Obowiązkowe przelewy dla transakcji kosztowych powyżej 15 tys. złotych (od stycznia 2017 r.)

Kroi się ważna zmiana dla przedsiębiorców: już od 1 stycznia 2017 r. nie będzie możliwości zaliczenia do kosztów prowadzonej działalności gospodarczej wydatków przekraczających 15 tys. złotych, które nie zostały zapłacone przelewem z rachunku bankowego.


koszty działalności gospodarczej płatność przelewem

Już za pół roku kupując auto na firmę za przeszło 15 tys. złotych trzeba podwójnie uważać, żeby nie popłynąć. Za gotówkę spokojnie tylko takie, które już raz popłynęły (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Jest to konsekwencją nowelizacji ustawy o PIT (oraz o CIT i o swobodzie działalności gospodarczej — ustawa z dnia 13 kwietnia 2016 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, Dz.U. z 2016 r. poz. 780). Nowelizacja dodaje art. 22p UoPDF, zgodnie z którym podatnik prowadzący działalność gospodarczą nie może odliczyć jako kosztu działalności kwot wynikających z transakcji, której wartość przekracza 15000 złotych netto (analogiczna zmiana w odniesieniu do podatników CIT wynika z art. 15d ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych).

art. 22p ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych
Podatnicy prowadzący pozarolniczą działalność gospodarczą nie zaliczają do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji określonej w art. 22 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego.

Skąd akurat ów próg wynosi 15 tys. złotych? Ano stąd, że art. 22p UoPDF odwołuje się do art. 22 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, który obecnie nakłada na firmy obowiązek używania rachunku bankowego w przypadku transakcji powyżej… 15 tys. euro. Po nowelizacji przepis o obowiązkowych przelewach nie tylko „dostaje zębów” — w postaci braku możliwości odliczenia jako koszt takich wydatków — ale i obniża ów próg (zmianę 15000 euro na 15000 zł można przeoczyć…)

art. 22 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej
Dokonywanie lub przyjmowanie płatności związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą następuje za pośrednictwem rachunku płatniczego przedsiębiorcy, w każdym przypadku gdy:
1) stroną transakcji, z której wynika płatność, jest inny przedsiębiorca oraz
2) jednorazowa wartość transakcji, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności, przekracza równowartość 15000 zł (…)

Już tylko na marginesie warto wspomnieć, że zmieniono też rodzaj rachunku, za którego należy dokonywać płatności za takie transakcje: obecnie mówi się tam o rachunku bankowym, podczas gdy nowelizacja powiada o rachunku płatniczym. (Nb. zgodnie z art. 2 pkt 25 ustawy o usługach płatniczych jest to rachunek prowadzony dla jednego lub większej liczby użytkowników służący do wykonywania transakcji płatniczych, przy czym przez rachunek płatniczy rozumie się także rachunek bankowy oraz rachunek członka spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej, jeżeli rachunki te służą do wykonywania transakcji płatniczych — no i nie wiem czy np. operacje wykonane kartą kredytową, do której przecież też mamy rachunek, łapie się czy nie?…)

Tak czy inaczej płatności gotówką powyżej 15 tys. złotych już nie przejdą.

Przepisy wchodzą w życie 1 stycznia 2017 r., natomiast wobec podatników mają zastosowanie w roku podatkowym rozpoczynającym się po dniu 31 grudnia 2016 r.

A przy okazji: także wczoraj (tak, o takich sprawach piszę w niedzielę, ponieważ 4 czerwca 2016 r. administracja pracowała, zatem RCL opublikował parę rzeczy w Dzienniku Ustaw) opublikowano także ustawę pozwalającą na powołanie spółki celowej dla jeszcze lepszej inwigilacji podatników (ustawa z dnia 29 kwietnia 2016 r. o szczególnych zasadach wykonywania niektórych zadań z zakresu informatyzacji działalności organów administracji podatkowej, Służby Celnej i kontroli skarbowej, Dz.U. z 2016 r. poz. 781).

Mnie się podoba art. 11 ust. 1:

W uzasadnionych przypadkach minister właściwy do spraw finansów publicznych może udzielić radzie nadzorczej spółki celowej wiążących zaleceń w zakresie realizacji celów określonych w ustawie, akcie założycielskim oraz umowie o świadczenie usług i umowie o dotację.

Oj, szykuje się nam raj, na miarę tego z 8 listopada 1917 r. — i pewnie znów jakiś kapitalista sprzeda sznur…

89 comments for “Obowiązkowe przelewy dla transakcji kosztowych powyżej 15 tys. złotych (od stycznia 2017 r.)

  1. Żuraw
    5 czerwca 2016 at 20:35

    Hmmmm, a czy w ramach równowagi wpływy powyżej 15k PLN płacone gotówką a nie przelewem, nie będą traktowane jako przychód z działalności gospodarczej? ;-)

  2. Adam314
    5 czerwca 2016 at 22:50

    Obniżamy próg poprzez zmianę waluty. Za chwilę zmienią na 15 tys hrywien a potem na 15 tys dolarów Zimbabwiańskich. ;)

    • b52t
      6 czerwca 2016 at 08:40

      tak swoją drogą, to moim zdaniem dla lepszego oddania dramatyzmu RedNacz mógł postawić trzykropek po cyfrach a przed skrótem nazwy waluty.

  3. robal_pl
    6 czerwca 2016 at 07:16

    Gdzie tu swoboda gospodarcza skoro TRZEBA zapłacić przelewem już taką śmieszną kwotę…

    • Borek
      6 czerwca 2016 at 07:48

      W tytule ustawy. ;)

    • mall
      6 czerwca 2016 at 08:17

      Przedsiębiorcy sami się prosili. Wg Rzeczpospolitej (http://www.rp.pl/VAT/302189978-Liczba-i-wartosc-pustych-faktur-VAT-bija-kolejne-rekordy.html) do obniżenia płaconego podatku wykorzystano 360 tysięcy fikcyjnych faktur na ponad 80 mld PLN. I nawet jeżeli przyjąć, że 80% tych faktur zrobiła przestępczość zorganizowana a nie zwykli do skala i tak sięga 18 mld PLN.

      Problem bierze się z tego, że za swobodą działalności gospodarczej nie idzie odpowiedzialność.

      • 6 czerwca 2016 at 08:51

        Do tego będzie jednolity plik kontrolny plus obowiązek comiesięcznego wysyłania całej dokumentacji internetem do urzędu skarbowego.

        • b52t
          6 czerwca 2016 at 09:11

          JPK nie będzie dotyczył (początkowo) wszystkich przedsiębiorców. Nawet docelowo nie będzie obejmował wszystkich. Już widać prostą furtkę – buchalterzy cofną się o 20 lat – wszystko będzie eiwdencjonowane na papierze, vel w excelu.

          Sam JPK też jest elementem uszczelniania systemu podatkowego. Czyli jednak w pewnych sprawach da się myśleć kompleksowo w tym kraju. Można powiedzieć, że szkoda, iż dotyczy to tylko podatków.

          „Mali i średni przedsiębiorcy w rozumieniu wskazanej ustawy, którzy prowadzą księgi podatkowe przy użyciu programów komputerowych, do końca czerwca 2018 r. dane w formacie JPK będą przekazywać fakultatywnie. Natomiast od lipca 2018 r. obowiązkiem przekazywania danych w postaci JPK będzie objęty już każdy przedsiębiorca prowadzący księgi podatkowe przy użyciu programów komputerowych”

          ksiegowosc.infor.pl/rachunkowosc/zasady-ogolne/736074,Jednolity-Plik-Kontrolny-JPK-od-1-lipca-2016-r.html

          • mall
            6 czerwca 2016 at 09:20

            Moim zdaniem cofnięcia do roboty papierkowej nie będzie- za wysokie tempo obrotu gospodarczego. Dodatkowo soft różnych firm może ze sobą współpracować, a te bardziej rozbudowane ułatwiają także kontrolę wewnętrzną we firmach. Korzyści jest tak dużo, że papierowa obsługa większej skali działalności będzie wyglądać jak chęć oszukiwania :D

            Acz pewien bloger Polityki twierdzi, że małe i średnie przedsiębiorstwa będą de facto zmuszone do obsługi JPK (http://kasprowicz.blog.polityka.pl/2016/05/11/chcielismy-dobrze-wyszlo-jak-zwykle/).

            • b52t
              6 czerwca 2016 at 09:37

              To było oczywiście w formie żartu, to nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek buchalter przeszedł/wrócił na/do papier/-u.
              Tak samo jak można założyć, że ci przedsiębiorcy, którzy podpadając pod JPK nie będą go składać, bo papier narażą się na kontrolę i to niemal z automatu.
              Nie wiem jak to będzie wyglądać w praktyce i kto do czego faktycznie będzie zmuszony.
              Z jednej strony wiadomo, że większość płaci uczciwie, z drugiej, nawet jeśli szacunki są pięciokrotnie czy dziesięciokrotnie przewartościowane, to 16 mld. zł czy 8 mld. zł, to wciąż góra pieniędzy.

              • mall
                6 czerwca 2016 at 09:45

                Chyba nie wyłapałem żartu, bo potrafię zrozumieć, że ktoś chciałby tak zrobić, by móc dalej oszukiwać na podatkach.
                Z tymi szacunkami to najgorsze jest to, że to prawdopodobnie nie jest przeszacowane, acz większość w nich to wyłudzenia podatku VAT realizowane przez przestępczość zorganizowaną (skądś Polska jako wielkim eksporterem elektroniki w UE się bierze :). Martwi za to kulturowe przyzwolenie na oszukiwanie- pod tekstem o alibabie i kupowaniu elektroniki z Chin dało się znaleźć komentarze w stylu „zadeklaruj jako prezent wtedy nie zapłacisz cła”.

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 09:54

                Żart to o tyle, że przecież takie podmiot od razu będą na cenzurowanym. Stąd mogliby i do abakusa wrócić.
                Choć przecież przestępcy podatkowi działają krótko acz intensywnie, za pomocą słupów, którzy jako „prezesi” będą odpowiadać za długi podatkowe, a do tego wiedzą, że nie ma wystarczającej liczby pracowników, którzy będą mogli dość szybko przeprowadzić ewentualne kontrole.

              • mall
                6 czerwca 2016 at 10:03

                Ale to już przestępczość zorganizowana wymagająca innego podejścia ze strony państwa, natomiast uszczelnienie systemu na podstawowym poziomie jest do tego czasu jak najbardziej wskazane.
                Pytanie czy państwo poradzi sobie z przestępczością zorganizowaną? Moim zdaniem nie ma szans ;/ Ale to inny temat.

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 10:12

                Żadne sobie skutecznie nie poradziło, tak jak żaden twór nie poradzi sobie z terroryzmem. Można próbować ukrócić poprzez legalizację pewnych źródeł dochodu – niektóre narkotyki, prostytucja. Oczywiście badania w Polsce i na świcie pokazują, że takie „tradycyjne” źródła dochodu nie stanowią już większości w procencie przychodu, a właśnie przestępczość gospodarcza jest tym co stanowi podstawę finansową, więc problem jest poważniejszy.

              • 6 czerwca 2016 at 10:17

                Martwi za to kulturowe przyzwolenie na oszukiwanie- pod tekstem o alibabie i kupowaniu elektroniki z Chin dało się znaleźć komentarze w stylu „zadeklaruj jako prezent wtedy nie zapłacisz cła”.

                Cóż, skoro kulturowo władza nas łupi, to stara jak świat zasada mówi, że łupiony stara się z tego jakoś wyłuskać.

                Zresztą płacenie podatków (i ceł) tylko po to, żeby później jakiś urzędas robił z tego „wyższy użytek”… brr…

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 10:25

                czyli wracamy do rozmowy ideologicznej – jak państwo ma być urządzone, czy w ogóle powinno istnieć, jeśli powinno, to jakie prawa i wolności oddajemy, a co w zamian dostajemy.

              • mall
                6 czerwca 2016 at 10:31

                Niezależnie od tego podatki i tak będą. Nie ma innego źródła dla zapewnienia potrzeb realizowanych przez państwo, nawet w przypadku państwa minimalistycznego.

              • 6 czerwca 2016 at 10:33

                Bardzo chętnie będę płacił podatki — jeśli będzie można to te niższe.

                Ba, ja tak mam, że nawet te nieco wyższe chętnie płacę, ale to już kwestia mojej natury — ideologicznie jestem przeciw, ale oprócz drobnych wykroczeń rowerowych staram się żyć zgodnie z literą prawa ;-)

              • 6 czerwca 2016 at 10:33

                Ach, coś z art. 141 kw też mi się czasem może wymsknąć… ;-)

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 10:45

                Tylko zdaje się, że każdy ma swój „próg bólu” – dla jednych i 19% to za dużo, że aż muszą uciekać za góry, morza i oceany. Naprawdę, można płacić więcej, znacznie wiecej. Można też wymagać, żeby za płacone podatki państwo działało sprawniej, szybciej i mniej opieszale. Tylko, że tak się składa, że tam gdzie się płaci więcej, tam państwo działa właśnie sprawniej i szybciej.

              • Mike
                6 czerwca 2016 at 15:16

                Ależ to tylko konswekwencje, jak świat światem ludzie zawsze unikali jak się dało płacenia podatków, taka natura… jeśli organizacja systemu podatkowego pozwala na wałki, a konstrukcja i wysokość podatku są uciążliwe dla płatnika… to mamy tylko i wyłącznie konsekwencje. Wysokość samej kwoty jest nieistotna.

                Osobiście popieram szarą strefę i czarny (czyli oczywiście wolny) rynek. I tak co zaoszczędzę na usługach bez VAT to wydam na fizyczne produkty i tak czy siak na końcu ze mnie zostanie zdarte.

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 20:30

                czyli kein Staat kein problem?

              • Mike
                7 czerwca 2016 at 08:17

                Odwieczny paradoks – państwo, niezależnie od formy i ustroju zawsze dąży do maksymalnej kontroli i łupienia poddanych… poddani odwrotnie. Ale bez państwa zawsze znajdzie się grupa ludzi, która chce kontrolować innych, więc stworzy państwo, tak więc anarchia jest z natury niemożliwa.
                Moim skromnym zdaniem złotym środkiem jest monarchia.

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 08:36

                To akurat prawda do której dość łatwo dojść – zawsze znajdzie się ktoś kto formalnie czy nieformalnie będzie chciał przewodzić, a zatem narzucać swoją wolę (dla dobra reszty).
                I monarcha nie będzie pobierał podatków? Nie będzie kontrolował?
                Jakie praktyczne znaczenie ma to czy będziemy wybierać króla czy też poślinionych i smętnatorów – partie, która/które będą formować rząd? Oczywiście długość kadencji, ale czy w tych kwestiach łupieżczych coś się zmieni?

              • Mike
                7 czerwca 2016 at 08:40

                sedno sprawy to długość kadencji – im dłuższa kadencja tym mniejsza pokusa do rządzenia pustynią. Dlatego właśnie monarchia.
                Druga sprawa – łatwiej złupić jak coś jest niczyje – a wspólne = niczyje.

              • 7 czerwca 2016 at 08:52

                Akurat czytam bardzo ciekawą biografię dynastii Romanowów:
                – do połowy 18 wieku (i samiuśki początek 19 w.) — wręcz despotia,
                – od połowy 18 wieku (Katarzyna II) — niby modernizujące się państwo, ale przy całym swoim samodzierżawczym trybie władzy nadal wtrącające się we wszystko.

                Nawet zniesienie poddaństwa musiało być przedstawione jako gest jedynowładcy — car dał, car odbierze.

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 08:59

                To jest specyfika polskiego myślenia – wspólne = niczyje. Co widać po przestrzeni wspólnej, obsrane trawniki, obszczane bramy, zaśmiecone co się da.
                Długość kadencji a poziom dbania o dobro państwa, to tylko takie założenie teoretyczne. Kontrargument ze sfery konkurencji rynkowej: jeśli nie ma presji ze strony konkurencji, a z drugiej strony nie ma też wizji na odziedziczenie tronu, to nie trzeba myśleć, co by tu jeszcze można zrobić lepiej, tylko płynie się z prądem, walczy z bestią szablo zębną carpe diem.

              • 7 czerwca 2016 at 09:08

                Od ćwierćwiecza widzimy, że konkurencja polityczna — ryzyko wygranych wyborów — wymusza podejmowanie najlepszych, najrozsądniejszych decyzji. Przy okazji wyparto oportunizm polityczny, etc.

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 09:15

                Nie od razu Rzym zbudowano. To, że nie jest dobrze w ciągu 25 lat, ma oznaczać. że musimy mieć rewolucje i drastyczne zmiany w imię zmiany. A jeśli nie będzie dobrze w ciągu 25 lat nowego systemu, to i jego zmienimy. Cierpliwość to też nasza dobra cecha.
                Jedynie nie widzę żadnego realnego plusa z monarchy na stolcu, chyba, że sprzedaż gadżetów i kolejny przyczynek do snobowania się narodu.

              • Mike
                7 czerwca 2016 at 15:45

                król je jeden obiad a nie 500 ;-) i nie zje ośmiorniczki w restauracji „pod pluskwami” i nie powie, że jego państwo to „ch.d. i kamieni kupa”. A jeśli miałby to prędzej by abdykował.

                I nie bardzo rozumiem, dla człeka jedyne co by się zmieniło to brak wyborów i nie musiałby słuchać 500 (p)osłów w telewizorni. A ponieważ budżet byłby królewski a nie niczyj (tj. pardon, wspólny) to nie byłoby potrzeby blisko miliona urzędników. A może i byłaby… zależnie od króla.
                Poza tym król nigdy nie rządzi i nie rządził sam. Kwestia doradców, charyzmy, poparcia możnych (dziś zwanych jako 100 najbogatszych biznesmenów).

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 20:25

                Monarchia w stylu absolutystycznym?
                Czytam teraz biografię Kajzera Fredka Wielkiego, w połowie jego administracja liczyła 3000 osób.

              • mall
                7 czerwca 2016 at 12:42

                Przykładu na to, że to nie jest wystarczające założenie szukać daleko nie trzeba: Korea Północna. Bardzo długie kadencje a to, czy kraj zamienił się w pustynię jest nieistotne. Dochodzi także kwestia faktycznego dziedziczenia władzy w kraju: władzę dzierży 3 pokolenie. Zarazem bezpodstawny jest też argument o chęci zostawiania lepszego dzieciom/wnukom. Przykładów na monarchów, których nie interesuje kraj a indywidualna ambicja jest mnóstwo (ot Szwecja w XVII wieku, ot Zygmunt III Waza). To, że czasami przypadło obywatelom to, najwyraźniej, przypadek.

              • 7 czerwca 2016 at 13:11

                Obawiam się, że opinia o Zygmuncie Wazie ucierpiała nieco przez dorabianie mu gęby — to nie jest tak, że wplątał nas w coś, bo rościł sobie praw do Szwecji, to jest tak, że Szwedzi tak czy inaczej mieli parcie na okrążenie Bałtyku.
                Podobnie wyprawa na Moskwę — gdyby się udała, byłby do dziś idolem :)

                Korea Północna to przykład negatywny, ale już Singapur jest przykładem pozytywnym (w sensie rozwoju gospodarki, bo znów wolności osobiste są tam znacznie uszczuplone).
                Przez długi czas w warunkach reglamentowanej wolności politycznej doskonale rozwijały się Korea Południowa i Republika Chińska.

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 13:23

                Ale w Azji, szczególnie południowo-wschodniej konfucjanizm daje dobre podglebie do poświęcania się dla dobra.
                U nas trzymanie za mordę, bo może będzie coś więcej niż tylko chleb, masło i kawałem mielonki, może się nie sprawdzić. Przecież my kochamy wolność.

              • mall
                7 czerwca 2016 at 14:09

                Dlaczego za pozytywny przykład wolnego rynku służy Singapur, gdzie funkcjonują de facto markety „niewolników” (http://www.dzialzagraniczny.pl/2015/03/kopciuszek-na-diecie/), a co więcej Singapur nie ma wiele wspólnego z potocznym rozumieniem państwa o wolnorynkowej gospodarce (http://www.trystero.pl/archives/7952).

              • mall
                7 czerwca 2016 at 14:14

                A propos wyprawy na Moskwę: to jest świetny przykład na to, że jako król był niekompetentny. Dymitriadę (tą pierwszą) rozkręcili magnaci we własnym prywatnym interesie- to nie był, zdaje się, projekt królewski (o takie pomysły rodem z filmów wywiadowczych bym go nie podejrzewał). Król pozwalający sobą manewrować w taki sposób to zły przykład.

              • 7 czerwca 2016 at 15:19

                Uwielbiam takie OT :)

                Jak zbiorę myśli to może coś odparuję :)

              • maho
                8 czerwca 2016 at 13:05

                Mówią że jakby się zgodził żeby Władysław IV przeszedł na prawosławie, byśmy byli rzeczpospolitą czworga narodów.

              • mall
                8 czerwca 2016 at 14:19

                Mówi się, ale nie czyny a działania pokazują faktyczne chęci. A tu działania wojsk królewskich pokazywały, że raczej nie byłoby RP Trojga Narodów (Polska-Litwa-Ukraina), a gdzie do Czworga Narodów? Z kozactwem, czy w postaci czerni czy w postaci tej bardziej ucywilizowanej, niezbyt chciano dojść do porozumienia, a za czasów Zygmunta Wazy było tylko gorzej (zdaje mi się, że to za jego panowania hetman Koniecpolski rzucił hasłem o kozakach niczym paznokciach i włosach, które trzeba regularnie przycinać). A Kozacy walczyli o uznanie ich za odrębny stan w Rzeczpospolitej także na sejmach.
                Acz gdybanie świetne :)

              • 8 czerwca 2016 at 14:57

                To prawda, istnieje teoria, że dla Moskwian problemem nie był Lach na Kremlu lecz katolik.

                Cóż, takie były czasy, że religia bywała ważniejsza od spraw narodowościowych — dla Wazów Moskwa nie była warta cerkwi…

              • Mike
                7 czerwca 2016 at 15:32

                Ach to wycinanie przykładów… mam teraz poopisywać wszystkie zepsute demokracje z polską na czele?
                Nigdy nie twierdziłem, że zawsze monarchia będzie lepsiejsza. Uważam, że większa szansa jest na lepsiejszą niż nie w porównaniu do jakiekolwiek demokracji, gdzie nie można znaleźć nawet jednej naprawdę wolnorynkowej.
                Skądinąd Korea Płn. to wynik narzucenia ustroju przez insze państwo, a że nikomu nie zależy aby to zmienić i pójść drogą np. Chin? Cóż poradzić.

              • mall
                7 czerwca 2016 at 17:32

                Bo najwyraźniej to nie ustrój jest tym czynnikiem podstawowym a tworzący go obywatele. I z jednej strony mogą zrobić sensowną utylitarystyczną monarchię, sensowny utylitarny względnie autorytaryzm a wreszcie sensowną demokrację parlamentarną. A z drugiej mamy przykłady tak oczywiste, że aż bolesne.

              • Mike
                8 czerwca 2016 at 00:14

                Skądinąd interesującym i o ile wiem nie powtórzonym w nowszych czasach systemem jest dwuwładza jaka panowała w starożytnej Sparcie czy w republikańskim Rzymie. Tzn. że decyzja 2 konsulów czy królów (Sparta) musiała być jednomyślna aby weszła w życie. Myślę, że taka samokontrola władzy do pewnego stopnia chroniła przed głupimi decyzjami.

              • mall
                8 czerwca 2016 at 06:55

                System dwuwładzy jest praktykowany na masową skalę: spółki. Nie przeceniałbym więc jego wpływu.

              • b52t
                8 czerwca 2016 at 07:36

                W większych spółkach jest nawet więcej niż dwuwładza, bo nie tylko wieloosobowy zarząd, ale też wieloosobowa rada nadzorcza. Nie wspominając o zgromadzeniu wspólników/akcjonariuszy.

              • Nottenick
                6 czerwca 2016 at 15:26

                Skandynawów panstwo łupie finansowo jeszcze bardziej niż nas ale jednocześnie przyzwolenie na oszukiwanie jest przynajmniej o rząd wielkiości mniejsze niż u nas. Zdecydowanie smykałka do oszukiwania państwa jest związana z kulturą a nie wysokością płaconych podatków. Polak choćby i podatków nie musiał płacić to jakby się nawineła okazja, żeby coś od państa skubnąć, to czemu nie? Jak to mawiają „tylko głupi by nie skorzystał”.

              • 6 czerwca 2016 at 15:31

                Zdaje się, że „kulturą” stało się to dopiero dziś — a zaczęło się od bezlitosnego tępienia przestępczości (w pewnym momencie w Szwecji władze doszły do wniosku, że tylko bardzo surowe kary…).

                Bodajże już Finowie zapatrują się na to nieco inaczej — pośrednio dlatego, że ich historia jest dość podobna do naszej — panowanie szwedzkie, rosyjskie… dość cudowna niepodległość od 1917 r.

  4. b52t
    6 czerwca 2016 at 08:38

    I masz babo placek, znów jestem w rozterce. Za ideą wolności i (niemal totalnej) swobody gospodarczej idzie realizm i rzeczywistość. Jeśli, póki co, nie doszliśmy do utopii państwa stróża nocnego (no, dobra zwalczającego monopole faktyczne, kartele, oligopole, etc.), a zatem mamy państwo, które pobiera od nas podatki (vel haracze), to pewne fakty muszą kłuć w oczy. Pierwszym niech będzie skala wyłudzeń, drugim skala nieujawnionych dochodów. Innym proceder prania pieniędzy pozyskanych na działalności przestępczej – pranie pieniędzy może się odbywać przez różne banki rozsiane po Ameryce środkowej, bliskim wschodzi, ale lokalnie to raczej gotówka, którą chłopcy noszący skórzane wdzianka i jeżdżący BMW, dostają za swoje „towary” i „usługi,. Racja przeciwna, opierająca się na swobodzie, to fakt, że taki obowiązek można próbować uznać za kolejne narzędzie do inwigilacji. Przy okazji, łapówki też daje się raczej w gotówce (no chyba, że między przedsiębiorcami – wtedy są faktury za fikcyjne usługi).

    • 6 czerwca 2016 at 08:54

      No oczywiście, bo przecież teraz nie będzie przekrętów :)

      Aczkolwiek przyznam jedno: piętnaście tysięcy złociszy gotówką? Mnie by portfel pękł…

      • b52t
        6 czerwca 2016 at 09:02

        daleki jestem od takiej naiwności (dziękuję), ale czy wobec tego, że przekręty i tak się będą działy (bo znajdą się inne sposoby) państwo powinno nie robić dokładnie nic? Wiem, że najlepsza dla niektórych może się wydawać idea faktycznego państwa teoretycznego w przeciwieństwie do tego wyrwanego z kontekstu).
        Czy nie wpuszczam się w maliny jak, ci którzy mówią: uczciwy nie ma się czego bać? Prawdopodobnie.

        • Wkurwiony mikroprzedsiębiorca
          9 stycznia 2017 at 16:52

          Mam pytanie. Prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą. Czy to oznacza, że jeśli do tej pory za lokal płaciłem 300 zł gotówką, to po zmianie tych przepisów będę musiał płacić przelewem a nie gotówką?

          • 9 stycznia 2017 at 17:08

            Nie, limit wynosi 15 tys. złotych, trzy stówki to znacznie mniej. Nadal można płacić gotówką, a ten koszt będzie można rozliczyć podatkowo.

      • mall
        6 czerwca 2016 at 09:24

        Te 15000 PLN ładnie pokazuje, że przepis nie jest wycelowany w mikroprzedsiębiorstwa. Ile z nich ma jednorazową fakturę kosztową takiej wartości? Do diaska, ubezpieczenie należności dla dobrych kilkuset tysięcy PLN kosztuje mniej niż 15000 PLN!
        Przyznam, że przy skali wyłudzeń podatku w kraju larum wygląda mi na krokodyle łzy :/

        • 6 czerwca 2016 at 10:19

          Żądza coraz większej ilości danych — osobowych, gospodarczych — przez władze to nie są krokodylowe łzy…

          • b52t
            6 czerwca 2016 at 10:27

            no tak, ale przecież skomasowane dane o prowadzonej działalności gospodarczej podaje każdy przedsiębiorca, ten wpisany w KRS nawet więcej, bo i w do US (szczegółowe) i do KRS (ogólne).

          • mall
            6 czerwca 2016 at 12:26

            Żądza danych ze strony państwa jest śmiesznie mała przy żądzy danych wielkich korpów. Według mnie to sprawiedliwa symetria.

            • 6 czerwca 2016 at 13:45

              Czyż nie ma w tym paradoksu, że wielkie korpy powstały dopiero przy wielkim państwie?

              Być może małe państwo nie wywoływałoby takich (niepożądanych, co tu kryć) skutków?

              • mall
                6 czerwca 2016 at 13:53

                No niekoniecznie przy wielkim państwie. Kompanie kolonialne to, zdaje się, pierwsze wielkie korporacje a powstały zanim takie Holandie czy Anglie stały się potęgami. Nie widzę w tym paradoksu.

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 14:17

                Przepraszam, ale to jest teza z gatunku: wcześnie było raka, bo nikt nie nazwał tak tej choroby.

              • 6 czerwca 2016 at 15:09

                I to jest bardzo dobra koncepcja :)

              • b52t
                6 czerwca 2016 at 15:11

                Wiedziałem, że rak się spodoba. Lewiatan to za bardzo religijne. ;-)

    • Mike
      7 czerwca 2016 at 08:28

      W ogóle to dlaczego ktokolwiek rozpacza, że budżet stracił X czy Y pieniędzy. Przecież państwo nie jest bogate od swojego budżetu tylko kiedy jego obywatele są bogaci. Więc jeśli budżet traci a obywatele się bogacą….
      …nad czym to ronić jakiekolwiek łzy. Przecież firma czy obywatel o niebo lepiej te pieniądze spożytkuje z korzyścią dla obywateli. A nawet niechby wytransferował na Kajmany.

      • 7 czerwca 2016 at 08:54

        I to jest niestety (smutna) prawda — bardzo rzadko zdarza się, żeby urzędnik powierzone mu publiczne pieniądze spożytkował w oszczędny, rozsądny i wydajny sposób. Zawsze przy okazji coś się odklei (i nawet nie mam na myśli korupcji, która dowodzi tylko tego, że ceny być może są niskie — albo zawsze da się łapówkę odkuć).

        • b52t
          7 czerwca 2016 at 09:29

          I to piszą osoby, które ideologicznie bronią idei konkurencji rynkowej – mowa jest o nie o tych, którzy bawią się zabawkami dużych chłopców w odległych miejscach na krańcach świata, ale o tych, którzy grają jawnie nieuczciwie, oszukując wszystkich, wyciągając z budżetu, na który wszyscy (zmuszeni przez ciemiężcę) się składają. No chyba, że to też w ramach walki z lewiatanem, procentu za głowę i tego typu bzdur.
          To, że ktoś bierze procent za swoją głowę, płacąc po 100 tys. zł, czy więcej za to, żeby nie płacić w Polsce podatków jest grą, która jest dozwolona przez prawo. To jak takie działanie można ocenia to inna sprawa. Jeszcze inną jest zasadniczo oczywistość, że przez palce państwa przecieka za dużo pieniędzy, bo nie muszą się z nimi liczyć. A jeszcze inna sprawa, to jakie usługi powinno/musi dawać państwo.
          Rozmowa o wszystkim naraz to rozmydlanie tematu.

          • Mike
            7 czerwca 2016 at 15:20

            Zabawa z naciąganiem fiskusa jest elementem konkurencji jakby nie patrzeć. Kto ma sprytniejszych, lepiej kombinujących księgowych, prawników, ten lepiej będzie gospodarować zasobami w warunkach etatyzmu i ograniczeń nakładanych przez państwo. Więc praprzyczyna pieniędzy nie trafiających do budżetu nie leży w firmach, tylko w organizacji systemu podatkowego, który przez swoją uciążliwość tylko zachęca do takich działań na granicy prawa lub poza. Kwestia koszt versus zysk jak zwykle.

            • b52t
              7 czerwca 2016 at 16:13

              Wszystkiemu jest winny pieniądz. ;-)

        • mall
          7 czerwca 2016 at 12:50

          A co Gospodarz rozumie przez „bardzo rzadko”? 10% przypadków? 5% przypadków? 50% przypadków? Gdzie jest „bardzo rzadko” a gdzie np. „rzadko”? A może jednak większość jest wydawana względnie prawidłowo a błędy są naturalnym przypadkiem tak jak naturalnym przypadkiem są błędy w wykonaniu firm?

          • b52t
            7 czerwca 2016 at 13:48

            Czytałem wczoraj wywiad z wieloletnim burmistrzem Polkowic. Polkowice to niewątpliwy przykład tego, że jeśli, ktoś wie co robić, ma plan, myśli strategicznie, w ogóle myśli, to się da. Że na grabieżczych podatkach mogą zyskać prawie wszyscy. Takich przykładów jest więcej. Są i w drugą stronę, bo można kwestionować czy takie Narodowe Forum Muzyki, to ma sens czy tylko dla snobów, czyli co ma za tego przeciętny Wrocławiak?

            • 7 czerwca 2016 at 14:03

              Polkowice to idealny przykład — redystrybucji podatku z kieszeni wielu do niewielu (na podatki płacone przez KHGM składamy się wszyscy, beneficjentem jest lokalna społeczność).

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 14:22

                W sensie, że KGHM to już dawno powinni sprzedać, bo tylko idzie na górników z publicznej kasy?

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 14:41

                Polemizowałbym, ze na podatki płacone przez KGHM zrzucają się wszyscy. CIT płacą swój od swojej sprzedaży, PIT od pracowników z tego co zarobią, lokalne, to wiadomo, podatek od miedzi i srebra – tutaj kupujący od nich mając to wliczone. Wiem, że KGHM to moloch, spółek tam co niemiara, ale chyba jeszcze nie oplótł nas tak bardzo, że gdzie nie spojrzysz tam KGHM.

              • 7 czerwca 2016 at 15:17

                Jednak klient kupując elektronikę czy coś tam z miedzią lub srebrem pośrednio płaci na ten KGHM.

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 16:12

                Trudno z tym polemizować, na wielu poziomach.

            • Mike
              7 czerwca 2016 at 15:26

              Ja nigdy nie twierdziłem, że się nie da. Tyle, że generalnie lepiej (dla siebie) wyda pieniądze człek bezpośrednio zainteresowany.

              • b52t
                8 czerwca 2016 at 08:40

                Z pewnością lepiej wyda bezpośrednio zainteresowany, ale wróćmy do początku – kto ma zatem budować wodociągi, drogi, ulice i utrzymywać to wszystko? Ludności lokalne, które osiedliłby się na danym terenie miałyby zakładać jakieś spółki?
                Idźmy do ściany: komuny (tak wiem, słowo źle się kojarzy), które są samowystarczalne, samoregulujące i stanowiące własne prawo (najlepiej jeszcze bijące własny pieniądz; albo wszystko na zasadach barteru, względnie płatność tylko złotem czy innymi uznanymi surowcami, materiałami).

              • 8 czerwca 2016 at 08:53

                „Jeszcze” 150 lat temu tak to wyglądało — vide koleje, które dopiero po jakimś czasie zostały znacjonalizowane.

                Poza tym ja nie będę polemizował: tak, sektor publiczny zawsze musi istnieć i podatki na infrastrukturę będą ściągane. Pytanie: jakie podatki? na co mają być wydawane? — to są ciekawsze rzeczy w kontekście państwa opiekuńczego.

              • b52t
                8 czerwca 2016 at 09:44

                Rzec by można, że to jest podstawa. Tutaj rodzą się największe spory, a wynika to z tego oczywistości – jaka ma być rola państwa. Skrajny liberał nie dogada się ze skrajnym socjalistą.

                Sięgając, są kraje, gdzie nawet straż pożarna czy lokalna policja też jest w pełni finansowana ze składem lokalnej ludności. Nie mówię, że się nie da.
                Natomiast 150 lat temu kanalizacja nie była aż tak powszechna. A cofając się jeszcze wcześniej, akwedukty i drogi to była domena i symbole Rzymu.

              • Mike
                9 stycznia 2017 at 22:26

                „Skrajny liberał nie dogada się ze skrajnym socjalistą.”

                I to się da, niech skrajny liberał płaci podatki na to co uważa i z tylko z tego korzysta, a skrajny socjalista placi więcej i więcej z państwowego korzysta.
                Korzyść z tego byłaby też taka, iż zaraz by się okazało, że socjalistów praktycznie nie ma. ;-)

          • 7 czerwca 2016 at 14:01

            Nie wiem :) to pogląd publicystyczny, nie informacja statystyczna :)

            Niemniej czasem czytuję o tym co mówi NIK — i włos się potrafi zjeżyć.

      • mall
        7 czerwca 2016 at 12:47

        To założenie jest bezpodstawne: „Przecież firma czy obywatel o niebo lepiej te pieniądze spożytkuje z korzyścią dla obywateli.” Apple ma ponad 200 mld USD zasobów gotówki (w takim rozumieniu w jakim opisuje się ją w raporcie giełdowym) której nie używa. Podobnie Microsoft i wiele, wiele innych firm giełdowych, które nie mając pomysłu wykupują siebie samych.

        • b52t
          7 czerwca 2016 at 13:25

          No tak, ale spółki maja swoje. Oni nie odbierają gwałtem ciemiężonemu ludowi, nie ograniczają go. Tworzą tylko układ zamknięty na którym korzystają.

        • 7 czerwca 2016 at 14:05

          Być może pamiętają kto im (bodajże w 1995 r.) podał kroplówkę :) Poratują jakiegoś biedaka, a z niego wyrośnie konkurent.

          A na poważnie: chciałbyś dyktować przedsiębiorstwom jak mają inwestować swoją kasę? No wiem, że się da :)

          • Mike
            7 czerwca 2016 at 15:23

            Jak to? Przecież państwa już dawno to robią poprzez przepisy/nakazy/zakazy… tyle, że (jeszcze) nie bezpośrednio.

            • 7 czerwca 2016 at 15:26

              Momentami nawet bezpośrednio — vide (obowiązkowe) OFE, które muszą obowiązkowo x% na to, y% na tamto.

        • Mike
          7 czerwca 2016 at 15:22

          Ależ znowu pieniądze jako takie nie są celem, tylko środkiem. Ich zaleganie jedynie może ewentualnie wpłynąć na mniejszą inflację.

  5. 22 czerwca 2016 at 15:06

    Czyli zapłata przez potrącenie, czy zapłata wekslem nie przejdzie?

  6. b52t
    12 stycznia 2017 at 07:28

    Ministerstwo Finansów zwraca uwagę, że wprowadzane od 1 stycznia 2017 r. przepisy podatkowe odwołują się do pojęcia „płatności”, wynikającej z transakcji (o której mowa w art. 22 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej), a zatem obejmują wyłącznie wskazany w nich sposób regulowania zobowiązania, tj. poprzez dokonywanie zapłaty. Regulacje te zatem nie znajdą zastosowania do innych form regulowania (wygasania) zobowiązań, które ze swojej istoty nie mają charakteru płatności i nie są związane z rachunkiem płatniczym. W związku z tym formy uregulowania zobowiązań takie jak m.in. kompensata (potrącenie), czy wymiana barterowa nie są objęte omawianymi przepisami. Jakkolwiek dochodzi wówczas do uregulowania (wygaśnięcia) zobowiązania, to jednak strony umowy nie dokonują „płatności”, które mogłyby być objęte zakresem tych regulacji.

    http://www.mf.gov.pl/ko/ministerstwo-finansow/wiadomosci/aktualnosci/ministerstwo-finansow2/-/asset_publisher/M1vU/content/id/5807440

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.