiek ;-) Będzie o tyle krócej, że podaruję sobie podsumowanie roku 2014. W Nowym 2015 Roku…

Aside

zakonnica z komórką ;-)
Twitter czy Pismo Święte?? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA)
P.T. Czytelników, którzy czytają Lege Artis via RSS, gdzie mignął szkic tekstu o pracowniczym zakazie konkurencji — przepraszam :) Tak, taki tekst niedługo się tu ukaże, ale jeszcze nie dziś, a jego przedwczesne ujawnienie jest oczywiście efektem przypadkowego kliknięcia gdzie nie trzeba ;-) Na dziś trzeba chyba traktować to tylko jako zwiastun — no i bonus dla tych, którzy zdecydowali się na subskrypcję kanału RSS Lege Artis.
Natomiast niecierpliwych, których zdaniem piszę za mało i za rzadko, zachęcam (a więc przyszedł czas na mój mały komingałt) do trzymania ręki na pulsie jeśli chodzi o mój profil w Google+ (wow, Rudak ma konto w jakimś serwisie społecznościowym!), a także na Twitterze.
(Od razu zastrzegam, że co do Twittera nadal jestem nieco sceptyczny, niewątpliwie świetnie nadaje się do zasypywania odbiorców chwytliwymi bon-motami — niektórzy chyba tłitują dosłownie w każdym momencie! — jednak dla mnie, z racji upodobania do nieco dłuższych form literackich niż haiku, jest to dość trudne do ogarnięcia ;-) Nie mniej spróbuję się zawziąć, a będzie mi na pewno łatwiej, jeśli po tym komingałcie podłączy się ileś tam nowych osób ;-)
A ja na przyszłość pozwolę sobie bardziej uważać klikając przycisk „opublikuj” w przypadku nieukończonych jeszcze tekstów :)