„Tenet” — bez Hawkinga nie razbieriosz

Ten fakt warto odnotować: po blisko półrocznej przerwie trafiliśmy po raz pierwszy od „Hejtera” do kina. Nie tyle przez epidemię, ile przez brak ciekawych nowości; odblokowało się przy filmie „Tenet” Christophera Nolana.


film tenet recenzja

„Tenet”, scenariusz i reżyseria Christopher Nolan, w rolach głównych John David Washington, Robert Pattinson, Elizabeth Debicki, Kenneth Branagh


W skrócie i nie paląc: w przyszłości i przeszłości (czy jakoś tak) toczy się walka o przyszłość świata (czy jakoś tak). Coś co się działo, będzie się działo jeszcze raz, aczkolwiek czasem w odwrotnej kolejności. Film dość długi (całe 150 minut), ale dzięki tym odwróconym scenom chyba łatwiejszy w ogarnięciu — wystarczało taśmę puścić od tyłu. Słowem: jeśli komuś było mało „Interstellara” i „Incepcji” (czy jakoś tak), można trochę czasu poświęcić najnowszemu dziełu Nolana.
Mnie do gustu przypadło średnio, bo chociaż akcja wartka, momentami (czy jakoś tak) trudna do ogarnięcia; chyba trzeba by zobaczyć jeszcze co najmniej raz, żeby sobie wszystko poukładać w łepetynie (niestety, mnie znużyła „Krótka historia czasu” Hawkinga, zaś wyłożenie fizycznych teorii w wersji popkulturowej… wcale nie mniej). Lubię filmy z cyklu „zabili go i uciekł”, ale „Tenet” jest chyba pod tym względem zbyt dosłowny.

U mnie 6/10, z czego jeden punkcik za chęci, a drugi za to, że wreszcie poszliśmy do kina — jeśli chodzi o Nolana to zdecydowanie wolę „Dunkierkę”, nie mówiąc o „Batmanie” (chociaż i tak ikoną dla mnie jest ten od Burtona, z muzyką Prince’a).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze