Publiczne oskarżenia w duchu „me too” mogą naruszać dobra osobiste napiętnowanego

Czy mężczyzna w sile wieku, który troskliwie pyta młodą kobietę, czy aby jej nie zimno w lekkiej bluzeczce, a później narzeka, że nie można skorzystać z toalety — sugeruje jej wspólną erotyczną eskapadę? Czy publiczne wypomnienie takich słów — w duchu ruchu „me too” — może naruszać dobra osobiste pomówionego o niestosowne zachowanie? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 kwietnia 2020 r., I ACa 106/20).


publiczne oskarżenia molestowanie

Publiczne oskarżenia molestowanie mogą naruszać dobra osobiste napiętnowanego, nawet jeśli wypowiedź mieści się w konwencji „me too”


Zaczęło się od tego, że kobieta (młoda polityczka) i mężczyzna (wówczas świeżo upieczony poseł), wcześniej sobie nieznani, spotkali się jako goście telewizyjnego wieczoru wyborczego (po wyborach parlamentarnych w 2015 r.). Wszystkim podpięto mikrofony, podano wodę do picia i zakazano wychodzenia do toalety do końca audycji. W pewnym momencie mężczyzna spytał kobietę, która była cienko ubrana, czy aby jej nie zimno, a później zaczął utyskiwać, że wypił całą wodę, a za potrzebą nie można. Kobieta odebrała to jako niestosowne i upokarzające uwagi osadzone w kontekście damsko-męskim, zaś tego samego wieczoru opowiedziała swoim współpracownikom, że mężczyzna proponował jej wspólne wyjście do toalety i komentował jej ubiór. Dwa lata temu popełniła o tym tekst w internecie, w którym m.in. napisała (cytuję za „Justyna Samolińska: Obłuda „pornoprawicy”. Czekamy na kolejne historie przemocy”, w uzasadnieniu cytat jest mocno zanonimizowany):

Pamiętam, jak na wieczorze wyborczym w 2015 roku zostałam w studiu telewizyjnym Piotra Kraśki posadzona przy ogromnym stole obok Marka Jakubiaka, który właśnie zostawał posłem. Program był długi, przez większość czasu zaproszeni goście, przedstawiciele komitetów wyborczych (wśród których byłam jedyną kobietą) nie mieli głosu, a telewizja transmitowała przemówienia Beaty Szydło i Ewy Kopacz. Znudzony Jakubiak najpierw zaczął z obleśnym uśmiechem pytać, czy nie zimno mi w tej cienkiej bluzeczce, następnie stwierdził z żalem, że program długi, on już wypił całą swoją wodę i poszedłby do toalety, może poszłabym z nim?
Kompletnie mnie zatkało. Jestem w programie na żywo, zaraz mogą poprosić mnie o komentarz w sprawie wyborów parlamentarnych, a tutaj poseł-nacjonalista bez żenady proponuje mi wspólne wyjście do toalety. Jaką bezczelnością trzeba się wykazać, żeby zrobić coś podobnego? Do jakiego stopnia traktować każdą młodą kobietę w swoim otoczeniu jak kawałek mięsa, żeby składać takie propozycje w studiu telewizyjnym? Jak ten polityk odnosi się do swoich koleżanek, podwładnych w zaciszu swojego biura, gdzie czuje się pewniej niż w programie na żywo?
Kiedy kilka miesięcy później opowiedziałam tę historię polityczce PiS, ta przyznała, że Jakubiaka nazywa się “pornoprawicą”, zaś posłanka Kukiz’15 stwierdziła, że celem tego zabiegu było po prostu speszenie mnie, że seksizm to broń polityczna. Być może miała rację — z pewnością od tego czasu jeszcze mniej zazdroszczę jej barw klubowych.

Informacje o rzekomym nieparlamentarnym zachowaniu parlamentarzysty zostały pochwycone przez inne media i polityków; zdaniem mężczyzny doszło w ten sposób do naruszenia jego dóbr osobistych w postaci dobrego imienia, czci i godności, zatem do sądu trafił pozew, w którym zażądał od polityczki stosownych przeprosin na głównej stronie portalu WP.pl.

Sąd stwierdził, iż bezspornym jest, że publiczne oskarżenia o molestowanie — stawianie publicznych zarzutów, że powód składał dużo młodszej i nieznanej mu osobie propozycję wspólnego udania się do toalety, dwuznacznie odnosił się do jej odzieży, a przy tym uśmiechał się obleśnie — przedstawiają osobę w złym świetle i sugerują brak kultury osobistej, poszanowania dla innych i przedmiotowe traktowanie kobiet, a przez to narażają go na śmieszność, zwłaszcza w kontekście prezentowanego konserwatywnego światopoglądu. Postawiony — mężczyźnie, który ma żonę i dorosłe dzieci — zarzut seksualnego zainteresowania młodą kobietą jest wyjątkowo dotkliwy, o czym świadczą liczne, bardzo krytyczne komentarze w internecie.

Jako bezzasadne uznano natomiast argumenty pozwanej: że informacje o molestowaniu są prawdziwe, zaś ich upublicznienie służyło obronie usprawiedliwionego interesu społecznego. Kobieta nie udowodniła, by takie słowa rzeczywiście padły (na rozprawie wręcz zaprzeczyła, by traktowała te słowa jako molestowanie, chciała raczej zwrócić uwagę na „estetykę wujka z wesela”), zaś nie było podstaw do tego, by troskę o samopoczucie w chłodnym studiu lub rzuconą uwagę o niemożności udania się za potrzebą traktować jako wypowiedź o podtekście propozycji erotycznej — wspólnego wyjścia do toalety.
Kontekstu wypowiedzi Marka Jakubiaka nie można odczytywać, jak chciała tego pozwana, w świetle prezentowanych przezeń postaw w życiu publicznym. Skutecznym dowodem świadczącym o nagannym stosunku do kobiet nie mogą być publikacje medialne, których autorzy skupiają się na własnych komentarzach i ocenach, w których apriorycznie traktują wypowiedzi posła jako seksistowskie i dopasowują je do przyjętej tezy. Owszem, przywołana przez pozwaną publiczna wypowiedź Jakubiaka dotycząca adopcji dzieci przez pary homoseksualne jest wybitnie niestosowna, jednak związku ze sprawą nie ma — bo nie obrazuje jego stosunku do kobiet.

Justyna Samolińska przeprasza Pana Marka Jakubiaka za naruszenie jego dóbr osobistych — dobrego imienia, czci oraz godności w artykule pt. „Justyna Samolińska: Obłuda „pornoprawicy”. Czekamy na kolejne historie przemocy” napisanym przez Justynę Samolińską (…). Oświadczam, że publikacja zawiera nieprawdziwe informacje dotyczące zachowania Pana Marka Jakubiaka. Wyrażam ubolewanie z powodu bezpodstawnego naruszenia dobrego imienia Pana Marka Jakubiaka oraz wprowadzenia czytelników w błąd. Justyna Samolińska.

Jako nietrafne uznano argumenty odnoszące się do wysokiego, przekraczającego możliwości finansowe pozwanej, kosztu publikacji przeprosin. Powód domagał się 2-tygodniowej publikacji na stronie głównej portalu WP.pl (co wyceniono na ok. 2 mln złotych), jednak finalnie nakazano zamieszczenie oświadczenia przez okres 48 godzin na stronie głównej działu „Opinie” portalu WP.pl — koszt takiej usługi jest znacznie niższy, zatem nakazana forma złagodzenia skutków dokonanego naruszenia dóbr osobistych nie może być traktowana jako represja.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze