Czy „polska fotografka” może pozywać za „copyright trolling” — czy jednak można naruszyć dobra osobiste tylko konkretnej osoby?

„Polska fotografka” uprawia „copyright trolling” — czy wiesz, P.T. Czytelniku, o kogo i o co chodzi? To pytanie jest dość ważne w kontekście tego, że naruszyć dobra osobiste można wyłącznie w odniesieniu do osoby, której tożsamość jest znana i określona. I przy okazji: czy zarzut „copyright trollingu” narusza dobra osobiste, czy jednak jest to przejaw dozwolonej krytyki?


polska fotografka
Nie da się naruszyć dóbr osobistych nieokreślonej osoby — „polska fotografka” nie pozwala na ustalenie tożsamości konkretnego człowieka

wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 21 lutego 2022 r. (VI ACa 279/21)
Jeżeli działanie nie jest wymierzone przeciwko konkretnej osobie, nie dochodzi do naruszenia jej dóbr osobistych. Naruszenie musi więc odnosić się do oznaczonego lub dającego się oznaczyć podmiotu prawa, a powód musi wykazać, że jest osobą, której dobra osobiste naruszono.

Sprawa zaczęła się od kilku medialnych publikacji, w których napisano, że pewna „polska fotografka” para się „copyright trollingiem”. Zdaniem zainteresowanej nazywanie dochodzenia roszczeń z tytułu naruszenia praw autorskich trollingiem prowadziło do naruszenia dóbr osobistych, zatem wniosła pozew przeciwko wydawcy portalu . Sąd I instancji przyznał jej rację, nakazując przeprosiny, usunięcie artykułów i wpłatę kwoty 1,5 tys. zł na zbożny cel (acz odmówiono zasądzenia na jej rzecz zadośćuczynienia).
(Pozostawione w uzasadnieniu okruszki pozwalają ustalić, że orzeczenie jest dalszym ciągiem sprawy opisanej w tekście „Nieprawdziwy i bezpodstawny zarzut „copyright trollingu” narusza dobra osobiste”, ale z daleko idącej ostrożności — po tym jak prawnicy wydawcy grozili mi konsekwencjami za ujawnienie nazwy firmy i przekręcanie faktów — pozostawiam tę kwestię wśród niedopowiedzeń i niedomówień ;-)

Od tego orzeczenia apelowały obie strony. Powódka polemizowała z oceną, iż teksty nie mogły wyrządzić jej krzywdy, ponieważ naruszenie dóbr nie było drastyczne i żądała zadośćuczynienia w wysokości 36 tys. zł. Pozwany wydawca natomiast zarzucił, iż publikacje nie prowadziły do bezprawnego naruszenia jakichkolwiek dóbr osobistych, a z pewnością powódka nie przedstawiła żadnego dowodu potwierdzającego owo naruszenie, nakazanie usunięcia publikacji prasowych jest sprzeczne z konstytucyjnie gwarantowaną swobodą wypowiedzi, zaś treść i forma nakazanych przeprosin była nieadekwatna do ewentualnego naruszenia.

Sąd II instancji przedstawił inną ocenę sporu: warunkiem stwierdzenia, iż doszło do naruszenia dóbr osobistych jest bezprawność zachowania dotykającego konkretny podmiot — nie można naruszyć dóbr osobistych nieokreślonej osoby. Odwrócony ciężar dowodu dotyczy tylko kwestii bezprawności działania naruszyciela, jednak powód musi wykazać, iż do naruszenia dóbr osobistych w ogóle doszło — w tym udowodnić, że jest osobą, której dobra zostały naruszone. Tymczasem żaden z tekstów nie wymieniał powódki z imienia i nazwiska, która została w nich określona wyłącznie jako „polska fotografka” (lub „krakowska fotografka”), co generalnie wyklucza identyfikację konkretnej osoby (por. „Czy można naruszyć dobra osobiste nicka internetowego?” i „Nie można naruszyć dobrego imienia nicka”). Owszem, osoby ze środowiska fotograficznego lub rozeznane w temacie działalności powódki być może potrafiły na podstawie detali określić jej tożsamość, jednak przeciętny czytelnik mediów z pewnością nie jest w stanie określić kogo dokładnie dotyczyły publikacje (a jeśli jest to możliwe, to strona powodowa powinna była udowodnić tę okoliczność).

Niezależnie od tego sąd przyjął, iż nawet gdyby artykuły pozwalały na identyfikację osoby opisanej jako „polska fotografka”, publikacje mieściły się w zakresie dozwolonej krytyki, a portal działał w ochronie uzasadnionego interesu społecznego, co jest okolicznością wyłączającą bezprawność naruszenia dóbr osobistych. Media mają prawo opisywać i krytykować zjawisko „trollingu prawnoautorskiego”, zaś osoba powódki może — „nie bez umotywowanych podstaw” — służyć jako jego przykład.

Copyright trollling jest stosunkowo młodym zjawiskiem, które w ocenie Sądu Apelacyjnego, wynika w pierwszej kolejności z niedostosowania koncepcji ochrony praw autorskich do realiów, obowiązujących w XXI w. (powszechność naruszeń w sferze internetowej), a po drugie z niskiej świadomości prawnej, zarówno w zakresie konieczności poszanowania praw autorskich oraz tego, co może być nadużyciem i wymuszeniem na gruncie ochrony praw twórcy. Próbując nakreślić definicję opisywanego zjawiska wskazać można za Olgą Wrzeszcz, że copyright trolling to działania uprawnionych lub potencjalnie uprawnionych do dysponowania majątkowymi prawami autorskimi, polegające na zastraszaniu, stosowaniu szantażu lub innych form nacisku, w celu uzyskania korzyści majątkowych z tytułu zawartej ugody od osoby potencjalnie dokonującej naruszenia majątkowych praw autorskich w Internecie (por. Olga Wrzeszcz, Trolling prawnoautorski (copyright trolling), Opublikowano: ZNUJ. PPWI 2016/4/38-75, LEX). Działanie trolli prawnoautorskich polegać może na masowym rozsyłaniu wezwań do zapłaty, utrzymanych w zastraszającym tonie oraz gróźb wszczęcia postępowania karnego w razie nie zawarcia ugody. Takie działanie może sugerować, że rzeczywistym celem tych działań nie jest ochrona praw przysługujących twórcy, lecz dążenie do zawarcia jak największej liczby ugód. W jednym z przedmiotowych artykułów wskazano analogiczną definicję, akcentując nieświadomość naruszyciela, względnie nieadekwatność wysokości żądanych roszczeń w stosunku do powstałej szkody.

Całkowicie dopuszczalne, chociaż ostre, jest stwierdzenie, iż powódka „czeka, aż ktoś nieświadomie użyje jej zdjęcia”, a to dlatego, że „polska fotografka” zaczyna od propozycji ugody, aby następnie pozywać, w tym instytucje kultury, gminy, biblioteki i szkoły, zaś kwoty roszczeń są oderwane od możliwości finansowych tych jednostek (hmm, no niestety, ale w tym miejscu sąd odnosi się do dwóch różnych kwestii). Fotografce niewątpliwie przysługują prawa autorskie do jej prac, jednak sposób dochodzenia roszczeń jest nieadekwatny do naruszeń, nadmierny — „zakrawa na nadużycie prawa” — a także nie można go traktować jako elementu edukacji prawnoautorskiej.
Sumarycznie oznacza to, że roszczenia były bezzasadne, zatem w wydanym wyroku sąd oddalił powództwo w całości.

Zamiast komentarza: i teraz wracamy do postawionego w pierwszym akapicie pytania — nawet jeśli wiesz, P.T. Czytelniku, o kogo i o co chodzi w wypowiedzi, iż „polska fotografka” uprawia „copyright trolling” (a wiesz choćby przez to, że materia ta była na tutejszych łamach poruszana niejednokrotnie), to i tak możesz sobie pogdybać: czy jednak, skoro odszukanie tych wątków w sieci jest dość proste, to może jednak identyfikacja osoby jest jednak nieco prostsza (acz nie tak prosta, jak w zdaniu „Przemysław W., syn byłego prezydenta”)? (Acz to znów z uwzględnieniem faktu, że może jest prostsza teraz — także dzięki różnym publikacjom.)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

15 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
15
0
komentarze są tam :-)x