Czy można odpowiadać za linkowanie do bezprawnych treści na Facebooku?

Kilkanaście dni temu zapowiedziałem krótką analizę wyroków, w których odniesiono się do tematu odpowiedzialności za linkowanie do informacji rozpowszechnionych przez inne osoby („Link, który poniża i upokarza”). Dziś zatem czas na odpowiedź na kilka istotnych pytań: kiedy użytkownik udostępniający link do artykułu naruszającego dobra osobiste może ponosić za to odpowiedzialność? Czy z punktu widzenia odpowiedzialności znaczenie ma wiedza — lub kontekst działania — tej osoby? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 27 kwietnia 2016 r., sygn. akt I ACa 1068/15).


odpowiedzialność za link facebook

Można odpowiadać za linkowanie do treści naruszających dobra osobiste — o ile sprawca działa z zamiarem dopieczenia pomówionemu (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rzeczy miały się następująco: w portalu Fakt.pl i w wydaniu papierowym dziennika napisali, że w jednym z domów dziecka dochodzi do przestępczych zachowań wobec dzieci („Afera w (…)! Pedofile rządzili domami dziecka”). Z teksu wynikało, że dyrektor jednej z placówek miał pić alkohol i dopuszczać się nieprzyzwoitości wobec podopiecznych dziewczynek; tekst opatrzono zdjęciem przedstawiającym zamazaną postać mężczyzny.
Artykuł został podlinkowany przez 3 osoby na Facebooku (razem ze zdjęciem) — w tym siostrę ex-żony dyrektora (z dopiskiem „W końcu dobiorą się do dupy tego pedofila”) i szwagra — warto dodać, że dyrektor był w tym czasie ostro skonfliktowany z byłą żoną i jej rodziną.

Publikacja artykułu miała bardzo dotkliwe skutki dla dyrektora: opublikowane informacje podważyły zaufanie przełożonych, został zwolniony z pracy. Także odnoszące się stawianych do zarzutów wpisy na Facebooku odbiły się negatywnym echem wśród znajomych i współpracowników.
Po jakimś czasie okazało się, że informacje były nieprawdziwe — o czym wiedziały osoby linkujące.

Stąd decyzja o pozwaniu trzech osób, które udostępniły na swoim koncie w serwisie Facebook link do nieszczęsnego tekstu — i żądanie przeprosin oraz zadośćuczynienia w kwocie po 25 tys. złotych od każdej z osób.

Uwzględniając powództwo sąd I instancji nakazał pozwanym złożenie oświadczenia — przeprosin („za bezprawne naruszenie jego czci oraz wizerunku na moim profilu w serwisie internetowym (…) poprzez udostępnienie linku do artykułu: „Afera w (…)! Pedofile rządzili domami dziecka” zawierającego miniaturę zdjęcia, prezentującą okoliczności jego życia prywatnego, opublikowanego bez jego zgody wraz z komentarzem do niego” — w formie postu opublikowanego na własnym koncie w Facebooku („na głównej stronie profilu użytkownika, na czas 10 dni w ramce o domyślnej, standardowej szerokości dla postów umieszczanych przez użytkowników na portalu (…) na jednorodnym białym tle, sporządzonego niebieską czcionką C. o rozmiarze 10 pkt, natomiast słowo (…) wydrukowane niebieską wytłuszczoną czcionką (bold) kroju C. o rozmiarze 14 pkt, umieszczone w odrębnym wersie od reszty oświadczenia, wyjustowane do środka, z zastosowaniem widocznego odstępu pomiędzy wierszami, bez jakichkolwiek komentarzy, uzupełnień, czy odniesień się do jego treści”) oraz czytelnie podpisanego listu poleconego.

Zdaniem sądu udostępniając link do publikacji pozwani naruszyli dobra osobiste powoda w postaci jego czci. W tekście nie było wprawdzie nazwiska powoda (samo imię i inicjał nazwiska), jednak osoby, które go znały, mogły go łatwo zidentyfikować — po nazwie placówki, zajmowanym stanowisku, jego wieku, zaś sam wizerunek umieszczony na profilu w Facebooku, mimo zamazania, także umożliwiał identyfikację jego osoby.

Samo przekazanie przez użytkownika internetu innej osobie linku do artykułu prasowego nie stanowi co do zasady naruszenia dóbr osobistych i nie jest bezprawne, jednak inaczej jest w sytuacji, gdy osoba przekazująca działa w określonym celu i jest świadoma możliwości wystąpienia negatywnych skutków takiego działania oraz możliwości wyrządzenia krzywdy innej osobie, której dotyczy przekazywana informacja (…) pozwani działali bezprawnie, gdyż jako osoby pozostające w bliskiej relacji rodzinnej z powodem, znające się bardzo dobrze, podjęli celowe działanie, aby powoda przedstawić w negatywny sposób.

Okolicznością dodatkowo obciążającą pozwanych był cel ich działania — wsparcie ex-żony powoda w konflikcie z byłym mężem — co przełożyło się na zamiar pognębienia i upokorzenia powoda.

Co innego gdyby strony były dla siebie obce: sąd wówczas „przyjąłby prawdopodobnie, że udostępnienie publikacji przez pozwanych nie było bezprawne, ponieważ za dopuszczalne należy traktować udostępnianie artykułów prasowych przez osoby niebędące dziennikarzami — bez potrzeby weryfikacji prawidłowości zawartych w tych artykułach twierdzeń, zwłaszcza gdy obejmują one bulwersujące treści”. Takie działanie powodów nie miało na względzie obrony interesu społecznego — albowiem świadomie rozpowszechniali informacje o zarzutach, które nie znalazły potwierdzenia.

Sąd ocenił, że pozwani powinni przeprosić za naruszenie dóbr osobistych polegające na udostępnieniu odnośnika do artykułu w takiej samej formie, w jakiej nastąpiło naruszenie dóbr (por. „Za awanturę na Facebooku — przeprosiny na Facebooku„) — ale nie za treść samego artykułu, bowiem nie byli jego autorami i nie stawiali sami żadnych zarzutów.
Nie uwzględniono natomiast żądania zapłaty zadośćuczynienia — pozwani nie mogą być obciążani skutkami opublikowania artykułu w prasie i w internecie, nie mogą także odpowiadać za działania podejmowane przez inne osoby po zapoznaniu się z zarzutami, zwłaszcza, że krąg osób, które mogły się zapoznać z informacjami był niewielki (sam powód twierdził, że było to 5 osób).

Od takiego wyroku apelacje wniosły wszystkie strony, sąd II instancji jednak stwierdził, że apelacja pozwanych jest całkowicie niezasadna — albowiem nie sposób utożsamiać naruszenia dóbr osobistych powoda przez media z ewentualnym działaniem pozwanych. To są dwa różne zdarzenia, zaś pozwani mogą być odpowiedzialni wyłącznie za zdarzenie, którego byli sprawcami. W istniejącym stanie faktycznym osobom powielającym informacje naruszające dobra osobiste można przypisać odrębną odpowiedzialność za naruszenie tych dóbr — właśnie w zakresie wynikającym z powielenia wiadomości, w których powód został pomówiony.

W dobie współczesnej, gdzie powszechne jest stałe dostarczanie opinii publicznej ogromnej ilości różnego rodzaju informacji oraz szybkość takiego przekazu, znaczenie należy przypisać także wyselekcjonowaniu spośród tej masy informacyjnej konkretnej informacji, nadanie jej przymiotu szczególnie interesującej, a w niniejszej sprawie także jaskrawo bulwersującej, zwrócenie na nią uwagi określonemu kręgowi odbiorców, co do których zachodzi prawdopodobieństwo, że nie wszyscy są czytelnikami Facebooka. Takie działanie podjęli pozwani, adresując wzmocniony w ten sposób przekaz do szerokiego grona osób korzystających z portalu społecznościowego Facebook poprzez zamieszczenie na swoich profilach linku do kontrowersyjnego materiału prasowego oraz zdjęcia powoda. Za opartą na faktach notoryjnych należy uznać tezę o bardzo szerokim, masowym oddziaływaniu tego medium społecznościowego, które w ostatnich latach stało się powszechnie stosowanym na całym świecie narzędziem błyskawicznego komunikowania się miedzy ludźmi.

Gdyby zatem pozwani byli po prostu czytelnikami „Faktu” i działali w celu zwrócenia uwagi na informacje o zagrożeniu pedofilią w placówkach, ich działanie byłoby motywowane ważnym interesem społecznym — a wówczas ocena ich zachowania mogłaby być odmienna. Skoro jednak pozwani mieli intencję pognębienia powoda oraz zaszkodzenie mu poprzez rozpowszechnienie spornej informacji — a w dodatku udostępniony przez jedną z pozwanych link do informacji był opatrzony wulgarnym komentarzem — to umieszczenie odnośnika do hańbiącego artykułu stanowi naruszenie dóbr osobistych powoda.

Uwzględniono natomiast apelację wniesioną przez zniesławionego mężczyznę: niezależnie od tego, że powód nie wykazał, iżby ujemne skutki publikacji nastąpiły wskutek linkowania na Facebooku przez pozwanych (a nie wydawcy gazety i portalu), to jednak sąd II instancji stwierdził, że wyrządzona krzywda zasługuje na zasądzenie 5 tys. złotych zadośćuczynienia od każdego z pozwanych — właśnie dlatego, że działali z pełną świadomością i z zamiarem dokuczenia powodowi.

Tytułem komentarza: generalnie nie wnoszę sprzeciwu, albowiem sytuacja jest dość jasna i klarowna (wyjąwszy może konstatację sądu II instancji, który stwierdził, że powód nie musiał wykazywać, że dotknęły go negatywne implikacje linkowania na Facebooku). Pozwani działali „wspólnie i w porozumieniu” z ex-żoną powoda, mieli świadomość kogo dotyczy artykuł z „Faktu”, kierowała nimi wyłącznie chęć obsobaczenia powoda (wymowne komentarze) — w żadnym przypadku ich działanie nie wynikało z zamiaru obrony interesu społecznego (naświetlanie różnych zjawisk co do zasady nie jest naruszeniem dóbr osobistych).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

17 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze