Marcel Woźniak, „Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka, jak moje życie” — Tyrmand Wojewódzkim swoich czasów?

Próbujecie czasem, w ramach gimnastyki szarych komórek i wytyczenia alternatywnych ścieżek przez historię, wyobrazić sobie kto mógłby być w dawniejszych czasach odpowiednikiem osoby nam współczesnej? Celebrytą branym na języki, wzorcem lub antywzorcem osobowościowym? Robert Lewandowski — Andrzejem Szarmachem, Remigiusz Mróz — Bolesławem Prusem, Weronika Rosati — Polą Negri? Po przeczytaniu książki Marcela Woźniaka, „Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka, jak moje życie” naszło mnie jeszcze jedno odczapne porównanie: Jakub Wojewódzki — Leopoldem Tyrmandem?


woźniak biografia tyrmanda recenzja

Marcel Woźniak, „Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka, jak moje życie”, Wydawnictwo MG, na papierze 464 strony


Nazwisko rodowe wymyślone przez samego E.T.A. Hoffmanna (tego, który poetycką duszą niesion ponadawał wymyślne określenia rodom żydowskim); niewątpliwa błyskotliwość i chęć błyszczenia, także poprzez kontrowersyjność postaw; predylekcja do młodszych kobiet (no dobrze, Tyrmandowi wystarczało kilkanaście lat różnicy, no i miał trzy żony); niezmierna popularność medialna i społeczna (którą bohaterowi książki Marcela Woźniaka dała przede wszystkim publikacja „Złego”); olbrzymie pokłady zapału do auto-kreacji (postać Leopolda Tyrmanda świetnie może służyć jako ilustracja do rozważań na ile twórca może być tworzywem dla samego siebie — i to nie tylko pod kątem wątpliwości co do autentyczności „Dziennika 1954”, czy też wojennego epizodu udawania Leopolda Tyrmanda, obywatela francuskiego, ale też postaw politycznych, bo autor wprost pisze o wileńskim flircie z bolszewizmem); upodobania w zakresie organizacji muzyki (Tyrmandowi zawdzięczamy m.in. Jazz Jamboree), a nawet próby instrumentalne (Wojewódzki był wszakże pałkerem w jakiejś postnowofalowej kapelce); bikiniarz pozujący na birbanta (autor dowodzi, że dzisiejsza wizja Tyrmanda jako wiecznie młodzieniaszkującego faceta jest mocno fałszywa — były to czasy, kiedy mężczyźni nosili się raczej dojrzalej, niż wynikało to z metryki); miłośnik motoryzacji brylujący na ulicach Warszawy w najmodniejszych autach (a że za tantiemy za „Złego” stać go było ledwie na ówczesnego Wartburga?)…

Ta niewprawna recenzyjka mogłaby być znacznie dłuższa — było nie było życiorys Tyrmanda dzieli się na trzy odcinki po mniej-więcej 20 lat każdy, a w każdym jest niemało zaskakujących zwrotów i innych niespodzianek — ale nie będę P.T. Czytelnikom (tym, którzy sięgną po książkę Marcela Nowaka) palił przyjemności czytania, bo rzecz naprawdę bardzo polecam. Ot, choćby dlatego, żeby się przekonać, że powszechny odbiór jakieś postaci wcale niekoniecznie oparty jest na rzeczywistości (zaś sam Leopold Tyrmand był zdecydowanie człowiekiem z krwi i kości, nie z marmuru czy innego alabastru).

PS dla przypomnienia: rok 2020 jest rokiem Leopolda Tyrmanda. Przypominam głównie tym, którym zawrócić w głowie mógł przede wszystkim Karol Wojtyła (nb. o całe 3 dni młodszy od Tyrmanda). Zaś jednym z lepszych kumpli Tyrmanda był Kisiel, przez pewien czas pisali obok siebie w „Tygodniku Powszechnym”. Tak to się wówczas plotło (dziś też się plecie, z tym, że głównie na Tłitrze i innych ściankach — signum temporis, no ale Tyrmand w „Ziemiańskiej” też nie wysiadywał).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

7 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze